Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

poniedziałek, 3 lutego 2014

Tajemnice haftu cieniowanego - kot norweski leśny - akt 5 (oprawa oczu)

Witajcie Drogie koleżanki blogowiczki i robótko-maniaczki. Bardzo mnie cieszą wasze odwiedziny i pozostawione ciepłe słowa, nawet jeśli post jest taki "z d..y" i w sumie o niczym konkretnym. 
Ale podzielę się z wami moim przemyśleniem na temat prowadzenia bloga. Od początku kiedy tylko postanowiłam go stworzyć wiedziałam, że osnową jego istnienia będzie moje haftowanie, gdyż jest to obecnie moja pasja numer jeden i postanowiłam, że środowisko jakie tworzą robótko-maniaczki jest tak miłe, ciepłe, kulturalne i przyjazne, że "wkradnę" się do niego by nieco liznąć tej aury. Tak, moje drogie - Jesteście jak wspaniały krąg życzliwych przyjaciół, który potrafi obdarować przynajmniej dobrym słowem. 
Przewinęłam się przez dwa inne kręgi "artystyczne". A mianowicie przez "fotografów" i "artystów malarzy plastyków". Czemu obie grupy dałam w cudzysłów. Bo bardzo często nie zasługiwali na miano które sami sobie zrzeszając się nadawali. Z fotografią to tak, że każdy kto ma aparat uznaje się za fotografa a jak już dorwie w promocji lustrzankę to jadąc na trybie auto mieni się Artystą fotografem. No i niech mu będzie ale po co ta duma ta pycha i samouwielbienie połączone z zawiścią. Bo mój sprzęt najlepszy bo ja mam najlepsze zdjęcie i wy się nie znacie. Pstrykacze amatorzy jak ja wspierali się co prawda ale wyczuwało się tę aurę podziału, kto tu jest Fotografem a kto fotografem. Sama dążę do doskonałości w tym co robię więc spędziłam kilka lat ucząc się techniki i poznając zasady fotografii, a w momencie kiedy doszłam do granic swoich możliwości, sprzętowych i przede wszystkim czasowych, stwierdziłam, że ok, nauczyłam się wiele i jestem zadowolona, nie będę nigdy tak dobra jak mi się marzy ale mi wystarczy. 
Drugi krąg to jak wspominałam plastycy, zwłaszcza ci po szkołach. Nie wszyscy zaznaczam, ale też uderzają w tony "Ja artysta - ty zwykły człowiek a jak artysta to gorszy". To co odczułam przeglądając fora, blogi tematyczne jest trudne do uchwycenia, a może ja mam paranoję. Ale wybaczcie nie przemawia do mnie forma bloga: Wpis znaczy zdjęcie bądź obraz, względnie podpis co to i nie daj Boże cena. I koniec.
To raczej Wirtualna galeria a nie blog (wirtualny pamiętnik). 
Dla tego też wśród was poczułam się najlepiej, nie czuję tu tego patosu. Nie wylewa się z waszych blogów to takie wydumanie, poprzez to, że chce wam się napisać kilka prostych słów, czuję, że jesteście ciekawymi kobietami z normalnymi życiami, matkami, żonami, Dziewczynami, babciami i studentkami. Za to właśnie uwielbiam ten świat.
Przepraszam tych, którzy poczuli się w jakiś sposób dotknięci. Piszę szczerze co mi na sercu zalega tak jakbym koleżance na kawie opowiadała. 
 Nigdy nie prowadziłam pamiętnika, takiego do szuflady. To może nie za ładnie zabrzmi ale lubię mieć odbiorcę. Dla tego z tym co normalny człowiek schowałby w skrytce pod łóżkiem razem z wspomnienie pierwszego pocałunku, ja wychodzę na forum publiczne.
Ale jak to się mówi "Czasami człowiek musi - inaczej się udusi" No i ja chyba musiałam. 
No a teraz po tym przydługim nieco wstępie czas na piąty odcinek telenoweli "Kudłaty Wiking".
W chwili obecnej prezentuje się on tak:
Nie najgorzej moim skromnym zdaniem. 
Ostatnio wyglądał tak:
Zatem nieco przybyło:)

 A teraz po kolei - Zaczęłam poprzednio pracować nad jasną oprawą oka lewego. 
 No i po kolei: 1 - Pierwszy rządek ściegów ułożonych skośnie.

 2 - Drugi i trzeci równocześnie rządek ściegów nieco dłuższych wchodzących pomiędzy ściegi rządku pierwszego.

 3 - Czwarty rząd kończący się "nierówno" na linii zmiany koloru sierści.

 4 - Dolna powieka. Z przodu oka włoski są zdecydowanie krótsze. Narysowała sobie ołówkiem linie pomocnicze pokazujące ułożenie włosków.

 5 - rządek drugi też ma różną długość ściegów w zależności od położenia względem oka.

 6 - I jak widać na zdjęciu wykańczam do granicy podobnie jak górną powiekę.

 7 - Zbliżenie na dolną powiekę.

Teraz przechodzimy do oczka drugiego i tym razem zrobiłam go nieco inaczej. Zaczęłam od wewnętrznej krawędzi i pociągnęłam ją krótkimi ściegami.

 Następnie jak w przypadku lewego oka zrobiłam drugi rządek ściegami dłuższymi, jednak nie muszą być one idealnie ten samej długości.

 Tu niestety jest przeskok, gdyż wyszywałam już przy gorszym świetle bo chciałam skończyć uparcie a nie było szans na dobre zdjęcie więc zrobiłam je dnia następnego. Myślę jednak, że nie stanowi to jakiegoś większego problemu.

 No i tak wyglądają oczka w jasnej oprawi. Moim zdaniem nabrały charakteru.

Na dzisiaj to koniec. Resztę pokarzę przed weekendem, nie chcę za dużo na raz. 
Już się nie mogę doczekać kiedy będzie już wyszyta pierwsza warstwa i zacznę nakładać "smaczki" pojedynczymi nitkami. He-he - brzmi groźnie? A zapewniam was, że nie jest a jest genialną możliwością spersonalizowania dzieła i nadania mu swoistej płynności.
Na koniec pożalę się jeszcze. Dwa dni temu niechcący podtrułam siebie i męża pysznym smażonym kurczakiem. Okazał się tak ciężkostrawny przez to smażenie, że od dwóch dób cierpimy na ostrą niestrawność. Mąż nieco łagodniej, ale ja nie spałam w nocy z bólu i dopiero dziś mnie odpuściły skurcze ale jesteśmy na ścisłej diecie, sucharki, ziółka i biszkopty... Może schudnę? :)
Życzę wszystkim dobrej nocy.

 

38 komentarzy:

  1. "Nie najgorzej"? Ten kociak robi się coraz piękniejszy! Mrrrau! :)
    A co do niestrawności, to niekoniecznie musi być kurczak. U mnie w domu i wśród znajomych ostatnio same żołądkowo-jelitowe problemy, chyba jakiś wirus szaleje po okolicy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za uznanie dla kota. A co do niestrawności to była z całą pewnością niestrawność a nie wirus i już jest lepiej ale mam dietkę lekkostrawną. Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Luna jak cudnie, podziwiam, cudnie. Całość zapowiada się fantastycznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Elu bardzo. To takie zagrzewające do pracy słowa.

      Usuń
  3. Super:) już nie mogę się doczekać efektu jak zobaczę na żywo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, myślę, że niedługo będziesz miała okazję.

      Usuń
  4. Oj z tym pisaniem to mam podobnie jak Ty - dobrze mieć odbiorcę... to tak trochę w zamian za niedosyt chyba towarzystawa w realu (w moim przypadku) a może nie... sama nie wiem, ale w pełni Cię rozumiem i popieram - świat blogowy robótkowy ma to coś :))))
    Kot - wow.....kurcze napatrzeć się nie mogę i aż mam ochotę podjechać te 3 godziny do Wrocka zobaczyć go namacalnie :))))) pięknie to tłumaczysz ..... dziękuję :)
    pozdrawiam cieplutko i zdrówka życzę :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że wiesz co miałam na myśli. Mnie tez brakuje towarzystwa w świecie realnym i kontaktów ze znajomymi, ale taki świat, internet nam zastąpił towarzystwo. Jak już chcesz się do Wrocka wybrać to polecam wiosnę późna, wtedy i kot będzie skończony więc będzie już na co patrzeć :)

      Usuń
    2. No to wstępnie jesteśmy umówione :)))

      Usuń
  5. Już chyba bardziej przejrzyście się nie da wytłumaczyć :) Takie zdjęcia "krok po kroku" to rzeczywiście świetny pomysł, każdy laik od razu zrozumie, o co chodzi :)
    Współczuję problemów żołądkowych, może to rzeczywiście wirus? U mnie cała rodzinka to przed świętami przechodziła, i to dwa razy :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na prawdę mnie cieszy, że opisuję i pokazuję to w sposób łatwo przyswajalny. Do tej pory jedynie tłumaczyłam jak coś robić na ogrodzie i zazwyczaj równocześnie pokazując na przykładzie. Dobrze, że coś się z tego da wynieśc. Pozdrawiam.

      Usuń
  6. Znakomity tutorial :) Ja też nie lubię zadęcia - co innego, jeśli domagasz się poszanowania Twojej pracy, jak w znanym poście Yadis Jak wycenić rękodzieło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam polecany post i uważam że nieco przesadza z tą ceną. Jest niewspółmierna do wartości estetycznej przedmiotu. Sądzę, że nie powinna mówić iż nie wolno mam wystawiać na psie pieniądze naszych prac - mamy wolny rynek i wiem, że ktoś kto chce żyć z rękodzieła będzie się burzył, ale takie mamy czasy, że aby rękodzieło się sprzedawało to trzeba być wyjątkowym w tym co się robi i raczej nie w kraju w którym ludzi nierzadko nie stać na leki. Polecam kraje, które żyją z folkloru i go szanują. U nas to niestety nie ma większej racji bytu i nie jest doceniane. A takie naskakiwanie na dorabianie rękodziełem jest jak krzyczenie na emeryta w roli ciecia czy babci klozetowej że śmie zajmować miejsce młodym i zdrowym ludziom którzy mogli by na tym stanowisku żądać 3 tys netto a nie 600 zł jak on.

      Usuń
  7. Napisałaś dokładnie to co i ja myślę - o blogerkach robótkomaniaczkach i o artystach oraz "artystach" :).
    Kocur wygląda już (zapowiada się) przepięknie! Ja niestety jestem w tyle, zarobiona jestem w tym tygodniu po uszy, dopiero kilka koślawych ściegów postawiłam... Pewnie więcej prucia będzie niż tego haftu :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po napisaniu tego wstępu miałam lekką obawę, że zostanę skrzyczana i obszczekana, ale widzę, że nie jestem jednak przewrażliwiona skoro są głosy popierające moje spostrzeżenia. Cieszę się z tego. Co do kota, to nic na silę on sam zamruczy kiedy uzna że to już ta pora. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  8. Kot wychodzi wspaniale - już widać, że będzie cudowny! Obym też któregoś dnia mogła się pochwalić taką pracą, bardzo mi na tym zależy bo byłam kiedyś szczęśliwą posiadaczką kota norweskiego, który niestety już nie żyje:(
    Co to początku Twojego posta, to zgadzam się całkowicie, że w naszym hafciarsko - robótkowym towarzystwie jest fanie, raczej się wspieramy, podziwiamy bez zazdrości prace innych i cieszymy ich sukcesami! No ja tak mam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam norweskie, mają charakter i tę dzikość w ruchach. Ech - marzenie. Ile lat żył? z ciekawości pytam. Pozdrawiam.

      Usuń
  9. Wow! Kot jest coraz piękniejszy!

    OdpowiedzUsuń
  10. Co tu dużo pisać - piękny :3

    OdpowiedzUsuń
  11. powiem tylko WOW :) z niecierpliwością czekam na te "smaczki" :D
    to wcale nie musiała być wina kurczaka, jakaś jelitówka krąży w powietrzu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, do smaczków jeszcze daleko, chyba, że zacznę robić na bieżąco ale to może wprowadzić zamieszanie.

      Usuń
  12. Jeszcze się nie przemogłam i nie wzięłam igły do ręki. Ale dojrzewam. Twój kocur podoba mi się coraz bardziej i tak mu się stale przyglądam (mam nadzieję, że od tego patrzenie mój wyhaftuje się sam). Odnoszę jednak wrażenie, że ja mam dużo mniejszy rysunek niż Ty. Chyba taki większy robi się łatwiej? Jaki duży jest Twój Wiking?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój wiking jest duży, to fakt, w następnym poście pokarzę rozmiar z linijką. A co do tego czy robi się łatwiej, nie wiem, na pewno dłużej bo to jednak powierzchnia do pokrycia nicią. Ale chyba efekt końcowy zwłaszcza widziany z jakiejś odległości będzie lepszy. Z tym, że ja go już przeznaczyłam na obraz. Pozdrawiam.

      Usuń
  13. kwiczę z zachwytu nad tym kotem. On już wygląda rewelacyjnie!

    OdpowiedzUsuń
  14. Czekam na koniec :-) Już teraz wygląda super :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby się nie popsuł tylko... pozdrawiam.

      Usuń
  15. Piękny kocur się wyłania! Wspaniale wychodzi.
    Pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa i pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  16. Cudnie sie juz prezentuje. Az mam ochote go poglaskac:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do głaskania to między oczami ma wybrzuszenie które można wyczuć bo nieco inaczej kładłam ściegi i ma "czoło". Pozdrawiam.

      Usuń
  17. Kochana, zdrówka życzę a kot wyłania sie wspaniały, jak moja Pestka-właśnie Norweska Leśna.
    Póki co nie mam odwagi na zabranie się za haft cieniowany. Może gdyby mi ktoś na żywca, łopatologicznie pokazał...ale póki co zostaję przy moich tforkach a do Ciebie na pocieszanie oczu będę wskakiwać.
    Widzę, że z Wrocławia jesteś a ja 15 lutego przez dwa dni w tym pięknym mieście będę gościła. Kocham to miasto.
    Buziole wielkie przesyłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak można kochać Wrocław? Chyba nie mieszkając w nim na stałe to możliwe, ja jestem zmęczona Wrocławiem, jego smrodem i hałasem, ale z dużych miast to chyba lubię najbardziej go właśnie. A ten cały haft cieniowany wcale nie jest taki trudny tylko trzeba zaryzykować i spróbować na czymś małym. Pozdrawiam.

      Usuń
  18. Podziwiam , strasznie ciekawa jestem efektu końcowego , bo zapowiada się cudnie.

    OdpowiedzUsuń
  19. To jest przepiękne :) Czekam na dalszy efekt :*

    OdpowiedzUsuń
  20. Wow , wow , wow! zatkało mnie ! trochę miaąłm zastoju jeśli chodzi o blog bo cały tydzień ''rypię'' w pracy
    a tu takie cuda wychodzą ! niesamowicie wyglada ten haft ! już skłądam zamówienie bo podejrzewam ,ze nie bede pierwsza!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E, że tak się zapytam... Zamówienie na co, bo dziś mam nieco wolniejsze tempo rozumowania?
      I z ciekawości spytam, gdzie pracujesz? Pozdrawiam.

      Usuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.