piątek, 27 września 2019

Niesamowita historia pewnego psa.

Hej hej.
Dziś przychodzę do was z niesamowitą i wzruszającą historią. To opowieść o nieszczęśliwym psie. Bardzo nieszczęśliwym, spędzającym całe swoje życie na krótkim łańcuchu, sfrustrowanym i agresywnym. Takim jakich tysiące na naszych wsiach😡
I tego nieszczęśliwego psa zauważyła Beata. Beata nie chciała tego tak zostawić. I zorganizowała ratunek dla psiaka. Nie znam dokładnie szczegółów ale wiem, że pies trafił pod skrzydła behawiorysty. Cieszyła się bardzo, że ten człowiek jej pomoże, wyprowadzi, znajdzie nowy dom. Ale "ten człowiek" poległ. Pies był tak agresywny, że nie dało się do niego podejść, wyprowadzić na spacer, w jakikolwiek sposób pracować. I zapadł wyrok - usypiamy, jej się nie da pomóc. 
I w tym momencie w życiu psa, z czystej ciekawości pojawiła się Kasia, znajoma "tego człowieka co miał psiaka uratować". 
Dziewczyna poszła zobaczyć tego niereformowalnego morderce i... stał się cud. Pies w pierwszej chwili zaczął ujadać i atakować w swojej klatce, ale po kilku sekundach uspokoił się i położył wpatrując w Kasię a kiedy ta usiadła przy klatce, psia łapa wysunęła się i zaczepiła ją. I tak pies morderca, któremu nie dało się ponoć pomóc, okazał uczucia i pragnienie miłości.
 
Tym psem jest Tina.


Zdjęcia autorstwa Kasi
 
Prawda, że urocza. 
Zatem, Tina uniknęła tragicznego losu po raz drugi i poznała miłość życia, z wzajemnością. Kasia oddała się psu całą sobą i zaczęła pracę z nim. Wspaniali ludzie ze społeczności "za moimi drzwiami" wspierali opiekę nad Tiną finansowo. Bo Kasia prowadzi hotelik dla psów i małych zwierząt "zamerdami". 
Dziewczyny pracowały ze sobą i z innymi psami, co nie było łatwe, bo Tina nadal bardzo łatwo traciła panowanie i emocje brały górę, rzucała się atakowała. 
Jednak po miesiącach pracy było coraz lepiej. Kasia bardzo się cieszyła z postępów i liczyła na wspaniałą przyszłość dla Tiny.

Los jednak okazał się przewrotny. Pewnego sierpniowego dnia Tina po powrocie ze spaceru zasłabła. Kasia od razu zabrała ją do weterynarza. Zapadła decyzja o przeprowadzeniu operacji. I w trakcie tej operacji wyszło, to czego nie pokazały żadne badania ani usg przeprowadzanie kilka miesięcy wcześniej. Psina miała dużego guza w wątrobie, który pękł i doszło do krwawienia i wylewu. Serce psiaka prawie przestało pracować. Niestety Tina odeszła za tęczowy most. Rozpacz Kasi, Beaty, która cały czas dopingowała wspierała i oferowała swoją pomoc oraz całej społeczności ZMD była ogromna. Totalny szok. Jednego dnia pies jest okazem zdrowia, pełnym energii, a następnego już... za tęczowym mostem merda ogonem i czeka na moment spotkania z Kasią. 
Po pierwszym szoku, Kasia odezwała się do mnie z prośbą czy nie namalowałabym jej portretu Tiny.
Przyznam że poczułam się zaszczycona, bo nie znałyśmy się z Kasią i Beatą wcześniej. Kibicowałam Tinie jako element społeczności ZMD. 
Oczywiście, że się zgodziłam. Nie brałam pod uwagę odmowy. A kiedy po niespełna godzinie odezwała się Beata, że chciałaby portret Tiny dla Kasi, to wiedziałam, że Wszechświat do mnie mówi - dziewczyno, maluj, daj odrobinę szczęścia tej załamanej istocie. 
Wybrałam największe podobrazie jakie miałam w domu i na jakim nie boję się malować i zabrałam się do roboty. Malowanie psa, którego już z nami nie ma było trudne, bo wiedziałam, że wiążą się z nim ogromne emocje. 
Nie będę się rozpisywać nad szczegółami, bo to teraz nie ma znaczenia, jak ktoś jest ciekawy to w komentarzu odpowiem. 
Moja wizja Tiny.