Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

poniedziałek, 20 lipca 2015

Wszystko jest po coś - post pseudopsychologiczny

W mojej duszy i sercu chaos się ostatnio nieco rozgościł i muszę go jakoś pokonać, stad te dziwne posty. Wybaczcie. 
Kiedyś miałam żal. Do rodziców, za to że nie pozwolili mi iść do szkoły plastycznej, że wyperswadowali mi studia biologiczne na UW, że wyśmiali chęć zmiany kierunku z ogrodnictwa na psychologię. Do siebie, że się nie uparłam, nie stawiałam, że nie histeryzowałam, nie uciekałam z domu i nie buntowałam się jak na nastolatkę z temperamentem przystało, tylko grzecznie zginałam kark niczym psiak ze schroniska.
Ten żal jeszcze się we mnie tli, ale gaszę go pracując nad sobą. Bo gdybym poszła do plastyka to być może nie spotkałabym mojego męża i nie wzięła pierwszego kota, nie zaczęła prowadzić bloga.
Jakbym poszła na biologię to być może zostałabym na doktoracie i skupiła się na ptakach i nie wzięła pierwszego kota i nie zaczęła prowadzić bloga. Męża może bym poznała.
Gdybym przeszła na psychologię to może i kota bym wzięła ale bloga nie prowadziłabym, a męża pewnie też bym nie poznała.
Czemu tak... nie chce się rozpisywać nad prawdopodobieństwem zdarzeń, to krótki wynik moich wielomiesięcznych przemyśleń i analiz z których ważne jest to że:
Poszłam na ogrodnictwo po którym lipnie z pracą, szukając miłości i zrozumienia wpadłam w chory związek z pijakiem ale to on wzbudził we mnie miłość do kotów. Z miłości do kotów poszłam do pracy z sklepie zoologicznym gdzie poznałam innego miłośnika kotów z motorem. A dzięki jego znajomym motocyklistom poznałam obecną jedyną i prawdziwą miłość mojego życia - Męża "szparaga" (chudy i wysoki).

Gdyby ten pierwszy nie pił i nie był doopkiem to nie doceniłabym normalności Szparaga. Normalności, za którą kryje się wielkie i gorące serce, wrażliwa dusza i bystry umysł.
To on rozumie mnie najlepiej, wie ile znaczą dla mnie koty, nikt nie wie tego tak jak on. Dla innych jestem wariatką od kotów, ale wariatek jest wiele, a dla mnie koty są całym życiem. To dzięki niemu i dzięki blogowi zrozumiałam, że kotom chcę poświęcić życie i wszystko co robię robię z myślą o tym.

I tu jest punkt zwrotny.
Gdybym nie poszła na durne ogrodnictwo po którym nie miałam pracy i nie poznałabym swojego męża to nie poznałabym szwagierki. A to bardzo istotna postać.
Szwagierka i ja byłyśmy na początku znajomości średnio do siebie ustosunkowane. Ale połączyły nas niteczki. Jak odkryłyśmy, że obie lubimy haft i dzierganie to już popłynęło. I właśnie ona - szwagierka Justyna zainspirowała mnie swym czynem do założenia bloga (założyła go pierwsza).

I co ma mój blog wspólnego z tym wszystkim?
Bo dopiero w tym roku, skrystalizowała mi się miłość do kotów w jakiś taki namacalny twór. To dzięki blogowi poznałam ludzi którzy pomagają kotom, prowadzą domy tymczasowe, piszą o nich i to dzięki nim otworzyły mi się oczy.
Wszystko jest po coś. Moja dotychczasowa droga życia, nieudana jak mi się wydawało, była taka bym mogła zrozumieć, że odnajdę szczęście niosąc pomoc kotom. Na razie moja pomoc raczkuje ale wiem jaki mam w życiu cel nadrzędny. I wiecie co? To ułatwia wszystko.
Mam pracę która mnie nie cieszy - nieważne, nie jest moim życiem, zmienię na inną, nie jestem prezesem banku, takiej pracy gdzie dostanę tyle co tu jest pełno, tylko trzeba się schylić. A zarobię i będę mogła kapnąć coś na koty.
Znajomi mnie zdradzili - nieważne, jest tylu dobrych wartościowych ludzi, nie będę się przejmować tymi nie zasługującymi na moją przyjaźń.  Z radością otworzę serce dla tych którzy tego chcą i zrobią to samo dla mnie. 
Rodzina mnie nie rozumie - trudno, jej nie wybieram ale mogę się od niej uwolnić mentalnie, nic od niej nie potrzebuję i nie pozwolę by się wtrącała w moje życie kiedy prowadzę je po swojemu. 
Chcę czynić dobro, a jeśli ktoś ma z tym problem... to jego problem. 
Zatem nie jestem malarzem, grafikiem czy plastykiem, ale maluję koty kiedy mam na to ochotę i robię to z potrzeby serca. 
Nie jestem biologiem ale podziwiam, zgłębiam i szerzę miłość do natury.
Nie jestem psychologiem i nie siedzę w dizajnerskim gabinecie rozkminiając czyjeś problemy za 100 zł na godzinę, rozkminiam swoje problemy za darmo i każdy mały krok mnie cieszy. 
Jestem ogrodnikiem bez sprzętu i bez większej wiary w możliwości rozwoju w tym kierunku z wspaniałym Aniołem u boku i trzema kociakami. Oraz w miarę jasnym obrazem szczęścia w życiu. Bo nie pogoń za sukcesem, pięknem, pieniądzem mi je zagwarantuje lecz dobro, które mam w sercu i chcę nim obdarować małe stworzenia których los nie jest mi obojętny. 
Czuję, że moje życie ma prawdziwy sens. Bo nie jest dla mnie ważne co powiedzą inni, jak to wygląda czy, że jest mało ambitne, że stać mnie na więcej... W mojej duszy jest taka droga, która omija ambitne plany, szczeble kariery i doskonały wizerunek. Omija oczekiwania świata i zasady rządzące współczesnym społeczeństwem. 
I tą dróżką właśnie ja idę. Idę z dumnie podniesioną głową i uśmiechem na twarzy wbrew krzywym spojrzeniom. A obok idzie i trzyma mnie za rękę mój Mąż. 

50 komentarzy:

  1. I to jest piękne ,że masz takiego Męża , który Ciebier rozumie.
    To jest najwazniejsze mieć obok siebie kogoś , kto rozumie, wesprze...
    Reszta się nie liczy.
    Życzę szczęścia Wam obojgu :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję, napisanie tego posta było dla mnie trudne i łatwe jednocześnie, bałam się ale i odczułam ogromną ulgę. Jakbym długo wstrzymywała oddech.

      Usuń
  2. Jejku, i ja tę anielską duszyczkę znam i mam ją obok siebie, i jest, pamięta, upomina się o spotkanie = Luna proszę kolejny raz - zostań sobą, bo masz w sobie te moc.....
    Olej tych niewiernych, poszukuj tych nowych, lepszych.
    PRZYTULASKI
    Ach może kiedyś poznam tego Twojego Szczypiorka.
    Komentarz odpisany - czekam na termin spotkania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i się zwruszyłam przestrasznie jak bab jakaś czy dzieciak. Normalnie oczy mi do kompletu spociły.

      Usuń
  3. Podziwiam męża, który w pełni Cię rozumie. Wszystko potoczyło się dobrze - jeśli jesteś szczęśliwa.
    Masz koty, kochającego męża ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama podziwiam Swojego męża - wytrzymać ze mną to nie łatwa sztuka, moi rodzice potwierdzą. Ale on mnie zrozumiał.
      życzę Ci kiedyś tego samego.

      Usuń
  4. Kochana cieszę się, że wkońcu doszłaś do tego, że jednak Twoje życie ma sens i że znalazłaś swoją drgoę:) Owszem między nami na początku nie było najlepiej, ale w każdej rodzinie różnie bywa, a ja się cieszę, że później zyskałam Siostre, której nigdy nie miałam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, też siostry nie miałam, a nagle zyskałam. Ale to właśnie przez to że nie od razu był lukier sprawiło, że mamy zdrowe podejście do siebie.

      Usuń
  5. Nie zbadane są wyroki opatrzności...ważne żeby być szczęśliwym, w świecie którym samemu się kreuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak trudno czasem zrozumieć co dla nas oznacza być szczęśliwym. Ja się ciesze, że zrozumiałam to mają 33 lata a nie później.

      Usuń
    2. Czyli jesteśmy równolatkami ;)

      Usuń
  6. Bardzo ładnie napisane. Dzięki. :) I kciuki trzymam, żebyś zawsze miała takie pozytywne podejście do życia i zarażała nim innych. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zarażam? Nawet mi do głowy nie przyszło... skutek widać uboczny, post powstał pod wpływem silnych emocji i dość spontanicznie. Ale cieszę się.

      Usuń
  7. Pięknie to wszystko napisałaś , choć czasami smutek przebija , najważniejsze że Twoje trudne wybory doprowadziły Ciebie do momentu w którym żyjesz jak chcesz , robisz co kochasz i jest Ci z tym dobrze.
    Będziesz szczęśliwa . , bo dobro które ofiarowałaś zawsze wraca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też wierzę,że ofiarowane dobro wraca, czasem trzeba na nie czekać ale wraca... A smutek jeszcze czasem się pojawia, ale już rzadziej,przeganiam go bo nic nie przynosi ze sobą.

      Usuń
  8. Luno, przecież wszystko przed Tobą! Nawet szkoła plastyczna, jeśli zechcesz i to Cię uszczęśliwi! Większość z nas pokończyła studia i inne szkoły niekoniecznie zgodne z chęcią i zdolnościami. I ja taka byłam. Buntowałam się, ale w końcu uległam. Tyle tylko, że nie poszłam na studia, których chciał dla mnie mój Tata, poszłam na całkiem inne - taki mały kompromis. Wykonuję zawód który lubię, chociaż nie do końca o to chodziło. Resztę realizuję w pasjach. Gdybanie nie ma większego sensu, jak sama piszesz, trzeba brać garściami co dają. Rzadko dzieje się tak, że życie układa się tak, jak to sobie wymarzyliśmy. Czasem trzeba weryfikować wybory, które też nie zawsze zależą od nas. Jesteś na najlepszej drodze do spełnienia, bo sobie to uświadomiłaś. I tego się trzymaj! I pomyśl o szkole plastycznej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mądrze piszesz, powoli dochodzę do właśnie takich wniosków. A do szkoły plastycznej nie chcę iść, bo jestem samoukiem i sprawia mi przyjemność spontaniczne tworzenie, mam ogromny problem z podporządkowaniem się i za nic ne chcę marnować czasu na tworzenie czegoś co mi nie odpowiada. A szkoła ma to do siebie, że nakazuje wiele rzeczy które nam nie leżą. Chciała plastyczną zamiast ogólniaka a teraz nie jest mi szkoła potrzebna do szczęścia. Teraz mam całe życie przed sobą.

      Usuń
  9. O Bosz... jak Ty pięknie to wszystko ujęłaś !!! Cóż... jak też chodzę trochę z głową w chmurach, a może nawet całkiem i powiem Ci, że takich jak Ty jest więcej, tylko o tym nie wiemy. Ja też byłam bardzo posłuszną córeczką swoich rodziców i też nie poszłam tam, gdzie chciałam tylko tam , gdzie oni chcieli bym poszła, ale ciągle marzę i próbuję realizować swoje marzenia i nawet mi to wychodzi. Dziękuję za tego posta - zaczytałam się . Pisz tak dalej ! Chciałabym wiedzieć jak to jest z tymi rodzinami tymczasowymi dla kotów. Schronisko w moim mieście prosiło, by zgłosili się chętni na tymczasem, bo mają za dużo kotów, ale co potem ? Pozdrawiam cieplutko :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Ulu, miło mi Cię poznać. Nie wiem o co dokładnie prosiło Twoje schronisko ale w sprawie domu tymczasowego najwięcej poczytasz u Gosianki z bloga "Za moimi drzwiami" Ona właśnie taki dom prowadzi. W skrócie chodzi o to, że bierzesz do domu kota bądź kilka jeśli masz warunki, opiekujesz się nimi i szukasz im domu stałego - tak właśnie robi Gosia i ma 100% skuteczność.
      Czasami schronisko opłaca karmienie i leczenie kota. U nas TOZ (towarzystwo opieki nas zwierzętami) umieszcza znajdy w domach tymczasowych i wiem że niektórym finansuje opiekę bo chodzi o miejsca gdzie kot ma spokój, socjalizuje się z człowiekiem i czeka na dom stały. A czasami jak u Gosi ona sama większość finansuje, bo koty ma z różnych źródeł, mój Antek znaleziony został na drodze... Zachęcam by do niej zajrzeć. Pozdrawiam.

      Usuń
  10. Masz w zyciu cel, jestes spelniona - to wielkie bogactwo, skarb, jaki rzadko jest udzialem tych, ktorzy z politowaniem przygladaja sie kociej wariatce. A to ich trzeba zalowac, ze gonia za pieniadzem, nie widzac po drodze tego, co w zyciu wazne.
    Idz wiec swoja droga, za glosem serca i nie ogladaj sie na innych. Masz ogromne wsparcie i milosc, a to wystarczy, by byc szczesliwym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację o ile mi trzeba było wylać leż i się nazłościć by to w końcu zrozumieć. Całusy dla Miećki, Bułki i Kiruni.

      Usuń
  11. Bardzo osobisty i dojrzały post. Daje do myślenia. W ciągłym zmaganiu z trudami dnia codziennego czasem zapominamy o co właściwie w tym wszystkim chodzi. A może nie chcemy wiedzieć, bo można przecież szukać przez całe życie i nie znaleźć.
    Ale... szukać trzeba, mimo wszystko.
    Ty znalazłaś i to jest piękne!
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za te słowa. Są mi o tyle bliskie, że na prawdę nie spodziewałam się takiego odbioru.

      Usuń
  12. Luno,masz to co w życiu najważniejsze! Dobrze się ułożyło, że wszystko było po coś...bo nie zawsze tak jest ! I wiesz co jeszcze jest ważne,że tak na to spojrzałaś i dostrzegłaś sens!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie dostrzeżenie tego sensy dało mi szczęście bo przecież kompletną stratą czasu i energii jest żałowanie przeszłości. Pozdrawiam.

      Usuń
  13. Lunka, Osiągnąć spokój ducha to bardzo ciężka sprawa i niekiedy potrzeba lat lat aby do niego dojść :)
    Uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz absolutną rację, są tacy co całe życie dążą i to świadomie do tego a nie czują się usatysfakcjonowani. Przede mną jeszcze kawał drogi ale za mną już też szmat. przyświeca mi cel i to jest niczym lina która mnie ciągnie naprzód.

      Usuń
  14. poczucie szczęścia i spełnienia, to najlepsze i to chyba do czego dążymy w życiu. Gratulacje! super, że udało Ci się odnaleźć tak wspaniałego męża ! :)

    pozdrawiam
    Humora

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja nie wiem czy to mnie się udało znaleźć tego wspaniałego mężczyznę czy to znajomi co nas wyswatali mi go znaleźli... Ale fakt - Szparag jest moim Aniołem.

      Usuń
  15. Pięknie napisane :-) Ja też doceniam wszystko co mnie spotkało i dobre i złe , bo wszystko jest po coś i nas kształtuje . Najważniejsze to umieć to dostrzec i docenić .
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się otworzyły oczy na prawdę bardzo niedawno, ale lepiej późno niż wcale. Pozdrawiam mrucząco.

      Usuń
  16. Czytając początek Twojego posta od razu przypomniałam sobie moje przeżycia. Też za bardzo słuchałam, szczególnie Mamy, która mi wybrała szkołę średnią, technikum ekonomiczne, a ja chciałam liceum plastyczne lub technikum chemiczne. Poszłam, zdałam maturę i na jakie studia mogłam iść, tylko ekonomię :(. Nie czuję się spełniona zawodowo i zawsze będę miała żal do Mamy i pretensje do siebie, że posłuchałam. Fantastycznie, że Ty teraz czujesz, że życie Twoje ma prawdziwy sens i masz wspaniałego partnera i kotki. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, znaczy że wiesz jaki ten żal potrafi być jadowicie toksyczny. Jest niczym diabeł co sączy złe słowa do ucha. Jak tylko idzie coś nie tak, zaraz podpowiada "to przez nich, bo jakbyś poszła tam a nie tu to byłoby lepiej". To takie niesprawiedliwe i niezdrowe...

      Usuń
    2. Może niekoniecznie byłoby lepiej, a może tak, ale to miał być nasz wybór i nie szukałoby się winy u innych, oprócz siebie. Rodzice powinni popierać zainteresowania swoich dzieci, chociażby się im nie podobało. Pozdrawiam.

      Usuń
    3. O właśnie, gdybym to ja wybrała swoją drogę i powinęła mi się noga to obwiniałabym głównie siebie a tak to negatywne emocje przenosiłam na rodziców, wystawili się na atak.

      Usuń
  17. Kochana Lunko Ty się nie zmieniaj idź swoją drogą inni Ci zazdroszczą !!!
    U mnie było to samo ale musimy czasami wybierać ja myślę , że czasami gdy na początku
    dokonuje się gorszego wyboru czy inni Ci go narzucą nie wychodzi nam to na złe bo wszystko zmienia
    tory hihi ja dziś wiem ,że moje bolączki i złe decyzje wychodzą mi tylko na dobre i dziś wiem ,
    że niczego nie żałuję nawet to że nie mam bogactwa czy prawa jazdy ja jestem ja nie podrabiam
    życia innych , żyję swoim wedle bicia serca czasami nie ukrywam cierpię ale mąż i kochająca
    rodzina wynagradza mi wszystko - dziś wiem jestem szczęśliwa i innych mam w nosie :P
    Nie mam rodzeństwa ale mam sprawdzonych przyjaciół nie ma ich wielu ale są !!! A Ciebie od
    samego początku bardzo lubiłam i wcale się tu nie podlizuje po prostu czuję bratnią duszę . Tyle
    kończę i buziole zasyłam :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Nie podrabiam życia innych" - Wspaniałe określenie. Podoba mi się co napisałaś. Też nie mam rodzeństwa ale garstkę przyjaciół którzy się sprawdzili.

      Usuń
  18. A u mnie było zupełnie odwrotnie - nie posłuchałam rad mamy, a dobrze mi mówiła, ale ja zawsze byłam uparta i stawiałam na swoim - dziś tego bardzo żałuję.
    Właśnie, gdyby nie koty nie miałabym wspaniałej przyjaciółki - 21 lat młodszej od której mam swoją Bezę, nie znałabym Ciebie, Pantery, Gosianki. Właśnie koty, które kocham nad wszystko dały mi przyjaciół.
    Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie - Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo w kotach jest jakaś magiczna moc, łączą ludzi oddanych sprawie. Tak na prawdę to nigdy nie możemy mieć pewności czy nasz wybór był właściwy i czy kiedyś go nie będziemy żałować.

      Usuń
  19. Cóż Ci mam napisać, wszystko zrozumiałaś:) Gdyby nie "kłody" pod nogami nie docenilibysmy tego co los nam dał. Też myślę że wszystko co dzieje sie w naszym zyciu ma sens, chociaz początkowo tego nie rozumiemy i nie doceniamy.
    Na kursy rysunku czy czego tam chcesz, zawsze mozesz się zapisać, na to nigdy nie jest za późno.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz kiedy jestem dorosła to kurs rysunku mi do niczego nie potrzebny ale jako nastolatka tak właśnie widziałam swoja po podstawówkową drogę.
      Ale tak, wiele zrozumiałam, wiodę szczęśliwe i spokojne życie a wszelkie zawirowania są w mojej głowie niekiedy jedynie.

      Usuń
  20. Przepiękny post, naprawdę. Daje wiele przekazu i pokazuje na co powinniśmy zwracać szczególnie uwagę - nie tylko na negatywy, ale również na pozytywy, które niesie każde potknięcie za sobą. W końcu z czegoś trzeba się uczyć! Post jest według mnie idealny, wszyscy powinni go dobrze zrozumieć. Same zdjęcia dają niesamowitej atmosfery. Są przepiękne jak sam post. Bardzo miło się go czytało. Życzę w takim razie kroczenia drogą samych sukcesów, abyś rozumiała jeszcze lepiej życie niż byś chciała i miała wiecznie dobry humor <3
    Pozdrawiam z całego serduszka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Lili w moich skromnych progach, cieszę się, że zajrzałaś. Tak miłe słowa i pod względem treści i zdjęć ocieplają moje serce. Na prawdę nie spodziewałam się, że tak przypadnie do gustu moje pitolenie i życiowych rozterkach, cieszę się ogromnie.

      Usuń
  21. No tak wszystko jest po coś ale czy zawsze dobrze wybierzemy?Ja mam wrażenie,że gdzieś się zgubiłam i wszystko idzie nie tak:(pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, jeszcze kilka tygodni temu też mnie to uczucie prześladowało. Ale otworzyły mi się oczy. A nie pomyślałaś, że to iż pokazujesz nam piękną przyrodę to jest jaka droga, jakaś Twoja misja? Bo dla mnie to co robisz jest wspaniałe, bezcenne. Nie przestawaj, proszę.

      Usuń
  22. Mam problem proszę o pomoc - ostatni post na moim blogu . :(

    OdpowiedzUsuń
  23. Pewnie wiele osób się podpisze pod tym postem. Ja też. Choć oczywiście nie pod całością bo ja ciągle żałuję, że do plastyka nie poszłam. Potem chciałam nadrobić i iść na ASP ale trafiłam do bezdomnych zwierząt. I tego nie żałuję. Żadna pasja nie umywa się do pomocy zwierzakom. Choć to też duże obciążenie psychiczne. Trzymam kciuki za to byś mogła się realizować po swojemu. Już zawsze:)))

    OdpowiedzUsuń
  24. Wiesz, czytam Twoje słowa i pod większą częścią się podpisuję. Nie zrobiłam wielu rzeczy w życiu choć bardzo chciałam, mam za sobą wiele trudnych chwil i związek podobny do Twojego pierwszego. Idę ścieżką życia, która nie należny do najłatwiejszych ale już dawno temu przestałam żałować czegokolwiek z mojej przeszłości. Cieszę się każdym dniem i jestem szczęśliwa. Tak po prostu, szczęśliwa małymi codziennymi rzeczami i moją wielką miłością spotkaną przypadkowo. A może to nie był przypadek, może moje ścieżki miały tak poprowadzić abyśmy mogli się spotkać?

    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
  25. No i jak zawsze przy Twoich postach - chwila zastanowienia, porównania. Pięknie to wszystko opisałaś i bardzo szczerze, prosto z serca. Nie Ci obok są ważni i to co proponują ale najważniejsza jest Osoba, która dzieli z Tobą Twoje smutki, radości i szaleństwa - to jest najważniejsze i zarazem najcenniejsze. Ciesz się Marysiu, że w tym całym zagmatwanym świecie masz kogoś takiego! Taka osoba dodaje skrzydeł, nawet wtedy kiedy nie robimy tego cobyśmy chcieli. Cieplutko pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  26. No to trzymam kciuki za dalej :)! i patrzę i podziwiam ... i zazdroszczę.....

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.