Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

piątek, 16 maja 2014

Ogrodowe przeboje

Witajcie.
Na wstępie bardzo dziękuję za wszystkie miłe słowa odnośnie Wikinga. Znów nie bardzo mam kiedy go niego zasiąść, a czemu to zaraz wyjawię. 
Wspominałam, że chcę rzucić ogrodnictwo, ale zanim to zrobię to muszę pokończyć rozpoczęte prace. A jest co kończyć. Otóż we wrześniu ubiegłego roku zadzwoniła do mnie bardzo miła młoda mama z prośbą o pomoc. W czasie spotkania na miejscu potrzebującym ratunku dowiedziałyśmy się z koleżanką, że Państwo kupili rok temu dom z ogrodem. Obecnie skupili się na remoncie domu a ogród jakoś tak został sam sobie. A ponieważ poprzedni właściciele kiedy zdecydowali się na sprzedaż posesji to olali ogród i przez rok pies z kulawą nogą do niego nie zaglądał. Nowi właściciele coś próbowali ogarnąć ale z dwójką maluchów, bez doświadczenia i nawale remontu i pracy zawodowej polegli. 
Zamówili firmę ogrodniczą "xyz" Wszystko pięknie-ładnie, projekt (jakiś taki naprędce zrobiony i nie przemyślany kompletnie moim zdaniem) przysłany, wycena w trakcie liczenia i cisza. Nie oddzwonili, pojawili się - jednym słowem olali klienta. Więc Młoda Mama po kilku miesiącach znalazła mnie i zadzwoniła. Dla nas to nie był najmniejszy problem i zabrałyśmy się do pracy od razu. 
Ogród po dwóch latach z okładem bez ingerencji człowieka wyglądał tak:


Jest to rabata z tyłu domu za trawnikiem na przeciwko tarasu wypoczynkowego. 
Wpadłyśmy tam z Martą jak burza bo takie wyzwania lubimy i po dwóch dniach prezentowało się to już tak:


Odkryłyśmy niedokończoną kaskadę i jakiś skalniak. Z racji że była to jesień to po naszym odchwaszczaniu nie wyglądało to może pięknie ale przynajmniej przypominała jesienny ogród.
Przeszłyśmy więc na główną rabatę ogrodu po prawej stronie działki. Tam było jeszcze ciekawiej:


Kochane, tam było wszystko czego nowi właściciele nie chcieli. A przede wszystkim wszędobylski i bardzo ekspansywny winobluszcz. oczyszczanie tego skrawka ziemi to był sajgon.

Po oczyszczeniu Młoda Mama stwierdziła, że może coś byśmy zaproponowały bo to co ma jej się nie podoba. Zrobiłam zatem projekt uwzględniając wytyczne MM - żeby za bardzo nie kwitło bo owady, nie kuło bo dzieci i nie było wymagające. Zaproponowałam zatem styk japoński, sterylny, o regularnych kształtach z roślinami nie wymagającymi wielkiej uwagi. 
No i zabrałyśmy się całkowitego niwelowania tego co oczyściłyśmy.
Kompletna demolka. Ekipa budowlana się z nas śmiała, że jesteśmy szalone bo wycięcie i wyrwanie krzaka sprawia nam niezdrową radość. Potrzebny był sprzęt ciężki - minikoparka która odkopała to co było ukryte pod skalniakiem...

To zdjęcie już wiosny tego roku. Bo na koparkę czekaliśmy miesiąc.
Rabata z winobluszczem na której wykarczowałyśmy sześć pniaków jesienią wyglądała tak:
I tak też sobie przezimowała. 
Wiosną pierwsze co to zabrałyśmy się za posadzenie żywopłotu z jakże powszechnej tui "szmaragd" sztuk 85, wysokość 150. Zatem trzeba było wykopać rów pod nie a jak się okazało trzeba też było wykonać drenaż gdyż na głębokości 40 cm, gleba była kompletnie nie przepuszczalna i woda spływająca z rabat na około utworzyła nam po godzinie fosę. Żeby się przebić prze warstwę łupka z czarnego iłu śmierdzącego zgnilizną (na czym oni to osiedle postawili?!) Potrzeba było dwóch dni. Wykopanie 74 m rowu na głębokość 40 cm było łatwiejsze niż pogłębienie go o 10 cm by dodać drenaż. 
Tu widać niewinny początek tej przeprawy - dalej zaczyna się zbierać woda i robi się błoto. Już wiem czemu sąsiadowi tak kiepsko rosły jałowce "skyrocket":)
No ale jakoś dałyśmy radę i jak tylko przyjechały nasze szmaragdziki to zaczęłyśmy je sadzić. Nie było łatwo bo każda tuja warzyła ok 30 kilo. plecy dawały znać osobie a ramiona klęły na każdym kroku. Ale posadzone zostały.

Rabata na razie zachwaszczona ale to chwila roboty. 
My zostwiając chwasty w spokoju przeszłyśmy na front domu. Tam utknęłyśmy na porządkowaniu tego co zastałyśmy.

Trzy dni zbierałyśmy brudny żwir i zdzierałyśmy starą agrowłukninę, do tego zostać mają tylko trzy rośliny, reszta "out". Mokra pogoda nie pomagała, żwir z ziemią był ciężki tak że pękła taczka:). To właśnie przy tej robocie wysiadł mi nadgarstek. Dziwne że nie krzyż... zahartował się. 
Na razie tyle - wydaje się mało, ale to dla tego, że robimy tylko we dwie kobitki. Na chwile obecna a - wczoraj - cały przód jest przygotowany do nałożenia nowej agrowłukniny (cztery rabaty przed domem) zdjęta stara darń żeby rabatę dociągnąć do kostki brukowej. Czekamy na agro i eko-bordy, żeby to ładnie przykryć i zrobić nowe nasadzenia. W między czasie przesadziłyśmy ponad dwadzieścia wieloletnich roślin w tym dziesięcioletnią magnolię i forsycję.
Tak to wygląda u mnie w pracy. Z racji dzisiejszej pogody znalazłam chwile na bloga i korzystam. 
Całuje was mocno i pozdrawiam.

17 komentarzy:

  1. No to kawał roboty odwaliłyscie Luno, gratuluję. Tylko czy te szmaragdy nie za blisko siatki rosną? Pytam, bo moje okropnie się rozrosły na szerokość. Może to zależy od rodzaju gleby?
    Bardzo chętnie będe sledzić dalszy ciąg prac. Uwielbiam takie metamorfozy :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. oj z ciebie to baba jak się patrzy, znasz się na swoim fachu, lubisz to, ciężka robota nie odstrasza cię. Jesteś wielka

    OdpowiedzUsuń
  3. Lunka, można powiedzieć, że czarujesz igłą, piórem i ...kopaczką ?:D
    Kobieta renesansu!

    OdpowiedzUsuń
  4. Widać, że kochasz tę pracę:) Doskonale Cie rozumiem....Nie rzucaj jednak ogrodnictwa!
    Kawał roboty zrobiony, ciężka praca, ale kobitki są lepsze od chłopów! Dają radę ze wszystkim, wiem coś o tym:)
    Ciekawa jestem jak poradziłyście sobie z winobluszczem, jest tak ekspansywny, że ja nie mogę sobie z nim poradzić. Chyba po kawałku wykopywałyście.
    Czekam na dalszy rozwój prac i efekt końcowy! Buziak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Winobluszcz najpierw zerwałyśmy i wycięłyśmy a potem rozprawiła się z nim minikoparka. Jeszcze walczy ale będziemy go chemicznie dobijać.

      Usuń
  5. Sporo roboty miałaś:) Pozdrawiam i zapraszam do mnie:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię oglądać takie powstawanie ogrodu, a jeszcze większa frajda, gdy zmieniany jest istniejący, chociaż Wam nie zazdroszczę, łatwiej byście miały z "gołym" polem.
    Pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Napiszę tylko jedno - kawał dobrej roboty odwaliłyście; jak to stwierdziła moja córka, która razem ze mną oglądała i czytała posta, robi wrażenie.
    Pozdrawiamy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. no patrzę i podziwiam - kawał pracy i tak szkoda, że nie mam Cię bliżej Marysiu - u mnie też było by co poprawiać, wysadzać i przesadzać...hi...hi...
    pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam pracę w ogrodzie i z wielką chęcią bym Wam pomagała! Kawał ciężkiej roboty odwaliłyście, brawo! :) Lubię oglądać zdjęcia z ogrodów "krok po kroku". :)
    Mój Luby często się ze mnie śmieje, że krecik jestem. Sama bardzo żałuję, że póki po mieszkam w domu, który stoi na działce 2,7a. Raptem trawnika na dwa kroki i już płot. :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Łooo, odkopać to co zapomniane przez dobre dwa sezony ?!
    Ja po miesiącu mam ręce po łokcie urobione ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. o matko! odwaliłyście kawał ciężkiej pracy :)musisz to naprawdę lubić :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ale super! Wy we dwie tylko, dwie kobiety o.O pełna jestem podziwu. Brawoo dziewczyny, kobietki hihi. Hmm to może mnie też zaprojektujesz mój 50 m2 ogród :P chcem pigwowca, szachowica cesarska, bez, wiskoza, ale słyszałam że wiskoza ciężka jest w pielęgnacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo chętnie zrobię projekt ogródka uwzględniając Twoje wymagania. Pozdrawiam Cię bardzo mocno.

      Usuń
    2. Super! Mieszkanko dostanę w grudniu, ja nic nie wiem o ogrodach XD Wiem tylko tyle że mam jakis tam placyk przed domem, i za domem mam ogród 53m2.

      Usuń
  13. Ogród sam w sobie potrzebuje pracy a tu takie zmiany oj działo się działo.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Oj ciezka praca to ogrodnictwo-sama się przekonałam po 11h w szklarniach,robilismy jak woły a jak zdecydowaliśmy,że nie damy rady po tyle godzin i na słońcu to jeszcze o dyche mniej nam wypłacili:(

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.