Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

piątek, 8 grudnia 2017

Największy fan i asystent mamusi.

Witajcie.
Niemal każdą wolną chwilę spędzam próbując coś namalować. Piszę "próbując" bo w ostatnich dniach średnio mi idzie. Czasem tak bywa, że niemoc twórcza nadchodzi i powoli się z tym godzę. Jeszcze kilka tygodni temu frustrowały mnie te pauzy. A teraz pozwalam sobie na te kilka dni odpoczynku. 
Zatem, niezależnie czy twardo tworzę coś konkretnego, czy tylko eksperymentuję i ćwicze, zawsze mam asystę.  
Antracyt, bo o nim mowa, potrafi się uwalić na stole i bezczelnie przesuwać swoim cielskiem wszystko co mu przeszkadza. Sztalugę, laptopa, słoik z wodą. 

O proszę, jaki zdziwiony że mi nie odpowiada jego towarzystwo. Tyłkiem mi sztalugę trąca i suwa i tak jakby nieco przeszkadza. 


 Wystarczy dosłownie chwila nieuwagi, wyjść do łazienki, zalać kawę czy herbatę i już... Hyc, książę na włościach. Rozwalił się na szkicu i zadowolony z siebie, mruczy i podwija łapki rozlelany jak szczeniaczek u cycka. A jaki niezadowolony i święcie oburzony jak go przenoszę na fotel lub drapak...


 A jak nie śpi, to wszędzie pcha łapki. A to do wody - jeśli czysta to pół biedy, chociaż chlapie, ale jak już z farbą to gorzej. A to pędzle, kredki turla. 

- Mamo, ja też będę malował!

- Mamo, tą kredkę teraz, mówię Ci, zielony świetnie się nadaje na futro żbika, zaufaj mi.

- Mamo, a czemu te włosy (gryząc pędzel) są takie gorzkie. 

- Mamo!, Zobacz jak ładnie rozpryskuje wodę, artysta ze mnie... Daj mi farbek, proszę... 

- Mamo!!! Głodny jestem! - To jest ulubiona fraza Antracyta. 

Nawet teraz, kiedy to piszę, siedzi obok i poluje na zakrętkę od wody mineralnej. A przy okazji zagląda co ja tam stukam w laptopa. 
- Ale ty brednie wypisujesz kobieto... - Jedzie straż pożarna, Antek galopuje do okna. Zawsze tak robi, jak dziecko. Uwielbia, a im więcej jednostek jedzie tym lepiej. 
Wrócił, uwalił się obok laptopa, mam jego ogon na klawiszach, lekko końcówką rusza. Wygiął głowę uszami do blatu, tuż przy głośniku z którego sączą się dźwięki muzyki Reiki. Zapadł w drzemkę. 
W tym samym czasie Ciapulek śpi na obrotowym krześle Szparaga, przy kaloryferze, a Keira podziwia jednym oczkiem świat za oknem. 
Gdyby nie te moje koty, to byłabym bardzo, ale to bardzo samotna w tym mieszkaniu. 

Chyba nikogo nie zdziwi, że Antek, znaczy Antracyt, no ma już trzy lata to chyba zasłużył na pełne imię, asystował mi całym, czarnym sobą przy moich pracach.


Takie tam szkice ze zdjęć. Nie najlepsze może ale ćwiczyłam rękę. Robione bardzo cienkim cienkopisem, najcieńszym chyba na rynku. Może jednak dla mnie za cienkim. Ale w sumie ujdzie. 
Nenufar.
Nie skończony. Jest jeszcze cały liść. A na liściu... najpierw miała siedzieć żaba wodna, potem mokra myszka, potem motyl. A w końcu nie siedzi na razie nic, bo nie mam pomysłu. Urodzi się jeszcze w odpowiednim momencie.
Dziękuję za odwiedziny i komentarze oraz najserdeczniej pozdrawiam i życzę udanego weekendu.