Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

czwartek, 12 grudnia 2013

Walka z infekcją i rachunek sumienia

Witajcie moje kochane.
Na wstępie bardzo ale to bardzo dziękuję za miłe słowa odnośnie moich zdjęć z motylkami. Cieszę się, że przypadły do gustu. 
Dziś moje nadwątlone zdrowie zagnało mnie do lekarza. Oczywiście prywatnie gdyż jak się okazało w "mojej" przychodni państwowej funduszowej brak miejsc. Jedna moja stała pani doktor zajęta do końca roku, druga może mnie przyjąć w Sylwestra... 
Ręce opadają i zemrzeć idzie. 
Zatem znalazł się jakiś inny awaryjny internista co mnie za tydzien może obejrzeć. Bez łaski, przyjdę a i owszem, niech zapracuje jakoś na tę swoją dolę. Ale do tego czasu to ja mogę na pryczy szpitalnej zalegnąć z zapaleniem płuc czy inszym dramatem. Więc szybciutko do prywatnego bo leki potrzebne.
A tam oczywiście, lekarz jest - zwarty i gotowy - czeka już na panią tylko... Łolaboga 90 zł chcą za tę przyjemność. Skandal, do internisty? Do ginekologa płacę tam 70 zł ( bo oczywiście państwowo to na za pół roku można dopiero ).
No dobra, zapłaciła ja z bólem serca i pełznę na trzecie piętro. Dramat jakiś, ledwo się dowlokłam, a przecież pracuję fizycznie. 
Diagnoza - przewlekłe zapalenie zatok i osłabione serducho (stąd te niezwykłe zadyszki).  Super, żyć nie umierać. Garść papierów wymienialnych na leki dostałam i do apteki.
Zatem nie mogę się pochwalić niczym poza końską dawką antybiotyku i rozgoryczenia na służbę zdrowia (zresztą kto tu komu służy bo na pewno nie oni nam).
Chwaścior mój straszliwy dorobił się już wszystkich liści i jak tylko się lepiej poczuję to postaram się go wykończyć i pokazać. 
Zrobiłam też małą improwizację na starej lumpeksowej tunice ale z braku chwilowego aparatu nie mogę pokazać. 
Mam też w głowie pomysł na następne tygodnie. Po ostatnich roślinnych hafcikach jakoś mam dość zieleni. A niestety dominuje ona w roślinach, zatem zamarzyło mi się coś bardziej kolorowego. I tak w oczach mam gałązkę wiosennej wiśni czy jabłoni, jeden pies, (zgroza - ogrodnikiem jesteś!) z różowymi pączkami, białawymi kwiatkami, wielobrązową gałązką i - cóż - zielonymi listkami.
W poniedziałek napadłam pobliski lumpeks w którym tegoż dnia wszystko jest po trzy złote (takie sklepy to ja lubię) i zakupiłam kilka materiałów. Zasłonkowe pseudoatłasy w kolorze morelowym i bladogroszkowym. Jakość dobra, nie rozciągają się, gładkie i ładne. Zobaczę jak będzie mi się na tym Wyszywać.
 Pozdrawiam serdecznie 
Idę jeść rosół i wyleżeć chorobę z książką w dłoni.

3 komentarze:

  1. ehh... szkoda słów na nasza służbę zdrowia , więc życzę szybkiego powrotu do zdrowia :) bez konieczności kolejnej wizyty u lekarza :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdrówka życzę! Pozdrawiam cieplutko;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdrowia życzę :) Ja jak długo mogę omijam lekarza, bo żeby się leczyć to trza być zdrowym (żarcik taki)

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.