Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

wtorek, 19 listopada 2013

haft cieniowany - Kalie - odsłona pierwsza

Witam kochane najserdeczniej.
Ostatnio mało było o haftowaniu (mój ślubny nadal rży niczym habeta na polu gdy słyszy to określenie, ale to my byłyśmy pierwsze i to słowo należy się nam - kobietom pracującym igłą i nitką).
Tak czy inaczej po ogrodniczo słonecznikowym przerywniku pragnę pochwalić się nowym wzorem. Wspominałam już o kaliach zwanych inaczej cantedeskia. Ponieważ na razie nie mam głowy do wymyślania wzorów ten po prostu znalazłam w internecie jako kolorowankę dla dzieci i jego prostota bardzo mi się spodobała.
Z innych spraw to wyszywając wygladam jak jakaś dama gdyż wybiłam sobie w pracy mały palec prawej dłoni i się nie zgina zbyt chętnie. Przyznam nie ułatwia to pracy. I wygląda dość śmiesznie. Po za tym, że boli oczywiście. A do wypadku doszło jak z Małą Martą chciałyśmy wrzucić na taczkę worek z torfem, który okazał się pierońsko ciężki i się potknęłam. Dobrze, że skończyło się na palcu a nie na wybitych zębach bo taczka twardsza niż moja szczeka. 
A to nie koniec przygód dnia wczorajszego. Wracając zepsuło nam się auto, przestały działać hamulce (super!!!) i musiałyśmy zjechać na pobocze akurat na wysokości pracujących robotników zdejmujących ogrodzenie lotniska. No i się zaczeły głupawe uśmieszki bo oto dwie panienki biegają wokół samochodu i zaglądają pod maskę i nic nie mogą zrobić. Banda szowinistów, zamiast podejść się zapytać to oni gapią się, śmieją i komentują, a my w nerwach bo do domu daleko i zimno. Aż tu nagle wraca tą drogą właściciel ogrodu na którym pracujemy, zarąbiście drogą furą i zatrzymuje się. Żebyście widziały miny tych palantów (inaczej nie nazwę). Zaczęli się na to BMW ślinić jak mój kot na jedzenie. 
No ale koniec końców dojechałyśmy do domu, samochód poszedł do mechanika a ja mam kwas z tym, że tak źle są postrzegane kobiety na drogach i zwykła uprzejmość gdzieś wymarła zaraz po dinozaurach.
 Ale dość  biadolenia, dziś ostatni raz w tym sezonie na ogród a wieczorem do tamborka. 

Zatem obiecana Kalia

12 komentarzy:

  1. Eh mężczyźni... Kalia jest boska! Czekam na więcej:)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja się ślinie na ten hafcik a przede wszystkim zgrzytam zębami z zazdrości że sama nie mam bladego pojęcia jak Ty to robisz!:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Żartujesz, to jest na podstwie zwykłej kolorowanki?! Cudny haft!

    OdpowiedzUsuń
  4. cudo :) nie mogę uwierzyć że to zwykła kolorowanka :) jak Ty to robisz? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, po prostu wypełniam kontur według uznania...

      Usuń
  5. Będzie śliczna! Pięknie kolory;)

    OdpowiedzUsuń
  6. przepiękna ta twoja kalia, i mówisz, że wzór z kolorowanki ?

    OdpowiedzUsuń
  7. Kalia przepiękna, już nie mogę się doczekać końca:) Mam nadzieję, że kiedyś w końcu zrobisz coś dla mnie:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jesteś prawdziwą mistrzynią Ty naprawdę tworzysz a nie jak ja odtwarzasz!!!! co do tych "palantów" przypuszczam, że sami się nie znają więc wstydzili się podejść a wyśmiewać się jest łatwo :)

    OdpowiedzUsuń
  9. No Kochana ja tu gębę rozdziawiłam na widok Twojej nowej pracy!!!!!!!!!!!,że to niby z kolorowanki? no nie ja sie muszę schować chyba ,ze mnie przyjmiesz na naukę !, ale to cudne ! Ty masz jakies zdolności ukryte w kierunku malarstwa !! I MAM pretensje ,ze zdjęć tak mało , że nie z każdej strony itd !!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękne... Moja mama wyszywała takim haftem, dla mnie to czarna magia :) Dziękuję za wizytę u mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Fajnie opisałaś te przygody a kalijka śliczna.

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.