Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

wtorek, 22 kwietnia 2014

Opowieści źdźbłem i liściem pisane - Poszukiwanie żmii.

Nie najlepiej ze mną od miesiąca z kawałkiem. Niby źle nie jest ale dobrze też nie. Radości jakoś nic nie daje, sensu w niczym nie widzę, drażliwość i nerwowość na porządku dziennym i znudzenie przeogromne. A do tego świadomość, że tak być nie powinno potęguje złe samopoczucie. A myśl, że inni mają gorzej i się nie łamią nie pomaga. Wpędza w poczucie winy i wstydu. 
Świąt nie lubię i nie chciałam nawet na nie jechać do rodziców, bo najchętniej to bym nie wypełzała spod kołdry. Ale jak to nie pojechać do dwójki kochanych jakby nie było staruszków. No jak? 
Spakował więc mnie mąż do naszej czerwonej poziomki, której nowy tłumik i oleje za sponsorował i pojechali my do lasu. Miałam nadzieję, biorąc aparat, że jednak uda mi się te moje nornice uchwycić. 
Pogoda jakoś specjalnie nas nie rozpieszczała, może i ciepło było, ale wiatr taki, że głowę urywało. Wszystko pouciekało gdzieś do skrytek swoich. Mnie jedynie drażnił swoim upierdliwym nawoływanie bażant, który darł się ale go widać nie było. Gdzieś tam w chaszczach migał od czasy do czasu i jedynie poglądowo dokumentacyjne zdjęcie udało mi się zrobić.
Gdyby nie te ubiegłoroczne wiechcie to byłby na bardzo ładnej, czystej pozycji i może jakby słońce postanowiło jednak wyjść to by kolorki było widać a tak...
Zrezygnowana poszłam w las, posiedzieć i poczekać na nornice. Wiatr w lesie może nie tak dotkliwy ale ruszał wszystkim co się dało i nic nie mogłam usłyszeć. Ale i tak mogłam stwierdzić, że absolutnie nic nie biega po skarpach strumienia. Jedynie mrówki pracowicie szeleściły pod nogami. 

Zabrałam się więc i już zupełnie zniechęcona poszłam do domu, a tak konkretnie to na huśtawkę ogrodową w rogu działki, gdzie nie czuć wiatru tak mocno, za to przebijające się słonko grzało miło. Mama tam uprawia zioła i zobaczyłam jak między lawendą a estragonem korytarz sobie zrobił jakiś nornik czy inny kret. Zadeptałam mu ten korytarz i zasypałam wejście w nadziei, że wylezie naprawiać szkodnik jeden. Zazwyczaj reagują tak w pół godziny. Ten jednak chyba olał sprawę bo się całe święta nie zabrał do naprawy. Za to pod rabata pojawiła się mała ropucha szara.

Gdzieś na berberysie słyszałam nawoływania rzekotki ale za niska byłam, żeby ją dostrzec. A w skrytości ducha od dawna marzę o ładnej fotografii żmii zygzakowatej. Tam u rodziców jest ich trochę, zawsze były i nawet kilkakrotnie się na nie natykałam ale nigdy nie miałam aparatu. Mam jedno zdjęcie, ale słabe. 
Po obiedzie mąż mnie na spacer wyciągnął i idąc po łąkach natykaliśmy się na umykające jaszczurki. Aż w pewnej chwili słyszę jak mój ukochany coś tam pokrzykuje i skacze dziwnie. okazała się, że o mały włos a wlazłby na żmije. Niestety nim dobiegłam to zdążyłam tylko zobaczyć, że to faktycznie żmija i że była dość spora. Chwilę czekałam, może wypełznie z kryjówki pod kępą trawy, ale jako, że nie byłam sama to jakoś tak nie doczekałam się. Jakbym była sama to bym tam stała i dwie godziny i czekała na gada. Jedyne co to na przydrożnych tarninach spotkaliśmy motyle.
Rusałka kratkowiec.
I Trznadla przy drodze.
Wróciliśmy do domu i po chwili odpoczynku zdecydowałam się wyjść za płot nad rów. Są tam sterty desek, palików i gałęzi z poprzednich lat na których lubią się wygrzewać jaszczurki i zaskrońce. Ale w te święta nie było ani jednych ani drugich. Jak na złość. Za to na jasnotach różowych był ruch.
Pojawiły się dwa pawiki. Jeden musiał mieć na prawdę ciężką zimę, bo wyglądał jak po wojnie.
Drugi nieco lepiej, ale też nie bez szwanku wyszedł po zimie.
Latało też dużo dzikich pszczół, ale prze słabym świetle jakoś nie chciały mi te trzmiele pozować. Jedynie ten trzmiel szary był na tyle łaskaw by się pokazać.
Jak wracałam już do domu zniechęcona niepowodzeniami to spotkała kotkę rodziców - miałam wrażenie, że śmieje się ze mnie.

Następny dzień zaczął się o tyle lepiej, że już od rana świeciło słońce i nie wiał tak mocny wiatr. Oczywiście, że przywitał mnie hałaśliwy kurak. Ponownie próbowałam mu zrobić zdjęcie...
Oto efekt.
Ostre słońce a ja stałam właśnie w jego kierunku. Standard. Za to zaćwierkał do mnie stary maleńki znajomy. 
Raniuszki nadal mają gniazdko na naszym świerku i podczas tych wiatrów to miały niezła huśtawkę. I zawzięcie bronią tego gniazda prze innymi ptakami. Pojawiła się też mała jaszczurka na chwilę. 
To jaszczurka żyworodna. Miała jakiś dziesięć centymetrów razem z ogonem.
Korzystając z pięknej pogody poszliśmy z mężem na długi spacer do lasu. Ja oczywiście z cichą nadzieją, że w nasłonecznionej przecince drzew spotkam wytęsknioną żmiję. Po drodze milą niespodziankę zrobił nam samczyk zięby, lądując prze kałuży.
Chwilę pozwolił się obserwować jak gasi pragnienie. Prawda że ładnie odbija się z błocie:) Potem wzniósł się na pobliską gałąź i zaśpiewał.
A następnie odleciał do lasu.

Zobaczyła przy okazji spacerującego po gałązce pluskwiaka.

I dotarliśmy do wycinki. Wlazłam między małe sosenki i wysokie trawy głodna gadów. A tam... motylki.
Nie miałam okazji wcześniej sfotografować tego gatunku. Zatem przestawiam wam - Zielenczyka osrężynca.


Bardzo mnie ucieszył swoją jakże liczną obecnością. Zastanawiam się jak to możliwe, że wcześniej nigdy go nie spotkałam.
Nieopodal wygrzewał się również rusałka kratkowiec - forma wiosenna (latem wygląda zupełnie inaczej).

Niestety nie natknęłam się na żadną żmiję - bardzo mi z tego powodu źle.
Przed niemal samym domem wypłoszyliśmy niechcący zaskrońca - Pierwszy w tym roku.
I postanowiłam uwiecznić jednego z najpopularniejszych motyli w Polsce - cytrynka.

Ten przyssał się jak widać do mniszka. 
A te dwa są zajęte romansem. 

Nie miałam też nigdy wcześniej możliwości podglądać zalotów tych motyli. Widać tu jak różnią się intensywnością koloru. Samiec jest bardziej żółty. 
A na koniec postanowiła powoli rozkwitnąć fioletowa azalia japońska. 
A żmije mi wszystkie umknęły i mam tylko nadzieję, że w końcu uda mi się ją kiedyś uwiecznić. 
Miłego tygodnia.

23 komentarze:

  1. Piękne zdjęcia! A ta mrówka wygląda jakby coś wypiła xD haha. A dlaczego nie lubisz świąt? Nie kojarzą Ci się właśnie one z magią i tymi jak to określiłaś :dwoma staruszkami?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana Weroniko, nie lubiłam świąt nigdy bo kojarzyły mi się z nerwową atmosferą w domu. Dopiero jak poznałam mojego męża to polubiłam święta ale w tym roku przecież spotkało nas ogromne nieszczęście niewiele ponad miesiąc przed świętami i nasze psyche nie wrociło jeszcze do normalnego poziomu. A pewne nieporozumienia jakie miały miejsce miedzy nami a "staruszkami" chociaż błache to w tej chwili jakoś nas zniechęciły. Wiesz na osłabiony organizm to byle infekcja siada. To po prostu czas kiedy najchętniej siedzimy we własnym towarzystwie i czerpiemy siłe z siebie nawzajem. Z innej strony to nie wina świąt, po prostu nie mieliśmy ochoty się z kimkolwiek widzieć. Tak czasami jest. Nie było tej magii w tym roku, może w przyszłym. Dziękuję za miłe słowa i pozdrawiam Cię gorąco.

      Usuń
  2. Jak zwykle piękna opowieść, opatrzona super zdjęciami. Pewnie już nie raz wspominałam, że lubię czytać, to co piszesz, a przy tym zdjęcia :) Dziękuję! Uszy do góry!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspominałaś, dziękuję Ci bardzo za te słowa, na prawdę sprawiają mi ogromną radość i chce mi się dalej pisać i pokazywać zdjęcia. Ja wiem, że bloga prowadzi się niby dla siebie, z potrzeby duszy ale bez odbiorców, bez przyjaciół to on staje się takim pustym konfesjonałem (chociaż tam ksiądz siedzi). Bo przecież to wspaniałe uczucie, że ktos zagląda i napisze kilka miłych, szczerych i pocieszających słów. Bardzo dziękuję, nawet nie wiesz jak to czasami jest potrzebne. Ściskam.

      Usuń
  3. Luno, będzie i żmija, niech tylko zrobi się cieplej. Zdjęcia piękne jak zawsze, ale niepokoi mnie to Twoje osłabienie. Może zrób badania, bo wszystkiego na wiosnę zwalać nie można.
    Pozdrawiam Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, na moje osłabienie to badania raczej nie pomogą bo ono nie fizyczne. To w głowie (bo o duszy nie będę pisać) siedzi. Liczę na to, że się z czasem wszystko rozwieje i po kościach rozejdzie. Oj liczę strasznie, bo nie stać mnie w tej chwili na specjalistę. Chcę wierzyć w słowa przyjaciółki, że to reakcja na stres jaki przeszłam i podświadomy strach o ukochanego. Tak na prawdę to najlepiej sie czułam jak kopałam rów pod nasadzenia i ledwo żywa wróciłam do domu. Ale następnego dnia dla równowagi ryczałam w miejscach publicznych bez większego powodu, ot jak bab w ciąży:) Dzięki kochana Ewuniu za te ciepłe słowa i wyrazy troski. Fajnie jest czuć, że nie jestem sama.

      Usuń
  4. Cudowne zdjęcia ptaków i motyli. Nie wiem dlaczego tak zawzięcie szukałaś żmii, ja omijam je z daleka...
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo widzisz moja droga Elu, ja uwielbiam gady zwłaszcza węże. A zdjęciami zaskrońców mogę się pochwalić, nawet ładnymi. Niestety żmij nie mam w kolekcji i bardzo bym chciał. Fakt, jak to określił mój małżonek unikając zdeptania i co za tym idzie pokąsania żmii - strachu nie znam przed jadowitym stworem i to albo zaufanie do zwierza i siebie albo głupota. Chyba po prostu znajomość zwierzęcia, nie boję się - to w końcu nie kobra czy inny grzechotnik. Ale świadomość że to jadowite jest, aż tak głupia nie jestem. Również Cię pozdrawiam gorąco.

      Usuń
  5. jak zwykle jestem zachwycona - fotografiami i opowieścią. :) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękna wiosna w Twoim obiektywie i w Twoich opowieściach:) Tyle się dzieje na Twojej drodze! To życie:) Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Przytulam co by sie poprawiło na duszy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję. To niezmiernie ważne kiedy człowiek czuje, że nie jest sam. A po takich słowach czuje to bardzo mocno.

      Usuń
  8. Oj Marysiu... chyba taka pora... u mnie podobnie i opamiętać się ni jak nie mogę... niby nic się nie dzieje... ale ... Ale Twoje zdjęcia od razu wywołują uśmiech na mojej twarzy - jak zawsze..
    pozdrawiam cieplutko i przytulam moooocno...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli rozumiesz kochana co czuję. Najgorsze jest to, że mimo iż staram się jakoś to ukryć chociażby przed rodzicami to i tak wszystko dostrzegli. I się martwią. Dziękuję ci za przytulanki i oddaję uścisk jak tylko mogę. Liczę że będzie lepiej.

      Usuń
  9. Cudowne te Twoje zdjęcia.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj, zaimponowałaś mi swoją zoologiczno - botaniczną wiedzą! Świetne fotki! Na wsi rodzinnej, dokąd jeżdżę każdego roku latem, żmije podchodzą pod sam dom, czasem nawet wygrzewają się na tarasie lub wylegują na schodach. Trzeba bardzo uważać :) Ale ja nie polowałam na nie nigdy z aparatem fotograficznym. Boję się takiej gadziny i pewnie zamiast fotografować, zmykałabym gdzie pieprz rośnie :)))

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam czytać twoje opowieści i oglądać takie cudne zdjęcia :-) Ściskam serdecznie i mocno :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Beatko kochana, wybacz, że dopiero teraz odpisuję, ale praca i przesilenie... Bardzo się cieszę, że lubisz te moje przyrodnicze wynurzenia. Bo skazuję was na nie do jesieni. W między czasie może znajdę chwile na haft ale na razie żyję zielenia. Pozdrawiam i ściskam.

      Usuń
  12. Ciekawy spacer, uwieńczony pięknymi zdjęciami :) Jak udaje Ci się robić takie zdjęcia motyli....mi zawsze uciekają : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Najpiękniejsze zdjęcia motyli i owadów robiłam dwa lata temu za pomocą obiektywu Tamron 90 mm macro F 2,8. Ale ponieważ sprzedałam lustrzankę do której miał mocowanie to i sprzedałam ten obiektyw. Obecnie biegam z teleobiektywem i na motyle się sprawdza bo nie muszę blisko podchodzić. Ja mam tele o zmiennej ogniskowej 55 -300 mm ale myślę że 200 też się jak najbardziej sprawdzi. Pozdrawiam.

      Usuń
  13. Przepiękna fotorelacja ze spaceru! Głowa do góry kobietko, śle uściski.
    Zapraszam po wyróżnienie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za umieszczenie mnie z 10. Nie znam się kompletnie na blogowych zabawach i nie wiem co powinnam z tym zrobić. I co jeśli nie mam tylu blogów znajomych nie powtarzających się z już wymienionymi spełniającymi wytyczne?

      Usuń
  14. piękne są Twoje zdjęcia, gratuluję udanych "połowów' i medytacji z aparatem. Wanda

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.