Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

piątek, 31 stycznia 2014

Tajemnice haftu cieniowanego - Kot norweski leśny - akt czwarty (brwi)

Witajcie.
W poprzednim, nieco enigmatycznym poście umieściłam trzy swoje wiersze bo oddawały one świetnie moje samopoczucie jakie mnie gnębiło od poniedziałku. Dawno, dawno temu w jednym z pierwszych wpisów wspominałam, że nie jestem stabilna emocjonalnie (jak wiele osób). Z tym, że ja stwierdziłam, iż nie chcę być dłużej nieszczęśliwa bez powodu i poszłam do psychiatry (przesadnie z demonizowane hasło u nas) Pragnę wyjaśnić, że nikt mi nie umarł - na szczęście - ale czkawką przypomniała o sobie moja depresja sprzed roku, którą przegoniłam dobrymi lekami (niestety na receptę). Tak, mój ekshibicjonizm sięga czasem zenitu. 
Nie wiem, co się takiego stało, że miałam permanentnego doła, nawet zaczęłam się martwić, że "TO" znów wróciło, a mnie nie stać na wizyty u Pana Doktora. 
Ale to wszystko chyba było tylko chwilowym spadkiem formy, wywołanym pogodą i zmęczeniem okolicznościami, może też ukrytym lękiem przed nadchodzącym sezonem ogrodniczym. 
Tak czy inaczej dzięki mojemu wspaniałemu mężowi odzyskałam dobry humor i wiarę w piękno życia. 
A teraz zgodnie z obietnicą wracamy do Kudłatego Wikinga. 
Z tego co pamiętam to skończyłam na górnej części rudej plamki którą "przyozdobiłam" już właściwym kolorem pyszczka. 
A wyglądało to tak:
W międzyczasie machnęłam kilka ściegów cienia pod kącikami oczu. 
A następnie skupiłam się na pyszczku właściwym, a dokładnie na polu pomiędzy oczami kota. Tam jak już widać zaczęłam brązową muliną układać sierść kocura ściegami długimi. 

 Nałożony został drugi rząd ściegów długich i jak widać nie jest on jakoś specjalnie idealnie równy czy symetryczny. Równocześnie zaczęłam układać włoski które idą w nieco innym kierunku niż te na środku nasady pyszczka kota. Te zmiany kierunków i ich łączenie wymagają nieco inwencji twórczej i wyczucia. Dla tego  przydaje się zdjęcie, bo na nim świetnie widać jak układają się włoski.
Następnie ciemno brązową nicią (ale jaśniejszą niż te w kąciku oka) Tą samą co nad noskiem, wyszyłam brwi kota. Oraz plamkę na czole nad brwiami. Te włoski co widać na zdjęciu modela ukierunkowane są niezależnie od reszty sierści okalającej oko. A jak już je umieścimy na hafcie to łatwiej nam będzie rozmieszczać inne elementy względem nich. Trudność może stanowić tu w miarę symetryczne wyszycie tych plam nad obojgiem oczu. 
Tu widać haft z innej perspektywy, można docenić jego równe ułożenie (przynajmniej ja doceniam).

Tak wyglądają brwi i ciemne znaczenia na czole mojego Wikinga. Jak widać nie są idealni symetryczne ale zapewniam, że to zginie podczas kolejnych prac.
No i tu będzie lekki przeskok, gdyż mój aparat postanowił zgłodnieć i zapaść w letarg na czas ładowania baterii, a ja nie miałam serca zrezygnować z wspaniałego światła jakie miałam. Ale postaram się wyjaśnić wszystko, a jak będą pytania to jest jeszcze drugie oko:)
Co widać na zdjęciu? Widać, że po obu stronach zaczęłam szyć włoski na czole kierujące się pod kątem od oka do środka czoła. Myślę, że dobrze widać jak należy je ułożyć. No i zdecydowałam się obszyć jasną obramówkę samego oka. Do tego wybrałam, jasny piaskowy odcień, ale nie na tyle jasny by nie było nic pomiędzy nim a białym. Musi być jeszcze w zapasie jaśniejszy odcień. Ponieważ nie wiem jak to opisać liczę, że zdjęcie pokaże wszystko. Te ściegi przypominam wyszywam podwójną nicią muliny. 
No i to już chwilowo koniec. 
Eh, planowałam wyszyć kota o wiele więcej ale moje nadszarpnięte rezerwy serotoniny (dla niewtajemniczonych - jest to potocznie zwany hormon szczęścia, a zaburzenia w jej wychwytywaniu są przyczyną depresji klinicznych - w dużym uproszczeniu - wzór chem. C10H12N2O) Nie pozwoliły mi na zrealizowanie tego planu. Ale ponieważ mi się poprawiło to myślę że coś podziobię Sierściucha i będę mogła niebawem pokazać koleje postępy. 
Ściskam was i na prawdę z całego serca dziękuję za tak gorący doping. Gdyby nasza kadra miała taki to bylibyśmy mistrzami świata, myślę.
Witam też wszystkie nowe twarze i zapraszam serdecznie - bawcie się dobrze i czujcie jak u siebie.

czwartek, 30 stycznia 2014

Szare dźwięki serca strun

I stało się, to co miało się stać...
I zdarzyło się to
Czego bałam się bać.
A w szufladzie pełza kurz
Nie ma tam serotoniny już...

To co w duszy mojej pogmatwanej w ostatnich dniach szumi... 

Zrozumieć

Upadłeś Aniele – Tak ciężko Ci wstać.
Krwią lśniące pióra...
Krwią lśniące dłonie.
Purpurowa mgła spowija Twoją duszę.
Powieki opadły jak lęk
Co serca bicie urywa.

Zabrakło odwagi by Ci w oczy spojrzeć
Strach nie pozwolił by powziąć próbę
By tajemnicę Anielego serca zrozumie...
I pokochać.
A to takie proste...
Tak łatwe i za razem tak ważne.

Powstałeś Aniele – Nie spoglądasz za siebie;
Gniewem żarzy się serce.
Blizny zdobią duszę.
Wiatr nucie złe rady;
Deszcz zmywa krew.
Jej krople dzwonią echem we wspomnieniach.

Gdyby chcieli pojąć;
gdyby chcieli chcieć...
Zimno spływa łza.
Pokochać!
Tak niewiele...
A jednak tak ogromnie dużo.


Ja
 
Na mrocznych wspomnieniach
Wychowuję swoje sny.
Gdy kaleczą bólem prawdy
Słów brakuje by obronić
Żywą wciąż nadzieję.
Zachłyśnięta płoną wiarą
Nici płaczu, łez zaplatam.
Blask zgaszony nagłym zrywem
Umarł zabierając z sobą sekret,
Tajemnicę.
Niemy sygnał o radości.
Cisza...
Już na zawsze.


***

Czy umiesz się obejrzeć?
Czy potrafisz wychwycić?
Te nikłe dźwięki.
Czy ujmiesz w swe dłonie?
Co?
Duszę mą wyzwoloną.
Tak...
Ja umieram;
I tylko Ty o tym wiesz.

Chwilowo tylko na tyle mnie stać.
W sobotę bądź nawet jutro pokażę Kudłatego Wikinga. 

 

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Haft cieniowany płaski - podstawy - krok po kroku

Witajcie moje kochane. 
Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tym jak wiele osób jest zainteresowanych tym co postanowiłam zrobić, a mianowicie pokazać jak wyhaftować ściegiem atłaskowym cieniowanym kota norweskiego leśnego. Miło mnie zaskoczył wzrost dość nagły liczby obserwatorów. Wszystkich serdecznie witam i zapraszam do wygodnego rozgoszczenia się. 
Jak wcześniej wspominałam, uwielbiam pisać i moje posty nigdy nie będą suchym pokazaniem stanu aktualnego danej pracy nad którą ślęczę. Wierzę, że moje wypociny nie odstraszą nikogo. 
Dziś chciałam zrobić mały przerywnik w telenoweli o Kudłatym Wikingu. A to za sprawą głosów, które do mnie dochodzą w komentarzach, żeby pokazać ścieg haftu cieniowanego łopatologicznie. Ja wiem, że są specjalne publikacje na ten jakże interesujący temat, ale nie każdy posiada w swej biblioteczce takowe dzieła. Ponieważ w każdej książce jest wyraźnie napisane iż: "kopiowanie i powielanie fragmentów bądź całości książki jest bez zgody autora i wydawcy całkowicie zabronione..." To zrezygnowałam z posłużenia się scrinami z nieocenionej Trish Burr i jej "kolekcji kwiatów". Nie chciało mi się też zawracać głowy samej Trish więc stwierdziłam, że szybciej będzie jak sama to jakoś zrobię. Czy mi się udało to osądzicie same.
Zatem do dzieła.

Haft cieniowany - podstawy - krok po kroku

Dla zainteresowanych dokładniejszym kursem, już tym razem prawdziwego cieniowania, zapraszam: 
http://kociemruczanki.blogspot.com/2016/08/haft-cieniowany-podstawy-i-zasady-krok_21.html

Osobiście od jakiegoś czasu eksperymentuję z różnymi materiałami - warunek to ciasny splot i nierozciągliwość. Ale najbardziej polecam bawełnę. Do prób najlepiej taką "prześcieradłową" :) 
Mocno naciągnięta na tamborek. Należy pilnować aby ściegi nie ściągały materiału, gdyż się potem marszczy i nie wygląda zbyt dobrze.
Igła - Wąska z ostrym czubkiem i długim uchem. Ściegi nakładamy ciasno jeden przy drugim więc wąska igła w tym pomaga. Ja mam swoje ulubione kupione dawno temu ale niestety nie pamiętam firmy. 

Do celów dydaktycznych na potrzeby tego posta naciągnęłam białą grubą bawełnę na tamborek i cienkopisem ordynarnie zaznaczyłam kształt "płatka".
1)

Z lewej strony na prawą w punkcie A przeciągnęłam podwójną nić żółtej muliny. Na potrzeby tego "mini-kursu" zdecydowałam się na kontrastowe kolory. Następnie wbiłam igłę w punkcie B i przeciągnęłam nić na lewą stronę starając się oby ścieg widoczny był równy i nie poskręcany. 
(Tu mała dygresja odnośnie samej muliny. Otóż zakochana w niciach Madeiry doszłam do wniosku, że wadą tychże nici jest bardzo duża "pamięć skrętu". Chodzi o to że potocznie mówiąc skręcają się znacznie silniej niż Ariadna czy Anchor. Oraz osławione DMC.)
A następnie znowu przebijam igłę na prawą stronę w punkcie C. Zwracam tu uwagę, posługując się biegiem wontku i osnowy materiału aby punkt C znajdował się o jedną nitkę osnowy oddzielony od ściegu A-B i mniej więcej o połowę (max) oddalony. Jak widać na zdjęciu 1.

2)
Ponownie wbijam igłę w materiał tym razem w punkcie D, który jest bardzo blisko punktu A. Najlepiej aby oddzielała je tylko jedna nitka materiału. 
3)

Ścieg A-B to ścieg krótki a C-D to długi (Wiem, Ameryki nie odkryłam :))
Teraz kolej na następny ścieg krótki. Wbijam igłę od spodu do góry najbliżej jak się da punktu D - znów najlepiej aby dzieliła je tylko jedna nić materiału. To wymaga pewnej wprawy ale z czasem się do tego dochodzi i nie stanowi to takiego upierdliwego problemu.  
4) 

Powtarzamy te ściegi wymaganą ilość razy i mniej więcej powinno się to prezentować jak na zdjęciu wyżej.
Tu z innej perspektywy.

Tu zaczynam już zakręcać - ale o tym innym razem.
5)
Teraz na igle mam nawleczoną nić podwójna koloru innego. Igłę wbijam w punkcie B. Delikatnie, staram się nie rozwarstwić ani nie uszkodzić nitki żółtej. 
6)


Mniej więcej utrzymując długość ściegu długiego z pierwszego "żółtego"  ściegu robię ścieg równoległy do AB.

7)
Tak to powinno wyglądać. Teraz robię identycznie jak ze ściegiem CD.
8)
Wbijam igłę w ścieg CD w punkcie C
9)
Następnie kolejny długi ścieg zaczynam w miejscu końca krótkiego z rzędu "żółtego".
10)
Tak to mniej więcej powinno wyglądać.
Wiem, że to nie jest żadne cieniowanie ale kolory wybrałam specjalnie żeby wszystko było dobrze widoczne. Mam nadzieję, że nie zasnęłyście i że jest to zrozumiałe.
Co do Wikinga to się ładnie i powoli robi. Następnym razem pokaże jak poprowadzić ściegi zgodnie z naturalnym ułożeniem sierści.
He he z tego wszystkiego to nie mam za bardzo czasu na prywatę w postach... a wczoraj mój piekarnik stwierdził, że wysadzi mi korki. I zamiast pieczeni, która się dwa dni marynowała w ziołach i przyprawach musiałam dwa i pół kilo mięsa przerobić na gulasz i duszone kawałki.
A wczoraj wieczorem kupiłam sobie "Thorgalla" (tak a propos Świętego Kota Wikingów). Na pewno są tu tacy co kojarzą kultowy komiks z lat 80-90. Ech wspomnienia...
Pozdrawiam serdecznie i do następnego.

piątek, 24 stycznia 2014

Tajemnice haftu cieniowanego - Kot norweski leśny - akt trzeci (kufa)

Witam w trzecim odcinku telenoweli poświęconej Kudłatemu Wikingowi. 
Na wstępie pragnę oświadczyć (i tu będzie wstęp który nie do końca jest związany z pracą na haftem ale ja lubię pisać i dla tego jest - dla chętnych) iż jestem bardzo zaskoczona ilością pozytywnych sygnałów jakie dostaję odnośnie mowo podjętej akcji związanej z haftowaniem kota. Na prawdę nie spodziewałam się. Dziękuję też bardzo za tak ambitny doping i miłe słowa. Przyznam, iż są momenty kiedy krytycznie patrzę na to i myślę sobie: "Kobieto czyś ty na głowę upadła" albo "porwałaś się jak zwykle z motyką na słońce". Tylko, że tym razem nie mogę tak po prostu rzucić tego w kąt i udać, że nie było sprawy. A potem nadchodzi myśl kozacza: "co? Ja nie dam rady?"
No. Zatem sądzę, że dam radę. 
Dziś chciałam nieco o kolorach napisać. Ponieważ każda z nas ma swoją ulubioną paletę, jedne DMC, inne Ariadne, Anchor czy Madeirę, to dla ułatwienia i "utanienia" sprawy nie będę pisać konkretnych numerów. Wzór jaki wybrałam nie jest łatwy, powiem więcej, jest pierońsko trudny i albo się utopię albo zdobędę złoto. Ale też doszłam do wniosku, że tak na prawdę to nie jest tak ważne czy weźmiemy numer 1367 czy 1548 jeśli są to brązy o podobnym odcieniu. Bo mój kot może być w tonacji chłodniejszej gdyż takie mam nici a u kogoś innego może być cieplejszy, dla tego wolę się posługiwać określeniami - Czekoladowy brąz, ciemny piaskowy czy w kolorze kasztanu. Może dla niektórych to będzie nie do pomyślenia bo do tej pory trzymali się sztywno tego co było w schematach krzyżykowych. Ale haft cieniowany jest jak malarstwo bez asysty i jeśli ktoś nie ma wyobraźni pozwalającej na zwizualizowanie sobie czy dane nici będą odpowiadały - czytaj, podobały się tworzącemu - to nie widzę jego przyszłości w tym rodzaju haftu. Może to przykre słowa ale nie każda kobieta musi być matką (ja nie jestem i nie będę) i nie każda hafciarka musi śmigać na każdym stylu. 
Najbardziej mi zależy aby odczarować samą technikę. Na tym jak poprowadzić nić i jak przechodzić z koloru w kolor niezależnie od ich numeru. 
Nadal oczywiście czekam na wszystkie uwagi dotyczące niejasności. 
Dziś zaprezętuję niewiele gdzyż okoliczności zdrowotno życiowe nie pozwoliły mi na skupienie się na hafcie. Ale po mału zawsze łatwiej wchodzi. 
Jak w tytule ten wpis poświęcony będzie kufie ( część pyska u psa czy kota znajdująca się od nosa do oczu).
1) Nad samą nasadą nosa krótkimi ściegami wyszyłam rządek ciemno brązową podwójną nicią, tą samą co wokół noska, co drugą nić materiału. Powstały w ten sposób szczeliny. 
2) Następnie zrobiłam pierwszy lekko łukowaty rząd "rozmijających się" ściegów długich rudej plamki na kufie. Starałam się aby ściegi rude i brązowe były w mirę równoległe.

 Tu z innej perspektywy.
Z tego się nie strzela więc one nie muszą być idealnie równe, pamiętajmy że wyszywamy zwierzę żywe, które nie jest idealnie symetryczne.
3) Następnie ściegami długimi starając się wbijać igłę w tą samą dziurkę gdzie chowa się nitka poprzedniego rządku, robię rząd drugi plamki.


A tak z innej perspektywy to wygląda.
 4) No i tym samym ściegiem długim jednak starając się utrzymać kształt serduszka robię ostatni rząd plamki. Jak widać na obu końcach plamki zostają ząbki.
5) Teraz nicią (nadal wszystko podwójną) w kolorze mlecznej czekolady łączę ściegami na zmianę długim i krótkim rudą plamkę i ciemny pasek nad noskiem. Staram się tak ściegi zazębić żeby nie było widać nici materiału ale nie zawsze się to udaje.

Jak widać czekoladka przykryła nam ciemny brąz. Ale to nic. 
5) i 6) Niestety za bardzo tego na zdjęciu nie widać ale żeby nie było takiego kontrastu między ta czekoladą a ciemnym brązem to nicią o odcieniu jaśniejszym od ciemnego brązu ale tym razem pojedynczą zrobiłam kilka ściegów krótkich łącząc te dwa brązy. Mój aparat niestety nieco wymięka przy takich niuansach. Może przy lepszym świetle jutro lustrzanką spróbuję coś złapać.
Natomiast na górnym końcu plamki zaczęłam już główną część pyszczka średnim brązem i ściegiem długim zachodzącym na plamkę. Ten kolor będzie jednym z dominujących więc radzę przygotować go więcej.
Na prawdę staram się aby to wszystko było czytelnie pokazane i wyjaśnione. Wiem, że nic tak nie uczy jak praca wspólnie ale z braku takiej możliwości nie pozostaje nic innego. Mam nadzieję, że nie rozczaruję ani was ani siebie i za kilka tygodni (optymistyczny wariant) będziemy mogły podziwiać pierwszego naszego kota.
 He - he tak sobie czasem patrząc na to zdjęcie wikinga myślę, że trzeba było zacząć od tego liścia jednak. Ale potem dochodzę do wniosku, że już za późno na takie myślenie. Zastanawiam się też ile razy będę coś pruła na tym kocim mordku? 
Pozdrawiam wszystkich gorąco.
Witam też nowe osoby. Cieszę się, że się pojawiłyście. Bawcie się dobrze.  Dobrej nocy.

środa, 22 stycznia 2014

Tajemnice haftu cieniowanego - Kot norweski leśny - akt drugi (nosek)

Witajcie po raz drugi tego dnia. Mam nadzieję, że was nie zanudzę. Obiecuję, że nie będę tak często pisać w przyszłości, ale naciskano na mnie :)
Zatem, zasiadłam do kota i zaczęłam dziergać mu nosek. Uznałam, że to w tej chwili najłatwiejszy element.
Zaczęłam dolną cześć podwójna nicią muliny numer Prawdopodobnie 1761 Ariadny. Nie mam pewności czy to ten numer bo wybrałam go z nieoznakowanych kawałków na czuje. Ale myślę, że nie będzie problemu z dobraniem koloru na oko, bo to jakiś łososiowy odcień.
Tu zbliżenie. 
Tym samum kolorem obleciałam górne fragmenty nosa a cześć środkową odcieniem o dwa tony niższym.

Środek wypełniłam jeszcze jaśniejszą muliną i czego nie widać na zdjęciu niestety nieco powyżej środka trochę w prawo, prawie biały blik światła.

Potem czekoladową muliną wyszyłam dziurki w nosie i ciemnoczekoladową obszyłam (pojedynczą nitką) pod noskiem i na około. 
Tą samą muliną zaczęłam wyszywać sierść na pyszczku kota. Na tym zdjęciu dobrze widać różnicę kolorów. 
No to tyle na dziś.
A tu taki dalszy rzut poglądowy.
Pozdrawiam i do następnego.





Tajemnice haftu cieniowanego - Kot norweski leśny - akt 1

Witajcie kochane moje. 
Na wstępie witam nowych obserwatorów - im nas więcej tym weselej. A także bardzo, bardzo dziękuję za wszystkie komentarze które mi zostawiacie. Na wszystkie staram się odpisywać w "odpowiedz".
Strasznie się ucieszyłam, iż nowatorski pomysł z teatrzykiem "Kulawy Kot" tak przypadł wam do gustu. 
Przejdę teraz do meritum sprawy bo aż cała się trzęsę z emocji. Otóż od jakiegoś tygodnia z kawałkiem pełzał za mną niczym smrodek jakowyś, pomysł aby podzielić się na forum blogowym, bardzo wdzięcznym i miłym zresztą, Swoimi doświadczeniami odnośnie haftu cieniowanego, którego zaskakująco mało jest na naszych rodzimych stronach. Ale nie mogłam się zdecydować jaki wybrać wzór żeby to miało ręce i nogi.
Mąż zażyczył sobie bieżnik z liśćmi klonu i już miałam nawet takie liście przygotowane ale jakoś nie czułam blusa.
A tu nagle z samego rana Luna ze "Zmierzchu Luny" zaczarowała mnie wspaniałymi obrazkami kotków. No i olśniło mnie.
Będzie KOT. Ale nie byle jaki tam kot. 
Ponieważ nie lubię być odtwórcza i zawsze podnoszę sobie poprzeczkę dość wysoko to tym razem przeszłam samą siebie. Otóż znalazłam w sieci zdjęcie pięknego kota Norweskiego leśnego i postanowiła go zaadaptować na haft. 
Wszystko brzmi pięknie - ładnie ale...
Po pierwsze to nie mam pojęcia jak powinien wyglądać wzór na haft cieniowany (mam pojęcie tylko o kwiatach i liściach)
Po drugie do tej pory wyszywałam tylko kwiaty i liście oraz zgrzeszyłam raz ptaszkami. 
Ale raz się żyje! W końcu namalowałam w życiu nie jednego kota a wyszywanie to takie malowanie tylko nieco wolniej idzie i "pędzel" nieco ostrzejszy. 
Wracając do tematu - Przeniosłam ręcznie (Nie stosuję programów komputerowych bo za dużo z nimi potem poprawiania) Tergo oto kota na papier.
Zdjęcie jak widać w roku zapożyczone z "tapetomanii". Mam nadzieję, że nikt się nie obrazi za to użyczenie.

Po przerysowaniu kota naniosłam potrzebne moim zdaniem linie pomocnicze wskazujące jak układa się futro i gdzie są najważniejsze znaczenia barwne na sierści. 

 Jak widać jest to dość nieskomplikowany szkic. Nie zawarłam w nim wąsów i wibrysów aby nie wprowadzać zamieszania. Sądzę, że jako wyszywane na samym końcu nie sprawią kłopotu. 
Ostatecznym krokiem było przeniesienie za pomocą zwykłej (kupionej przez kochanego męża dziś rano) kalki technicznej wzoru na materiał.
Tak się prezentuje mój Norweski leśny na bawełnianym płótnie. Cienkopisem są pociągnięte linie moim zdaniem konieczne do haftu - czyli kształt głowy, uszu i integralnej części pyszczka - oczu. Ołówkiem zaznaczyłam pomocnicze. Te które zawsze mogą nieco zmienić kształt w zależności od maści zwierzęcia.
Oczywiście podczas pracy będę się cały czas posiłkowała zdjęciem pierwotnym ale znając mnie to i tak będzie MÓJ kot odbiegał od pierwowzoru - tak już mam:) 
Zaraz siądę do mulin by wybrać kolory i już się boje ile ich będzie potrzeba. A zaraz potem zaczynam wyszywać. 
Będę publikować (postaram się w miarę systematycznie) postępy w pracy i pokrótce tłumaczyć co i jak. Nigdy tego nie robiłam ale mam nadzieję że jakoś mi to wyjdzie i moje wskazówki będą jasne. 
Jeśli ktoś chciałby schemat kota to proszę w komentarzu maila albo do mnie na maila napisać to wyślę oryginalnej wielkości zdjęcie szkicu-wzoru bo na potrzeby bloga zmniejszyła je. Łatwiej będzie wtedy ładne wydrukować. 
No, to koniec na dziś. Mam nadzieję, że nikt nie jest rozczarowany moim wyborem i drogą do wymierzonego celu. Pozdrawiam serdecznie z zimnego i białego nareszcie Wrocławia.


poniedziałek, 20 stycznia 2014

Miła przesyłka i gorące podziękowania

Witajcie.
Chciałam wam powiedzieć jaka mnie miła rzecz spotkała ze strony jednej z naszych blogowych koleżanek. A mianowicie Aga Jarzębinowa z http://jarzebinowehafty.blogspot.com/  odezwała się do mnie na mailu czy nie przyjęłabym od niej nieco Ariadny bo ma nadwyżki, a jak twierdzi korzystać nie będzie. Ja oczywiście, że przygarniam każdą niechcianą nitkę więc z radością wyraziłam chęć. Tak oto wracający z porannych zakupów małżonek przekazał mi kopertę adresowaną do mnie i od razu wiedziałam co w niej się znajduje. A zawartość wprawiła mnie o osłupienie. "Mam trochę nawiniętych na bobinki motków Ariadny" pisała. Ale te trochę to wcale nie takie trochę to góra bobinek! Zresztą sami spójżcie jaki to słodki widok.

Radość zalała moje serducho.Tym bardziej, że dziś mnie dopadła moja depresja nieszczęsna (już dawno mnie nie nawiedzała). Bardzo ale to bardzo dziękuję jeszcze raz za ten dar.
Chwilowo nie mam jak się odwdzięczyć więc na razie w podziękowaniu dedykuję Ci kochana Jarzębinowa Ago tę oto wiosenną wiewiórę - To moje najlepsze jak dotąd zdjęcie tego stwora.
Dla Agi Jarzębinowej - Maria
 
Mam nadzieję, że je lubisz i fotka się podoba.
Ale żeby nie było to wysyłam jeszcze wiersz - również mojego autorstwa.

Zakamarki Duszy
*
Ciche łzy jak mokre wróble
Śpią nieśmiałe i czekają.
Cios od życia - niczym klucz
Otworzy im drzwi i wypłoszy.
Uciekną pierzchając w ciemność, 
I nikt ich nie dostrzeże. 
Strach jak zmaltretowany pies
Przyczajony czuwa i czeka.
Zagrożenie z bliźnich rąk,
 Do biegu go zmusza i pogania.
Agresją odpowie na każdy gest,
Ciosu się obawiając i cierpienia. 
*
Tęsknota jak wichura rozszalała
Gna po duszy i niszczy szczęście.
Ciepło wspomnień i mróz zawodu
Wywołują pęd jej dziki i bolesny.
Nie zatrzyma się przy Lesie Ciszy
Zniszczy wszystko co w nim żyje.
*
Namiętność niczym pożar bezkresny
Pożera całe ciało i ogarnia myśl.
Jskra co dzień zrodzona roznieca apetyt,
By większe połacie życia pochłaniał.
Pożoga powstała dymem piecze 
I krwawymi łzami się żarzy.
***
 
Na koniec chciałam jeszcze zaprezentować, nie po raz pierwszy zresztą - Łaciatego, w roli głównej.
Teatrzyk "Kulawy kot" przedstawia dramat w trzech aktach pod tytułem "To moja własność!"

Akt pierwszy:

- To mój notatnik, więc będę na nim leżał...
A co!

Akt drugi:

- No właśnie tak będę leżał, patrz i płacz nędzny niewolniku...

Akt trzeci:
- Ej, no weź oddaj!
 - Buu, bez sensu... już mi nie wygodnie.

KURTYNA!

Do zobaczenia.

sobota, 18 stycznia 2014

Samozwańcza asystentka weterynaryjna i poduszeczka.

Witajcie moje drogie. 
Dziś będzie dużo zdjęć. 
Na początek bardzo dziękuję za wszystkie życzenia urodzinowe, nawet nie wiecie jakie to wspaniałe uczucie. Tyle miłych słów... Dziękuję jeszcze raz. 
Witam też nową obserwatorkę i pozdrawia wszystkich którzy do mnie zaglądają.
W nawiązaniu do poprzedniego wpisu chciałam pokazać dwa zdjęcia doskonale moim zdaniem ilustrujące moją gotycką osobowość, o której wspominałam. 
Znalazłam te zdjęcia na przenośnym dysku mojego męża, pochodzą z sesji, którą mi urządził jakieś cztery lata temu.

  No; trochę sobie połechtałam babskie ego. 

A teraz powrócę do tytułu wpisu dzisiejszego. 
Mowa w nim o weterynarzu. Ano właśnie. W ubiegły poniedziałek po raz drugi pojechałam wraz z tatą z naszym psem do kliniki weterynaryjnej. Jako, że moi rodzice, a wraz z nimi i nasz pies oraz ich kot, mieszkają w lesie. Zatem klinika mieści się w pobliskim miasteczku i rezyduje w niej obecnie jeden - świetny zresztą specjalista - weterynarz zwierząt wszelakich, małych i dużych i gospodarczych. Niestety pan doktor obecnie nie posiada w swych zasobach asystentki a wycinanie mięsaka na łapie uśpionemu 30-kilogramowemu psu nie jest możliwe. Ktoś musi tę łapę pod odpowiednim kontem trzymać i asystować. Zatem po raz drugi padło na mnie. 
Czemu po raz drugi? Ano bo nasza Sunia ma niemiłą przypadłość polegającą na pojawianiu się na łapach paskudnych nowotworowych narośli. Czerwonych i sączących się. A do tego stale rosnących. No i co jakiś czas czeka nas wizyta i wycinanie tego paskudztwa. Z tego co wiemy guzy nie są złośliwe ale uprzykrzają nieco życie. 
Pan doktor miał chyba nie najlepszy dzień gdyż po pierwsze zapomniał dać mi rękawiczki, a guz umiejscowiony na nadgarstku łapy mocno unaczyniony był i mocno krwawił. Ja się tam widoku krwi nie boję ale jakoś potem miałam dziwne uczucie że całe dłonie mam w psiej krwi. A żeby tego było mało to przez pomyłkę wytarł w moją dłoń jedno z narzędzi bo pomylił z ręcznikiem obok, a na koniec ochlapał antybiotykiem ze strzykawki. Za wszystko bardzo mocno przeprosił, a sam zabieg wykonał po mistrzowsku. Pies obecnie czuje się całkiem nieźle, z tego co mi wiadomo to nie szarpie szwów, a rana ładnie się goi.
To jest nasza Sura, zdjęcia są sprzed dwóch lat nim zaczęły jej się pojawiać te mięsaki. Teraz ma prawie dziesięć lat.



Psisko zachowuje się jak szczeniak, bawi się i biega więc wychodzimy z założenia że poza tymi guzami nic więcej jej nie dolega.

****************************** 

Ok, teraz pora na front robótkowy. Niestety moje wyszywanki na chwilę spoczęły w koszyczku i drzemią cichutko. 
Za to maszynę rozgrzałam leciuchno. U rodziców skróciłam i podszyłam mamci rękawy w szlafroku i uszyłam tatusiowi dwa worki na fasolę bo stary zjadły mu myszy:)
A dziś na prośbę mojej przyjaciółki uszyłam jej i ozdobiłam pierwszą w swoim życiu poduszeczkę na igły. Mnie się podoba jako że to pierwowzór. Mam nadzieję, że będzie jej długo i szczęśliwie służyć.





Była to pełna improwizacja. Nie umiem zakańczać jeszcze takich robótek. Myślę że z czasem się nauczę i nie będzie mnie to tak frustrować.
Pozdrawiam serdecznie i życzę udanej i spokojnej Niedzieli.