Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

niedziela, 4 stycznia 2015

Spacer parkowy i kilka wspominków

Witajcie. 
Tak sobie pomyślałam, że chyba nigdy nie pokarzę wam tego obrazu, co i rusz coś sprawia że przekładam post o nim. Dziś winowajcą jest wczorajszy spacer i dzisiejsza wizyta na nowo odkrytym blogu młodziutkiej wielbicielki ptaków - Rudzika
A co do spaceru - nosiło mnie od kilku dni. Jak tylko zobaczyłam wczoraj kilka promieni słońca zebrałam się do wyjścia. Niestety musiałam poczekać aż naładuje mi się bateria od aparatu, a to opóźniło moje wyjście, skutkiem czego w parku było pełno spacerowiczów i ich dzieci i psów. 
Na samym wejściu przywitał mnie śliczny obrazek. W suchych liściach leżał kawał kory porośnięty mchem i porostami. A wiadomo, że porosty są dość wrażliwe na zanieczyszczenia powietrza więc skoro w centrum miasta rosną to chyba nie jest aż tak źle... łudźmy się dalej. 


Ten porościk to pospolita Pustułka pęcherzykowata.
A przy nim ładniutki meszek. 

Dalej już nie było tak słodko, słońce stwierdziło że będzie się chować a wiatr że zacznie wiać. Ludzi mimo to było multum. 
Zatem nie oczekiwałam rewelacji. 
Wśród rododendronów, których niebywałą urodę będę musiała wam pokazać latem myszkowało sporo sikor.



Był także rudzik, ale nie zdążyłam go uwiecznić. Szkoda.
Za to w kałuży postanowiła wykąpać się zięba. 



Bardzo ładnie wygląda z tej perspektywy... słodki ptaszek.
Ogólnie to spacer uważam za marny, zmarzłam jak pies i dziś czuję tego skutki... Fotografów było więcej niż ptaków na które polowali. Cóż nikomu nie mogę zabronić tego co sama robię. Ale czego ja się mogę spodziewać po Sobocie. No ale żeby nie było tak źle to... 
Ten kto regularnie czytuje moje pisanie ten wie, że od wczesnej wiosny poluję na myszy i nornice ale w tym roku nie miałam szczęścia. Aż tu patrzę a między buszującymi w liściach sikorami przemyka coś rudawego.
Tak! to mysz polna przyszła skorzystać z karmnikowych skarbów. Bardzo się ucieszyłam, że są. 
A ponieważ byłam już mocno zmarznięta, a warunki świetlne tragiczne niewiele mi się udało zdziałać. Do tego to małe nieufne stworzenie nie ułatwiało zadania chowając się w najciemniejszych zakamarkach. 
Zatem zdjęcie jedynie dokumentacyjne. Ale są, więc muszę się wybrać ponownie. 

Miałam jedną całkiem fajną okazję kiedy myszka wychodziła co jakiś czas na brzeg rabaty rododendronów gdzie miałam dobre w miarę światło ale... przybiegła do mnie wiewiórka i spłoszyła mi mysz. 
No nie mogę się złościć na tę rudą ślicznotkę. 
Wróciłam do domu poirytowana i niespokojna. 
Chciałam wam też pokazać kilka ptaków które udało mi się sfotografować już kilka lat temu, jeszcze moim pierwszym aparatem lustrzanym. 
Do karmnika rodziców oprócz sikor bogatek i modraszek dość często przylatują dzwońce. Ale są płochliwe.
 A także sikorki ubogie - szarytki, które mój mąż nazywa biedaczkami - jako że są bogatki to te są biedaczki:)
Często też przy większych opadach śniegu odwiedzają nas dzięcioły i dzięciołki.



Na ostatnim zdjęciu jest dzięciołek. Drzew na których siedzą ptaki już nie ma. Sąsiad postanowił wyciąć starą czereśnie i orzecha włoskiego. 
Regularnym gościem jest hałaśliwa sójka. Inne ptaki jej nie lubią. 

A w krzakach nad rowem uwijały się raniuszki. Moje pierwsze zdjęcia tych słodkich ptaszków.


A to moje jedyne jak do tej pory zdjęcia gili. Było to pięć lat temu, potem nie miałam okazji w tak piękną zimę być na wsi. 

Na koniec zmarznięta samica kosa i sierpówka na miejskiej brzozie.



Przyznam się wam, że nie jestem szczęśliwa tak do końca. Moim marzeniem jest wyprowadzić się z centrum miasta, gdzieś gdzie będę miała nieco więcej i częściej kontakt z przyrodą. Jednak to w naszym kraju nie jest takie proste. Czuję, że z każdym rokiem duszę się tu coraz bardziej. 
Mam ogromny dylemat. Ukochani rodzice mieszkają na wsi a ja mam możliwość ich odwiedzać ale to jest jak przymierzanie bez kupowania... roznieca apetyt ale go nie zaspokaja. Co powinnam zrobić? Mieszkanie nie jest moje tylko rodziców a oni nie bardzo chcą się zgodzić na sprzedaż bo to wielka gratka. Jest w świetnej lokalizacji i przez to bardzo wartościowe ale... po co im ta wartość jak nie zamierzają ani tu wracać ani czerpać z niego korzyści skoro ja w nim mieszkam. Nie wrócą do miasta bo udusiliby się tu. 
Mam czekać aż stanie się najgorsze, żebym mogła zmienić miejsce zamieszkania... to strasznie brzmi i nie chcę tak. Dom rodziców nie będzie taki bez nich. Może się to wam wydawać biadoleniem rozpieszczonej dziewczynki ale jeśli ktoś nie był zmuszony żyć gdzieś gdzie się źle czuł to tego nie zrozumie. Są ludzie którzy daliby się pociąć za moją lokalizację, mieszczuchy z całego serca których kręci rytm wielkomiejskiego życia. Ale mi przeszkadzają sąsiedzi balujący do rana na rynku, studenci wracający głośno pod moim oknem, smurd miasta, hałas ruchu ulicznego, karetek i wieczne imprezy. I mrowie, mrowie ludzi.
Ja pragnę drzew za oknem, ptaków w ogrodzie i możliwości wyjścia na spacer bez konieczności wydania 6 zł na tramwaj którym dojadę do rozdeptanego parku. 
Koniec z tym narzekaniem ale to tak głęboko we mnie siedzi, że się rozpłakałam pisząc ten tekst. Z tęsknoty i żalu.

67 komentarzy:

  1. Marysiu, zdjęcia ptaszym są śliczne, jestes wspaniałym obserwatorem przyrody. Co do myszy, zapraszam do mnie, jest ich pod dostatkiem, myszy, nornic, kretów i ryjówek ;)
    A teraz o Twojej tęsknocie na wsią. Tak na prawdę nie wiem ile masz lat, ale na pewno dzieli nas dośc duz różnica wieku. Ja też mam mieszkanie w Krakowie, teraz tam mieszka moja córka z mężem. Rozumiem Twoich rodziców. Może byc tak, że starość zmusi Ich do przeprowadzki do miasta. lepszy dojazd do lekarza, do sklepów, ogrzewanie centralne, odśnieżac nie trzeba, kosic nie trzeba. Może dlatego nie chcą sprzedać swojego/Waszego? Sa najprawdopodobnije na tyle młodzi, że daja sobie rady sami, ale za lat 10-15, kto wie?
    Marysiu, jesteście z mężem młodzi, macie całe zycie przed sobą, Nigdy nie wiem co nas spotka w życiu. ja kiedyś nie myślałam nawet o domu na wsi, a jednak się udało, czego i Wam życze z całego serca :) Nie miej tylko żalu do rodziców, proszę :)
    Pozdrawiam serdecznie, Efka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam żalu do rodziców, to ich krwawica, ja wszystko dostałam na srebrnej tacy tylko nie ma między nami porozumienia w tej kwestii, jutro do nich jadę i poruszę ten temat. Co do wieku to... cóż, za dwa tygodnie kończę 33 lata, myślę że to dobry wiek na przesadzenie i zapuszczenie korzeni gdzieś indziej. Dziękuję za maila, pozdrawiam gorąco i ściskam.

      Usuń
    2. Marysiu, wiem, że 33 lata to dobry wiek na przesadzanie. Ale wierz mi Kochana, nie ostatni ;) Jak wyprowadziłam się z bloku miałam 46 lat. Tylko, że ja wyprowadziłam się, choć uwielbiałam mieszkać w mieście. Więc rozumiem Cie, co czujesz, bo nie jestes tam, gdzie tego pragniesz. Ale zobaczysz, te pragnienia w końcu się ziszczą, bo bardzo tego chcesz :)
      Ps.
      Teraz juz bym się do miasta nie wróciła :)

      Usuń
  2. Z reguły chcemy tego czego nie mamy. Są dwie opcje, albo przekonać się do miejsca w którym musimy żyć, skupić się na jego zaletach(każde miejsce jakieś ma). Albo robić wszystko, by osiągnąć to o czym marzymy. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przekonuję się już 28 lat i jakoś z roku na rok mniej zalet. Dziękuję i będę się starała coś zmienić tak by wszyscy byli zadowoleni.

      Usuń
  3. Rozumiem Cię, bo wiem, że mieszkanie w miejscu, którego się nie lubi nie jest fajne. Ale rozumiem też Twoich rodziców - jak napisała Efka powyżej. To jest ich poczucie bezpieczeństwa i kapitał "na starość", co naturalne. Miałam sytuację prawie identyczną, chociaż możliwość realizacji marzenia przyszła dużo później, niż u Ciebie. Ale przyszła. Sprawił to szczęśliwy zbieg okoliczności i reguły ówczesnego rynku. Bądź czujna, bo to pojawia się czasem znienacka:)
    Zdjęcia piękne, zwłaszcza ptaków. To raczej nie jest gil na jednym z nich, sądzę, że to grubodziób.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpierw o gilu - gil na pewno - samica, ten sam ptak na ob zdjęciach. A jeśli chodzi o kapitał to rodzice mają inny kapitał na cięższe czasy. Poza tym jak się sprzeda to mieszkanie i zamieszkamy gdzieś indziej to tez to będzie kapitał, bo przecież tylko miejsce się zmieni, nie wywalą mnie na lice bo będą chcieli wrócić do miasta. To raczej jest jakieś zacietrzewienie ze strony taty - uparciuch i już.

      Usuń
  4. Jesli Twoja wyprowadzka na wies nie bylaby zwiazana z uciazliwymi codziennymi dojazdami do pracy, czy tez pozniej z nie mniej uciazliwym dowozeniem dzeici do szkol i na zajecia pozalekcyjne, to nie wiem, na co czekasz. Mieszkania sprzedawac nie musisz, mozna je wynajac i miec z tego staly dochod, a w razie potrzeby w nim zamieszkac na nowo.
    Zdjecia ptakow fantastyczne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, praca czasem jest a czasem gdzie indziej więc dojazd zdarza się tak czy inaczej. Dzieci nie ma i nie będzie więc ten problem z głowy. Mąż ma samochód i tak jeździ a przy obecnych obwodnicach to nie problem. Problem z tym, że kredytu to my nie dostaniemy (sprawdzaliśmy) bo umowy krótkoterminowe, ja często bez umowy w ogóle a banki mało przyjazne teraz. Ale coś trzeba zrobić bo szkoda mi życia w tej klatce, skoro ktoś gdzieś dusi się na zapyziałej wsi i marzy o mojej okolicy a o jego...

      Usuń
  5. Piękne zdjęcia robisz Marysiu, zazdroszczę Ci tego spojrzenia i refleksu. Mnie nigdy nie udaje się zrobić dobrego zdjęcia ptakom.
    Co do Twojego marzenia. Doskonale Cię rozumiem, wychowałam się na wsi w domu. Przestrzeń, las, łąki, ptaki, sarny. I zawsze było, że ja zostaję w domu rodzinnym. Życie ułożyło się inaczej, musiałam iść za mężem i jego pracą. Od ponad dwudziestu lat mieszkamy na szczęście w małych miastach, ale w bloku. Tęsknię za przestrzenią i powietrzem, marzę o powrocie na wieś. Gdyby nam się udało, to jednego jestem pewna, mieszkania w mieście byśmy nie sprzedali. To jest jednak lokata kapitału, zabezpieczenie dla dzieci. Więc na pewno tak samo myślą Twoi rodzice. Zwłaszcza, że mieszkanie zawsze można wynająć, co jest korzystne bo przynosi pewien zarobek. A marzenia? Przychodzi taki moment, że się spełniają, o czym mam nadzieję, że także się przekonam :)
    Serdecznie pozdrawiam Dorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za te słowa. Zatem rozumiesz co czuję kiedy wracam od rodziców do miasta i do samego centrum, jeszcze jakby jakieś obrzeża, gdzieś w cichej okolicy ale nie, przy ruchliwej ulicy i Rynku. Są chwile,kiedy spokojnie mówię sobie, poczekaj, coś się zmieni... a są takie jak te ostatnio cyklicznie nawracający syndrom kanarka w klatce kiedy mam wrażenie że oszaleję. Pozdrawiam i życzę spełnienia marzenia.

      Usuń
  6. Cudowne zdjęcia , zawsze z przyjemnością do Ciebie zaglądam.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i bardzo się cieszę. Również pozdrawiam.

      Usuń
  7. Kochana, ja na wsi nie widzę tyle gatunków ptaków co Ty w mieście!!! Rewelacyjne zdjęcia, a uchwycenie myszy to dla mnie mistrzostwo świata!!!!!!!!! Brawo!!!
    Pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może na Twojej wsi nie ma tylu ptaków? Dzięki i pozdrawiam.

      Usuń
  8. Wiesz może jak się nazywają te porosty?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśłi Ci chodzi o te z tego posta to podpisałam że to pustułka pęcherzykowata.

      Usuń
    2. Dzięki nie zauważyłem:) Już dawno je widywałem w lesie i nigdy nie mogłam znaleźć nazwy:)

      Usuń
    3. Nie ma sprawy, też czasem mam problem ze znalezieniem nazw czegoś ale mam dużo książek i to ułatwia zadanie.

      Usuń
    4. Ja dopiero zaczynam myśleć o jakiś:)

      Usuń
  9. Piękne zdjęcia, jak zwykle przyjemnie pooglądać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo i cieszę się, że zaglądasz:)

      Usuń
  10. jest taki blog, pisze go Nasza Polana. W jego opisie są słowa: to jest blog o naszym planie, nie mylić z marzeniem.
    Żeby zrealizować plan ucieczki na wieś, Marlena i Paweł spędzili cztery lata ciężko pracując na emigracji, kupili ziemię i ruderę, Paweł przez cały sezon remontował ten dom po 10- 12 godzin dziennie.
    Wrócą wiosną, w 2016 dom zacznie na siebie zarabiać.
    Co ty zrobisz, żeby twoje marzenie stało się planem?
    A może to nie marzenie, może to kaprys?
    Mam dzieci niewiele młodsze od ciebie. Wolałabym przepuścić cały ich spadek, niż dać im go na tacy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieco mi pojechałaś. Wiem, że jestem jedyną córeczka, której nie nauczono wielkich poświęceń bo miała się uczyć, uczyć i uczyć. A teraz się boję podjąć większe wyzwanie bo najnormalniej w świecie nie wierzę w sprawiedliwość losu i obawiam się, że się nie uda. Nie jestem typem ryzykanta, boję się nawet odejść z pracy której nienawidzę z całego serca i mam lęki (miałam bo to nie o obecnej mowa). Odeszłam bo wylądowałam na terapii grupowej z załamaniem nerwowym i atakami autoagresji. Możesz o mnie pomyśleć, że jestem maruda, tchuż i że inni mają gorzej, mają jaja żeby coś zrobić, mnie wykastrował dom dziecka i ukochani ale apodyktyczni rodzice i dla tego z pokorą przyjmuję swoja ułomność i konsekwencje jej, ale marzyć mi wolno. I nikogo nigdy tym świadomi nie skrzywdziłam. Jeśli to kaprys to mam go niezmiennie od dwudziestu lat jak trądzik.

      Usuń
    2. Fiu, fiu, to ja przeciwnie. Wolalabym dac dzieciom na tacy, niż przepuścić.
      Nie każdy może wyjechać, za granicą też teraz kokosów nie ma. Za dwa- trzy lata pracy nie kupi się domu z ogrodem, nawet jesli to rudera.
      A gdyby nie nasze marzenia, nie mielibyśmy planów i niczego nie zmienilibyśmy w naszym życiu.

      Usuń
    3. pojechałam chyba bardziej grubo, niż nieco, i tak miało być;-)
      Bo zobacz: los nie jest sprawiedliwy, los jest ślepy. Lęk jest czymś normalnym w naszym życiu, życie to nie choroba. Oczywiście bywa, że ten lęk niewłaściwie skierujemy (nie jesteśmy ewolucyjnie przygotowani na cywilizację), wtedy trzeba to naprawić (leki, terapia). Ale to też normalne, nie ma co robić z życia afery.
      To twoje życie. Nie będzie lepszego momentu: jesteś młoda, sprawna, mobilna, nie masz małych dzieci ani starych rodziców, mąż pewnie da się namówić, brakuje ci TYLKO pieniędzy.
      Więc trzeba wymyślić, skąd je wziąć, i działać. Niekoniecznie jechać za granicę.
      Znam wiele przypadków, w których się udało. Za wyobrażalne pieniądze można kupić dom do remontu, działkę, wybudować się, to jest naprawdę w zasięgu, jeżeli się chce (razem) i jest się w stanie poświęcić czas i trochę komfortu.
      Znam też takich, którym się nie udało.
      Oczywiście problemy będą się mnożyć- blisko od miasta jest drogo i mieszkać tam to jak w mieście, tylko wszędzie daleko. Dalej- wymaga zmiany życia, bo moim zdaniem mieszkanie daleko od pracy nie pozwala żyć w pełni tym "wiejskim" życiem.
      Na rodziców się nie fochuj. Łatwozbywalne mieszkanie w mieście to może ich jedyne zabezpieczenie na trudne czasy, zupełnie co innego, niż to, które byś kupiła- w nieprzewidywalnej lokalizacji i wspólnie z mężem.

      Usuń
    4. Brawo!!! Nie tylko słodzenie, ale prawda w każdym słowie.
      Megi w tym co napisałaś jest wieeelka mądrość dojrzałej kobiety, to My decydujemy czy rządzą nami lęki i fobie czy to My mamy realny wpływ na nasze życie. I tylko do siebie możemy mieć żal i pretensje, że jesteśmy w tym a nie innym miejscu w życiu a nie do rodziców czy osób trzecich oraz losu - na to najłatwiej zrzucać odpowiedzialność.
      A to czy rodzice dają nam to czy tamto to ich prawo i ich prawo decydować czy przepisać darowane rzeczy czy jednak zachować jako zabezpieczenie własnej egzystencji na stare lata.

      Luno, ptaszki piękne i dzięki Tobie poznałam nazwy kilku kolejnych.

      Usuń
    5. Wybacz ale nie znasz mnie, nie wiesz jaka jest moja przeszłość, moja historia, jak zbudowany jest mój mózg. I nie zgadzam się z Tobą z całą stanowczością, nie zawsze to my decydujemy o swoim życiu (to piękne brednie z lansowanych w mediach książek i poradników) Ale do rzeczywistości ma się jak pieść do nosa. Zapytaj kogokolwiek kto przeszedł lub niestety nadal cierpi na depresje, lęki (poważne lęki leczone ciężkimi prochami) schizofrenie czy chorobę dwubiegunową. Komuś kto ma to szczęście i jest w stanie zawsze i wszędzie zadecydować o swoim losie łatwo jest powiedzieć że to my decydujemy a nie nasze lęki i fobie. To jakby jaskółka mówiła do ślimaka że latać jest łatwo. Nie będę się tłumaczyć z moich relacji z rodzicami, są dobre ale jak w każdej i tu zdarzają się pewne zgrzyty. Mam prawo do lęków, do marzeń i do wątpliwości. Ciekawa jestem czy jak nasze państwo okroi do kilkuset marnych złotych emerytury na które się harowało całe życie to też będzie tak że każdy decyduje o swoim losie. Rzeczywistość się zmienia i niestety nie na lepsze. Wybacz gorzki i niemiły ton ale miałam chwilę słabości która wpłynęła na treść posta, dziś bym nie napisałam tego co wtedy i nie podoba mi się krytyka która płynie od kogoś kto najprawdopodobniej przeczytał może jeden czy dwa moje wpisy. Mama mi mówiła zawsze że jak nie mam nic miłego do powiedzenia to żebym się nie odzywała... To mądre słowa. Twój komentarz nic dobrego nie wniósł w moje życie, a jedynie sprawił mi przykrość niezrozumienia i zdenerwował.

      Usuń
    6. każdy czyta i punktuje to, co mu leży na sercu:-)
      to ja jestem z tego pokolenia, które nie będzie miało emerytury, i to już za kilkanaście lat. To wpływa na punkt widzenia, każe walczyć o swoje, dzieci sobie poradzą;-)
      Jednakowoż z tym, na co mamy/nie mamy wpływu- prawda leży pośrodku. Z poważnymi zaburzeniami lękowymi czy innymi chorobami jest nam po prostu trudniej (jest taki blog- Nasz Mateus... no i jeszcze Zazie), ale to nie zwalnia nas z życia.
      Lepiej tak myśleć, uwierz.

      Usuń
  11. Luno kochana moja, zrób tak jak dyktuje ci serce, a ono już wie. Ja wciąz czekam na Twoją wizytę - więc się zbieraj ku mnie....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toż to wstyd, żebyś na mnie czekała, kajam się... Moje serce jest wyjątkowo głupie i już jakiś czas temu nie słucham go bezkrytycznie.

      Usuń
  12. zachwycające zdjątka... ach ... jak ja kocham naturę...
    wszystkiego dobrego w Nowym Roku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Tobie też wszystkiego dobrego w Nowym Roku i pozdrowienia ciepłe.

      Usuń
  13. Uschniesz kochana w tym miejscu, którego nie lubisz. Albo się pogodzisz. Ale u Ciebie widać, że potrzebujesz przestrzeni... Zdjęcia cudowne! A ja nigdy nie zrobiłam zdjęcia raniuszkowi:(
    Miałam 42 lata jak wyprowadziłam się na wieś. Marzenie się spełniło. Fakt, że w mieście też mieszkałam w domu z ogrodem. Nigdy nie mieszkałam w bloku, ale wiem jakie to straszne i doskonale rozumiem Twoją tęsknotę za wsią. Tak obie marudzimy, a niejedni nie mają gdzie mieszkać. Apetyt rośnie w miarę jedzenia:) Może Nowy Rok przyniesie dla Ciebie jakieś rozwiązanie... Przytulam mocno, nie rozklejaj się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, ja wiem, że niektórzy nie mają gdzie mieszkać i nie mają też co jeść czasem ale czy jak ja będę się męczyć to oni będą mieli lepiej? Nie rozklejam się, dotarło do mnie że od dwóch dni mam po prostu doła i tyle. Pozdrawia Cię gorąco i dziękuję za zrozumienie.

      Usuń
  14. Fantastyczne zdjęcia ptaków ! Zazdroszczę widoku małej rudej piękności ! Od wielu lat próbuję fotografować wiewiórki i na razie...bezskutecznie !
    Rozumiem Ciebie, ja od zawsze mieszkam na peryferiach małego miasteczka (to prawie jak wieś) i jestem z tego powodu szczęśliwa. Nie wyobrażam sobie życia w dużym mieście pełnym ludzi, samochodów i hałasu. Życzę abyś miała dużo siły do podjęcia najlepszych dla Ciebie życiowych decyzji :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za te słowa, znaczą dla mnie na prawdę wiele. Marzę o tym by móc wystawić karmnik i podglądać gości ( moja spółdzielnia grozi za karmienie ptaków w obrębie budynku i podwórka grzywnami - niby jakieś względy higieniczne... ). Gorąco Cię pozdrawiam.

      Usuń
  15. Piękne zdjęcia! Ja zawsze sobie obiecuję, że wstanę w niedzielę bladym świtem, aby połazić z aparatem kiedy ludzie jeszcze śpią, porobię fajne zdjęcia.....i przeważnie nie wstaję ;)

    Co do mieszkania na wsi, to też wydaje mi się, że byłoby fajnie. Mogłabym mieć więcej kotów, dokarmiać je i fotografować na łonie natury. Miałabym spokój i nie musiałabym wysłuchiwać jak sąsiedzi codziennie się kłócą, jak jakiś palant rozgrzewa pod moi oknem silnik auta przez pół godziny i smrodzi.... Ale nie wiem czy bym umiała żyć na wsi z całym dobrodziejstwem inwentarza, bo pewnie wieś też ma swoje wady. Całe życie mieszkam w mieście i innego życia nie znam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja wiem, że mogłabym mieszkać. A dobrodziejstwo inwentarza to rozumiem pająki owady i inne. Bo nie zamierzam mieć żadnych kur czy innych owiec. Nie żebym miała coś na przeciw, ale chciałabym mieć znów psa swojego własnego - a w mieszkaniu gdzie jedyny park jest ogrodzony i zakaz z psami to jak to tak męczyć stwora.

      Usuń
  16. Bardzo dziękuję za umieszczenie linka do mojego bloga i zgodnie z prośbą będę pisać na "Ty" :) Jednocześnie przepraszam, że mój blog odciągnął uwagę od obrazu :).Zdjęcia wyszły wspaniale- wszyściutkie. Według mnie Twój spacer był udany- zrobiłaś dobre zdjęcia, co jest bardzo trudną sztuką. W kwestii miasta- ja też niezbyt lubię tu mieszkać, lecz wszystko ma swoje plusy i minusy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro uważasz że te zdjęcia są udane to zapraszam do obejrzenia innych moich postów z etykiety "fotografia przyrodnicza". Cieszę się, że zaglądasz i mam nadzieje, że zostaniesz na dłużej. Pozdrawiam.

      Usuń
  17. Sikorki ubogie są niesamowite, pierwszy raz w tym roku zawitała do mojego karmnika taka i bardzo się zdziwiłam, przez chwile myślałam, że może to sikorka albinoska? Ale później w internecie odkryłam że to po prostu inna sikorkowa odmiana :D
    Bardzo Ci współczuję tych dylematów, ja okropnie przeżywam już teraz to że za rok będę musiała się wyprowadzić do okropnego śmierdzącego miasta na studia. Nie dość że daleko od domu, bez kotów to jeszcze do obcego środowiska z całym hałasem, smrodem i ludźmi właśnie. Wystarczyło półtora roku pomieszkać w lesie i nie zmieniłabym tego na nic innego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zazdroszczę Ci tej wyprawy ale czasem trzeba. Do jakiego miasta jedziesz na studia i co będziesz studiować? Bardzo szkoda, że bez kotów jedziesz?

      Usuń
    2. Bez kotów, bo nie miałabym serca zabrać je z ogromnego domu z ogromnym ogrodem do jakiejś klitki w bloku czy kamienicy którą i tak po czasie zmienię na inne mieszkanie i inne... Do Poznania planuję, no i będę starała się dostać na ogólny lekarski lub może biotechnologię medyczną? A jak to nie wypali to weterynaria w poznaniu. Ogólnie mam plan nie zamykać sobie żadnej drogi, złożę papiery wszędzie gdzie mnie coś interesuje, i później będę wybierać.

      Usuń
  18. Zdjęcia przepiękne! A co do mieszkania - życie jest jedno, więc warto żyć tak jak się tego chce, a ty wiesz i masz dość sprecyzowane to co lubisz :) Mieszkanie na początek można wynająć i mieszkać z rodzicami - może warto spróbować, zawsze jest droga powrotna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje słowa są wspaniałe, masz racje, życie jest jedno. Z tym, że do rodziców nie możemy się wprowadzić bo to maleńki domek i nie zmieścilibyśmy się tam razem. Ale coś trzeba będzie wymyślić bo dziś nam znów drzwi wejściowe, nowo wstawione wyłamali jacyś bandyci bo wracają pijani po nocy.

      Usuń
  19. Wspaniałe fotki a chciała bym by wiewiórka aż tak domagała się by ją sfotografować:)Wiesz mimo,że mieszkam w małym miasteczku to i tak jak Tobie w głowie mi siedzi takie siedlisko z dala od ludzi tylko duży staw ukierunkowany pod ptaki,nieduży las i łąka-ech spełnienie marzeń.ale tak jak piszesz albo wygrać w totka albo jakbym mogła cofnąć czas to dawno bym wyjechała i zarobiła na to marzenie i nie patrzyła na to co mówili rodzice.Teraz też nie mogę bo jest pies......ale może za rok lub dwa zobaczymy....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta wiewióra to nie do zdjęcia się tak pchała, tylko do orzechów które jej tam ludzie dawali. Ale ja bez zapłaty przyszłam i sobie poszła do innych zwiedzających.

      Usuń
  20. Świetne zdjęcia ptaków i nie tylko! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie i również pozdrawiam.

      Usuń
  21. Zdjęcia piękne, jak zwykle! Co do rozterek mieszkaniowych to rozumiem Twój ból i bardzo współczuję sytuacji w jakiej teraz się znajdujesz. Też nie umiała bym mieszkać w mieście, ale ja zwyczajnie w nim nigdy nie musiałam mieszkać. Życzę Ci z całego serca aby Twoje marzenie spełniło się jak najszybciej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję. Moja sytuacja nie jest jeszcze najgorsza. bo samo mieszkanko fajne i ciepłe ale okolica... to tak jakby kazać niedźwiedziowi polarnemu mieszkać w południowej Francji. Ja się czuję jak rybka w kuli, niby żyć się da ale co to za życie.

      Usuń
  22. Zdjęcia przepiękne. Reszta- sama musisz znaleźć złoty środek i spokój serducha. Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i ściskam Cię również.

      Usuń
  23. Zdjęcia zrobiłaś super! Życzę ci spełnienia Twojego marzenia! Ja mieszkam na wsi, choć nie musiałam i nie zamieniłabym się na nie , a teraz tego bakcyla połknęła córka i zięć.Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę zatem i dziękuję za życzenie spełnienia marzenia.

      Usuń
  24. Kiedyś się z pewnością spełnią Twoje marzenia o zamieszkaniu na wsi, bo bardzo tego pragniesz. Piękne zdjęcia ptaków, wiewiórki i nawet myszki . Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, ze tak się stanie. Dziękuję za miłe sowa o zdjęciach. Pozdrawiam z Wioski w dziwną pogodę.

      Usuń

  25. Ale dobrze dziś trafiłem :-) bardzo fajne zdjęcia ptaszorów udało CI się zrobić, raniuszki to istne śliczności, nic tylko pozazdrościć :-) Pozdrowionka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raniuszki są fantastyczne i uwielbiam je. Jeśli nie miałeś okazji to polecam mój wiosenny wpis o raniuszkach budujących gniazdo.
      http://kociemruczanki.blogspot.com/2014/03/opowiesci-zdzbem-i-lisciem-pisane_29.html
      oraz o ptakach z miejskiego parku
      http://kociemruczanki.blogspot.com/2014/04/ptasie-tance-wiosenne.html

      Usuń
  26. Super optyczne polowanie. Ja gila widziałam tylko raz (na nieszczęście tylko naocznie), raniuszka ani razu.
    Odnośnie wsi i miasta. Kruszewicz mówi, że ptaki przenoszą się do miast, bo je ludzie dokarmiają. Kilka lat temu karmiąc sikory, zauważyłam, że zaczęły przylatywać "gapowate" sierpówki. Jednak to tylko pozory. Dochowałam się ponad 20 osobowego stadka, które czyści codziennie mój portfel. No cóż, chcesz być eko, to płać. W końcu nie pokażę im figi z makiem. Są tak bezczelne, że przylatują nawet latem i są zdziwione, że kot siedzi za siatką. Dzisiaj wręcz wyganiały mnie z balkonu, dając do zrozumienia, że dość tych porządków, bo one chcą już spokojnie się najeść. Nie boją się w ogóle i siedzą dwa metry za plecami.
    Pozdrówki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tymi migracjami ptaków to coś w tym jest ale ja nie mogę nawet na balkonie karmić ptaszków bo zarząd spółdzielni zabrania i grzywny nakłada. Taki los.

      Usuń
  27. Jerunku przepiękne ptaszyny, jak ja kocham te małe puchate kulki :3 Rozumiem Cię jeśli chodzi o mieszkanie, ja też wspomnieniami często wracam do czasów dzieciństwa, które przeżyłam u mojej babci, na wsi, teraz gdy tam wracam do kroi mi się serce, zrobili drogę ;/ która dzieli dom mojej babci od jej pola, kiedyś to była polna droga, pełna kamieni, które zwiózł mój dziadek, a teraz asfalt, i jeźdzą na nim wariaci, człowiek boi się za płotu wyjść, bo to ładna prosta długa droga więc jak się rozpędzą, to o zgrozo, chciałabym żeby wróciła tamta droga z kamieniami, było tak fajnie, cicho i spokojnie i bezpiecznie, też się rozkleiłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No moi rodzice mają to szczęście że droga która do nich prowadzi to do pewnego momentu droga leśna pod zarządem nadleśnictwa a dalej już jej niema i jest grobla która jeżdżą od lat nieliczni mieszkańcy i pracownicy leśni ale jako droga na mapach nie istnieje. Zatem asfaltu tam nie zrobią.

      Usuń
  28. Oj znowu raj dla moich oczu - uwielbiam Twoje zdjęcia Marysiu- niezmiennie!!!
    Rozumiem Twoje rozterki i przepraszam - ale nie rozumiem Twoich rodziców - Twoje życie, Twoje szczęście - a tak to trochę jak pies ogrodnika - sam nie chce a drugiemu nie pozwala.... nie rozumiem.... Może szczera rozmowa by pomogła? życzę Ci tego z całego serca :))) ściskam cieplutko:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że zdjęcia i tym razem przypadły do gustu. Z tymi moimi rodzicami to jest trochę tak że oni mnie kochają ale nie rozumieją że świat teraz jest bardzo nieprzychylny dla młodych ludzi bez wielkiego konta. Za ich czasów to inaczej to było, była komuna, mieszkanie po prostu się dostawało a potem za psie pieni adze wykupowało. Teraz on nauczyciel a ona pracownica naukowego instytutu nawet na stanowisku dyrektora ale jednak w nauce to nie zarobiliby na mieszkanie i domek na wsi... Co do rozmowy to jasne ale jest trudno - tata już w takim wieku (73 lata) i jest uparty i czasem nie dojdziesz z nim do ładu.

      Usuń
  29. Śliczne zdjęcia, zwłaszcza, że ptaki nie są łatwe do sfotografowania ;)

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.