Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

niedziela, 7 grudnia 2014

Antracyt - wcielenie Luny

Na ruchliwej i uczęszczanej szosie podwrocławskich Bielan, a dokładnie na jej poboczu, pewnej wrażliwej i dobrej duszy Anioł pokazał małe, czarne nieszczęście. Dobra dusza Kasia zatrzymała swoje auto i wzięła na ręce maleńkiego, przemoczonego i zmarzniętego kociaka. Ogrzała go swoim ciepłem i zawiozła do drugiej wspaniałej i dobrej duszy Gosi (Tu jest bezpośredni opis). 
W domu tej niezwykłej kobiety kociak znalazł pomoc i ciepło i wszystko co tylko potrzebne takiemu małemu kotkowi. Czarnuszek lgnął do ludzi jakby nie miał do nich żalu za to że porzucili go przy drodze na pewną śmierć od kuł, głody albo z zimna. Gosia zajęła się maluchem i pokazała go światu. Ze zdjęć spoglądały na nas zielone słodkie oczy o figlarnym błysku. 
I w oczach tych zakochała się taka jedna. No właśnie ja. Wpadłam jak śliwka w kompot bo wiecie co... to magia jakaś. Niedawno opublikowałam epitafium dla Luny, a niemal w tym samym czasie pojawił się ten mały czarnych u Gosi. Ze zdjęć dotarło do mnie wołanie: "Wróciłam, jestem już i musisz po mnie przyjechać, chcę znów do mojego domu, do was".
Powaliło mnie to. Najpierw chciałam żeby jednak ten ogrom miłości jaki mieści się w maleńkim ciałku sprawił radość i dał szczęście pewnej osobie, która tego potrzebuje. Bo wiedziałam, że trzeci kot w domu nie przejdzie. Mąż się nie zgodzi, znajomi będą pukać się w czoło, a rodzice zgoła psychiatry zaczną szukać. Jednak osoba ta wybywa poza nasz kraj... No i co teraz, gdzie trafi wcielenie mojej Luny? 
Mąż po dwóch tygodniach nagle stwierdził - Weźmy tego małego.
Piękniejszych słów nie mogłam usłyszeć. Od razu napisałam do Gosi że bylibyśmy zainteresowani adopcją kociaka. 
Przedwczoraj po wcześniejszej wizycie wstępnej przywieźliśmy Duszę Luny do jej domu. Od pierwszego momentu wiedziałam że będzie się nazywał Antracyt (najczarniejsza forma węgla). Ale na razie jest to Antek, Antoś, Antoni, Toni, Tosiek... Ma 4 miesiące więc do Antracyta mysi jeszcze dorosnąć. 



To pierwsze wczorajsze fotki Antka u nas w domu. Zadomowił się błyskawicznie, niczego nie bał. Sama podróż do domu była niezwykle spokojna, w kontenerku siedział jakby był na drzemce. Z kontenerka wyszedł od razu, bez oporów. 
Rezydenci przyjęli go różnorako. Ciapek, z natury przyjazny i spokojny, obwąchiwał kontener i obserwował nowego przybysza a Keira, dzika i płochliwa z natury schowała się za kanapą i zza rogu przyglądała. Nie obyło się bez syków i prychów i miauków. Ale nie doszło do łapoczynów i drapoczynów. Więc jest ok. Pierwsza noc była zaskakująco spokojna, każde znalazło swoje miejsce i spało. 
A od rana zaczęła się moja obserwacja jak rozwija się sytuacja. Keira nadal nieco sfochana ale zaciekawiona chodziła za nim ale jak tylko on się zbliżał to się wyginała i syczała zmykając. Ale po kilku godzinach poranka zaczęły się ganiać. Keira jest od niego o trzy miesiące starsza więc to trochę przypomina spotkanie dziesięciolatka z czternastolatką. Niby już nie dziecko ale jeszcze nie kobieta i nie wie czy chce się bawić jak dzieciak z młodym czy raczej iść na pierwszą randkę.
Musiałam zasłonić swój stół z robótkami, żeby nitki nie korciły małego i stał się on ostoją Ciapka, który jeszcze nie wie czy się cieszyć czy martwić.
W międzyczasie znalazł tez inną skrytkę.
A mały już popołudniu bez żenady obwąchiwał się z Królem Ciapkiem i spokojnie pozwiedzał całe mieszkanie. Z dziką radością zabrał się za wszystkie zabawki jakie tylko znalazł na podłodze. Największą frajdę sprawiało mu walczenie ze starymi ogonami od kołnierza z norek po którejś babci. 

No czyż cie jest słodki z tymi ślepkami niewiniątka - diabełka?
Jak się nie zakochać, skoro wita Cię radosnym miauczeniem i głośnym mruczeniem i łasi się i pozwala tulić.
Sznureczki też się nadają do zabawy, ale najlepiej kiedy na drugim końcu jest człowiek co sprawia że wstążka na końcu ucieka. 
Fascynują krople deszczu spływające po szybie kuchennego okna...

A po zabawie i zwiedzaniu trzeba odpocząć. Ta mordka jest tak słodka że mnie zęby bolą:)

No ale długo nie pośpi, chociaż więcej niż Keira w jego wieku.
 Tu widać go Keirą, mimo tego co pokazuje zdjęcie to jest mniejszy od niej. Zabrał jej ukochana myszkę i dawaj, rozwalać gryzonia.

Prawda, że uśmiech ma rozbrajający.
Tak oto znalazł się u mnie stały dom mały czarny, przemoczony i przemarznięty kociak z pobocza Bielańskiej szosy. Ten kto czyta mojego bloga wie, że Ciapek został znaleziony w rowie przy drodze pod inną miejscowością przy Wrocławiu. Ten zbieg okoliczności to nie przypadek - Luna wiedziała jak i kiedy ma do mnie wrócić. Czemu czekała półtorej roku? Bo gdyby pojawiła się wcześniej to najprawdopodobniej nie przygarnęlibyśmy Keiry, nie szukali kotka, nie chodzili po stronach i spojrzeli w oczko małej piraciej księżniczki. A czemu jako kocur... Bo łatwiej jej będzie się zaprzyjaźnić z kocicą Keirą - bo jak wiadomo przyjaźń między kobietami to pakt o nieagresji a u kocic bywa to trudna relacja.

Na koniec bardzo chciałam podziękować Gosi z bloga "Za moimi drzwiami" do którego link jest wyżej w tekście. Bardzo gorąco zapraszam do odwiedzin bo to miejsce gdzie dzieją się cuda, gdzie znajdują pomoc i wsparcie takie Antki i nie tylko, gdzie miłość jest namacalna i można ja kroić niczym sernik, który wspaniale wychodzi Gosi (był pyszny).

Witam też w swoich zakoconych ostatnio progach Retro koty i pies, Panterę, Ewę Czaje, Agawu, Agatę Rak, Marcepanową Panienkę, Fenrirę i Olhę Lytvyn, którzy dołączyli do mnie w ostatnim czasie. 

72 komentarze:

  1. Witaj w domu maleńki, to miejse czekało na ciebie :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam takie historie z dobrym zakończeniem, mam nadzieję, że Antkowi będzie u Was jaknajmruczniej! Ja też zatrzymałam się na poziomie dwóch kotów, i nie było mowy o większej ilości z racji astmy mamy... Ale zaczęły się przybłąkiwać znajdy do nas, i jeśli się oswoją, co idzie w dobrym kierunku to może, może dadzą się zaprosić do domu na dywan przed kominek? :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Astma nie sprzyja przygarnianiu kotów. Oby się znalazło przy tym kominku miejsce ciepłe i dobre dla jakiegoś znajdka.

      Usuń
  3. Pyszczek ma bardzo podobny do mlodej Miecki.
    I chyba dobrze, ze mieszkam tu, gdzie nie ma bezdomnych zwierzat, bo chyba zakocilabym sobie chalupe na ament oraz stracilabym meza, bo jego wytrzymalosc przewidziana jest na dwa koty. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę, że nie ma u Ciebie bezdomnych zwierząt, nie sądziłam że są takie miejsca na świecie.

      Usuń
    2. Tam, gdzie zyja odpowiedzialni ludzie, ktorym sie nie wydaje, ze kazda suka musi choc raz sie oszczenic, a kotka okocic, nie ma bezdomnych zwierzat. Wiekszosc sterylizuje swoje suczki i kotki, a psy i kocury kastruje.
      Kiedy chcialam miec kota, a chodzilo mi o malego i nierasowego, musialam poprosic weta o pomoc. On wyczail mi kotke, ktora mial pod opieka i skontaktowal z wlascicielami. Moglam ja zobaczyc i zaklepac jako chyba dwutygodniowe kocie. Czekalam na nia jednak 8 tygodni, bo musiala dorosnac do odebrania matce.

      Usuń
  4. Podziwiam na początku Gosię która robi tak wiele dla tych wszystkich znalezionych,porzuconych i dotkniętych przez los kotków.
    Tobie gratuluję dokocenia czarne diabelskie szczęście przyniesie wiele radości,wiem co piszę,bo moim pierwszym kotem był czarny Agres,który jest już ze mną 10 lat,po nim trafiły i inne,ale czarne są najbardziej miziaste na świecie.
    Antracyt jest przepięknym kotem z tym błyskiem w oku i zabójczą minką to nie ja,niech wszystkie Twoje koty dobrze się mają,tak miało być:)
    Pozdrawiam cieplutko :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, też podziwiam Gosię. Mam nadzieję, że wszystkie się na prawdę zaprzyjaźnią i będą razem współżyć w dobrej komitywie. Pozdrawiam Cię gorąco i Agresa też.

      Usuń
  5. Ach, ten mój kochany pieszczoszek! Jak szybko się zadomowił! Mam nadzieję, że dalej będzie tylko dobrze. :)
    Jeszcze jak patrzę na niego to mam łzy w oczach, tak bardzo wlazł mi w serce, ale bardzo się cieszę, że znalazł taki cudowny dom jak Wasz. Trzymam kciuki za wszystko! To faktycznie musi być wcielenie Luny skoro tak szybko poczuł się u siebie. :)
    Nie chcę zrzędzić, ale i tak pewnie już wszyscy mnie znają z tej strony, ale musisz bardzo uważać na te nitki... Koty bardzo często zaczynają je memłać i zjadają je, a potem jest tragedia. Kasia, która uratowała Antka zna taki przypadek. Jej kot tak zrobił i cudem, po operacji, udało się go uratować, ale co przeszedł to nikomu nie życzę. Ja teraz nawet wędki chowam po zabawie.
    Gorąco Was wszystkich pozdrawiam i czekam na nowe wieści. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do nitek, to jestem przewrażliwiona i zawsze są zabezpieczone kiedy nie mam na nie oka. Sznurek do zabawy jest twardy i wytrzymały ale na noc zawijamy na klamce, bo jak się bawią to spać nie dają. Wiem, jaki to groźne dla kotów, dla tego u mnie nie ma na święta choinki w tym roku bo są dwa malce a jak była to z plastikowymi nietłukącymi bombkami i bez żadnych anielskich włosów czy łańcuchów.

      Usuń
    2. To bardzo się cieszę. :) Może jeszcze ktoś to przeczyta i weźmie pod uwagę, bo po prostu czasem nie wie się o takich rzeczach, a z tymi kotami to jak z dziećmi, albo czasem gorzej!

      U nas smutno w domu... Ja mam taką deprechę, że hej... Taki mały kotek a tyle radości wnosi w życie!

      Usuń
    3. No i dziękuję ci, że doceniłaś moją rolę. Jest mi bardzo miło. Zaskakująco dużo osób, które biorą ode mnie koty kompletnie pomija to, co ja dla nich robię. :))

      Usuń
    4. Dla mnie to nie do pomyślenia by pominąć Twoją i Kasi (której z całego serca dziękuję za znalezienie Antka) rolę w tej cudownej sprawie.

      Usuń
  6. Jestem szczęśliwa prawie jak Gosianka, bo i ja zakochałam się w Szuszu-Antku i byłam bliska od popełnienia szaleństwa, bo stado moje dość pokaźne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Dobrze wiedzieć, Hana, że trza cię mocno nacisnąć i może się uda. :))

      Usuń
    2. Wiedziałam Gosianko, że zaraz złapiesz mnie za słowo...

      Usuń
    3. A ja się cieszę, że byłam pierwsza i nikt mi go nie zwinął sprzed nosa. To takie kochany kociak, taki pełen czułości.

      Usuń
    4. Przyszłam jeszcze przed snem popatrzeć na tę cudną mordeczkę. :)

      Dobranoc, :))

      Usuń
  7. No przeczytałam i chrząkam, bom wzruszona a nie chcę się posmarkać. :) Od Gosi do Ciebie trafiłam. Powiem tak, zmorę znam (z twojego postu epitafium) opowiadał o niej mój ojciec, ale i mnie się zdarzyło takie duszenie, ewidentnie siedziało mi coś na piesiach i dusiło tak że charczałam, wtedy mąż przyleciał i szarpiąc obudził, było to kilka lat temu. Poza tym jakieś cztery lata temu, odszedł nasz ukochany wilczur, za którym oboje z mężem tęskniliśmy i oto którego dnia lipcowego, mąż w internecie zobaczył kotka i podjęliśmy natychmiastową decyzję ten i to już. W nocy miałam sen prowadziłam wilczurka do domu i mówiłam mu jeszcze tylko ta ulica i jesteśmy w domu i wtedy się obudziłam. :)
    Do dziś mimo że minęło już półtora roku gdy kitus jest z nami, mylimy się wołając na niego imieniem wilczura. Jest tak do niego podobny z charakteru że nie do uwierzenia. :) Tylko kociarzom można opowiedzieć taką historię, bo zrozumieją i dodam że wierzę iż Twoja kotka wróciła dalej opiekować się wami.
    Teraz parę słów o jedzeniu muszę po prostu muszę. :)
    Od początku kituś jest na Orijenie. Wlazłam kiedyś w neta szukając najlepszego jedzenia i opinii o nim. Wyczytałam że najlepsze obojętne PH ma Orijen i na stronie producenta na angielskiej stronie pisze że dla nerkowców dobre to jedzenie. Kituś wykastrowany ma fontannę bo musi dużo pić. Jeszcze pojemniczek z wodą przy jedzeniu. Ponieważ córci kotek w Szkocji właśnie ma problemy z siusianiem szukaliśmy tam dla niego lepszej karmy. Okazało się że nie ma lepszej niż Orijen, mają co prawda dobrą karmę bez zboża także firmy Applaws, ale producent nie oznaczył jako dobrą dla nerkowców i PH niestety nie takie. Więc tylko Orijen. Nam wystarczało kiedyś 6.8 kilo na trzy miesiące dla kotka teraz na dwa, bo przybyła nam znajda spod płota - sunia i ona się częstuje karmą kotkową, woli od swojej a to też Orijen tylko dla piesków. Przyznaję wolę wydać więcej na dobrą karmę niż na lekarzy.
    Serdecznie pozdrawiam jak na pierwszy komentarz rozwlekle napisałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj. Fakt, rozpisałaś się, ale to super, niewielu osobom się chce albo mają o czym. A ja tak lubię czytać co inni mają do powiedzenia o moich postach. Co do karmy to bardzo dobrze znam Orijena i w ciemno poleciłabym każdemu. Moje prowadzone są na royalu ale zastanowię się nad tym czy z czasem ich nie przestawić na Orijena, z tym, że do tanich to tak karma nie należy.
      Widzę, że przypadek zmory nie jest tylko mi znany. To bardzo nieprzyjemne doświadczenie i nikomu nie życzę tego odczuć. Też kiedyś miałam wilczura, dawno już temu. Ten sen o którym mówisz to moim zdaniem jednoznaczna odpowiedź na to że on wrócił do was w ciele kotka by strzec i się opiekować. Cieszę się, że do mnie zajrzałaś. Pozdrawiam.

      Usuń
  8. Piękny węgielek:)A takie kocie przybłędy są najwierniejsze.Ja mojego Mecenasa też wzięłam spod bloku gdzie dzieci zle go traktowały.pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Człowiek się lepiej czuje jak wyciągnie rękę do potrzebującego a jeśli tym potrzebującym jest zwierze, do tego pokrzywdzone przez innych "ludzi" to mu jeszcze lżej spać. Sciskam.

      Usuń
  9. Już widać że czuje się jak u siebie w domu :-D Rozbrajający kotek :-))
    Kciuki za przyjaźń z rezydentami ! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To niesamowite, ale już wie co i jak i w ogóle się nie stracha niczym. Kilka rzeczy go zdziwiło (po odejściu luny zmieniliśmy łóżko pod którym siedziały czasem na materac bez przestrzeni pod).

      Usuń
  10. Niektóre koty to mają szczęście:), ktoś by powiedział ,że to reinkarnacja...ale ja w nią nie wierzę, za to wierzę ,że znów znalazłaś miłość :) pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, w reinkarnacje jak ktoś by mnie pytał to też chyba bym powiedziała że nie wierzę, ale w takich przypadkach to się po prostu czuje i nie wiem jak to wytłumaczyć. Ściskam Cię.

      Usuń
  11. Co za spotkanie :-)
    A oczy to ma faktycznie takie figlarne z błuskiem, cudowny kot :-)
    Czarnuszek, kiedyś przez 20 lat mieliśmy tylko czarne koty...
    Niech mu sie dobrze mieszka u Was :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, liczę że wszystko będzie dobrze. Czarne koty są wspaniałe ale tak na prawdę to każdy kot jest wspaniały.

      Usuń
  12. Szczęściarz Antoni, nie mógł lepiej trafić niż na Kasię, Gosiankę i Ciebie. A mordka prześliczna i to czarne, lśniące futerko, cudo!
    Hersylia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj. Futro ma mięciutkie, jedwabiste i lśniące. Oczka bystre i zawadiackie.

      Usuń
  13. A ja tu tak za Antkiem przywedrowałam :-)
    Wszystkiego dobrego ......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To się cieszę, że Antek ma takie powodzenie. Dzięki za odwiedziny.

      Usuń
  14. Bardzo się cieszę, że kotek trafił do Ciebie i jesteś szczęsliwa z tego powodu. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem bardzo szczęśliwa i przychylę mu nieba jak tylko będę potrafiła. Gorące pozdrowienia.

      Usuń
  15. Nic nie dzieje sie bez przyczyny. Kasia miala znależć się na tej drodze, by zobaczyć i zabrac kotka, którego zawiozla do Gosianki, zeby w końcu trafił do Was. Myśle, że to koty wybieraja sobie swój personel, tylko czasami to dlugo trwa zanim trafi sie ten własciwy. Wszystkiego dobrego :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą że nic nie dzieje nie bez przyczyny. Ja w to głęboko wierzę i jak na razie moje życie to potwierdza. Dziękuję xza odwiedziny i pozdrawiam.

      Usuń
  16. Czytałam, czytałam już, że czarnulek do Ciebie trafił Marysiu i bardzo czekałam na ten post :)
    Antos jest cudowny, teraz ma super przyjaciół i kochających ludzi :)
    Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że czytałaś, wiem, że zaglądasz "Za jej drzwi". Masz rację, że Antoś jest cudowny, Gosia pisząc o jego przylepności nic nie przesadziła, to przytulanka. Dziękuje bardzo i pozdrawiam Cię gorąco.

      Usuń
  17. Niech Wam się zdrowo chowa:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech się chowa niech chowa,z zdrowo i radośnie - zaklinam i dziękuje.

      Usuń
  18. Po tym jak się błyszczy jego sierść wiadomo, że znalazł się we właściwym miejscu.
    Pozdrówki i pogłaskanki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Błyszcząca sierść to nie moja zasługa, wszystko to cuda Gosie, ona go tak wyprowadziła. Ściskam.

      Usuń
  19. Kotek jest sliczny i jak szybko adaptuje sie u Was w domu:):) My przywiezlismy Dakotke od Gosi rowno rok temu i nie bylo tak rozowo na poczatku:) Nie wiedzialam,ze nitki i sznureczki sa niebezpieczne dla kotow, na szczescie moje maja do zabawy dlugie i mocne sznurki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, adaptuje się błyskawicznie. A nitki potrafią kota zabić i to w męczarniach.

      Usuń
  20. Witam :) nie mogłam się powstrzymać od odezwania się. Kociak bardzo zapadł mi w pamięć. On garnął całym sobą do człowieka, co rzadko spotykam u kotów, które odławiam do leczenia. Chwycił się mojego swetra i całą drogę wtulając głowę we mnie, ugniatał mój brzuch, mrucząc przy tym jak mały traktorek. Jestem pewna, że wniesie wielką dawkę radości do Waszego domu :)
    PS. A na sznurki ze zdjęcia to zareagowałam telepawką... Dodam, że żaden sznurek, nitka ani wstążka nie są bezpieczne. Sytuacja, którą opisała Gosia dotyczyła mojego kocura, który podczas mojej nieobecności wciągnął dosłownie jak spaghetti w całości półtora metra sznurka z wiszącej na drzwiach zabawki. Cudem z tego wyszedł. brrrryy.. ok milknę zanim zacznę truć :)
    Całusy dla Antka Keiry i Ciapka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A zatem to Ty go zabrałaś z pobocza. Bardzo Ci dziękuję, dzięki Tobie i Gosi mam w domu wspaniałego, radosnego i pełnego miłości towarzysza.
      Co do nitek to od wielu lat wiem jak groźne być mogą i nigdy nie zostają bez nadzoru luzem, zdjęcie robione podczas zabawy, gonitwy, ale jak wychodzimy czy na noc są zamykane w szufladzie czy okręcane na ciasno wokół klamki.

      Usuń
  21. Luna go przysłała...

    Zdrówka i powodzenia całej Rodzinie :-)))

    OdpowiedzUsuń
  22. Niech się wam wszystkim dobrze mieszka! Antracyt na pewno sprawi wam wiele radości, widać, że to fantastyczny kotek.:))

    OdpowiedzUsuń
  23. Słodziak prześliczny :) Nic dziwnego, że skradł Twoje serce :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Piękny kotek i cudownie, że trafił do Ciebie !

    OdpowiedzUsuń
  25. Dobrą jesteś osobą i kochającą kotki! Dobrze, że trafił do Ciebie, będzie mu jak w niebie. Mordkę ma piękną:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za przemiłe słowa. Ma słodką nie tylko mordkę.

      Usuń
  26. Fajnie że tak się poszczęściło Szuszu-Antracytowi. pięknie go ochrzciliście ;) do mnie też w ciągu roku powróciły dwa Kotki w nowych futerkach plus jeden dodatkowy :) jestem pewna reinkarnacji. Na wszelakie nitki,sznurki itp też radzę bardzo uważać ! powodzenia w socjalizowaniu waszej gromadki. Pozdrawiamy serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem doskonale rozumiesz co czuję, mimo iż kilka osób puka się wymownie w czoło...

      Usuń
    2. Piękna historia ze szczęśliwym zakończeniem. Może powinien nazywać się Felix?
      Taki podobny do mojej Frani: czarne futro i te oczy wielkie,fosforyzujące. Piękny malec. Niech wam się wiedzie,kochani.dobrze,że są ludzie czuli na krzywdę i gotowi niesc pomoc.Pozdrawiamy Kocia i ja.

      Usuń
  27. Ja też się cieszę, że Antracyt ma domek u Ciebie :)! Powodzenia w wychowywaniu malucha :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Antracyt cudny:) Już nie mogę się doczekać jak poznam Go osobiście:)

    OdpowiedzUsuń
  29. Słońce moje - wcale się nie dziwię - potrzebowałaś chyba tego bardzo i Twoja Połówka dobrze o tym wiedziała :)) Bardzo się cieszę o mam nadzieję, że wniesie w Twoje życie duuuużo radości i pozytywnych uczuć Marysiu! pozdrawiam Was ciepło :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci. Już wniósł dużo radości i śmiechu, Jest bardzo kochany i świetnie się dogaduje z kotami. A mój mąż to najwspanialsza istota za Ziemi.

      Usuń
  30. Piękny kotek! Dobrze, że trafił pod Twój dach!

    OdpowiedzUsuń
  31. witam serdecznie :) nic nie dzieje się bez przyczyny :) Antoś musiał do Was trafić :) Śliczny kotek. Pozostałe z resztą też :)
    pozdrawiamy!
    a do Gosi Wrocławianki zaglądam regularnie :)

    OdpowiedzUsuń
  32. O tak, słodki kocio zresztą tak samo jak Twoje pozostałe mruczusie :) Dobrze że spotkał wspaniałych ludzi i ma swój dom. Odwdzięczy się piękną kocią miłością :)
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  33. Bo nie o to chodzi by człowiek miał kota...lecz by kot miał człowieka...w tym rzeczy istota...tłumaczył to już dawno mistrz kociej poezji - Franciszek Klimek

    OdpowiedzUsuń
  34. O jak fajnie. Bardzo śliczny kocurek,

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.