Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

niedziela, 24 listopada 2013

Malowany żbik

Na sam początek to chciałam bardzo ale to bardzo podziękować za wszystkie miłe i pozytywnie mnie nakręcające komentarze. Tak pozytywnie, że miałam ambitny plan skończyć dziś moje kalie ale... 
Chciałabym też z ogromną radością powitać kolejne osoby na moim raczkującym jeszcze blogu - Rozsiądźcie się, rozgośćcie wygodnie i bawcie dobrze.

A wracając do kalii to jak wspomniałam chciałam je dziś skończyć, wyprasować i pokazać, ale los chciał inaczej. Jestem już na finiszu, została mi może godzina - dwie i będą skończone. Lecz od dnia wczorajszego doskwiera mi nerwowy ból całego prawego ramienia i nie mogę się ani skupić na pracy ani jakoś efekty mnie nie zadowalają. A męczyć się na siłę nie chcę gdyż potem będę musiała pruć, a po co.
Cały czas też chodzi mi po głowi len, bardzo mi się podobają prace na nim wykonane, a wiem że na gęstym to i cieniowanie by wyszło. Ale te ceny... Chwilowo mnie nie stać.

Dziś chcę natomiast pokazać jeden z pierwszych moich obrazów przedstawiający żbika. Namalowałam go blisko dziesięć lat temu na zwykłej kartce z bloku szkolnymi plakatówkami. Wtedy jeszcze nie stać mnie było ani na płótna ani na dobre akryle. Ale bardzo lubię ten obraz i jestem z niego dumna mimo, iż widzę sporo niedociągnięć. Mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu również.


Wiem, że na pierwszym planie jest kot i to on najpierw rzuca się w oczy ale ja jestem najbardziej dumna z tego porośniętego grzybami i porostami pnia co jest za nim. A to dla tego, że najwierniej oddaje on rzeczywistość, a ja mam obsesję na punkcie tego by moje obrazy były niczym fotografie. Jak najbardziej naturalistyczne. 


Obok mnie na kanapie wyciągnięty leży Ciapek i mruczy przez sen. Pyrka mnie przeciągając się łapą i zahacza o laptopa. Jest puszystą kulą pełną miłości i słodkości. Kiedy tak leży koło mnie czuję się szczęśliwa, że go uratowałam. Patrzę jak się myje tą swoją jedną zdrową przednią łapką i jak ufnie pozwala się przekładać z miejsca na miejsce. Czuję, że jego miejsce jest przy mnie i, że gdyby nie to łaciate futro to przepełniająca mnie miłość rozsadziłaby mnie chyba od środka. (Tęsknię za Lunką...)
Znam się na kotach niemal tak dobrze jak na roślinach; znam ich osobowości i różne charaktery ale Ciapek jest wyjątkowy. Nie chadza swoimi drogami, nie miewa nastrojów, nie fuka bez przyczyny. Chodzi za domownikami (mój ślubny + ja) jak psiak, domaga się okazywania uczuć i nigdy nie drapie.
 Kot przytulanka. 


6 komentarzy:

  1. Kiciuś jest słodki. I pewnie swoją miłością do Ciebie dziękuje za uratowanie go. Żbik wygląda za to na groźnego kocurka:) Malunek piękny. Malujesz teraz na płótnach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. A przynajmniej przez chwile zachłysnęłam się płótnem. Teraz to ja prawie wcale nie maluje, rok temu zaczęłam obraz który nieco mnie przerósł swoją wielkością i szczegółowością i zarzuciłam go wierząc że kiedyś do niego wrócę. Płótno daje wiele możliwości. Wspominałam, ze portret rudej kotki jest na płótnie (płócienku 20/20cm:)) Pozdrawiam gorąco.

      Usuń
  2. Żbik piękny:) a i Ciapek niczego sobie:) bardzo fajny przytulaśny, momentami pełen energii Kocurek:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ tu u Ciebie pięknie :) Mam nadzieję,że nie będziesz mi miała za złe to,że się tu troszkę rozgoszczę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że nie będę miała, rozgaszczaj się w najlepsze...

      Usuń
  4. Bardzo udany obraz! Podziwiam Twój talent:)

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.