Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

środa, 18 lutego 2015

Opowieści źdźbłem i liściem pisane - "padalcowe spotkania"

Moja mam mawia, że na smutki i troski najlepsza jest praca. Może to i prawda, ale co z tego jak w pracy jestem sześć godzin, a resztę dnia spędzam głównie w domu bo jeszcze mi za zimno na spacery. I wtedy to jakoś mi się nie chce specjalnie pracować. Pralka robi pranie sama, Zmywarka tak samo... No jasne że można ale nie chce mi się. 
Postanowiłam więc popracować intelektualnie i twórczo. 
Coś trzeba zrobić, żeby nie siedzieć i nie wzdychać, a wiem, że najgorsze dopiero tak na prawdę przede mną. Sura odeszła dwa dni temu, był to dla mnie szok bo zupełnie nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Nie zdążyłam się z nią pożegnać. Jest mi z tym źle. Ale jestem daleko, nie czuję jej nieobecności będąc tu we Wrocławiu. Sądzę, że prawdziwy ból przyjdzie kiedy tam pojadę i zobaczę pustkę. Rodzice mówią, że Liza, kocica wychowana przez Surę ciągle jej szuka i nawołuje. Pomimo, że była przy pochówku. 
No tak, teraz kiedy o tym piszę to mnie ściska i znów paraliżuje żuchwę. 
Wasze słowa są dla mnie otuchą, bo wiele z was niemal na dniach czy tygodniach odniosły podobną stratę. Dobrze wiedzieć, że nie jestem sama i mam tu dobre dusze, które znajdują czas w tym zaganianym zwariowanym świecie na przeczytanie i skomentowanie tego co piszę. To na prawdę wspaniałe uczucie. 
Postanowiłam więc że nie zaszyję się w swoim buncie do świata i niezrozumieniu jego prawideł ( czemu one tak szybko odchodzą) bo to nic nie da. Egoistycznie sprowokuje znów do tego by poczytać miłe słowa, może podyskutować z kimś na lamach tego bloga - ot taka mini terapia. A żeby znów przeczytać wasze słowa to muszę coś napisać. Zaczęłam więc rano, obudzona na długo przed budzikiem przez kuriera przeglądać zapasy zdjęć z lat wcześniejszych. No i padło na... Naszą beznoga jaszczurkę.  
Ale zanim przejdę do padalca to kilka ogłoszeń parafialnych:
- Po pierwsze i najważniejsze Balbinka sprzed kilku postów na szczęście znalazła wspaniały dom.
- Po drugie to w świetle ostatnich wydarzeń nie napisałam co mi powiedział lekarz. A powiedział "żyje i żyć jeszcze będzie ale jedną małą tabletkę dziennie brać musi". W skrócie mam niedoczynność tarczycy jak chyba już prawie połowa społeczeństwa i biorę tyroksynę. Za trzy miesiące się okaże czy to tylko niedoczynność czy legendarne Hashimoto.
Od kiedy biorę ten hormon czuję się bardzo dobrze, nadal jestem nieco rozkojarzona ale już mi lżej na duszy. 
A tak już zupełnie się odsłaniając to bezwstydnie przyznam że... Potrzebuję was, bardzo. 

Wracając do padalca - kto wie co to właściwie jest? 
Padalec to nie wąż mimo, że do złudzenia go przypomina. Jest jaszczurką która nie posiada nóg. Za to posiada powieki, których nie mają węże. 
Z tymi przemiłymi stworzeniami zaznajomiłam się już jako dziecko. Są dość powolne i zupełnie nie groźne. A niestety bardzo często giną zabijane przez nieświadomych ludzi (niestety najczęściej rodziców wrzeszczących na ich widok "AAAA!!!! Żmija!!!!").
A ze żmiją padalec ma tyle wspólnego co sikorka z sępem - to lata i to lata tak jak to pełza i to pełza. 
I weź tu wytłumacz "tej głupiej babie", że to nieszkodliwe a nawet pożyteczne stworzenie, kiedy ona drze się i skacze jakby co najmniej grzechotnika czy kobrę zobaczyła - Zbyszek, zabij to zrób coś!!! 
Przecież nikt nie będzie słuchał nastolatki (mnie znaczy) bo niby się nie znam i głupia jestem, a tam w wózku dziecko śpi. No to śpi i po co go babo tym wrzaskiem budzisz. Toż przecież ten dwudziesto centymetrowy gad nie wpełznie do wózka i nie udusi Ci tego dziecka.
No ale w oczach baby biedny padalec groźniejszy od anakondy był i nim się obejrzałam to skończył w dwóch kawałkach potraktowany szpadlem. Kretyni z moich ówczesnych sąsiadów w Dziczy byli i pewnie są nimi do teraz. Tylko padalca żal.
Zadko mam okazję spotkać te piękne zwierzęta. Dwa sezony temu kiedy ukochany mój kompost przerzucał to znalazł takiego przystojniaczka. 
Ta złoto brązowa sznurówka miała może dwanaście cm długości a cieńsza była od ołówka. Młodzik śliczny to był. Drzemał sobie i polował w próchnicy kompostu. A ponieważ kompost przerzucony być musiał to zabrałam ślicznościa w inne bezpieczne i dogodne dla niego miejsce, a przy okazji kilka fotek strzeliłam.





Jakiś czas później w mniej słoneczny dzień natknęłam się na dorosłego osobnika. Prawdopodobnie rodzic bo w pobliżu bytowania tego mlodego.
Ten był już mniej złoty, bardziej brązowy.

 No sami przyznajcie, czyż nie słodki pyszczek?
Pozwolił mi się po uwieczniać do woli powolutku pełznąć w swoją stronę.

 Prawda że fajny ma jęzorek. I jak bada mim trawkę.


Mam nadzieje, że nikt się za bardzo nie krzywił i nie brzydził. W dotyku są gładkie i ciepłe jak się nagrzeją w słonku ale nie robią tego często, wolą zacienione lasy z próchniczą glebą. 
Mam nadzieję, szczerą i gorącą, że jeszcze nie raz spotkam padalca i oczywiście wam pokażę. Już się nie mogę doczekać wiosny.  
Jest ktoś gotowy na post o pająkach?
A może wolicie ważki?
Pozdrawiam. Idę nawijać mulinki na bobinki. Zamówiłam 300 bobinek i nawijam moje zapasy muliny. Porządek będzie ale już ponad tydzień nad tym siedzę, a końca nie widać.

38 komentarzy:

  1. Po pierwsze: bardzo się cieszę, że Ci lepiej...trzymam kciuki żeby to faktycznie była tylko niedoczynność i dało się wszystko wyprostować :) Po drugie: bardzo mi przykro że Wasza Sura odeszła...z pewnością będzie nas Wami czuwać z psiego nieba. Po trzecie: padalce to fajne zwierzątka...nie mam nic przeciwko nim. Nawet udało mi się spotkać takowego...leżał sobie na środku drogi i grzał się w słonku...ale ja nie krzyczałam, tylko popatrzyłam sobie i poszłam dalej :) Bardzo lubie czytać Twoje posty i oglądać piękne zdjęcia...każdy temat jaki nam zaserwujesz będzie dobry :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że padalce uważasz za fajne i że lubisz moje posty. Postaram się nie zawieść tego zaufania. Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Nie mam nic przeciw padalcom i krzywdy bym z pewnością nie zrobiła. Miałam jednak niezbyt miłe z nim spotkanie. Będąc na studiach trzeba było zaliczyć tzw. Studenckie prace robotnicze. Ja z koleżankami pracowałam w lesie. Wycinałyśmy jakieś krzaki. Było gorąco. Zmęczone i spocone usiadłyśmy na trawie. Nagle poczułam na plecach jakiś dziwny dotyk. Obróciłam się i narobiłam krzyku. Przybiegł leśniczy i wypatrzył to, co do mnie się przytuliło. To był właśnie padalec i to dość duży. Miłe to nie było i mam do teraz uraz do wszelkich gadów bez nóg. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No takie pierwsze spotkanie to musiało wywołać mieszane uczucia. Fajne musiały być te praktyki.

      Usuń
  3. Bardzo lubie gady, pod warunkiem, ze sa niejadowite, bo tych troche sie boje. Sa bardzo mile w dotyku, cudownie gietkie. Zmije latwo rozpoznac, a co nie ma zygzaka, to albo zaskroniec, albo padalec.
    Pajaki moge ogladac na zdjeciach, gorzej jesli wlaza mi do chalupy. Dawaj co masz, fajnie sie oglada, choc czasem zielenieje z zazdrosci, ze to nie ja spotykam na swojej drodze takich modeli. :)
    Ty masz nas, my mamy Ciebie, wszyscy sie wzajemnie potrzebujemy. Dajemy innym lub bierzemy, kiedy tego potrzebujemy i to jest fantastyczne. Blogowisko to potega!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękna opowieść i przepiękne zdjęcia! Myślę,ze takich głupich bab sporo chodzi po swiecie ,na ogół są niereformowalne i żal tylko ofiar ich głupoty bezdennej.
      Gady są przepiękne ale wolę z daleka.Kiedy po raz pierwszy zobaczył je mój syn w ZOO wrocławskim to oszalał na ich punkcie ,nie mógł zrozumieć,że nie moze pogłaskać
      ani przytulić. O pająkach może niekoniecznie,do dzis noszę małą bliznę po takim jednym.

      Usuń
    2. Pantero, są żmije i umaszczeniu całkiem czarnym. Ja pająki szanuję i toleruję nawet pod własnym łóżkiem. Ale tylko dla tego, że wiem iż u nas nie ma czarnych wdów czy innych jadowitych gatunków. Masz rację blogowisko rządzi.

      Usuń
    3. Kociafraniu - jeśli syn ma takie zamiłowanie to tylko się cieszyć. Ja chciałam węża ale mąż się zdecydowanie nie zgodził. Nawet na maleńkiego zbożowego.

      Usuń
  4. Z pyszczkiem prześlicznym, nie mówiąc o jęzorku, to trochę przesadziłaś, hrehrehre! W moim ogrodzie żyją sobie zaskrońce. Jeden (a może więcej?) niezwykle okazały - gruby jak przedramię dorosłego człowieka, na długość też i owszem. Trochę się boję, że psy je skrzywdzą, ale jakoś do tej pory to się nie zdarzyło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam zaraz przesadziłaś... o gustach się ponoć nie dyskutuje, a moje są, no nieco dziwne czasem. Jak masz zaskrońce to masz mniej gryzoni. Ja myślę że psy im nic nie zrobia, one mają na drapieżniki swoje sposoby.

      Usuń
  5. No cóż, to co spotkam na swojej drodze nie zabijam, chyba że to komar. Ale nie lubię tych wszelkich obślizgłych, długich i wijących się gadów. U nas na działce dużo jest zaskrońców, wiem że nie są groźne, ale nich się trzymają ode mnie z daleka :) A jeśli chodzi o Twoją propozycję, wybieram ważki, bo pająków się boję, nawet tych na zdjęciu.
    Dobrze, że już wiesz co Ci dolega, to jest bardzo ważne aby wiedzieć jakiego masz przeciwnika. Teraz to już będzie tylko lepiej, zobaczysz :)
    Pozdrawiam cieplutko, Dorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ja też masowo zabijam komary ale one nam się odwdzięczają ogromną śmiertelnością wśród ludności. Zatem przyjmuje do wiadomości że jest zapotrzebowanie na ważki. Ale pająki też w końcu będą miały swój dzień. Pozdrawiam.

      Usuń
  6. Śliczne zdjęcia padalca :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Na Twoich zdjęciach wygląda bardzo groźnie:) Sliczne te zdjęcia!
    Bardzo mi Ciebie żal, że straciłaś Szurę. Niestety nasze ukochane stworzonka, jak dla nas,zbyt krótko żyją. Najważniejsze aby nie cierpiały! Trzymaj się,pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za mądre słowa, masz racje - oby tylko nie cierpiały.

      Usuń
  8. Nie będę się brzydzić, ale dreszcz mi autentyczny przeszedł. Mimo, że mam gada- stepowca w domu od 24 lat, do do wężowatych nie mogę się przekonać, a widziałam (jak ktoś nie chce, to widzi wszystko) niezłe polskie okazy.
    Jednak dwa lata temu dotknęłam pierwszy raz w życiu pytona (potraktowałam to jako behawiroę). Rzeczywiście ciepłe delikatne ciało i nic oślizłego.
    Odnośnie pająków,to uwielbiam, (za inteligencję) ważki po prostu są piękne.
    Nigdy jednak niczego nie unieszkodliwiam, chyba, że jestem w sytuacji zagrożenia życia. Niestety reaguję wstrząsem na jady. Pełzające to pryszcz, błonkoskrzydłe to znacznie gorsze zagrożenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do błonkoskrzydłych to nic we mnie takiego przerażenia nie wywołuje jak szerszeń. Idzie oszaleć. Pytony sa super - jeden mnie kiedyś ugryzł - moja wina była ale nie wspominam tego jakoś przykro.

      Usuń
  9. Zapomniałam. Czy słyszałaś o terapii kamieniami (chodzi o kryształy). Jeśli chcesz mogę coś podpowiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różne terapie są to i pewnie o kamieniach słyszałam ale nie wiem co się z tym je. Chętnie czegoś sie dowiem, jestem bardzo otwarta na moce natury.

      Usuń
  10. Bardzo piękne okazy, poza tym po raz kolejny - MASZ TALENT! Jeszcze trochę i zakocham się w Twoich zdjęciach :) Młodzik bardzo atrakcyjny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie krępuj się - zakochuj, miłość to ożywcze uczucie. Będzie mi miło i zaszczycona też będę. Młodzik to mam nadzieje że szczęśliwie dorósł i go kiedyś jeszcze spotkam.

      Usuń
  11. O tak padalce nie mają łatwego życia - kiedyś kilka spotkałam ;)
    A kiedyś jak byłam na polskich kamiennych kręgach to spotkałam
    prawdziwą żmiję zygzakowatą była tak wielka jak prawdziwy wąż
    mam nawet gdzieś foty a wiesz co ja chciałam zrobić złapać ją haha
    bo nie wiedziałam , że jest jadowita jako jedyna w polsce :O
    Drugi raz kilka lat temu na grzybach żmiję spotkałam i mimo strachu nic bym Jej
    nie zrobiła tylko uciekła w te pędy dobrze mieć kalosze albo długi kij i tylko
    takiego gada wystraszyć a nie od razu zabijać - ludzie to serca nie mają !!! uściski ;)
    Aha ja wolę post o pająkach !!! ;))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, z tą żmiją to miałaś szczęście, kiedyś w ostatniej chwili zatrzymałam moją przyjaciółkę jak chciała zygzaka złapać. Nie mam do żmij ostatnio szczęścia a bardzo bym chciała jakieś zdjęcia porobić.

      Usuń
  12. No mega sympatyczny pyszczek :3 słodziak :3 :P i życzę sobie post o pająkach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. To już drugi postulat o pająkach:) Aż mnie to dziwi.

      Usuń
  13. Wspaniały. Ja jakoś nie mam szczęścia do węży:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to przecież jest jaszczurka:) Pozdrawiam.

      Usuń
  14. No nie wiem czy ten śliski gość jest taki słodki.......ale zdjęcia doceniam !
    Cieszę się że kociczka Balbinka znalazła rodzinę i ma swój domek :)))
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to masz rację, nie lizałam więc czy słodkie to nie wiem ale rozkoszny na pewno.

      Usuń
  15. Pięknie sfotografowany młodzieniaszek! Dawno nie widziałam go w naturze, za to zaskrońce owszem, a najgorsze, że jesienią wypełzają na ciepły asfalt.Mieszkam tuż nad niewielkim jeziorkiem, więc jest ich tu trochę. Pozdrawiam i zdrówka życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, masowo giną na drogach, szkoda bo to pożyteczne stwory są. Dziękuję i również pozdrawiam.

      Usuń
  16. tak, pisanie na blogu może być czasem dobra terapią!
    niedoczynność tarczycy, ospałość, skąd ja to znam,,, ale odpowiednio dobrane leki pomagają :) tylko trzeba je brać codziennie...
    węży w każdej postaci niestety się boję, ale zdjęcia śliczne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leki mam dobrane, czy dobrze to się dopiero okaże, czuję się w każdym razie nieco lepiej - może nie akurat w tym tygodniu bo i Sura odeszła i mnie zatoki złapały znów ale ogólnie to o niebo lepiej niż jeszcze miesiąc temu. Cieszę się, że pomimo niechęci do pełzających to podobają się foty. Ściskam.

      Usuń
  17. Tak sobie myślę, że jak tylko odsuniemy na bok wszystkie nasze wyobrażenie o zwierzakach to okazuje się, że one są piękne w swoim stylu i nie chcą nam zrobić krzywdy, chyba, ze ze strachu lub głodu. Ale to już inna sprawa.

    I słowa z pięknej książki o zwierzętach, na zrozumienie; dlaczego zwierzęta żyją krócej niż ludzie? Ponieważ one dużo szybciej uczą się jak kochać i rozumieją to uczucie. Mogą odchodzić w spełnieniu.

    OdpowiedzUsuń
  18. Zdjęcia są jak zwykle przepiękne, ale jednak nie wzbudzą mojej sympatii :)
    Ściskam Cię mocno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, że jednak nie przepadasz za gadzinami żadnymi. Pozdrawiam.

      Usuń
  19. Zdjęcia przepiękne, masz oko i talent :)

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.