Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

czwartek, 27 marca 2014

Brak czasu, motywacji i ot taka sobie pisamina

Wspominałam w ostatnim poście, że chcę opublikować tu swoją skrobaninę, więc publikuję. Dla chętnych i tych co mają czas. 

"Krótka opowieść o miłości"
Odc. 1

Słońce przesuwało się już powoli ku złotej godzinie. Promienie prześlizgiwały się miękko i malowniczo po brązowo miedzianych liściach buków i dębów czerwonych. Ponieważ była dopiero połowa kwietnia te piękne strzeliste drzewa nie miały jeszcze rozwiniętych młodych listków i nie zacieniały poszycia. Wiatru praktycznie nie wyczuwało się na tej wysokości, łaskotał delikatnie szczyty koron drzew. Były to doskonałe warunki do fotografowania.
Marianna siedziała już od trzech godzin na maleńkim wędkarskim stołeczku. Starała się trwać w absolutnym bezruchu okryta siatką maskującą. Polowała na łasicę. Zaobserwowała ją już kilkakrotnie podczas wycieczek w tym miejscu i dziś postanowiła się zasadzić. Jej bronią był obiektyw o ogniskowej 500mm. I cierpliwość. Jednak tej ostatniej starczało jej tylko dla obiektów fotograficznych.
Jej miejsce zasadzki było nieco zbyt odsłonięte i znajdowało się przy leśnej drodze. Fakt, że bardzo mało uczęszczanej i zarośniętej, nierównej i pełnej błotnistych kałuż ale jednak drogi. A to znaczyło, że jest znikome prawdopodobieństwo, iż coś tą drogą nadjedzie i zniweczy jej wysiłki.
Nagle coś miedzianego mignęło w liściach. Marianna skupiła się na wizjerze. Tak to łaszka. Wystawiła łepek z nory i nasłuchuje. To małe, odważne ale i płochliwe zarazem zwierzątko było niezwykle ruchliwe. Nie łatwo było złapać je w punkt ostrości takim obiektywem więc liczyła się każda sekunda i każda zrobiona klatka. Łasica wysunęła się nieco bardziej i zaczęła węszyć. Serce dziewczyny zaczęło bić szybciej w oczekiwaniu na pełne wynurzenie się zwierzęcia. Jednak mały drapieżnik schował się do nory. Może jeszcze wyjdzie, pomyślała z nadzieja Marianna i wypuściła z płuc powietrze.
Jej nadzieje zostały zniweczone odgłosem silnika. Coś strasznie głośno rycząc zbliżało się do niej po tej zapomnianej, błotnistej drodze. Nie zdążyła zareagować jak wielki motor walcząc o równowagę minął ją i zakopał się w błocie. Kierowca jednak wypchnął nogami maszynę i wyrwał do przodu chlapiąc okropnie tylko po to by w następnym zagłębieniu stracić panowanie nad motocyklem. Ciężka maszyna przechyliła się i siedzący na niej człowiek nie utrzymał jej w pionie.
- Cholera! - Zaklął motocyklista patrząc na leżącą maszynę.
- I dobrze ci tak kanalio... - Doszło go z boku.
Odwrócił się zaskoczony i aż podskoczył jak sterta liści czy krzak czy co tam to mogło być uniosło się i wyłoniła się spod niego kobieta. I to bardzo wściekła kobieta. A do tego cała pochlapana błotem które się przedostało przez siatkę maskującą.
- O w mordę...
- Módl się abym nie miała pochlapanego sprzętu bo gorzko tego pożałujesz kretynie jeden. - Warknęła rzez zaciśnięte zęby i ostatecznie zrzucając siatkę zaczęła oglądać aparat i obiektyw.
W tym czasie motocyklista zdjął kask i dokładniej przyjrzał się dziewczynie. Przedstawiał dziwny widok. Ubrana w bluzę i spodnie myśliwskie, bytu do trekingu i do tego ta siatka maskująca leżąca u stóp. Gdyby sam nie był fotografem to pewnie by bardziej się dziwił.
- Masz nędzna kreaturo więcej szczęścia niż rozumu.
- Ale czemu zaraz kreaturo i do tego nędzna? - Obruszył się na te słowa.
Marianna odwróciła do niego głowę z pochlapaną twarzą i syknęła:
- Czekała trzy godziny na możliwość którą mi zniweczyłeś tym ryczącym złomem. - Przetarła czoło i spojrzała na dłoń – A do tego niewiele brakowało, abyś zniszczył ni sprzęt i jestem cała w błocie bo się jaśnie rozpieszczonemu panu zachciała pojeździć po lesie, psia krew!
- Ej, no przepraszam, że cię pobrudziłem, nie chciałem ale nie wiedziałem przecież, że tu siedzisz. I nie żaden złom, toż to harley przecież. - Bronił się przez ostrymi zarzutami. - mogę jakoś ci pomóc?
- Nie podchodź do mnie bo dostaniesz gazem. - Ostrzegła i cofnął się odruchowo. Patrzyli się sobie w oczy i żadne nie chciało ustąpić. Po chwili motocyklista wzruszył ramionami i schylił się aby podnieść motor. Jednak nie mając dobrego oparcia dla stup nie radził sobie z blisko trzystoma kilogramami zassanymi w błocie.
Widząc jego marne próby Marianna parsknęła niczym obrażona kotka i otrzepała siatkę. Zamierzała się właśnie oddalić ze stołeczkiem kiedy usłyszała:
- Zamiast się ze mnie śmiać to może być mi pomogła, co?
- Ja? Ty chyba żartujesz.
- Nie. - Odparł poważnie.
- Coś ci powiem bohaterze. - Wzięła się pod boki. - Jak nie umiesz jeździć to się za takie maszyny nie łap. Ja zamierzam iść do samochodu i pojechać do domu się umyć. A ty... cóż radź sobie sam. Powodzenia.
- Masz tu samochód? Dopiero teraz to mówisz? To super – Emocjonował się jakby jej nie słyszał. - To dasz rade mnie wyciągnąć z tego błota.
- Rade to bym dała ale nie wyciągnę.
Zamurowało go.
- Czemu?
- Bo jestem wredna i wściekła. - Odparła podkreślając oba słowa. - Ja się tu trzy godziny męczyła i co? I nadjechał książę na stalowym rumaku... to się teraz ty pomęcz. Żegnam.
I poszła.

Robert stał jak sparaliżowany i patrzył jak z bocznej ścieżki wyłania się mały, oliwkowy hyundai, nawraca i odjeżdża. Pojechała. Tak po prostu pojechała i go zostawiła. Co za wiedźma!
Ale za to jaka ładna. Uśmiechnął się do siebie. Nawet w tych myśliwskich ciuszkach.  
Wieczorem jak brał prysznic wciąż o niej myślał. Nie mógł wyrzucić z pamięci tych wściekłych zielonkawych oczu, jasnej skóry upstrzonej plamkami błota i pełnych ust. Och chętnie wycisnąłby na nich pocałunek zemsty za to porzucenie. O tak. Bo przez nią bolały go dosłownie wszystkie mięśnie, nawet takie o jakich istnieniu nie wiedział do tej pory. Udało mu się w końcu po wielu staraniach wydostać motor z błota i wrócić do miasta.
- Mała, wredna, czarownica.
Był głodny po tej całej przygodzie. Odgrzał sobie wczorajszy obiad i siadł z piwem przy ławie w pokoju. Grzebiąc widelcem w talerzu wspominał całe zajście. Wszystko po kolei. Żałował, że nie zapisał rejestracji samochodu. Łatwiej by mu było ją odnaleźć. Bo nagle zdał sobie sprawę, że nie tylko chce ale musi ja znaleźć. Nie wiedziała po co, ale musi.

Marianna po drodze odwiedziła myjnię samochodową chociaż to ona sama bardziej potrzebowała kąpieli. Emocje już z niej wyparowały i nawet zastanawiała się czy nie wrócić i nie pomóc mu ale po chwili sobie przypomniała swoje stracone ujęcia i zaperzyła się na nowo. Nie, on nie zasłużył na jej pomoc. Trzeba być skończonym kretynem, żeby się na taką drogę wybierać motorem typu chopper. Przecież wiadomo, że one się do tego nie nadają. A skoro on tego nie wiedział, to teraz zapamięta tę lekcje na długo.
W domu po szybkim prysznicu zabrała się za pisanie artykułu o konkurencji siedliskowej między dwoma gatunkami myszy, delektując się czekoladowym piwem.
W międzyczasie zrzuciła zdjęcia na laptopa i stwierdziła, ze nie są złe ale i tak szkoda, że łasica nie pokazała się cała. Ten żal podniecił tylko ogień niechęci do nieszczęsnego motocyklisty. No co za kanalia. Mogły być takie udane kadry. W sam raz do artykułu o łasicowatych na Dolnym śląsku.
Oparła głowę o dłoń i zapatrzyła się w dal.
- Cześć Mysza. - Usłyszała i odwróciła się w stronę mówiącej – Jak poszło?
Do pokoju weszła jej przyjaciółka i współlokatorka Kasia. Właśnie wróciła z pracy i usiadła na fotelu po drugiej stronie stołu.
- Fatalnie. Całe popołudnie zmarnowane przez jednego idiotę.
- Idiotę? Co się stało? - Dopytywała się przyjaciółka zdejmując szpilki i pończochy.
Marianna opowiedziała jej o przygodzie motocyklisty z Bożej łaski nie szczędząc gorzkich słów.
- Ty poważnie go tam zostawiłaś?
- A co, może jeszcze miałam się z idiotą taplać w tym błocie.
- Dobra jesteś, nie ma co...
Kasia znała Mariannę od dziecka, razem się wychowywały. Więc nic już jej nie powinno dziwić. Ale czasami nawet ona zapominała jak nietypowa potrafi być Marianna.
- Głodna jestem, chcesz coś może?
- Nie, dziękuję.
Wzrok Marianny znów powędrował gdzieś w dal. Wyraz jej oczu nie zdradzał nic poza zadumaniem ale przyjaciółka wiedziała, że to zachowanie kryje w sobie coś więcej.
Kiedy wróciła z kuchni i zastała ją w takiej samej pozycji co wcześniej stanęła i przyjrzała się jej dokładniej. Zielonkawe oczy trwały w bezruchu a ciało było napięte. Wygaszacz na ekranie właśnie się włączył i to nie wyrwało jej z odrętwienia.
- Mysza, wszystko ok?
- Tak. Jakoś mi tylko smutno trochę.
- Chcesz pogadać? - Kasia siadła obok koleżanki i postawiła na stole talerz i kubek.
- Nie ma o czym. - Westchnęła Marianna i przetarłszy oczy wróciła do pisania.
- A zrobiłaś coś chociaż. - Zainteresowała się jedząc przyjaciółka i zajrzała jej przez ramię. - Pokaż.
Marianna podrapała się po głowie i otworzyła plik z najnowszymi zdjęciami. A jej towarzyszka radosnymi odgłosami okazywała aplauz.
- Przełknij najpierw bo mi się tu udławisz.
- No śliczne są przecież, co chcesz? - Dziwiła się Katarzyna.
- No wiem że są fajne, dla tego jestem taka zła na tego głąba bo mogło być więcej i ciekawych.
Zawód jaki się uwidaczniał na twarzy dziewczyny był ogromny. Aż sama Kasia znielubiła „głąba”. Wzięła kubek z herbatą i sięgnęła po książkę. Jeszcze dwa razy zerknęła na pogrążoną w pisaniu koleżankę i odpłynęła w świat literatury. W domu panowała cisza przerywana stukaniem klawiatury i odgłosami przewracanych stron.
Mieszkały razem od studiów. Mieszkanie należało do babci Marianny i po jej śmierci rodzice przekazali je córce. W czasie trwania nauki na uczelni jeden z pokoi wynajmowały dwóm koleżankom aby mieć na życie, a potem postanowiły zamieszkać same. Co jakiś czas pokazywał się tu jakiś osobnik płci męskiej bo Katarzyna szukała miłości życia, a i Marianna zakonnicą nie była ale z reguły to mieszkały same.
- Pojechałabym jutro tam znowu spróbować ale mam zajęcia ze studentami na tak głupią godzinę... że nie wyrobię się. A szkoda.
- Jutro ma padać – Weszła jej w słowo Kasia.


- Darek przepraszam cie stary za stan motoru. - Robert stał przed garażem kolegi i strapiony oglądał uszkodzenia jakie dokonały się podczas walki z błotem. Lakier był nieco porysowany. - Zapłacę za to.
Właściciel motoru, trzydziestotrzyletni szatyn o uśmiechu niegrzecznego chłopca i miodowych oczach machnął ręką.
- Sam cię namawiałem na tę przejażdżkę więc się nie przejmuj. Nie widać.
- No jak nie widać? - Obruszył się Robert. - Poza tym...
- Mówię, że nie ma sprawy to nie ma. Postawisz mi kilka browców i będzie git.
Wprowadził motor do garażu i odwrócił się do fotografa.
- A Robert, fajna jakaś ta złośnica?
Robert opowiedział swoją leśną przygodę przyjacielowi wyjaśniając też czemu jego harley wygląda jakby go odkopano z jakiegoś bagna. Biorąc pod uwagę ilość drobnych rys powstałych podczas wyciągania z błota maszyny obawiał się reakcji Darka. Ale ten jak często zaskoczył go olewając problem.
- Nie wiem czy można o kimś kto w ten sposób postępuje powiedzieć, że jest fajny. - Sucho stwierdził w odpowiedzi.
Darek się roześmiał radośnie – No ale wiesz, że nie o to pytam.
- Wiem... ma ładne oczy. I usta.
- I...
- No nie wiem. Nie wiele mogłem zobaczyć spod tych ubrań. Włosy brązowe, warkocza miała więc chyba długie, nie zwróciłem uwagi.
Chciał powiedzieć coś jeszcze ale skundlony owczarek niemiecki Darka zaczął ujadać przy bramie wjazdowej i obaj odwrócili się w tamta stronę. Obaj zamarli z wrażenia. Przed bramą stał czerwony ścigacz. Nie był to jednak zwyczajny ścigacz jakich setki spotkać można na drogach. Nie żaden tam powypadkowy, sprowadzany z zachodu staroć lecz najnowszy model motoru do wyścigów. A ponieważ obaj siedzieli mocno w tym temacie to po maszynie domyślili się kto na niej siedzi.
Darek ocknął się pierwszy i wyszedł uspokoić psa. W tym czasie przybyły wyłączył silnik i zdjął kask. Okazało się, ze to kobieta. Tego się nie spodziewali.
- Witam, mam nadzieje, że dobrze trafiłam.
- Dzień dobry. - Przywitał się Darek – W czym mogę pomóc?
Dziewczyna podeszła do bramy i uśmiechnęła się olśniewająco. Była to atrakcyjna blondynka i obaj się teraz zastanawiali jak to możliwe, że nie zauważyli wcześniej kształtów.
- Znajomy polecił mi ten warsztat. Chodzi o to, że mam porysowaną prawą owiewkę i zależy mi na usunięciu śladów.
Darek podszedł do motoru jak do relikwii a Robert zaraz za nim. Skrzywił się na widok zarysowań.
- Oj, jak to się stało? Szkoda... taka maszyna – Jęczał szatyn obchodząc pojazd dookoła. Zerknął na dziewczynę z zaciekawieniem.
Musiała wyczuć jego dystans gdyż westchnęła boleśnie i z rozczulająco przepraszającym uśmiechem powiedziała:
- To motor mojego brata, „Kubasa”. Pożyczyłam go bez jego że tak powiem wiedzy i miałam przygodę. Zależy mi aby się nie dowiedział o tej przygodzie. I na czasie.
Robert uniósł wysoko brwi. Siostra „Kubasa”... To wiele wyjaśnia. Bardzo dobrze znali Kubę „Kubasa” Kubasińskiego. Dwukrotny mistrz europy wyścigów motocyklowych. Świerzbiła go ręka by sięgnąć po aparat. Jako fotograf i dziennikarz sportowy specjalizujący się w sportach motorowych wietrzył w tym ciekawy temat. Ale dziewczyna tak ładnie się uśmiechała.
Szybko przeanalizował sytuację. I doszedł do wniosku, iż byłby głupi gdyby nie skorzystał z okazji. Oddalił się i skrył za krzewami. Stamtąd podręcznym aparatem z dobrym zoomem zrobił kilka dyskretnych zdjęć. Zawsze mogą się przydać.
Darek rozmawiał z dziewczyną o terminie i cenie, a Robert starał się zapamiętać jak najwięcej informacji.
Kiedy tylko wszystko zostało ustalone Siostra mistrza zadzwoniła po taksówkę, a Darek wprowadził motor do warsztatu. Po drodze rzucił Robertowi potępiające spojrzenie.
- Widziałem co zrobiłeś.
- Nie ma cię na tych zdjęciach.
- Ale jak się dowie, że ja sprzedałeś to mnie obsmaruje i skończę bez klientów. 
- Albo zaczną tu walić jak poparzeni bo szlifujesz maszyny mistrzów.




21 komentarzy:

  1. No no no kochana!!! Ależ się wkręciłam.Z niecierpliwością oczekuję kontynuacji :)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę. Dużo tego nie mam na razie ale niedługo będzie ciąg dalszy. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  2. Kiedy ciąg dalszy?!
    Bardzo fajnie się czyta, nie chcę ponaglać ale...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciąg dalszy jest i niedługo opublikuję. Nie chcę zbyt długich odcinków dawać bo po pierwsze nie nadążę pisać a po drugie żeby nie zniechęcać do czytania. Cieszę się ogromnie, że się spodobało. Pozdrawiam.

      Usuń
  3. o kurde ... ale się fajnie czyta....
    pozdrawiam cieplutko i czekam na dalej....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że fajnie się czyta, ma być lekkie i przyjemne. Dziękuję za doping. Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Super! A powiedz mi, bo nie wiem czy dobrze przeczytałam czekoladowe piwo? Piłaś takie? Takie istnieją? Gdzie można kupić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak dobrze przeczytałaś, jest piwo czekoladowe i to co najmniej dwie marki. Ale muszę przyznać, że chociaż piłam oba to za chiny nie pamiętam nazw. Są słodkie i dość ciężkie. Napiszę jak sobie przypomnę. A kupić można w sklepach typu 101 gat piwa albo "Piotr i Paweł".

      Usuń
  5. Jak zawsze super:) Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy jak zawsze z resztą jeśli chodzi o Twoją "pisaninę":)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że czekasz i na prawdę wierzę, że się doczekasz tym razem strony ostatniej. Pozdrawiam.

      Usuń
  6. Ależ się zaczytałam:) Kiedy ciąg dalszy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już niedługo. Pozdrawiam i bardzo mi miło.

      Usuń
  7. Ot i chyba się tu ktoś zakochał ??? Mam takie wrażenie
    jakbym o Lunie- malutkiej hihihi czytała >;)
    Czekamy na ciąg dalszy !!! pozdrowionka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, Marianna faktycznie nieco jest moim alter ego, zazdroszczę jej pracy:) Ale ja się zakochałam już ponad pięć lat temu w moim obecnym mężu. Ale miłość to uczucie ponad czasowe i dla mnie najważniejsze. Ściskam mocno.

      Usuń
  8. Rewelacyjnie się Ciebie czyta!;) Czekam na szybki ciąg dalszy Twojej pisaniny i oczywiście na dalszy rozwój znajomości "Głąba" i "Złośnicy". Pozdrawiam serdecznie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, jak miło mi czytać takie słowa. Nawet nie wiesz jak miło. Bo choć zawsze pisałam, od pierwszych klas podstawówki to zawsze wydawało mi się że to jest jednak amatorszczyzna i tylko mi się podoba bo zazwyczaj jest tak że autorowi się podoba jego "dzieło". Ciąg dalszy będzie niebawem.

      Usuń
  9. Dialogi bardzo dobre. Strasznie trudno jest napisać dialogi tak, aby nie były drętwe. Witamy pisarkę wśród blogerek! Trzymam kciuki i czekam na więcej:)
    Pozdrawiam Kajka

    P.S. Co to jest "stup"?

    OdpowiedzUsuń
  10. Z niecierpliwością czekam ciągu dalszego, fajnie się czyta aż mój mały nie mógł mnie oderwać od czytania. Pozdrawiam i czekam na cd. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. No teraz to i ja dołączam do niecierpliwie oczekujących dalszego ciągu ;)

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.