Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

środa, 23 grudnia 2015

Tak nieco inaczej

Kochani przyjaciele,
Pragnę wam w ten czas
Życzyć, może nieco nietypowo
Czasu dla siebie 
oraz waszych pasji i zainteresowań.
Spokoju w sercu i duszy
Zdrowia dla waszych piesków,
kotków, króliczków, chomiczków, 
Świnek (kawii), ptaszków, rybek
oraz wszystkich innych zwierzątek
dla was ważnych i kochanych.
 Miłości do bliskich i cierpliwości.
Oraz tego, by uśmiech szczęścia 
Nigdy nie schodził z waszych ust.

Tego życzę wam z całego serca
Ja- Luna
z Mężem - Szparagiem 
I Kompanią Kocią. 

czwartek, 17 grudnia 2015

Opowieści źdźbłem i liściem pisane - Rozśpiewany, rozkochany kos

Była to jeszcze tegoroczna wiosna. Ani wczesna, ani późna, taka w sam raz. Ale za to wyjątkowo zimna. Niby słonko przyświecało, niby kwiecie na drzewach się pyszniło, ale w nos i w uszy szczypał chłód. 
Pomimo, tego chłodu zachęcona tym słonkiem i kwieciem skoczyłam w tygodniu do parku, wielkiego i dość dzikiego, poszukać tej wiosny. Już na wstępie przywitał mnie piękny śpiew czarnego jegomościa. 
 O jaki on koncert dawał, prawie udało mu się zagłuszyć ruch uliczny zza ogrodzenia. 
Kilkadziesiąt kroków dalej zwróciło moją uwagę charakterystyczne szuranie w ubiegłorocznych liściach. Tak, tam też buszował kos. Ale nie zdążyłam zrobić mu zdjęcia, był jakiś taki niechętny do pozowania. Natomiast na terenie małego cmentarza wewnątrz parku spokojnie mogłam obserwować samicę kosa szukającą jedzenia. 

 Ponieważ jednak samiczki są zdecydowanie bardziej czujne i niespokojne od dumnych samców, ta po kilku chwilach poczuła się chyba zagrożona i uciekła. 
A ja z uśmiechem na twarzy ruszyłam dalej w poszukiwaniu wiosny. No dobra, wiosnę znalazłam, chciałam znaleźć ptaki.
Cały spacer zdominowany był przez kosy. Zwłaszcza przez samce. 

 Wyraźnie widać, jak różnią się od samic, które są brązowo- bure, podczas gdy panowie noszą wspaniały smoking i ten żółty dziób.
Dotarłam podczas swojej wyprawy do miejsca, w którym jeszcze nie byłam. I bardzo mi się spodobało to miejsce, takie odizolowane od ścieżek spacerowych, daleko od granic parku, dzikie. Tam znalazłam powalone drzewo i na nim usiadłam w słonku. Obserwowałam rozświergotane sikory. I nagle, przede mną na kawałku ubitej ziemi wylądował ON. 
 


Piękny, elegancki i dumny niczym sam paw. Zupełnie się mną nie przejmował. Jakbym była najpiękniejsza z kosich dam, rozpoczął swój taniec. Zaczął tokować i śpiewać zaledwie trzy metry ode mnie. Dyskretnie się rozglądałam za jakaś ukryta samiczką, ale nie byłam w stanie nigdzie jej wypatrzeć. A on ćwierkał, gwizdał i trzeszczał po swojemu dziwnie tupiąc i drgając skrzydełkami. 
 I cały czas na mnie patrzył. No może to moja babska próżność ale na prawdę miałam wrażenie, że on śpiewa tylko dla mnie.

 Te zdjęcia pokazują jak blisko był. Nie są ani wycięte ani nic. Ja wiem, że mam teleobiektyw, ale znowu nie taki mocny bo mnie nie stać, a on był jak już pisałam ok trzy metry ode mnie. No spójrzcie tylko jak przystojny. Poczułam się wyjątkowo wyróżniona na tej małej scenie. 
O innych miłych spotkaniach z tego spaceru napiszę kiedy indziej. 
Miłej końcówki tygodnia życzę i dziękuję za wspaniałe słowa o mojej żołnie. 

sobota, 12 grudnia 2015

Haft cieniowany płaski - żołna C.D.

Witam serdecznie. 
Dziękuję za miłe komentarze, zarówno odnośnie zdjęć, zdrowia Niuni, jak i haftu żołny. A także mojego zdrowia. Po dwóch tygodniach walki, lekarze zdecydowali się w końcu podać mi antybiotyk... mam nadzieję, że zadziała. 
Ale pomimo choroby chodziłam do pracy i wyszywałam, bo nie tak znowu najgorzej ze mną. Tylko ten kaszel... i zatoki!
No i nieco podgoniłam ptaszka:)
Tak było ostatnio, gdy pokazywałam.
 Od tego czasu przybyło ptaszkowi kolorowe gardełko.
Moim zdaniem jest to bardzo istotny fragment całego haftu, miesza się tu tak na prawdę, najwięcej kolorów. 
 No, a potem przesunęłam się na karczek i postanowiłam go zostawić i przejść do skrzydła. 

Nad samym skrzydłem, które jak łatwo zauważyć, nie jest cieniowane, gdyż tak to wygląda w naturze, spędziłam dwa dni. 
 Nie jest ono ukończone jak widać. Ale już się wyłania mój ptaszek powoli i nabiera kształtów. 
Mam nadzieję, że niedługo uda mi się go ukończyć, bo mam w głowie już następny pomysł. Tym razem to będzie ssak:) Ciekawe czy ktoś zgadnie jaki? 
A jak już skończę żołnę to obiecuję, że umieszczę fotkę plecków, bo ciągle zapominam. Powiem tylko jeszcze, że plecki w sumie wyglądają podobnie do frontu bo prowadzę nitkę "na okrągło" niejako. 
Jeśli są jakieś pytania to śmiało. 
Do zobaczenia i miłej niedzieli. 

wtorek, 8 grudnia 2015

I znowu jesień - takie o lanie wody.

Witam.
Dziś u mnie będzie słonecznie i jesiennie, wrzosowo i leśnie, czyli tak jak kocham najbardziej. Na złość szarej niby-zimie za oknem. I w przerwie między postami o hafcie.
Z dobrych wieści, to wczoraj minął trzeci tydzień, jak Keira nie wymiotuje, a wcześniej minęło dwa tygodnie. Czyli przez pięć tygodni zwróciła tylko raz:) Strasznie się cieszę, że leczenie pomogło i moja dziewczynka czuje się na prawdę dobrze. 


No, a jeśli chodzi o zdrowie, to u mnie nieco lepiej. Ale kaszel mam tak irytujący, zwłaszcza wieczorem i przed snem, że zdarza mi się nie spać przez niego do 2 w nocy, a mój rekord to 4.30 na liczniku. 


 
W sumie to nie mam nic ciekawego do powiedzenia, po prostu post - zapchajdziura... zrobiłam zdjęcia, to co tak będą niechciane i niekochane na dysku leżeć - pokażę je, a jak. 


Święta się zbliżają wielkimi krokami, ale jak wiecie ja nie z tych co święta uwielbiają i jakoś mnie ta cała przedświąteczna bieganina bardziej drażni niż podnieca. Pracy natomiast mam więcej. Zatem i kaski nieco przybywa:)


 Koty wszystkie zdrowe, Antek rozrabia jak pijany zając, ale na szczęście może swoją energię rozładować z Keirą bo inaczej dom by nam rozniósł. Jednego tylko ne potrafię zrozumieć - Czemu on tak ciągle miauczy i zawodzi jakby za czymś tęsknił. I tak na prawdę to nie wiem o co może mu chodzić. 


Ja od kilku dni mocno w niteczkach siedzę, wyszywam, nawijam, układam i segreguję, normalnie już wiem jak się czuje kolekcjoner, który swoją kolekcję z namaszczeniem podziwia i pielęgnuje. Ja tak z tymi mulinami mam. Daje mi to, na prawdę dużo wytchnienia i zadowolenia. Efekty pokażę już niedługo. 
No i to by było na tyle. Życzę wszystkim udanego tygodnia i do zobaczenia.

 

 
 

 
 

wtorek, 1 grudnia 2015

Haft cieniowany płaski - Żołna

Witam po pewnej przerwie.
Poprzedniego posta z apelem o kotach nie liczę, gdyż nie jestem jego autorką, a jedynie przekazuję go dalej, szerszemu forum. 
Gorąca dyskusja na temat pomocy w tej sprawie trwa na blogu Hany "W pastelowym kurniku"

A dziś ode mnie mój nowy projekt hafciarski, moje pierwsze poważne wyzwanie w hafcie cieniowanym jedną nicią. Rozpoczęłam ponad miesiąc temu, ale od dwóch tygodni nic nie tknęłam, gdyż zdrowie mi odmawia posłuszeństwa. 
Na warsztat wzięłam przedstawiciela awifauny (ptaków) z rodziny żołn. Nie znam polskiej nazwy tego konkretnie gatunku ale występuje on w tropikach. 
 Materiał to beżowe, dość grube i gęsto tkane płótno. 
Wyszywać zaczęłam od sterówek ogona. Jedną nicią muliny Ariadna.

I powoli kierowałam się ku górze. Kuperek, łapki i brzuszek.

Powiem tak, po pierwsze to aparat za Chińskiego boga nie chce oddać kolorów. Myślę, że w późniejszym czasie postaram się fotografować lustrzanką. 
Efekt cieniowania jedną nicią jest dla mnie rewelacyjny. Jestem zachwycona, chociaż nie widać tego na tych zdjęciach. Są jakieś nieudolne... aparat podręczny mam kiepski. 
Co do samej techniki haftu to mam kilka spostrzeżeń...
Pracuje się wolniej niż w przypadku podwójnej nici, ale błędy są mniej widoczne. Z tym, że ja mam tendencje do przesadnej dbałości o detale i zdarza mi się pruć kilka ściegów. 
 Może tego nie widać, ale na brzuszku jest 5 bądź 6 odcieni muliny. Ściegi mają długość ok 5-6 mm. A cały ptak ma ok 20 cm wysokości. 
Nie wiem jak długo będę nad nim pracować, planowałam szybko się uwinąć ale zdrowie zawiodło. 
Mam nadzieję, że jednak nieco was zaciekawiłam i cierpliwie poczekacie na kolejną relację.
 

poniedziałek, 30 listopada 2015

Koty w potrzebie

Znów odezwa...

Kochaniu czytacze i zaglądacze, kochani zwierzolubni, zwłaszcza z Warszawy! 
Nie będę mleć jęzorem po próżnicy, przeczytajcie apel. Znów chodzi o zwierzęta w potrzebie.
Warszawo i okolice! Pomyślcie, rozpowszechniajcie, udostępniajcie na fb. Popatrzcie na zdjęcia, może wśród nich jest TEN kot? Który na WAS czeka? Pod tym linkiem są zdjęcia kotów i kontakt.

Od ponad 30 lat ratuję porzucone, bezdomne koty. Bywały też i psy potrzebujące pomocy. Zwierzątka przynosiłam do swego mieszkania, leczyłam i szukałam dla nich nowego domku. W ten sposób ocaliłam kilkaset kotów i ponad 10 psów. Źródłem finansowania były moje niewielkie zarobki. Niestety utraciłam pracę i aż do emerytury (12 lat temu) – nie miałam żadnego stałego dochodu, jedynie prace dorywcze. Niestety, podopiecznych zaczęło przybywać. Zmieniłam mieszkanie na mniejsze, ale w Śródmieściu, co miało mi pomóc w moich sprawach zawodowych. I tu „wpadłam” w objęcia pań, które pomagały kotom, ale nie radziły sobie z tym fizycznie. Byłam młodsza, silniejsza – pomagałam. W moim mieszkanku przybywało kociaków i obowiązków. Biegałam do lecznicy, robiłam zastrzyki i podawałam kroplówki. Finansowego wsparcia znikąd.
Dziesięć lat temu założyłam fundację „Felis Felix” wierząc, że uda mi się zdobyć niezbędne środki. Osób chętnych by im pomóc nie brakowało, ale finansowego wsparcia nie było. Trzy razy zakładałam konto bankowe i trzy razy je traciłam z powodu braku darowizn. Ostatnie bank zamknął mi w 2010 roku. Pozostały mi już tylko kwesty w centrach handlowych, które były już coraz rzadsze i dwa lata temu utraciłam na nie zgodę. Jedyny dom handlowy, który zezwala mi na zbiórkę pieniędzy, ma tak niewielką liczbę klientów (brak supersamu), że bywają dni, gdy nie mam za co kupić jedzenia.
             Moje koty zawsze  były dobrze karmione. Wszystkie są wysterylizowane i zaszczepione od zawsze przeznaczone do adopcji. Obecnie przebywa u mnie 14 kotów. Do adopcji jest 13  i rozpaczliwie szukam dla nich nowych, kochających domów.
Dotychczas w ogóle nie chorowałam – leczyłam tylko koty. Dwa lata temu zaczęło się, a ostatnio nasiliło się u mnie atopowe zapalenie skóry, które zaatakowało też ręce. W mojej sytuacji, gdy muszę ciągle sprzątać po kotach (prać, myć, zmieniać kuwety) – nie rokuje nadziei na poprawę. Muszę kupować leki. Jedyny ratunek to znalezienie dla kotów nowych domów.
S.O.S. ! Sytuacja jest dramatyczna – otrzymałam właśnie nakaz eksmisji (dług mieszkaniowy). Walczę o prolongatę terminu do przeprowadzki. Nie mogę dopuścić, aby koty znalazły się w schronisku. 
Mam już 72 lata. Mam dużo zainteresowań. Byłam dziennikarką, uwielbiam czytać, poszerzać wiedzę. Interesuje mnie wiele spraw. Kotów nie planowałam, nie ograniczały mi horyzontów. Stało się. Nie potrafiłam przejść obojętnie wobec cierpienia. Najpierw przez wiele lat pomagałam ludziom – moją specjalnością były problemy rodzinne (studiowałam prawo). Dziś proszę – pomóżcie mnie i moim zwierzakom.
Barbara Czajkowska

piątek, 20 listopada 2015

Opowieści źdźbłem i liściem pisane -" Wrzesień to był, ach jaki on piękny był."

W ten ponure dni, po tych nie koniecznie barwnych postach pragnę wam umilić weekend i przypomnieć, że jeszcze niedawno jesień z latem tańcowała.
Nie będę się rozpisywać, jako, że i nikt tego nie chce czytać a i nie mam nic ciekawego do napisania. A mam do pokazania. 
Zatem specjalnie dla was - Mój wrzesień odsłona pierwsza:

Poranna róża i chibiskus


 W trawie maleńkie grzybki i przetacznik.




 Szczawik żółty, który uciekł kosiarce.




 Astry zwane Marcinkami.






 Pszczoła miodna na oregano - podobno





 Pająki czające się w raju



Na ćmę odwiedzającą kocimiętkę.
 Winne winogrona.


 A w lesie kolejne grzybki...

Trzmiel na wrzosach....
 Liskowiec cytrynek na liściu dembu.







 No to tyle radosnych zdjęć na poprawę nastroju w deszczowy listopad. 
Życzę udanego i spokojnego weekendu i do zobaczenia. W następnym poście już chyba coś pokarzę, jako, że staram się walczyć jedną nitką. Oraz jeśli nie zapomnę to też plecki. Pozdrawiam.