Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

piątek, 22 sierpnia 2014

Jak szkodników szukając ptaszki z gniazda wypłoszyłam.


To było ciepłe i słoneczne majowe przedpołudnie. Uwielbiam maj, niegdyś był to mój ulubiony miesiąc. Wszystko już kwitnie i jest zielono i ciepło. Światło inne i chce się żyć. Z czasem jednak doszłam do wniosku, że jednak wolę kwiecień. Co prawda pogoda bywa chimeryczna i czasem jeszcze zimno ale... Wczesny kwiecień dla obserwatora przyrody takiego jak ja to dobry czas. Mało liści na drzewach sprawia, że więcej światła jest w lesie, ptaki są w godowym amoku i wszystko jest takie... nie wiem jak to określić. A może to tylko moje jakieś dziwactwo, bo od zawsze miałam tak, że jak czegoś mam mało to bardzo mnie cieszy praca z tym, a jak nagle mam czegoś więcej to jakoś tak mniej radochy sprawia. Uwielbiam ciułać. Gromadzić ziarnko do ziarnka i cieszyć się tymi małymi przyrostami tego co ciułam. A jak tego już dużo uciułam to jestem dumna. Natomiast jak nagle czegoś dostanę dużo na raz to jakoś tak to traci urok. Ot takie skrzywienie. 
Zatem jak już wspominałam był to maj. Maż mój z rodzicami moimi został na ogrodzie a ja złapałam aparat i poszłam na wyprawę. Krótką co prawda ale jednak. Więcej jednak podczas "wyprawy" myślałam o życiu i swoim w nim miejscu niż się na otaczającym pięknie majowej przyrody skupiałam. 
Obudziłam się tak na prawdę już w drodze powrotnej nad moim ukochany stawem, co raptem jakieś sto metrów od domu się rozciąga. 
To w nim jako mała dziewczynka uczyłam się pływać, no tata mnie uczył. Po kąpieli w nim też któregoś razu dostałam strasznie swędzącej wysypki, bo to staw hodowlany i czegoś tam do niego wsypali.
Ale jest integralną częścią najbliższej okolicy domku moich rodziców i nie wyobrażam sobie, że go tam niema. Acz zdarzały się lata, że z powodów różnorakich wody w nim nie było. Porastał wtedy zielonymi wysokimi na metr turzycami i wyglądała jak najpiękniejsza zielona łąka. 
Na stawie jedynie udało mi się zobaczyć jednego samotnego perkoza dwuczubego. 
Jakoś pusto było po za tym. Natomiast las i korony przydrożnych drzew rozbrzmiewały trelem setek ptasich gardeł. 
W pustym i jednak jeszcze żywym pniu starej wierzby zrobiła sobie gniazdo sikorka modra i przez chwilę obserwowałam jak rodzice pracowicie uwijają się przy karmieniu swoich pociech. Swoją drogą czytałam gdzieś, że aby wykarmić takie pociechy to oni muszą dziennie złowić robali ze dwa razy więcej niż każde z nich waży (rodziców się znaczy). No to jest robota. 
Po drodze do domu natknęłam się jeszcze na kwitnące niezapominajki. Wdzięczne i ładne kwiatki. na pierwszym roku studiów zdziwiłam się strasznie ile jest gatunków niezapominajek w Polsce. A jak trudno je oznaczyć. Niektóre z nich są tak łudząco podobne, że nawet mój prof. z botaniki nie był pewien czy dobrze oznaczyłam gatunek. 
A zaraz nieopodal rozciągała się kolonia konwalii majowych. Nie wiem jak wy ale ja uwielbiam zapach konwalii. Co prawda bardziej mi się podoba zapach konwalijki dwulistnej - maleńkiej krewnej popularnej konwalii rosnącej w lasach bukowych czy świetlistych dąbrowach. Niestety nie mam zdjęcia konwalijki, postaram się zrobić w przyszłym roku. Za to mam zdjęcie konwalii. Szkoda, że zdjęcia nie oddają zapachu. 

Na ogrodzie wiosna w pełnej krasie, wszystko bzyczy i brzęczy. A nawet coś za bardzo brzęczy i jakoś tak za nisko... Zaczęłam się podejrzliwie rozglądać co to za owad tak tubalnie bzyka. Znam ten dźwięk i napawa mnie on pierwotnym strachem. Ale gdzież jest ten przerażający stwór? Szukam i szukam i nagle patrzę na kwitnący berberys, a tam swobodnie niczym pracowita pszczółka lata sobie z kwiatka na kwiatek... szerszeń wielki i paskudny. Aż mi ciarki po plecach przeszły. Nawet na wspomnienie. Kto go zapraszał? Na pewno nie ja. Strasznie się ich boję. Nie cierpię i brzydzę się właśnie szerszeniami i niektórymi osami. Nawet pająki lubię i podziwiam, a te latające wilki nie!

Strzeliłam paskudzie jedną upamiętniającą fotę grożąc, że jak się gdzieś w okolicy domu osiedlić zamierza to na wojnę ze mną idzie i najcięższą chemię wyciągnę by dziada ubić. Ma do dyspozycji cały las i niech sobie gdzieś w nim gniazdo buduje, a nie o nas pod dachem nie daj Boże.  
Na pocieszenie przed obiadem jeszcze dostrzegłam na ogródku pod piennymi agrestami przemykającego zaskrońca między siewkami nagietków.
A na trawach przeciskających się przez odrodzenie od sąsiadów, którzy są na swojej działce może ze dwa razy w roku, takie śmieszne cuś. Ładne to i kolorowe ale nie wiem co to inie miałam kiedy oznaczyć. Może ktoś z was będzie wiedział co to za dziwaczek.


W tytule było, że będzie o ptaszkach. Cała akcja z ptaszkami zaczęła się później. Mam poprosiła mnie, żebym lustracje ogrodu zrobiła i jakie szkodniki tępić trzeba im powiedziała. Wybrałam się zatem na obchód przezornie aparat na szyi mając. A nuż się jakiś ciem czy inny gąsienic trafi. Nigdy nic nie wiadomo. A los złośliwy być lubi i pokazywać fajne rzeczy kiedy akurat nie ma się aparatu pod ręką. Więc z losem w kotka i myszkę gram i staram się zawsze ten aparat mimo jego gabarytów i wagi mieć. 
I nie zawiodłam się. Spacerując i przyglądając się czy przypadkiem na cisach miseczników nie ma zajrzałam do rosnącego obok żywotnika czy grzyb jakiś go nie zaatakował czy misecznik i na nim się nie pojawił... i jak mi nagle spod dłoni niemalże wyleni coś szarego wielkości myszy. A zaraz za nim dwa następne. I w tym samym czasie raban zaczęły niemożliwy robić dwa szare ptaszki od wróbla mniejsze. Okazało się, iż w żywotniku tym, niewiele wyższym ode mnie (sama go z maleńkiej gałązki z pomocą ukorzeniacza wyhodowałam) gniazdko sobie ptaszki owe szare uwiły i potomstwa się doczekały. A ja nieświadoma wypłoszyłam te szkraby w rodzinnego domu. O zła zła i niedobra. Ptaszki się rozlazły w rożnych kierunkach i obserwowane przez panikujących rodziców jakoś się uspokoiły. podloty to już były i pewnie dla tego zamiast zamrzeć w absolutnym bezruchu wyrwały z tego gniazda. 
Żeby tego było mało, że rodzinę rozpierzchłam nieco to jeszcze Liza z obchodu po okolicy wrócić postanowiła i zainteresowała się nader mocno zamieszaniem. A dla takiego łowcy jak ona, co to łasicę rodzicom pod drzwi ubitą przynosi to taki ptaszek pryszczem jest. Ale mąż mój pomocny i zapobiegliwy kota za frak złapał i w domu zamknął. Co by ptaszki szansę jakąś skryć się miały.
I przydał się właśnie tu mój aparat...
Jeden z maluchów na siatce ogrodzeniowej przysiadł.

 A drugi od razu za strumień do lasu pofrunął niezdarnie i na gałązce olchy czarnej usiadł. Trzeci gdzieś tak się zamelinował, że nie miałam pojęcia gdzie go szukać. Słodkie da prawda - małe pokraczki.

Mamusia natomiast prezentuje się tak.
Jest to kapturka z rodziny pokrzewek - ptaszek dość liczny w niektórych rejonach. Że mamusia to wiem po brązowym kapturku, tatuś ma czarny. 
Przykro mi, że może nazbyt wcześnie musiały z mojego powodu gniazdo opuścić. Mam tylko nadzieję, że nic złego im się nie przytrafiło. 
To nie koniec ptasich niespodzianek na ten dzień. Pomna tego niezwykłego spotkania nie rozstawałam się z aparatem i cierpliwość oraz wytrwałość moja nagrodzona została odwiedzinami kolorowego pana dzięcioła. Nie wiem czego on szukał na świerku, na którym zbudowały sobie gniazdo opisywane przeze mnie wcześniej raniuszki:


A na koniec jeszcze - Kto lubi wróble. JA!!!
Uwielbiam wróble, zarówno te miejskie wróble domowe jak i wróble mazurki. U mnie na wsi liczni występują właśnie mazurki. W tym roku naliczyłam ze cztery gniazda pod blachą na dachu i jedno w szczelinie pod dachem drewutni. Nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego jak pożyteczne są te niepozorne ptaszki. Większość z nas uważa, że wróbelki to ptaszki jedzące ziarno, odwiedzają karmniki i z zapałem wyjadają ziarnka i chlebek. Ale w sezonie karmienia młodych nie dałyby rady ich wykarmić nasionami bo nasion wiosną i wczesnym late praktycznie nie ma. A poza tym to mało kaloryczne i wartościowe jedzenie dla rosnących piskląt. Wróble razem z sikorami są naszymi ogromnymi sprzymierzeńcami w walce ze szkodnikami. 
Tu przykład - złapany na gorącym uczynku jak wraca do gniazda. Zobaczcie ile on ma w dziobie gryzących liście gąsienic! i tak kilkadziesiąt razy dziennie, razy dwa i razy kilka par - no moje drzewka nie muszą się o nic martwić.


Mój pogromca.

To by było na tyle, dziękuję za wszystkie wasze miłe komentarze i za to że do mnie zaglądacie. Witam też w swoim progach Jasną8 z fantastycznego bloga http://klubkotajasna8.blogspot.com/ Miło mi że do mnie zajrzałaś i mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej.
Życzę wszystkim miłego weekendu.

20 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Dzięki za odpowiedź na moje pytanie. Nie natknęłam się na tego owada wcześniej ale teraz sobie o nim poczytam. Pozdrawiam i czekam na nowy gatunek ptaka i kolejne zagadki.

      Usuń
  2. Jesteś boska! Zazdroszczę spotkania z Perkozem, ja widziałam go tylko na obrazkach. Co do tajemniczego owada, to o ile się nie mylę to jest Krasanka. A wróbelki uwielbiam również, za to że zżerają komarki :) mi pod oknem i ja mam wieczorami spokój :) to uwielbiam je za "styl bycia", małe podskakujące maleństwa, mają w sobie zawsze tyle radości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to żeś mi tą boskością przywaliła niemal między oczy. Ale dzięki to miłe. Co do perkoza to takie tam spotkanie, ze sto metrów ode mnie menda pływała i gdyby nie teleobiektyw, a zdjęcie i tak przycięłam to nie wiedziałabym nawet że to perkoz. Dzięki za rozpoznanie owada. Też uwielbiam ich wesoły styl bycia. Pozdrawiam.

      Usuń
  3. Następna wspaniała opowieść...
    Kocham wszystkie ptaki, wróble też. Za to nie cierpię, chociaż wiem że pożyteczne, wszystkich pełzających... jakiś uraz czy coś;)
    Miłego dnia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj skoro nie cierpisz pełzających gadzin to źle będzie ci się oglądało niektóre moje wpisy. Bo ja w gadach zakochana jestem i bardzo lubię je fotografować. Ale z początku będę rzetelnie uprzedzać żeby można było się przygotować na gady i pająki bo i nich mam rozprawkę w głowie. I tym bardziej dziękuję że zaglądasz do mnie pomimo tych pełzających. Ściskam gorąco.

      Usuń
  4. jak zawsze - cudnie podana przyroda u Ciebie Marysiu :)) dziękuję i pozdrawiam cieplutko:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również dziękuję i również pozdrawiam. Mam nadzieję, że wojaże po naszym pięknym kraju się udały.

      Usuń
    2. malutko tego było raptem 3 razy po 2 dni ale co tam - co się odwlecze to nie uciecze :))) buziaki

      Usuń
  5. Oj jakie one fajnuchne, i zaskrońca złapałaś no nio. A dzieki Tobie i ka baczniej się przyglądam i ostatnio wronę widziałam w dziobie z żabka. No bo wron, i srok to u mnie na osiedlu dostatek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No taki to już urok Wrocławia że na osiedlach dominują te najbezczelniejsze . Cieszę się, że udało mi się kogoś tak zabieganego i zapracowanego jak Ty zainspirować do wnikliwszej obserwacji otoczenia. I zastanawiam się gdzie ona tę żabę złowiła?

      Usuń
  6. Kobitko Droga, jestem Ci niesamowicie wdzięczna, że stworzyłaś tego bloga. Dzięki Twoim zdjęciom i opisom, taki mieszczuch jak ja, ma możliwość poznawać otaczające nas piękno przyrody. Ciepluchno pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Tobie za te wszystkie wspaniałe wpisy i słowa, które mnie podtrzymują w przekonaniu, że warto pisać i prowadzić tego bloga dalej. Dziękuję Ci za to i również pozdrawiam.

      Usuń
  7. Kolejna piekna odsłona tego co obserwujesz w swojej okolicy a i świetnie wszystko udokumentowane:)pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Mamy tak wspaniałe cuda natury, że skąpstwem byłoby nie dzielić się tym z innymi:) Pozdrówka serdeczne.

      Usuń
  8. Piękny przyrodniczy post, śliczne i ciekawe zdjęcia! Sama uwielbiam podglądać przyrodę, choć jej nie uwieczniam aparatem!Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podglądanie przyrody jest dla mnie niczym joga, relaksuje i odstresowuje. Bardzo to lubię. Pozdrawiam.

      Usuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja też kocham maj. Jest dla mnie piękny miesiąc i tyle się w przyrodzie się dużo dzieje. Pięknie opisałaś i pokazałaś na zdjęciach Twoje spotkanie z nią. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo. Maj specyficznie pachnie.

      Usuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.