Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

sobota, 16 sierpnia 2014

Świat kocich łat. 1

Kiedy wczoraj weszłam na swojego bloga to zrobiło mi się smutno. Okazało się, że opuścił mnie jeden z obserwatorów. Wiem, że takie rzeczy się zdarzają, ale i tak zrobiło mi się bardzo smutno, że ktoś już nie chciał nigdy do mnie zajrzeć. Nie wiem kto mnie opuścił, to niby taki drobiazg ale... zaczęłam się zastanawiać jak mogę zapobiec takim ucieczkom na przyszłość. Czy mój blog stał się nudny? Czy może za dużo piszę głupot? 
No niby wiem, że to moje miejsce w sieci i mogę na nim publikować co chcę, ale jednak to fakt, że ktoś odbiera moje sygnały, że ktoś zagląda, ktoś skomentuje. Tak już chyba mam, lubię wiedzieć, że to co pokazuję, czym się dzielę wywołuje jakieś reakcje. Może dla tego, że czuję się bardzo samotna. W świecie realnym mam niewielu znajomych, a o moim rozstaniu z przyjaciółką też wiecie. 
Może deszczowa pogoda tam jakoś melancholijnie na mnie wpływa... 
Co ciekawego na froncie robótkowym? 
Kończę powoli bieżnik wykonywany techniką Richelieu. Zaglądałam też nieco do Kudłatego Wikinga, ale nie mam cierpliwości jakoś do częstego zmieniania nitki i skupiania się. 
Z racji obecności małej Keiry pochowałam farby, bo obawiam się, że mogłaby się zainteresować i nieszczęście gotowe.

Przypomniało mi się, że kilka postów wcześniej pokazywałam ukończonego przetacznika i kilka osób zapytało jak zrobiłam tło. A mianowicie najnormalniej w świecie moimi farbami akrylowymi. Stawiałam białe kropeczki średnim pędzelkiem. Akryl się nie spiera, nie śmierdzi i jak widać daje fajny efekt. Polecam.

Kilka dni temu natchnęło mnie podczas obserwacji zabaw moich kotów. Efektem tego natchnienia jest jeden rysunek i jedna historyjka obrazkowa. 


Akcja dzieje się na wannie. Keira na brzegu a Ciapek w środku.


Kochani czytelnicy, jeszcze male ogłoszenie. Może się ktoś skusi.
Malutka, dwumiesięczna Lusia została znaleziona na przystanku autobusowym. Prawdopodobnie zginęłaby pod kołami autobusu, gdyby pomoc nie nadeszła dosłownie w ostatniej chwili. Lusia odwiedziła gabinet weterynaryjny, gdzie odrobaczono ją i odpchlono. Posiada książeczkę zdrowia. Teraz koteczka jest gotowa do adopcji. Bezbłędnie trafia do kuwety. Lusia jest bardzo miła, kontaktowa i jak to kociak skora do zabaw i figli. Bardzo lubi bawić się piłeczkami. Poszukuje odpowiedzialnych opiekunów. Tylko dom niewychodzący. Warunkiem umowy jest podpisanie umowy adopcyjnej.
http://alegratka.pl/ogloszenie/dymna-lusia-gotowa-do-adopcji-czeka-na-24755881.html

Pozdrawiam i do następnego
Miłego weekendu.

14 komentarzy:

  1. Nie martw się Luna jedni przychodzą inni odchodzą, czasem ktoś nie ma głowy na blogi, ważne, aby to tobie sprawiało radość, to blogowanie i pisanie. A historyjka ciekawa. Świat widziany oczami kota

    OdpowiedzUsuń
  2. Marysiu, nie masz się co martwić, ludzie przemieszczają się po świecie, zmieniają miejsca zamieszkania, tak samo jak zmieniają miejsca odwiedzin. Może ktoś zmienił zainteresowania, może zlikwidował swoje konto na blogu. Przyczyn może być wiele. Po za tym i tak przecież nie wszyscy, którzy są wśród obserwowanych, komentują. Często ktoś dodaje bloga do obserwowanych bo jest taki wymóg w candy. No to po co kogoś takiego mieć? I tak po za candy nigdy nie zaglądnie już na bloga.
    Opowiastka wesoła i tego się trzymaj :)
    Pozdrawiam Efka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Marysiu nie martw sie naprawde. Ja stawiam na to ze ktos zlikwidowal konto. A rysunki sliczne i wesole. Glowa do gory i pisz jak najczesciej!

    OdpowiedzUsuń
  4. to juz wyjaśniam kto zniknął z Twojego bloga to moja siostra-usuneła swojego bloga bo nie chciało się jej juz pisać(nie ma weny do pisania).ale cały czas jej będę pokazywać Twoje dzieła bo też jej się bardzo podobają:)No i oczywiście rysunki jak zwykle piekne.pozdrawiam cieplutko w pochmurny dzionek:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. och, to mi nieco ulżyło. Bo co prawda nie załamałam się, wiem, że to rożnie bywa z tymi obserwatorami ale jakoś mi tak lżej że nie znudziłam się komuś do tego stopnia, że aż wyłączył obserwowanie - ja nawet nie wiem jak się to robi. Dziękuję za miłe słowa odnośnie opowiastki. Pozdrawiam.

      Usuń
  5. Znikającymi obserwatorami, a tym bardziej jednym obserwatorem nie masz co się martwić, Może być, tak jak pisały dziewczyny, wiele przyczyn. Wiem również, że czasem bloger płata figle, i choćby ktoś się nie usuwał, okazuje się że go nie ma:(
    Poza tym nie liczy się ilość, ale jakość;)
    Świetna historyjka!
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z tym że nie ilość a jakość się liczy. Bardzo doceniam to , że mam swoich na prawdę wiernych czytelników. Ściskam.

      Usuń
  6. Dziewczyny mają rację, nie masz co się przejmować "znikniętym" obserwatorem. Zwłaszcza, że masz takie fajne obserwatorki jak my, dziewczyny które lubią do Ciebie Marysiu zaglądać :) Historyjka o kotach cudna, powinnaś rysować komiksy ;)
    Pozdrawiam Dorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, myślałam kiedyś o komiksach, uwielbiałam je ale... nieco chyba wyrosłam. Brak czasu i priorytety... Pozdrawiam.

      Usuń
  7. Maryś...najważniejsze jest stałe grono tych, którzy wpadają i czytają. Nie przejmuj się ilością obserwatorów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że jesteście kobitki - jesteście wspaniałe. Ja po prostu ostatnio czuję się bardzo samotna i bardzo wrażliwa i rozklejam się z byle powodu.

      Usuń
  8. Tak się zdarza - no trudno:) Pozdrawiam i pocieszam:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Pocieszam Cię kochana, u mnie było podobnie. Zniknął obserwator. Po kilku miesiącach znów się pojawił. Co się okazało, zlikwidował swojego bloga (automatycznie wtedy znika). Po kilku miesiącach założył nowego i dołączył. Może tu u Ciebie jest tak samo.
    Świetna kocia rozmowa:)

    OdpowiedzUsuń
  10. przyłączam się do głosu poprzedniczek Marysiu .... trzymaj się cieplutko:))

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.