sobota, 23 listopada 2019

Różne techniki - kilka obrazów

Cześć, cześć moi drodzy.
Tak , to ja - żyję. Nawet bardziej żyje niż kiedykolwiek wcześniej. A przynajmniej bardziej czuję, że żyję. 
Wszystkich zaglądających serdecznie przepraszam za tę przerwę, dziękuję za zainteresowanie, jakie mam nadzieję wykażecie pomimo mojej nieobecności. Nie mogę nic obiecać. Nie mam prawa nic oczekiwać.
Dziś... obrazy. Cóż, to jest właśnie to, co wypełnia 90% mojego tak zwanego wolnego czasu. To jest to, co płynie w moich żyłach. 
 
Na początek Nora. 
Tak ta moja Nora, czarna i kochana suczka ze schroniska, która u moich rodziców na wsi znalazła swój dom i swój psi raj.
 Obraz malowany farbami akrylowymi na płótnie. 25/30cm. 
Musze przyznać, że obawiałam się jak uda mi się oddać dość skomplikowaną i czarną sierść. Obraz wyszedł nieco ciemny, niemniej jestem z niego i z siebie dumna. 
 
Następny w kolejce jest mój senior Ciapek. 
Ten portrecik to moje ponowne podejście do techniki pasteli suchej. Już kiedyś się za to zabierałam, ale nie mogłam się przekonać bo zupełnie nie wychodziło mi tak jakbym chciała. Praca tyłka nie urywa, ale tutaj poznawałam się z materiałami na nowo.

A było z czym, bo z pastelami wiąże się pewna historia. Otóż swój zestaw pasteli, zakupiony ze trzy lata temu, sprzedałam. Bo uznałam, że niepotrzebnie kurzą mi się w szufladzie, a jakoś nie po drodze mi z tą techniką. A jak już sprzedałam to zaczęłam dostrzegać możliwości jakie daje ta technika, to medium. Są wspaniali artyści którzy potrafią wyczarować cuda. No i zaczęłam się doszukiwać o co chodzi. Napisałam do kilku z nich (Niemcy, Francja) i wyszło, że pracują na specjalnym papierze. To był wspólny mianownik. Bo pastele rożnych firm. 
No to ja się w taki papier zaopatrzyłam, z drugiej ręki kilka kartek, na próbę. 
Ciapek był pierwszy, coby obadać teren. Na drugi ogień poszła Liza.
No i tu już na poważnie dostrzegłam możliwości. A daje je tenże właśnie papier. Tak zwany papier piaskowany, który w dotyku nieco przypomina delikatny papier ścierny. Jest absurdalnie drogi. Arkusz formatu A3 kosztuje ponad 12 zł. W tej cenie mam płótno. 
No ale jeśli ktoś idzie w tę technikę to nie ma co oszczędzać.  
Jak się pewnie domyślacie,oprócz papieru, zakupiłam nowe pastele... no czasami bywa. 
Ciapek i Liza to format A4.
 
Wróciłam jednak do aryli, najbliższej mi techniki, dość dobrze znanej, wydajnej i jednak zdecydowanie trwalszej. 
Na płótnie dwie syberyjskie kocice Neska i Pirat.
 


 Przyznam się bez bicia, iż furto tych piękności dało mi w kość. Jednocześnie był to fantastyczny trening malowania futra na większych powierzchniach, gdyż obraz ma wymiary 40/40 cm. Więc pędzel miał gdzie się rozpędzić. 
A dla kontrastu - Kaja.


 To kotka brytyjska, srebrzysta, puchata i z wielkimi oczyskami. Również akryl. Z tym że płótno 15/15cm. Jak do tej pory mój najmniejszy portret. Malowanie takich miniatur ma swój urok. 
 
Miałam romanse z kilkoma technikami - Farby akrylowe, farby akwarelowe, kredki ołówkowe i pastele suche.
Na chwilę obecną najbliższe są mi akryle ze względu na łatwość pracy, wydajność oraz trwałość. Co prawda jestem zakochana w kredkach, strasznie podobają mi się efekty możliwe do uzyskania pastelami, jednakże obie te techniki są dość trudne, kosztowne i jak dla mnie to nie trwałe. Nie odrzucam ich, mają swoje miejsce w moim sercu, nie wyobrażam sobie jednakże, tworzenia nimi większych obrazów. 
Z tymi przemyśleniami was zostawiam, nie wiem na jak długo... Na prawdę. Mam obawę, że blog stanie się mocno monotematyczny i przez to nieco nudny. A kalendarz malarski mam zapełniony do marca, więc... będą głównie obrazy. Na inne aktywności nie mam już czasu, znaczy jest czas, ale ich opisywanie już nie mieści się w grafiku. Na razie. Jak opanuje już nowy styl życia to kto wie...
Pozdrawiam was serdecznie.