Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

piątek, 26 grudnia 2014

Opowieści źdźbłem i liściem pisane - "Piękno zimy nieobecnej"

Witajcie moi kochani czytelnicy. 
Co prawda miałam w planach odgrodzić posty fotograficzne jakimś o nieco innym temacie, na przykład o moim ostatnim obrazie, który niedawno ukończyłam. Ale okoliczności jakie zaszły przedwczoraj wieczorem wpłynęły na zmianę tychże planów. Cóż, czasem się tak dzieje. Okoliczności te bardzo szczęśliwe mają jak łatwo się domyślić ścisły związek z wigilią. Oraz z moim wspaniałym mężem. 
Mężczyzna ten, światło mojego istnienia i sens życia przeszedł samego siebie wybierając dla mnie prezent. Jak napisał mi w pięknym liście dołączonym do owego prezentu: "Jak już Ci mówiłem, mój sens to Ty, dla tego dla ciebie to co najlepsze. Nigdy nie ma czasu by spełniać swoje marzenia - bo marzenia kosztują... pozwól, że jednak spróbuję spełnić jedno z Twoich. Spróbuję i jest mi z tym dobrze! Dla mnie zaszczytem jest spełnić Twoje (i tylko Twoje) marzenia! Udało mi się?"
Tak, kochanie w odpowiedzi na Twoje pytanie, tak, udało Ci się spełnić moje marzenie. Marzeniem tym, był obiektyw do zdjęć Macro 1:1 z dobrym światłem i silnikiem oraz stabilizacją. Zamierzałam sobie odkładać kilkaset złoty miesięcznie na to cacko żeby na wiosnę sprawić sobie szkiełko i poszaleć w terenie. Wiem jakie możliwości daje ten sprzęt bo miałam styczność z poprzednim modelem tego cuda. Teraz nie muszę już odkładać (będę odkładać, bo lubię, jeszcze nie wiem na co, ale będę). 
Dostałam od mężula pod choinkę tak niezwykły i wspaniały prezent że zaniemówiłam. Nie spodziewałam się, nawet mi przez głowę nie przeszło. Radość przyszła dopiero po chwili kiedy szok minął. Już oczami wyobraźni widziałam te kadry, te możliwości... 
No i nie usiedziałam w domu, jak tylko zrobiło się nieco spokojniej, zamontowałam obiektyw na aparacie i w długą. 
Ja wiem, że nie ładnie się tak chwalić... ale co tam, raz do roku można...
Obiektyw nie jest taki prosty jak poprzednik, ma ustawienia i zasady działania. Zajmie mi trochę czasu aż się go nauczę i wyczuję. Aż będę umiała wykorzystać w pełni jego pełny potencjał. 
Za oknem wiatr chce urwać głowę, a ołowiane chmury prześcigają się jedna przez drugą. Nieprzyjemnie ogólnie, mało światła i nieciekawa aura. Ale nie mogłam wytrzymać. Musiałam sprawdzić jak sobie radzi to szkiełko. 
Jest ciche i szybkie, a do tego celne. Tylko mnie się telepały ręce albo cała się gibałam jak pijana na krzywym terenie albo... wiatr poruszał wszystkim dookoła. A przy tego typu zdjęciach obiektywem o bardzo małej GO - głębi ostrości to na prawdę warunki mega trudne. Głębia ostrości to fragment przestrzeni w których obiekt jest ostry, reszta rozmyta - widać to będzie bardzo dobrze na wielu zdjęciach. 

Na pierwszy ogień poszły porosty... bardzo wdzięczy temat do zdjęć macro. Są wszędzie gdzie jest w miarę czyste powietrze, mają najprzeróżniejsze formy, kształty i kolory. Żałuje, że nie było słońca, bo wyglądałoby to ładniej ale jak testować jakiś sprzęt to w trudnych warunkach. Same przyznajcie że taki mały porost na obciętej gałęzi prezentuje się ciekawie w wydaniu macro. 

Na dwóch pierwszych zdjęciach świetnie widać głębię ostrości. Jeśli się to opanuje to mogą wychodzić świetne efekty. U mnie to na razie efekt przypadku bo nie panuje nad tym co dostałam.  

A i zachęcam do powiększenia zdjęć dla chętnych żeby zobaczyć jak ostry jest obiektyw, żyleta. Dla mnie to ma znaczenie więc się niezdrowo podniecam. 





To zdjęcie nie jest macro, ale robione też tym obiektywem i bardzo spodobał mi się efekt rozmytych gałązek świerka na którym rozrósł się ten porościk.

Tak, pozostając w temacie porostów i innych organizmów małych i niepozornych to jak wiecie mam jobla na punkcie mchów, no i oczywiście nie mogłam sobie odmówić kilku prób. Sami wiecie, jakie mchy są małe więc pokarzę wam je z nieco bliższej perspektywy. 
Pomieszanie z poplątaniem, mchy i porosty razem.
 A tu mszak w mchu:)

 A tu żałuje, że ciemno było w lesie bo lepiej by wyszło. duże zbliżenie na moje ulubione mszaki - nazywam je choineczkami. 


 No a tu zarodnia choineczek. Jak byliście nieraz w lesie to domyślacie się jakie one są małe... No to tak wyglądają z bliska:)
 Tu widać jak łatwo nie trafić z głębią w cel, wystarczył ruch przy oddechu i już nie trafiłam. 

Tak, mchy to będą was prześladować, zwłaszcza na wiosnę... już się nie mogę doczekać. 
Innym uwielbianym przeze mnie obiektem są... Grzyby!
A im mniejsze i bardziej niepozorne tym lepiej. To nie sezon na grzyby ale coś mi się udało znaleźć.
To są wszystko na prawdę maleńkie hubki. 



Jesienią zamieszkam w lesie, nie ma bata.
Ok, ale opatrzność postanowiła dać mi też mały prezent od siebie i jak wróciliśmy już z lasu to na pół godziny wyszło słonce. Więcej mi trzeba było. Pomkłam niczym rącza lania na łąkę na suszki. 
Ja nie wiem, że normalni ludzie to zachwycają się pięknymi kwiatami i motylami a ja wzdycham do zeschłych badyli i pająków (o tym ostatnim to niektórzy jeszcze nie widzą - wszystko przed nami). No ale obeschnięte i umarłe fragmenty roślin to też mój obiekt "the best".
To są fragmenty kwiatostanów nawłoci.


 A to takie bardzo wysokie nad wodą lubi rosnąć i ma żółte płatki i ciemne środki chyba rudbekia jakaś.
 Szczaw.
 Nie wiem co:)
 Sit. Taka niby trawa co rośnie na mokrym i jest okrągła w przekroju i ma "watkę w środku liści"
 Nie wiem co to.
 A to krwawnik - na biało kwitnie latem.
 Ponownie nawłoć - duże zbliżenie na puszki - mają normalnie jakieś pół centymetra średnicy/.
 Nawłoć z wyfruniętymi puszkami...

 Tu przepuściła przez mały filterek zmiękczający - czasem lubie ten efekt bajkowości.
 No i znów nawłoć, tym razem puchata. 

Na koniec zagadka - co to za roślina. Pierwsza osoba, która poprawnie odpowie dostanie mały upominek. 
Następnego dnia obudziliśmy się i na dworze była cieniutka warstewka śniegu ale był mokry, lepiący i zdjęcia nie wyszły ciekawie. Tak czy inaczej w święta zawitała do mnie zima.
A z prezentu jestem szalenie zadowolona. Czuję się spełniona i fotograficznie kompletna - na razie, na kilka lat. 
Nie pytam jak minęły wam święta, bo zapewne przeczytam o tym na waszych blogach. 
Mnie bardzo spokojnie i rodzinnie w małym gronie. I tak lubię najbardziej, bez spiny i na luzie. Jedzenie jak zwykle zarąbiste i pyszne. I nawet nie było objawów przejedzenia. 
Bardzo wszystkich pozdrawiam i do następnego. 
A na koniec...

Szczęśliwego Nowego Roku
Oby był nie gorszy niż ten, 
A najlepiej lepszy. 

sobota, 20 grudnia 2014

Opowieści źdźbłem i liściem pisane - "W królestwie koperku i motyli."

A ja dalej na fali letnich wspomnień. Może się to nudzić ale ja tak tęsknie do natury, że to jedyny sposób na zaspokojenie mojej potrzeby kontaktu z przyrodą. Poza tym, wszędzie teraz Święta, za którymi nie przepadam. Nigdy nie lubiłam tego całego świątecznego zamieszania i szajby jaka odbija niektórym ludziom w związku z nadchodzącym czasem. 
Zdjęcia które pokarzę dziś pochodzą z przed trzech albo czterech lat z samego środka lata. Cieplej mi się robi jak patrzę na te zdjęcia. Zacznę od przepięknej ważki, która była na tyle uprzejma, że pozwoliła mi się obfotografować w różnych okolicznościach przyrody. Nie wiem jaki to gatunek, bo nie mam siły szukać opisu ale wystarczy mi, że jest pięknym stworzeniem. 
Najpierw zauważyłam ją na płotku okalającym rabatę z ziołami. Wygrzewała się w przedpołudniowym słońcu.

Potem spotkałam ją jeszcze na różach, przysiadał na liściach i łodygach.


A na koniec przysiadła na pniu katalpy.

Następnie zauważyłam ile różnych owadów odwiedza kwitnący koperek na działce. 




No i jak, ładna kolekcja koperkowych gości?
Po raz pierwszy też udało mi się sfotografować wtedy naszego polskiego kolibra. Nie było to łatwe po mój obiektyw nie nadawał się do takich zdjęć ale i tak myślę że nie wyszło źle. A do tego było bardzo ostre światło a kwiaty białe więc są ogromne przepalenia, ale co tam, nie startuję w konkursie przecież. 


Jaką ma długa rurkę... 
Z tego samego floksa korzystał jeszcze trzmiel ziemny i chrząszcz.


Obok rosą liliowce a na nich owadzi nietoperz:)


No i oczywiście jak na prawdziwe lato przystało to całe mrowie motyli. Były wszędzie, ale tu ma tylko kila przykładów. Kiedyś stworzę posta o wszystkich motylach mojej dziczy.










A na koniec jeszcze, mała ćma, kosarz, bzyg - Spherophoria Scripta - pisałam o nim pracę magisterską oraz śmieszny ryjek.



Tym akcentem się żegnam. 
Życzę wszystkim spokojnych i spełnionych świąt, bo na pewno nie pokarzę się przed nimi. Odpoczywajcie i nie dajcie się zwariować.