Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

czwartek, 6 lutego 2014

Moja przygoda z fotografią natury

Dobry wieczór wszystkim. 
Bardzo się cieszę, że widzę nowe twarze zaglądające do mnie. I tyle wspaniałych, ciepłych i podnoszących na duchu słów do mnie od was dociera. Aż miło rano wstawać.
Dziś miało być co prawda o czymś innym ale z dwóch powodów nie będzie. Po pierwsze zainspirowana wpisem Kajki dotyczącym tego samego problemu, który mnie przygniótł kilka lat temu i żeby nie zanudzić was Kudłatym Wikingiem, postanowiłam dziś zaprezentować coś innego. Będzie dużo różnych zdjęć przyrodniczych także gadów (odbiorcy o wrażliwszych nerwach proszeni o ostrożność) więc jak ktoś lubi, ceni albo przynajmniej toleruje Naszą Piękną Polską Przyrodę - Zapraszam.
Moja przygoda z fotografia zaczęła się jakieś osiem lat temu, kupiłam swój pierwszy cyfrowy aparat i jak dzika pognałam do parku głodna ujęć rodem z Animal Planet. A tu lipa, ptaki uciekają, wiewiórki jakieś nieuprzejme i ruchliwe i w ogóle to to wszystko jakieś się takie mdłe wydawało. Nic nie wychodziło tak jak chciałam. Ale się nie poddałam. Jednak po tym pierwszym zachwycie, mój zapał osłabł do tego stopnia że zakopałam mój aparat gdzieś w szafie i zapomniałam o nim. Dopiero poznany nieco później mój mąż, zapalony fotograf amator obudził we mnie na nowo tę namiętność. Za jego namową zakupiłam swoją pierwszą lustrzankę z teleobiektywem i zaczęłam czytać z czym to się je. I po dwóch latach z górką doszłam do wniosku, że trzeba przede wszystkim mierzyć siły na zamiary. Moją największą fascynacją zawsze były ptaki ale są one trudnym obiektem. Zwłaszcza jak ktoś tak jak ja mieszka w wielkim mieście i prawdziwą przyrodę ma raz w miesiącu. Ale i z tego raz w miesiącu potrafiłam już coś wyciągnąć. Musiałam się tylko wyciszyć i skupić na tym co chcę uchwycić. Wiem, że nie ma sensu na siłę polować na wilgi na przykład, czy jastrzębie jak nie mam przygotowanego planu i czasu pod dostatkiem. Ale wiele ciekawych stworzeń mam pod nosem, po sąsiedzku tylko trzeba na nie zaczekać.
I właśnie czekanie to jest to co okazało się u mnie sukcesem (oczywiście na moja skalę). Zakupiłam sobie wędkarki stołeczek i:
Rok temu w kwietniu, nim na dębach pojawiły się liście w poszyciu nad strumieniem usłyszałam szelest. Jeden, drugi i następny i coś nagle mignęło między ubiegłorocznymi liśćmi. A za tym czymś następne coś. Mysz... Abo coś do niej podobne. Wróciłam do domu po aparat i stołek i zaczaiłam się w miejscy z którego miałam dobrą widoczność na skarpę strumienia i otaczający las. Siedziałam dwie godziny z hakiem (potem mam zaczęła na obiad wołać) i oto efekty mojej zasiadki: 



Jest to nornica ruda, która była tak zajęta godami, że kiedy siedział bez ruchu to pojawiała się na powierzchni i baraszkowała pomiędzy wejściami do niezliczonych nor.
Przez dwa dni po te dwie-trzy godziny udało mi się zrobić raptem kilka udanych ujęć, ale nawet jakbym miała tylko jedno toi tak byłabym zadowolona. Czułam rozpierającą mnie dumę i zadowolenie. (Wiem że trzy pierwsze foty prezentowałam wcześniej opisując swoją przygodę z Polcią małą nornicą którą z mężem odchowywaliśmy ale teraz też ilustrują temat).
Po powrocie do Wrocławia pierwsze co zrobiłam jak tylko znalazłam chwilę i zrobię to w tym roku również, to pojechałam do naszego największego parku. Pamiętałam, że kiedyś jesienią polując na sikory udało mi się dostrzec mysz. Więc uzbrojona w ogniskową 300mm ruszyłam do Parku Szczytnickiego na myszy. Moim zmysłem numer jeden w tym przypadku był słuch, bo łatwiej je usłyszeć jak szeleszczą biegając po liściach niż dostrzec.  I usłyszałam bardzo szybko. Zatrzymałam się i potwierdziło się że biega coś pomiędzy krzewami forsycji. Ponieważ był to kwiecień to liści na drzewach nie było jeszcze na tyle by robiły cień i światło miałam niezłe. Przysiadłam więc na pieńku ok trzech metrów od krzewów i czekałam. Po jakiś dwudziestu minutach odważyły się znów rozpocząć swoją zalotną gonitwę. Ale były szybkie i bardzo nerwowe więc tak na dobrą sprawę z całej wycieczki mam raptem cztery ujęcia godne pokazania. Oto dwa z nich: Mysz polna (Poznać po prążku i wielkich uszach)

Mam nadzieję, że w tym roku też uda mi się coś złapać, trzymajcie kciuki:)
Kolejnym stworzeniem na które się zasadziłam w lipcu tamtego roku to zaskroniec. Do tej pory zazwyczaj udawało mi się uchwycić go gdzieś przez przypadek. Ale w tamto lato zawzięłam się. U moich rodziców w Dziczy występują zaskrońce i to w ilościach godnych. Na działce nie raz spotykałam. Mój tata co roku suszy porąbane drewno do kominka przy płocie na wschodnim końcu działki. Jest to ten koniec który biegnie równolegle do rzeczki rowu o której pisałam w poście o mojej łące. Między płotem a rowem z wodą jest kilka metrów chaszczy, sterta gałęzi i kompost z odpadkami które nie nadają się na ogródek. I tam, w tym kompoście, na tych suchych porośniętych powojami gałęziach jest królestwo zaskrońców (i nie tylko ale o tym później). Zjawiając się tam rankiem płoszyłam po kilka tych węży wygrzewających się porannym słońcu. Postanowiłam w końcu zaczaić się na nie i któregoś poranka zakradłam się z aparatem. Udało mi się złapać jednego, najbardziej ospałego.
Piętnaście sekund później zniknął miedzy kawałkami suszącego się drewna. Ale ja wiedziałam, że one tam są i znalazłam sobie wygodny pieniek. Mąż w tym czasie kilkanaście metrów dalej rąbał drewno dla rodziców a ja siedziałam. Naliczyłam że jest kilka młodych osobników takich po ok. 0,7 metra, jedna samica ponad metrowa i jedna ogromna królowa ok 1,5 metra. Były też tegoroczne sznórówki czyli maluchy do 20 cm. Zatem siedziałam jak ten głupek w słońcu i czekałam. 
I się doczekałam. Po pięciu godzinach w słońcu zobaczyłam ją, jak bezszelestnie pełznie między gałęziami nieświadoma, że na nią czekam. Była piękna, grafitowa i taka smukła. Zniknęła mi na chwile za konarem i zaraz pojawiła się dokładnie na przeciw mnie. Zamarła, wiedziałam że mnie wyczuła ale ponieważ się nie ruszałam to nie była pewna. Nim umknęła udało mi się zrobić Kilka ujęć. To jest najlepsze:
Nawet nie wiecie jaka jestem dumna z tego zdjęcia. 

Jak wspominałam jest to królestwo zaskrońców ale nie tylko. Częściej można spotkać tam jaszczurki zwinki i żyworódki a także murowe. Też wygrzewają się na schnącym drewnie i są mniej płochliwe. Zazwyczaj po kilkunastu minutach wracają na miejsce z którego uciekły. Udało mi się uwiecznić kilka osobników. W tym roku spróbuję je jakoś rozróżnić bo jest ich tam ze cztery jak nie więcej. 
 Młoda samiczka chyba zwinki (Nie mam pewności)

 Samczyk w szacie spoczynku.

 To jaszczurka odpoczywająca w lesie na omszałym pniaku.

 Dorosła samica jaszczurki zwinki.

Pięknie wybarwiony samiec zwinki w szacie godowej. 
Prawda że są wspaniałe. Ale to nie jedyne jaszczurki jakie tam mieszkają. Mamy też padalca - jaszczurkę beznoga często mylnie branego za węża. I udało mi się złapać tam młodego osobnika. 

A to jego starszy kuzyn pełznący przez żwirową drogę. Żeby zrobić to ujęcie musiałam się na brzuchu rozpłaszczyć. Ale warto było.

Nie wolno nam zapomnieć o żabach i ropuchach. 
To jest maleńka ropucha szara. Wczesnym latem pełno ich wszędzie. Ta była miła i pozwoliła się uwiecznić dla potomności, miała w sumie z 1,5 cm długości. 

A teraz specjalnie dla Kajki:

Trzcinnik.
Czatowałam na niego blisko godzinę w szuwarach, komary mnie pogryzły jak złe.

Dzięcioł duży.
Zmarzłam bo to grudzień był, a on wredota nie chciał się ustawić ładnie.

Samica kosa


 Pliszka siwa - prześwietlona.

Mój pierwszy rudzik, ganiałam za nim po parku jak szalona.

Ta czapla siwa pozwoliła się złapać w niewielkiej sadzawce w mieście niedaleko ZOO.

Ta sójka też mnie o odmrożenia przyprawiła:)
 A to piękny samiec zięby w szacie godowej, pozwolił podejść tak blisko tylko dla tego, że zajęty był śpiewem.
To tyle na dziś, mam nadzieję że nie zanudziłam. I że będziecie chcieli jeszcze oglądać moje zdjęcia, bo mam ich trochę i będą na pewno nowe bo to moja wiosenno letnia pasja.
Pozdrawiam gorąco.





29 komentarzy:

  1. Luno, piękne zdjęcia. Już czekam z niecierpliwością na następne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. śliczne te zdjecia, szczególnie myszkowate stworzonka mi się strasznie podobają, są przesłodkie, te nochalki różowiutkie <3
    Rudzik też przepiękny, uwielbiam ptaszki, są niesamowite.

    Podziwiam za to czekanie godzinami, ja bym po 2 minutach wymiękła, no chyba ze z tamborkiem bym przycupneła :D

    Jedno co mnie strasznie razi - to te białe coś na brzegu pierwszych zdjęć, fatalnie to wygląda i nie pozwała w pełni podziwiać zdjęcia :(

    Pozdrawiam
    Emila

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi to słyszeć. A co do białej winiety to była dodana wcześniej i teraz nie mogłam jej zdjąć, masz rację, że nie było to najmądrzejsze posunięcie w przypadku zdjęć dokumentalnych. Pozdrawiam

      Usuń
  3. Wspaniałe zdjęcia! Ten rudzik jest super! Od dwóch lat pojawia się taki jeden koło mojego okna na huśtawce go często widzę ale nijak nie udaje mi się go sfotografować. A sójek u mnie jest pełno, regularnie wyganiają wszystkie ptaki z naszego karmnika. Ptaki uwielbiam i gdybym mogła i miała więcej czasu to siedziałabym w parku czy lesie nawet bez stołka :) Ale do lasu czy parku chodzę zawsze w towarzystwie dzieci a przy nich to wszystko z lasu ucieka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rudziki to bardzo ciche ale towarzyski ptaki, bardzo często towarzyszą człowiekowi w parku i ogrodzie. Ale nie są tak ekspresyjne jak wróble i sikory więc często przegapiamy je. A jak pięknie na wiosnę samce śpiewają... Co do sójek, to są to zbiry jakich mało, chyba gorsze są tylko sroki. A do ptasiorków to trzeba mieć aparat z zoomem nim 15x albo teleobiektyw najmniej 300mm. inaczej marne szanse bo uciekną. Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Wow! Chylę czoła przed tak wspaniałymi zdjęciami!
    Chcę jeszcze!:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za uznanie. Cieszę się nie tylko mnie i mojemu mężowi podobają się te zdjęcia. Będzie więcej obiecuję. Pozdrawiam i życzę miłego weekendu.

      Usuń
  5. I Wajrak ładniejszych zdjęć by nie zrobił! Gratuluję, jesteś profesjonalistką. Stwierdzam jednak po raz enty, że fotogenicznością zwierzęta biją ludzi na głowę.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh, Bez przesady, Wajrak ma świetny sprzęt i możliwości i do tego z tego żyje a ja tylko tak na urlopach i weekendach fotografuję, ale jestem z tych zdjęć dumna. I masz rację, że zwierzęta to zawsze dobrze wyjdą na zdjęciu a my... bez fotoshopa rzadko:)

      Usuń
  6. Zdjęcia cudne :-) Poproszę o więcej :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję z całego serca. Bedą:) Pozdrawiam.

      Usuń
  7. Ulotne chwile zatrzymane w kadrze :)
    za rzadko w codziennej pogoni zatrzymujemy się żeby popatrzeć no to co nas otacza
    zdjęcia są przepiękne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim marzeniem i pragnieniem jest pokazywać piękno naszej rodzimej natury często niedocenianej.

      Usuń
  8. Oj się zapatrzyłam....cudeńka - masz złote ręce Kochana!!! i jeszcze raz sobie popatrzę ....:))
    śliczne te zdjęcia - jesteś Niesamowita!!! Ja póki co mam jak te sikorki ... ADHD z aparatem - kompletny amator.... :)))) ale co tam, ważne robić to co się lubi , prawda?
    pozdrawiam ciepo i miłego dnia :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Złote ręce? Jej, zaskoczona jestem takim określeniem, i zaszczycona. Dziękuję za całego serca i wzajemnie miłego dnia życzę.

      Usuń
  9. Fantastyczne zdjątka i śliczne zwierzaczki :))) Zaczynam się zarażać pasją fotograficzno-zoologiczną, głównie od Kajki i od Ciebie - chociaż na razie czysto teoretycznie, bo dopiero rozmyślam nad kupnem jakiegoś sensownego aparatu. Sama nie wiem, czy od razu rzucać się na głęboką wodę, czy zacząć od prostszego aparatu z silnym zoomem...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem tak, kupiłam najpierw aparat z zoomem i sprawował się dobrze. Więc na początek jak najbardziej a jak złapiesz bakcyla i zaczniesz czytać to sama dojdziesz do wniosku, że chcesz więcej. Abo i nie i taki aparat będzie dobry do wszystkiego, bo teraz one mają tyle funkcji. Super że się interesujesz. Pozdrawiam.

      Usuń
  10. Ja też kocham fotografię , ale zdjęcia Twoich zwierząt są zwyczajnie genialne !!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Luno bardzo za te miłe słowa. Ściskam.

      Usuń
    2. Przyszłam jeszcze raz by podziwiać kota i Twoje fotki , naprawdę masz wielki talent ! i jak skonczysz kota to japonczycy ze swoimi haftami beda mogli sie schować hi hi.

      Usuń
  11. Piękne zdjęcia, podziwiam pasję, z jaką oddajesz się swoim hobby,i to w każdej interesującej Cię dziedzinie :) Ja lubię robić zdjęcia moim pociechom, ale to taka zwyczajna amatorka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wychodzę z założenia że pasja to pasja i nie byłaby nią jakbyśmy nie oddawali jej całego serca inaczej to to jest tylko zainteresowanie. Człowiek zawsze ma coś co pochłania jego myśli i czas wolny. Pozdrawiam.

      Usuń
  12. Prześliczne zdjęcia! Zwierzaki to czasem tak ładnie pozują :) No i bardzo podziwiam za cierpliwość i odwagę, zwłaszcza przy tych gadach. Ja to nawet przez szybkę w zoo się ich boję. ^^'

    OdpowiedzUsuń
  13. He he, wiem, wyspecjalizowałam się w tym czego boi się wiekszość kobiet - myszy i węże :) Miło mi i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Wspaniałe zdjęcia i o to mi chodzi. Właśnie takie chciałabym robić! A jakim aparatem robisz?

    OdpowiedzUsuń
  15. Rudzika zrobiłam jako jedno z pierwszych zdjęć wiele lat temu aparatem sony z 15x zoom. Resztę ptaków lustrzanką Pentaks k-x a wszystkie gady i gryzonie lustrzanką Nikon D5000. Ale już nie mam żadnego z tych aparatów. Teraz mamy z mężem nikon D5100 i zobaczę jak się będzie sprawdzał. Oczywiście zawsze mam ze sobą teleobiektyw o ogniskowej 300mm. Ale to nie od aparatu tak na prawdę zależy. Oczywiście tele bardzo pomaga przy ptakach bo bez niego to co najwyżej kury na podwórku i gołębie się złapie. Ale jak się człowiek wyćwiczy to nie ma to znaczenia czy to lustro czy jakiś większy kompakt. Pierwszej lustrzanki uczyłam się 1,5 roku. Najpierw jechałam na auto ale potem zaczęłam się bawić głębią ostrości, światłoczułością czyli ISO i czasem naświetlania, aż w końcu zaczęłam fotografować tylko na ustawieniach manualnych. Poczytałam nieco o twoim aparacie i powiem, że masz czym działać, przelicznik Twojej ogniskowej to prawie trzykrotność tego co daje moje tele, ale na max zoom średnio z autofokusem więc nie polecam aż tak wyciągać lufy. Masz spora matrycę więc sprawdź czy nie lepiej czasem zdjęcie nieco przyciąć żeby ptak był większy niż na max zoomie robić. Bo jak masz lufę wyciągniętą i ruchliwy obiekt to może światła nie starczać. Nie wiem jak to jest u ciebie ale ja wtedy muszę zwiększać ISO żeby mi się obiekt nie rozmazywał. Poczytaj o tym i do dzieła, idzie wiosna. A jakbyś kiedyś Wrocław mijała to może się razem wybierzemy na łowy:) Jeśli masz jakieś pytania to zapraszam. Pozdrawiam.
    Aha, jeszcze jedno, im dłuższa lufa tym większe przeniesienie drgań i bez statywu ciężko będzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie zastanawiam się nad Nikonem 5100, chwalą, lub jakimś canonem- sentyment. Pentaksa miałam w łapkach /nie pamiętam symbolu/ k-5? Jak na mój gust to trochę ciężkawy. Ale za to uszczelniony! A nikon nie. Nie mam zamiaru tarzać się w błocie, ale sprawdziłam, bo niektórzy bardzo podkreślają zalety Pentaksów.
      A zdjęcia przycinam, ale myślałam, że to wada. Przynajmniej w mądrych książkach piszą. Pozdrawiam Kajka

      Usuń
  16. Wspaniałe zdjęcia, a i opisy bardzo ciekawe - przeczytałam jednym tchem. Na widok zaskrońców, jaszczurek i innych tego typu gadziorów, uciekam z kosmicznym przyspieszeniem, ale na Twoich zdjęciach są takie słodkie, że nawet mogłabym je pogłaskać.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.