Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

sobota, 4 lipca 2015

Niska szkodliwośc czynu

Nie robię nic... 
Ot praca i dom i nazad. 
Praca - spoko, aerobik i gimnastyka w całkiem miłej atmosferze. Chociaż się potwierdza powiedzenie, że człowiekowi się nigdy nie dogodzi... taka już nasza natura. 
Ale tak poza pracą to lenistwo straszne. Gotować się nie chcę, na szczęście pralka pierze sama. 
Przyszło lato - kiedyś w końcu musiało - upał rozleniwia. Koty się grzeją i wietrzą na zmianę. Osiatkowane okna to jest to.
Mąż maluje pokój, na raty i dobrze, bo nie ma stresu i nerwów. A ja nie robię nic. Czytam, na potęgę, książka za książką i nie mogę przestać. Dawno już nie czerpałam takiej organicznej przyjemności z czytania. I dla tego nie robię nic. 
Czy to źle?

Myślę... to też praca. Myślę o tym jakimi zwyrodnialcami stają się ludzie. Ile okrucieństwa się mnoży wokół nas. Jeden psa żywcem zakopuje, inny się miesiącami nad psem pastwi, jeszcze inni wywalają w pudełkach kociaki i tak bez końca. Ja się potem, jak już naoglądam i naczytam o tych zwierzakach to nawet specjalnie nie dziwię jak słyszę o dzieciach w beczkach czy kablem bitych. 
Bo bez duszy i bez serca to chyba trzeba się urodzić i wtedy wszystko jedno czy to pies, kot czy dziecko. 
 

Pamiętam jak na studiach przy dziekanacie zootechniki wisiała tablica ze zdjęciami skatowanych psów. Jedno mnie szczególnie poruszyło - pies ze zdartą skurzą z całego boku. A nad tym koszmarem kolorowy napis "niska szkodliwość czynu".
No i chyba nadal funkcjonuje to w naszym prawodawstwie. To bardzo smutne, że za defraudacje paru złotych idzie się siedzieć na ciężkie lata, a za zatłuczenie psa na śmierć zawiasy i kara pieniężna.
No ale może ja się nie znam, może jest odwrotnie. Może państwo przymyka oko na małe przekręciki finansowe, a z całą swoją surowością karze każdego kto podniesie rękę na zwierzę....

 
Nie chcę żyć w świecie gdzie dobrzy ludzie są traktowani po macoszemu, z krzywym uśmieszkiem, nieco pobłażliwie jak dziwne dzieci, które sobie znalazły zabawę. 
Bo kiedy przekazuję niewielką kwotę na rzecz kotów to w najbliższym otoczeniu zdarza mi się widzieć spojrzenie mówiące, że oszalałam. Przecież mogłabym za to kupić coś sobie, do domu albo jak już tak bardzo chcę te koty kochać to dla swoich futer. Ale moje koty, których ilość w domu też się spotyka z krytyką, mają się doskonale, są okrąglutkie i najedzone, zdrowe, a nawet dostają wspomaganie immunologi i psychiki. Może poza pełną swobodą to sądzę że nic im nie brakuje. 

 
A ja się czuję zobowiązana tłumaczyć czemu przekazałam 50 czy 100 złotych na kociaki. I jeszcze zapewniać, że dałam osobie godnej zaufania, że nie przepije tych pieniędzy. A w oczach widzę kpinę i żal za tymi  "zmarnowanymi" pieniędzmi. Ale do jasnej cholery - to moje pieniądze. Sama osobiście je zarobiłam. I co, bolą cię że dałam je na koty? OK, dam i tobie jak tak potrzebujesz, mimo, że masz więcej ode mnie. Bo co, bo 50 zł dane na karmę dla dzikich kotów to zmarnowany pieniądz, bo nie zamienił się w nową bluzkę... 
Dusiłaby mnie gdym podjęła decyzję: bluzka vs karma dla bezdomniaków. 

 
Mam cudownego męża, wspiera mnie w każdej decyzji, a jak się z czymś nie do końca zgadza to rozmawiamy i szukamy konsensusu, stoi za mną murem. Nie wiem co na prawdę myśli, ale mnie wspiera, nawet jak czasem niektóre moje decyzje go uwierają. Dziękuję każdego dnia za to że dane było mi go poznać, bo pozwala być mi sobą. Nareszcie, przy nim mogę być w stu procentach prawdziwa i wolna. Nie naśmiewa się ze mnie że jestem "kocią mamą", "wariatką od kotów" czy inne określenia. 
Największy zgrzyt miał wsród znajomych jak wzięliśmy Antusia. To nie była moja decyzja - moja chęć - ale nie moja decyzja. On zdecydował że weźmiemy czarnucha i spełnił moje życzenie niewypowiedziane na głos. Wiem czego się potem od znajomych nasłuchał. 
Ale on je wszystkie kocha niemal tak jak ja. 
Osoby które nie mają pasji, z mniej rozwiniętą emocjonalnością nie są w stanie tego zrozumieć jak daltonista niektórych kolorów, kwestia psychiki. Niestety im jest łatwiej. 
Nie płaczą nad zdjęciem chorych kociaków, psiakami w schronisku...
 
Ostatnio zmarł szczurek moich przyjaciółek, ich ukochany Frodzik. Miał pięć miesięcy i padła immunologia. To nie była lekka śmierć, zwierzątko cierpiało. A winny jest hodowca który pozwala by jego nastoletnia córka dobierała rodziców bo ona miała w szkole genetykę i dobiera je pod kątem futerka. Że co? Gówniara bawi się w Boga bo jej o groszkach Mendla opowiedzieli na biologii? Kosztem zdrowia całej rzeszy istnień. Bo braciszek ma ładne plamki i siostrzyczka też to je skrzyżujmy, małe będą schodzić na pniu. 
Jestem pewna, że tam świeżej krwi nie było od pokoleń i stąd szczur z układem odpornościowym niewydolnym w wieku czterech miesięcy - ostatni to była walka o życie.
A "hodowca" dumnie ogłasza się w internetach. Ile łez popłynęło bo jego córka "zna się na genetyce", ile zwierząt cierpiało i będzie cierpieć jak Frodzio bo "córka dobiera po futerku". Skandal i koszmar.
A wszystko się rozchodzi o pieniądze. 

 
Chciwość, krótkowzroczność nas zgubią, już gubią, ale powoli. Byłoby najlepiej dla tego świata jakby ludzie z niego zniknęli. 
Wylało się ze mnie morze goryczy. Wzbierało już od dawna ale w końcu musiałam i szczerze to mam gdzieś kto to przeczyta i czy mu się spodobają moje poglądy, wiem, że są tu ludzie, których serce bije w tym samym co moje rytmie, i ci którzy będą się w czoło pukać. 
 
 

34 komentarze:

  1. A ja popieram cię z całego serca - masz całkowitą rację i dobrze, że napisałaś tego posta. Powinien to być list otwarty do tych palantów, którym tłumaczysz... a właściwie po co się tłumaczyć? Następnym razem krótko powiedz: "ze swoich daję!" i niech spadają. A męża gratuluję. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie to nie wiem czemu się tłumaczę, może jak widzę to spojrzenie to mam taki odruch... Ale z większością tego typu znajomych już się rozwiodłam więc już nie muszę się za często tłumaczyć.
      Męża to ja sama sobie gratuluję:)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  2. A niech się pukają, najlepiej młotkiem. Róbmy swoje. Podpisuję się pod każdym Twoim słowem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też Ciebie popieram-każdy ma swoje priorytety w życiu jeden przepija czy przepala kupę kasy i nikt mu nie wytyka a,że ktoś chce pomagać zwierzętom to zazwyczaj dziwak-znam to:)Ja niestety kasy nie mam ale ostatnio zgłosiłam na straż miejska takie miejsce gdzie dokarmiają koty by gmina je wysterylizowała bo co sezon jest ich więcej a tak niech sobie będą tyle by nie zwiększać tej bezdomności:)choć las to nie dobre miejsce dla kotów......pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, czuję się dziwakiem i taki powinien być tytuł mojego posta chyba... ale wolę być dziwakiem z czułym sercem. Chyba, bo to boli. Pozdrawiam gorąco i dziękuję za te dobre słowa.

      Usuń
  4. Temu okrucienstwu w duzej mierze winien jest kosciol wbijajacy tym matolom do pustych lbow, ze zwierzeta nie maja duszy. Bo tylko czlowiek, a najlepiej katolik, to brzmi dumnie.
    A mozna inaczej, tak jak w Niemczech na przyklad, gdzie bezdomnosc jest praktycznie calkiem wyeliminowana, a odpowiedzialnosc za zwierzeta domowe stoi na bardzo wysokim poziomie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj widzę, że nadal pałasz wręcz awersją do kościoła itd, na fb bardzo dało się to zauważyć, ale żeby nie było to ja też mam o nich podobne zdanie i zgadzam się. Czytam teraz powoli historię "udomowienia" kota i rys historyczny wyraźnie pokazuje jaki wpływ miało chrześcijaństwo na populację tych stworzeń. A co do tej nieistniejącej bezdomności w lepszym świecie to chyba tylko w niektórych landach Niemieckich.

      Usuń
  5. Tak jest - moje pieniądze, ja nimi dysponuję. Mój mąż wygrał w losowaniu krzyżówek kwotę, za którą mogłabym kupić nie jedną bluzkę, poszłam do weta zapłacić za leczenie bardzo ciężko chorych kotów przyjaciółki, bo wiem że Ona nie przyjęłaby tych pieniędzy. Chociaż tak mogłam pomóc.
    Pozdrawiam Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocham Cię za ten krok... I za te słowa. Całuję.

      Usuń
    2. Oj to jest paskudna historia choroby jej kotów - nie z jej winy /dwa odeszły za TM/.
      To chyba cud, że ja tego "świństwa" nie przyniosłam do domu, że padał deszcz i wytarłam buty w mokrą trawę idąc. Na 100% moja kotka miałaby to samo, a może by jej już nie było? Ona nie miała tyle szczęścia, jechała samochodem. Byłyśmy wówczas razem w jednym miejscu, gdzie szalała kocia "zaraza" - nikt nam o tym nie powiedział. Oddałabym wszystko, aby jej pomóc.
      Bardzo dziękuję za miłe słowa - TY zrobiłabyś tak samo, jestem tego pewna.
      Całuski Ania

      Usuń
    3. Ojej, to straszna historia. A coś więcej wiadomo na temat tego co to za zaraza? Jakie miały objawy - wystraszyłam się.

      Usuń
    4. FELINE PANLEUKOPEMIA - znajdziesz u "wujka Gugla" - cholerstwo!!!
      Ania

      Usuń
  6. Luno moja kochana - proszę NIE ZMIENIAJ SIĘ! Za to Cię szanuję i kocham jak siostrę, duszyczko moja pokrewna, bo choć mi do trzymania kotków w domu daleko, sercem jestem przy każdym stworzeniu "Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych..."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Elu... no tak się wzruszyłam... tyle dobra, tyle ciepła bije od Ciebie i cieszę się, że mogłam się w tym świetle miłości pogrzać. Pisałam Ci już, że masz ogromne serce i wiem, że zmieszczą się w nim wszystkie potrzebujące istoty. Wielkie buziole.

      Usuń
  7. Ja już nawet nie mówię znajomym, że przekazałam na koty, że kupiłam puszeczki dla kociarni....bo wiem, że oni nie rozumieją. Raz coś rozmawiałam z koleżanką i coś w kontekście mówiłam o przelewie dla kociej fundacji. A koleżanka, mocno oburzona, że jak można wspierać koty, kiedy tyle chorych dzieci.... Wnerwiłam się, bo moim zdaniem każdy wydaje swoje pieniądze na co chce. Jeden puści z dymem kilka stówek, drugi nakupi sobie ciuchów, a ja dam na koty. Moja sprawa. Ale się wtedy wkurzyłam i wiedząc, że koleżanka jest mocno wierząca, powiedziałam " a Ty czemu dałaś księdzu na tace w niedziele, zamiast na chore dzieci?". Było mi głupio, że użyłam tego argumentu, bo staram się na te tematy nie wchodzić, ale zostałam sprowokowana. Argument podziałał, koleżanka nic nie powiedziała i od tej pory mam spokój ;) Na szczęście jest dużo ludzi pomagających zwierzętom...tylko trzeba się obracać w odpowiednim środowisku, żeby ich poznać i dostrzec ;) Dzięki nim świat jest odrobinę lepszy.... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym się jej spytała a komu ona ostatnio pomogła, jakiemuś dziecku może? Nie powinno być Ci głupio, bo jej nie było. A ludzie często nam wypominają że coś robimy zamiast coś innego a sami nie robią nic. Jesteś wielka i te wszystkie kocie i psie duszyczki czekają by wstawić się za tobą kiedy przyjdzie czas.

      Usuń
  8. Popieram Cię z całego serca !! Wiem jak takim dziwakom (bo ja też taka jestem) jest ciężko w środowisku bezdusznych ludzi. Wspieram finansowo różne fundacje ratujące zwierzątka i nikomu się nie tłumaczę na co wydaję swoje ciężko zarobione pieniądze. Ale też i o tym nie mówię wśród znajomych. Po prostu nikomu nic do mojej kasy i już ! Gdy odbierałam moją suńkę ze schroniska napatrzyłam się na biedne zwierzaki pozamykane w klatkach.....i jeszcze do dzisiaj nie mogę dojść do siebie ! Tam przynajmniej nie są głodne ! W schronisku poznałam wielu młodych wolontariuszy, którzy przychodzą opiekować się zwierzakami i robią to z dobrego serca...myślę że jest nadzieja......
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcia powyżej są z nieistniejącego już schroniska we Wrocławiu. Teraz jest nowe i z pewnego źródła wiem, że warunki tam są dobre. Ech, już mi się nie chce nawet tłumaczyć ludziom czemu coś robię, ale czasem łudzę się, że im się też oczy i serca otworzą...

      Usuń
  9. Luno, jestem całym serce z Tobą, wiesz przecież, no i wiesz... ja sama mam na FB wiele organizacji, schronisk, osób działających na rzecz zwierząt i czasem gdy oglądnę to wszystko to tak mnie to załamuje, że żyć mi się nie chce. Trzeba jednak się chronić, bo ciężko udźwignąć tę ilość strasznych rzeczy. To tak ku rozwadze. Robię te swoje małe kroczki, a całego świata nie zbawię - dlatego usuwam, nie oglądam, kasuję. Nie mam siły na to wszystko. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, Ty nawet nie wiesz ile Ty masz w sobie siły. Mam podobne, przerasta mnie to i moja bezsilność wobec ogromu bezduszności czasem mnie załamuje do tego stopnia że nie mam mocy robić nic poza płakaniem. Wiem, że do końca życia będę miała znajdy, chociaż marzy mi się maine coon czy norweg.... a może będę miała taką wymarzoną znajdę (odrobina ludzkiej próżności), bo jak widzę i takie koty znajduje się na ulicy...

      Usuń
  10. cieszę się za słowa napisane przez Ciebie... też mam zamiar napisać podobnego posta... może bardziej dosadnego...
    ciężko jest żyć w świecie gdzie normalny człowiek ( widzący krzywdę zwierząt ) zaliczany jest do patologii... a patologia do normalności...
    czasami mam wszystkiego dość...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, dokładnie tak. Też mam dość, a potem przychodzi do mnie Ciapuś, Keirunia albo Antuś i się ocierają, mruczą i wiem, że warto było, że trzeba trwać dalej bo jeszcze całe może kociego nieszczęścia czeka na dom.

      Usuń
  11. Luno , dobra duszko , coraz wiecej nas i róbmy swoje bez oglądania się Dobry przyklad powoli, ale jednak daje pożądane skutki Pozdrawiam ☺

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie rozumiem ludzi (choć ludźmi to chyba nie należałoby ich nazywać), którzy katują, znęcają się nad zwierzętami! Po co brali psa, kota, czy inne stworzenie skoro im przeszkadza, którego im nie chce się karmić, którego biją za szczekanie czy miałczenie! Nie rozumiem...w takich momentach sama mam ochotę takiego potwora uwiązać na łańcuchu i tłuc aż do krwi :(
    Mam nieodparte wrażenie, że niektórzy homo sapiens są bardziej bezmózdzy niż niejedna meduza :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kochana, nie obrażaj mi tu meduz, to bardzo pożyteczne stworzenia. Ale prawda taka, że jest w nas potrzeba dominacji i jak nie mamy władzy nad swoim życiem to wyżywamy się na słabszych. W sumie podobnie zachowują się niektóre klany szympansów dla tego ich nie lubię - za bardzo przypominają człowieka. A co najbardziej mnie zdumiewa - im więcej białka zwierzęcego w diecie, tym większa inteligencja bynajmniej nie emocjonalna oraz tym wyższa agresja. Bo żeby to białko zdobyć to trzeba zabić inną istotę żywą która w odróżnieniu od sałaty okazuje strach emocje i ból.

      Usuń
  13. Smutny post, ale niestety prawdziwy. Ludzie czują się panami i władcami naszej planety, bo niby mamy inteligencję? Kurcze, gdzie tu inteligencja?! To bezmózgowie!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteśmy słabi i nędzni. Jestem niestabilnie wierząca niewierząca z naciskiem na NIE ale na prawdę marzę o tym by kiedyś nadszedł ten czas kiedy nasi mali bracia będą mieli głos w sprawie naszego "życia wiecznego". Zdziwią się niektórzy że pieski, kotki i inne będą kochać Hitlera bo on podobno dla zwierzą był dobry...

      Usuń
  14. Taka jest prawda o nas ludzie są okropni. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Masz całkowitą rację i bardzo boli, że są tacy, trudno ich nawet tak nazwać, ludzie, którzy pastwią się nad zwierzętami. Inni natomiast pomagają im jak tylko mogą i potrafią. Ja widzę "światełko w tunelu", bo wokół mnie i na blogach jest coraz więcej takich ludzi. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  16. Sama prawda zawarta w mądrych słowach. Moja babcia zawsze mi powtarzała, popatrz jak ludzie traktują zwierzęta - tak traktują ludzi. Do dzisiaj postrzegam tą uwagę jako święte słowa, bardzo często się potwierdzają, niestety. Popieram moją poprzedniczkę - na szczęście coraz więcej ludzi, którym los zwierzaków nie jest obojętny.

    OdpowiedzUsuń
  17. Bo największym potworem na ziemi jest człowiek. Tak było, jest i będzie. Tak sobie myślę, że to wstyd być człowiekiem. Kilka lat pracowałam z bezdomnymi zwierzętami i na własne oczy widział psy obdarte ze skóry, porąbane siekierą, koty z wypalonymi oczami... Choć minęło wiele lat do dziś śni mi się to po nocach. A co do pieniędzy, które przekazujesz na zwierzaki to ja bym miała tylko jedną odpowiedź: moje to mogę zrobić z nimi co chcę. Nawet confetti.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ile tu wrażliwych i wspaniałych Istot się ujawniło:) Chwała Ci Luna za Twój wpis, jestem z Tobą całym sercem :))

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.