Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

niedziela, 16 lutego 2014

Kudłaty Wiking się przedstawia

Witajcie kochane moje. 

Bardzo miło mi powitać Gigę, Talibrę, Pawannę02, Wiolę B, Annę, Eve Vokulską i Iwonę K w kręgu nowych obserwatorów. Rozsiądźcie się wygodnie i bawcie dobrze. 
Nie miałam też okazji podziękować za przemiłe komentarze pod ostatnim wpisem dotyczącym Wikinga. Za te wszystkie ciepłe słowa na prawdę niezmiernie dziękuję. Nie bardzo miałam kiedy na nie wszystkie odpowiedzieć, poprawię się. Bardzo lubię tak sobie z wami konwersować poprzez bloga:)
Wracając do Wikinga, kudłatego zresztą, to żeby nie było, że zupełnie nic nie robię to dziś pokarzę niewielkie postępy. Niewielkie bo niewielkie ale jakieś są. 
Ale to zaraz. W całym zamieszaniu jakie mam w głowie, pisząc o wyprawie do Parku Szczytnickiego wspomniałam, że chciałam sprawdzić czy myszy i inne gryzonie już harcują wśród listowia. I pisząc tak o tych wszystkich skrzydlatych mieszkańcach parku, których tam spotkałam kompletnie zapomniałam wspomnieć, że niestety nie natknęłam się na żadne gryzonie. Jeszcze pochowane zimują sobie gdzieś pod ziemią i w szczelinach. Ale trzymam rękę na pulsie i będę zaglądać co jakiś czas tu i tam i może w końcu trafię na wiosenne myszunie.
Ok, czas na koteczka naszego małego. Ostatnio wyszyłam mu maskę nad oczami i zaczęłam powoli schodzić pod oczy. Ponieważ nieco znudził mi się widok brązowej muliny na igle to postanowiłam zmienić kolorek. Wybrałam z mojego stosu kolor... biały taki zupełnie biały-biały niczym mleko. I zeszłam poniżej różowego noska. I zaczęłam dziergać fafla. ( Jakby ktoś nie wiedział to fafle to te miejsca na pyszczku psów i kotów gdzie rosną im wąsy i które się marszczą kiedy zwierze warczy). Na początku chciałam iść nie bacząc na kropki z cebulkami wąsów ale jakoś tak w końcu zaczęłam je omijać, czy to był dobry pomysł czy nie - nie wiem, okaże się.

Zaczęłam od lewego fafla ale potem jakoś tak przeszłam na prawego i już na nim zostałam.
Jak go skończyłam to zamiast wrócić na tego drugiego to jakoś tak mnie poniosło żeby zacząć resztę pyszczka "owłosić" i w kierunku policzka się przemieszczać. Kolor jak widać na obrazku jest idealnie sraczkowaty, przynajmniej dla mnie. Ważne żeby był ciemniejszy od oprawy oczy a jaśniejszy od brązu na masce. No i tak dziergałam tę sraczkę (mam nadzieję, że nikogo nie razi to określenie... jeśli razi to sorki, napisać a zmienię)
I dziergałam, aż wydziergałam tyle:
I tylko tyle. Niestety jak już pisałam to wszystko co na razie stworzyłam, przynajmniej igłą... Bo mam jeszcze coś:)
Kilka wpisów wcześniej wspominałam, że wymyśliłam imię dla tego wspaniałego kota. Nie podam go wprost teraz. Podam go tak: 
( Dla chętnych i wytrwałych)

Śnieg przestał już sypać tak mocno, jedynie gdzieniegdzie jeszcze wirowały w prześmiewczym balecie pojedyncze płatki. Porywały je co rusz szalone zrywy przeszywającego do szpiku kości wiatru. Wszystko było skute lodem i martwe. Kryształki śniegu błyskały odcieniami srebra, błękitu i fioletu w popołudniowym słońcu. Na oprószonych diamentowym pyłem sosnowych igłach przysiadała muzyka lodowych dzwonków. Mróz trzaskał w konarach i więził ostatnie wolne, życiodajne krople ukryte w najgłębszych zakamarkach pni i konarów.
Tu nie było życia.
Jak okiem sięgnąć białe połacie skrzącego się śniegu i martwe, skute pancerzem lodu mogiły drzew. Nic, tylko oślepiająca, wręcz ogłupiająca biel, dziwna cisza, która wcale nie była bezdźwięczna i wszechogarniające zimno.
Naraz, na niedalekim załamaniu horyzontu pojawił się punkt. Zrazu maleńki systematycznie rósł przybliżając się. Ruchy przybysza płynne były i stąpał jakby nic nie warzył. Zatrzymał się i zamarł w bezruchu.
Spod cienkiej warstewki śniegu dostrzec się dało kształt bezwładnie leżący na zimnym łożu i otulony pierzyną ze śnieżnych gwiazdeczek. Leniwie opadające płatki pokrywały blady policzek, złociste loki i delikatnie wykrojone usteczka. Wysublimowany kształt powoli nikł w okrywie śnieżnego puszku. A obłoczku oddechu nie było widać już od wielu godzin. Dziewczynka nie żyła. Jej oczy zamknięte jakby w obronie przed cierpieniem rzeczywistości naznaczone były jedynie lśniącymi zamarzniętymi łzami. Płakała, bała się i uciekała.
Kilka metrów od niej nikły ślady wielkich łap ułożone w okrutny krąg śmierci. Nie było śladów krwi ani walki. Z jakiegoś powodu wygłodniałe bestie choć okrążyły dziewczynkę nie zbliżyły się do niej. Nie umarła rozszarpana przez te drapieżniki, odeszła z wyczerpania.
Przy jej drobnej dłoni siedział ogromny, długowłosy kot o malachitowych ślepiach, sierści koloru jesiennych liści, kory buka i olchy z kudełkami w uszach i pędzelkami na ich końcach. Jego puszysta kita lekko wachlowała wznosząc piruety śnieżynek. Z nozdrzy unosił się obłoczek pary świadczący o spokojnym oddechu. Ślepia miał przymknięte i wydawał się zamyślony. Zastrzygł uchem i po chwili odwrócił głowę w stronę lasu.
Z mgły wyłoniły się najpierw dwa kudłate, oskrzydlone koty wielkości bojowego konia, jeden bielszy od otaczającego ich śniegu, drugi antracytowo czarny niczym syberyjska noc. Za nimi na srebrzysto białych saniach objawiła się sama Freya, bogini tego co żywe. Najpiękniejsza ze wszystkich bogiń, równa samemu Odynowi.
Odziana w płaszcz z sokolich piór, z nagą piersią przyozdobioną jedynie wspaniałym złotym naszyjnikiem – Brisingamen. Jej długie nogi osłaniała kobaltowa spódnica.
- Pani. - Mruknął kot koloru lasu i skierował się w stronę swojej Bogini. 
- Karan-Raka, co się stało, Twój przekaz był bardzo niejasny.
- Wybacz mi Pani, nie udało się. 
Bogini spojrzała na ciało dziewczynki. Jej Bursztynowe oczy zalśniły.
- Co z duszą?
- Nie zdążyłem, umknęła. - Karan-Raka był niepocieszony i zmartwiony.
- Nie dopadły jej?
- Nie, one też nie zdążyły. 
Freja rozejrzała się i wysiadła ze swoich sań. Minęła swoje wielkie koty i stanęła nad dziewczynką. Przyklękła przy niej i delikatnie dotknęła zimnej twarzy. Odsunęła zmarznięty lok i zmarszczyła swoje łagodnie wykreślone brwi.
- Tak, jej dusza umknęła już dawno. Nie miały szans jej dopaść. - Podniosła się z kolan i jednym ruchem dłoni utworzyła nad ciałem dziewczynki mogiłę. 
- Co teraz moja Pani? - Malachitowe oczy Karan-Raka utkwione były w obliczu Bogini.
- Musisz znaleźć tę duszę Karan-Raka i to możliwi jak najszybciej. 
- Oczywiście Moja Pani
Freya wróciła do swoich sań i zawinęła się swoim płaszczem.
- Pamiętaj, że od tej duszy zależy przyszłość całego Asgardu, a nawet znanego świata.

I jak się podoba historia mojego Kudłatego Wikinga? Nie wiem czy coś więcej urodzę ale jak go tak wyszywam to mi różne takie opowieści chodzą po głowie. Mogłabym mieć wtedy taki program któremu mogłabym dyktować... ech, marzenia. 
I jeszcze jedna bardzo ważna informacja. Babrdzo, bardzo dziękuję Adze Jarzębinowej od której dostałam niedawno wspaniałą przesyłkę zawierającą mrowie mulinek. Otóż Karan - Raka jest w 90 % wyszywany tymi właśnie nićmi. Dziękuję jeszcze raz. 
Życzę miłego tygodnia to do następnego.

26 komentarzy:

  1. Jestem coraz bardziej oszołomiona Lunka :))) i to niemożliwie piszesz - aż ciarki przechodzą... czekam na c,d,...
    [pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej... to muszę przysiąść fałdów, bo chwilowo nie ciągu dalszego. Dziękuję za tak miłe i łechcące słowa. Na prawdę, jest po co wstawać rano z łóżka. Ściskam.

      Usuń
  2. Rety, myślałam, że to fragment z jakiejś książki. Masz talent dziewczyno. Koniecznie dyktafon musi obok Ciebie leżeć, a Ty na gorąco swoje opowieści będziesz nagrywać. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za te słowa. dyktafon niestety odpada bo potem musiałabym odsłuchać to co nagrałam a nie znoszę swojego głosu więc byłoby to dla mnie nie do zniesienia. Pozdrawiam.

      Usuń
  3. No mówiłam ,że z Ciebie nie tylko artystka pędzla , pióra i haftu ! cudownie wyglada ten kot !w domu się ze mnie śmieją ,że specjalnie go nie wyszywam aby podpatrywac u Ciebie:) no fakt ! coś w tym jest nie mam pojecia jak skończyć tego co kiedyś zaczęłam , chyba rzeczywiście poczekam aż skończysz , pieknie wychodzi naprawdę rewelacja ! podejrzewam że zrobi furorę! Miłego tygodnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci Luna, że gdyby nie ten doping to bym tego kota odstawiła pewnie na jakiś czas, bo niecierpliwa jestem bardzo. Ale mam taką cechę, że jak mam chociaż jednego odbiorcę to chce mi się dla niego tworzyć, ot sprzedajny ze mnie "artysta" he-he. Ale teraz to na prawdę mogę rozwinąć skrzydła i złapać wiatr w żagle. Czemu ja się wcześniej nie obudziłam z tym blogiem...

      Usuń
    2. No właśnie! Ale dobrze że się obudziłaś i nie waz się kota odstawiać bo mój syn też czeka co by mi potem nad uchem nadawać hi hi. A czasem doping jest konieczny ,ja też niecierpliwa jestem. :D

      Usuń
  4. Kiedy cięg dalszy opowieści o Karan-Raku? Czekam z niecierpliwością. A jeżeli chodzi o kudłatego to mam prośbę: czy możesz podawać numery kolorów muliny. Kończy mi się tusz w drukarce i to z niej wychodzi nijak ma się do rzeczywistości. Komputer mam stacjonarny i ostatnio nie zawsze dostępny. Stąd moja prośba.
    PS
    Czy ktoś jeszcze , oprócz nas, Haftuje Wikinga?
    Pozdrawiam, Dana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do opowieści to postaram się w miarę szybko, nie sądziłam że spotka się z takim pozytywnym odzewem. A co do numerów mulin to może być problem gdyż używam ariadny której numerów nie jestem pewna. Wiem, że Kalliope myśli o wyszywaniu kota i chyba skompletowała już kolory do niego. Zapytaj jej jakie numery dobrała bo ja się posługuję określeniami jak sama widzisz mało profesjonalnymi. Przykro mi, że zawiodłam w tej materii moje skompstwo trochę tu wyszło. Pozdrawiam jednak cieplutko.

      Usuń
    2. Hehehe:))) moje kompletowanie mulin skończyło się rozkompletowaniem kompletu, bo nie podobał mi się efekt zaczętego haftu :). Nie mam niestety wprawy w samodzielnym doborze i nadal nie jestem pewna czy dobrze to składam kolorystycznie... Moje postępy pokażę gdzieś za tydzień, mogę wtedy napisać jakich kolorów używam.

      Usuń
  5. KOBIETO! Jestem pod niesamowitym wrażeniem tego, co przeczytałam. Nie mam nic przeciwko temu, aby przy każdej prezentacji Wikinga, był ciąg dalszy tego co zaczęłaś pisać. Świetnie Ci idzie wyszywanie, a także pisanie. Jesteś NIESAMOWITA!
    Sypnęłam mnóstwo komplementów ale jestem ich pewna w 100%

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja jestem pod wrażenie Twoich słów. Zarumieniłam się i mój małżonek poślubiony mi dwa lata temu śmieje się że siedzę i z bananem na pysiu pławię się w blasku tych pochwał.... bestia bez wyczucia. Na prawdę mi miło czytać takie opinie o mojej twórczości wszelakiej. Pozdrawiam gorąco.

      Usuń
  6. Ja też jestem pod wrażeniem wszystkiego:) jestem pierwszy raz i już zostanę, opowieść super o hafcie nie wspomnę:) pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję i zapraszam serdecznie. Cieszę się z odwiedzin i mam nadzieję, że nie rozczarujesz się. Pozdrawiam.

      Usuń
  7. Podziwiam postęp prac nad Wikingiem, czuje i widzę, że będzie niesamowity! Dziękuję za mile powitanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa. I miło mi jeszcze raz ćię powitać tym razem nie zbiorowo ale "osobiście" niejako. Miłego dnia życzę.

      Usuń
  8. Piękna opowieść :))). Karan-Raka to Twój pomysł tak z fantazji czy to coś znaczy? Jakoś fajniej chyba będzie się haftować bohatera powieści, niż nieznanego kota z fotki :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem do końca pewna kto to był, ale przez wieloma wieloma laty mój były wspominał mi o kimś takim, jakimś wojowniku, zaklinaczy zwierząt czy coś tam. Ale nie wiem czy to postać z książki czy skąd, zapamiętałam tylko to imię i bardzo mi się spodobało i od razu przypasowało do tego kota.

      Usuń
  9. Opowieść zapowiada się genialnie! Domagam się ciągu dalszego. Ilustracje do niej też piękne.:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się o ciąg dalszy. Fajnie, że się podoba, cieszy mnie to.

      Usuń
  10. Mi tam słowo "sraczkowaty" w ogóle nie przeszkadza ;) A co Wikinga...... magia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He-he, mnie też nie ale wiem, że czasem w necie znajdą się wrażliwcy więc wolałam się asekurować. dzięki zamiłe słowa odnośnie Wikinga.

      Usuń
  11. Lunka, ten kociak jest obłędny....Aż się nie mogę doczekać końca, ma duszę Imię dobrałaś idealnie :)))
    P.S. Cieszę się, że przygarnęłaś akurat Ty te mulinki. Wiedziałam, że idą w zdolne łapki :)

    OdpowiedzUsuń
  12. kociak jest niesamowity :) jestem okropnie ciekawa jak będzie wyglądał jak go skończysz :D

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.