Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

czwartek, 13 sierpnia 2015

Kocie opowieści - Dlaczego kocham koty?

To pytanie jest chyba bez sensu. A może nie? Wielu jest ludzi, którzy bezpodstawnie twierdzą, że nie znoszą kotów. A jeszcze więcej takich, którzy je uwielbiają. Ja należę do tej drugiej grupy. Ale tak nie było od zawsze. 
Kiedyś w innym, mogłoby się wydawać życiu zapatrzona byłam w psy, uwielbiałam wilki i inne psowate. Może to dla tego że w dzieciństwie nie miałam do czynienia z kotami, w domu był pies, potem drugi, łańcuchowa miłość ze wsi, pierwsza samodzielnie przeczytana książka "Biały Kieł". Wychowywałam się w miłości do psów i fascynacji do wilków. 
A potem nastąpił przełom. 
Ten kto czyta mojego bloga już jakiś czas poznał historię cudu zwanego Ciapkiem. Kiedy to Wszechświat postawił to małe pokiereszowane stworzenie na mojej drodze. Dla chętnych ta historia jest TU.  

Kocham moje koty i kocham koty w ogóle. Stały się dla mnie sensem życia, drogi memu sercu jest ich los i niedola. Ale to już wiecie. 
Nie wiem jak to się stało, że tak mnie zauroczyły, a może to nie zauroczenie tylko odnaleziona w ciemności droga. Wolę tak myśleć.

Dzieci nie mam i mieć nie będę, a koty są dla mnie właśnie dziećmi - wielu się pewnie stuka w głowę "jak można zwierzę do człowieka porównywać, że to nigdy nie będzie dziecko". A dla mnie są jak dzieci i uwielbiam je rozpieszczać, kupować nowe zabawki, smakołyki i dbać o ich zdrowie. Są moim oczkiem w głowie. 

Uwielbiam kiedy witają mnie jak wracam. Zwłaszcza Antracyt w tym celuje. Jest kotem powitalnym tak jak była nim Luna. Nawet jak jest mocno zaspany to ziewając przeciąga się pod drzwiami albo siedzi na brzegu szafy wnękowej i przez sen miauczy na powitanie. Towarzyszy mi w kąpieli - znaczy się siedzi na kibelku albo brzegu wanny. Jak nie śpi za mocno to przychodzi kiedy zmieniam pomieszczenie. 
Jak nie kochać takiego towarzyskiego stworzenia, które i pogada do ciebie i wepchnie nos do wszystkiego co zbliżasz do ust. 

Niunia, jest nieco bardzie z tych żyjących w swoim świecie. Sporo czasu spędza obserwując świat za oknem albo bawiąc się sama jakąś piłeczką czy myszką. Ale jak nazbiera się w niej miłości to przychodzi do nas "dziamdziać" i żąda głaskania bardzo donośnie i zdecydowanie. Wtedy wygina się jak fryga na wszystkie strony i grucha jak gołąbek w zalotach. Nawet kiedy teraz to piszę leży plackiem obok mnie i ssie piżamę ugniatając moje udo łapkami. Jest tak rozczulająca, że topimy się przy niej z mężem jak masło na słońcu. 

 Ogromnie się cieszę, że moje wszystkie trzy koty dogadują się ze sobą, przyjaźnią i konflikty są jedynie między młodymi podczas zabaw. Ale nie wiem czy to są konflikty czy po prostu kocia zabawa która się przeradza w rywalizację, krew się jeszcze nie polała. Antracyt jest większy ale Keira ma charyzmę dzikiej pumy i potrafi zagonić go pod fotel jak kociaczka. 

 Kiedy widzę kota, gdziekolwiek, czy to w tv, czy w internecie a najlepiej gdzieś na żywo to jakaś taka specjalna struna drga w mojej duszy. Serce mi się ogrzewa i uśmiech sam na twarzy wykwita. Każdy ma inne spojrzenie, nieraz mądre i tajemnicze, a nieraz słodkie i nieco mniej mądre.


A kiedy słyszę niesprawiedliwe opinie na temat kotów to mnie nerw bierze. Najczęściej wypowiadane to te, że koty są fałszywe i wredne. A to są przecież cechy zarezerwowane tylko dla ludzi. Kiedy ktoś mi mówi że koty są wredne to mu odpowiadam że koty są tak samo wredne jak każda kobieta się puszcza, a każdy facet zdradza. To są takie same niesprawiedliwe schematy. 
Kot który niszczy albo sika nie jest wredny - jest niezrozumiany i nieszczęśliwy z jakiegoś powodu. A większość właścicieli jest zbyt leniwych i "głupich" żeby zagłębić się w temat kociej psychiki. 



 Kiedy gładzę ich miękkie futerka, kiedy słyszę ich mruczenie czuje się szczęśliwa. Gdy Ciapuś trąca mnie główką bym go głaskała to aż mnie ściska w gardle ze wzruszenia. Nic nie jest dla mnie tak ważne (tu pomijam oczywiście męża) jak te koty, pracuję z myślą o tym, że będę mogła kupić im drapak pod sam sufit, że będę mogła zapewnić im dobrą karmę i suplementy, że jak coś się stanie to stać mnie na leczenie. 
A Ostatnie wyniki Keiry wykazały, że wszystkie parametry są ok jedynie lekko wątroba przekroczona. Ale co się dziwić jak tyle operacji i leczenia przeszło maleństwo prze pierwszy rok swego życia. Powtórzymy badania krwi za trzy miesiące i zobaczymy jak się sprawa rozwija. 
Więc jak się pytam, jak można nienawidzić kotów.

51 komentarzy:

  1. Wspaniały post przepełniony miłością. Nigdy nie miałam kota, zawsze psy, ale nie oznacza to że je nienawidzę.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśłi kochasz psy, na prawdę je kochasz a nie tylko je posiadasz to masz dużo uczucia i dla innych zwierząt, tak to z reguły jest. Dobry człowiek kocha zwierzę ta wszelakie, a że z jednymi czuje się lepiej to już nie ma znaczenia. Serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
  2. Mam podobnie. Zawsze byly psy, a koty omijalam szerokim lukiem, bo jakos do mnie nie przemawialy, byly takie... samowystarczalne, nie merdaly ogonkami na moj widok. W ogole zdawaly sie mnie ignorowac. Az nastala w domu Miecka, wlasciwie kotka mojej corki, ktora z czasem przestala miec dla niej czas. Dokocenie domu Bulka niestety nie przebieglo po mojej mysli, kotki do dzisiaj omijaja sie i nigdy sie nie przytulily, nie zaprzyjaznily. Maja bardzo rozne charaktery, kazda na swoj sposob okazuje mi uczucia.
    To sa moje dzieci. Te dwunozne wyprowadzily sie na swoje, pozostaly mi czworonozne i one kochaja mnie calkiem bezinteresownie. Chociaz... czy koty naprawde kochaja bezinteresownie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie koty od dziecka fascynowały ale w domu nie było mowy. Tata miał uraz bo jako dziecko był podrapany i ne ufał kotom, lubił je ale na odległość. Poza tym mówili że koty śmierdzą. Ale mnie ciągnęło, jak jakiegoś dorwałam to tuliłam jak durna i mnie nie podrapał nigdy. Teraz mogę się spełnić w swej miłości do nich:) Uściski dla zwierzaków.

      Usuń
  3. Pięknie o nich napisałaś i z miłością, bo też to piękne zwierzęta. A już zdjęcie Antkowego jęzora! Mistrzostwo świata!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyłapałam go jak się leniwie w przerwie drzemki mył i pozwolił obfocić.

      Usuń
  4. Ja wszędzie dostrzegę kota :P chłopak sie troche na mnie wkurza bo gdy on jest za kierownicą ja wypatruje koty i donośnie się tym faktem raduję :P strasząc go

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, kształt kota jest jak jakiś magiczny symbol, dojrzę wszędzie. I od razu robi mi się lepiej.

      Usuń
  5. My, kociarze, to przewrażliwieni wariaci, a koty fałszywe, samolubne i ogólnie takie fuj...ale to ci wszyscy anty-koci ludzie na tym tracą nie wiedząc, jakie to wspaniałe mieć przy sobie tak cudowne stworzenia, jakimi są koty.
    Pięknie napisane, z wpisu aż bije miłość do kotów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koty otwierają w człowieku trzecie oko, uwrażliwiają go na pewne sprawy na które był do tej pory ślepy. No i uczą pokory. Bo nie ma że "siad" "zostaw" i komenda wykonana...

      Usuń
  6. Mój kochana jednooka Keira, no cóż głaskać ich nie mogę, ale na Twoje zdjęcia patrzę z wielką ochotą. I pomyśleć, że kiedyś miałam kota Mruczka, Czarny z białym krawatem i skarpetkami. I nie uczulał mnie i co... miasto Wrocław zrobiło ze mnie alergika.. ech Szkoda, bo przytulenie kociaka to najmilsza rzecz....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyobraź sobie, że gładzisz najdelikatniejszy aksamit z jakim miałaś do czynienia i ten aksamit się porusza pod twoją dłonią oraz zaczyna miło wibrować.... przenika Cię ciepło, dobra energia i miłość a potem czujesz szczęście i spokój - tak właśnie czuje się głaskanie kota.

      Usuń
  7. hej Siostra:) Wydaje mi się, czy Keira nieco przytyła?? Twoje Kociaki są wyjątkowe- zwłaszcza Ciapek, drugiego takiego nie ma :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Keira zaokrągliła się nieco na buzi ale boczki ma szczuplutkie nadal. Ciapek jest moim Aniołem, to on mnie wybrał i mnie chroni przed złymi ludźmi - kiedyś opiszę jak mnie przed nieuczciwym amantem ustrzegł.

      Usuń
  8. Masz piekne koty i kochasz je calym sercem .To widac . Jestes szczesliwa.
    Kot jest zwierzeciem wspanialym , madrym i niezaleznym . Potrafi kochac calym serduszkiem ...
    Mam w tej chwili 4 koty i wiem co mowie . Przez cale zycie towarzyszyly mi zawsze i wszedzie .Moja 16 letnia koteczka Kropka okazuje mi swoje uczucie na kazdym kroku a Tymon ma mnie w nosie i ledwo patrzy w moja strone ale przechodzac obok mnie mizia mnie swoim cialkiem ..Tak tylko potrafi okazac swoja milosc .
    Nie wyobrazam sobie zycia bez kota . Wierzcie mi .Mam tez psy . Dwa .I to cale towarzystwo jakos zgodnie zyje ze soba . Zreszta same przeciez wiecie jak to jest .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocham je całym sercem, to prawda. Dają mi szczęście, to też prawda. One są nieodłączną częścią mnie i tyle. Zawsze będę mieć koty jeśli los pozwoli. Bez nich moje życie będzie puste.

      Usuń
  9. Dziękuję za piękny post. Mam tak samo: od dzieciństwa byłam zakochana w psach i nagle bez jakiegoś szczególnego powodu zapragnęłam zostać właścicielką kota i.... teraz nie wyobrażam sobie życia bez tych cudownych stworzeń ! Obecnie mam dwa koty, ale namawiam męża żebyśmy zostali Domem Tymczasowym dla fundacji która pomaga tym bezdomnym. Kotki bez domu mogłyby u mnie dojść do siebie, ewentualnie wyzdrowieć i zaleście nowy dobry kochający dom. Mam nadzieje ze mi się uda !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wspaniała myśl - dom tymczasowy. Mam nadzieję, że dojdzie do skutku i wiele kocich istnień znajdzie u was bezpieczny port w drodze do swojej przystani. Trzymam kciuki z całych sił.

      Usuń
  10. Marysiu, wiem o czym piszesz tak pięknie, bo sama mam czwórkę futrzastych dzieciaków :) Piekne zdjęcia pięknych kotów :))))
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O miłości zawsze powstawały najpiękniejsze utwory, nadal powstają a miłość do kotów też uskrzydla. Mnie bardzo.
      Ściskam Cię mocno.

      Usuń
  11. Ja tam nie wiem jak można nie lubić zwierząt. Mam słabość do zwierzaków do dziecka. Choć pierwszego psa udało mi się wyprosić dopiero w połowie podstawówki. A potem to już poszło... A co do wredności to wredni są tylko ludzie. U zwierząt intencje są jasne. Tylko my, durni ludzie, nie zawsze umiemy je odczytać. Zwierzaki to debeściaki:)))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w 100 % z tym co napisałaś. Przez nasze krótkowzroczne niezrozumienie, lenistwo, zadufanie w sobie i pragnienie władzy cierpią istoty, którym winni jesteśmy szacunek.

      Usuń
  12. prawda jest taka, ze wiekszosc tych co mowia jak to nienawidza kotow w zyciu zadnego nie miala i nie wiedza jakie one na prawde sa...

    nie lubie takiej katygoryzacji... bo moim zdaniem albo ktos kocha zwierzeta albo nie... co to znaczy jedne kocham a drugimi pogardzam...? nikt nikomu nie kaze miec w domu kota, ale szacunek nalezy sie kazdemu stworzeniu :)

    wymiziaj swoje mruczki ! niech tak dalej sie dobrze dogadują ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mądre ale spotkałam się już z głosami że ktoś tak kocha pieski a nienawidzi wstrętnych wrednych kotów... ja się zastanawiam czy ten człowiek kocha na prawdę czy tylko podoba mu się, że te wspaniałe zwierzęta - psy - są nam tak posłuszne co wynika z ich natury. A z kotem to trzeba nieco pokombinować.

      Usuń
  13. Myślałam że tylko ja jestem tak odjechania na punkcie kotów. Lepiej nie powtarzać słów jakimi obdarzam naszego kotka. :)) A on macha ogonkiem, pytam go tak? Odpowiada bezgłośnie miau. Głośno rozmawiają ze sobą mój chłop i kotek. Jeden miau drugi miau :)). Mam i pieska i kotka i niestety nie mam miejsca na następnego kotka. Nasze zwierzęta z nami podróżują gdziekolwiek jedziemy one z nami.
    Pięknie napisałaś i tak się cieszę że w swojej fascynacji kotami nie jestem odosobniona. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No popatrz nie jesteś sama - witaj w klubie. Moi rodzice oburzyli się kiedyś jak nazwałam Ciapka "synusiem". Często gadam z moimi kotami, odpowiada głównie Antuś.

      Usuń
  14. Koty podziwiam, ale... omijam. Totalnie ich nie rozumiem. Z psem potrafię się "dogadać", z kotem nigdy. A przez moją ostatnią przygodę zrobiłam się jeszcze bardziej nieufna. Podszedł do mnie kot. Śliczny. Przyłasił się, dał się pogłaskać. Potem znudził się i odszedł. Już się podnosiłam, gdy on nagle odwrócił się z powrotem, skoczył i ugryzł mnie w rękę. Gdybym go akurat dotykała, to rozumiem, mogłam dotknąć czegoś, co go zabolało, ale tak? Jak już odszedł? Zaskoczył mnie kompletnie. I nie wiem dlaczego tak zrobił. Dlatego wolę koty omijać. Są dla mnie nieprzewidywalne. :)
    Ale jestem pełna podziwu dla osób, które potrafią przygarnąć zwierzaka, uratować, dać mu opiekę i dobry dom. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czemu ten kot tak się zachował, co mu nie pasowało ale czasami zdarzają się takie okazy, mnie kiedyś ugryzł mały biały piesek którego mijałam. Szedł z całą watahą przy swojej pani i tylko on zwrócił na mnie uwagę i podarł mi spodnie. Mam też bliznę na górnej wardze po naszym spanielu ale nigdy nie odwróciłam się od psów, ą wspaniałe w swoim ślepym oddaniu. Ale nie na darmo mawia się że kot jest jak kobieta - nigdy nie wiesz o co się nafocha. Pozdrawiam serdecznie i życzę samych dobrych relacji z kotami:)

      Usuń
    2. Nasze relacje są skomplikowane. :))) Najczęściej słyszę od właścicieli: "on się nigdy tak nie zachowuje". Koty wobec mnie zachowują się podobno nietypowo. Może we mnie coś jest? :)
      Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  15. I znów się podpisuję pod każdym słowem. :) A tekst o kobiecie i mężczyźnie jest super i jeśli pozwolisz, to go sobie zapożyczę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozwalam jak najbardziej, bardzo mocno uderza w świadomość tego do którego jest kierowany. Powodzenia w zaginaniu ludzi o wąskich poglądach.

      Usuń
  16. Miałam w dzieciństwie kocura, pięknego srebrnego Mirusia. Był takim włóczykijem, że do domu wracał po tygodniowych wędrówkach, potem był pies - mój najserdeczniejszy przyjaciel dzieciństwa i wczesnej młodości. Po jego śmierci powiedziałam :żadnego zwierzaka w domu -tak boli jak odchodzą za TM. Minęło 25 lat. Mąż przyniósł z piwnicy małą koteczkę podrzutka - oszaleliśmy na jej punkcie, była naszą córeczką /też nie mamy dzieci/ Przeżyliśmy wspaniałe 13 i pół roku - odeszła w Sylwestra 2014, znów ból, łzy. Wytrzymaliśmy półtora miesiąca i z DT przywiozłam Bezę, piękną, wspaniałą, miziastą, która nie odstępuje mnie na krok, która jest dla nas całą radością życia.
    Mogłabym tak o niej mówić, mówić....
    Pozdrawiam Ania z Bezą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każda śmierć zwierzaka bardzo mnie osłabiała ale zawsze potem rodziło się pragnienie towarzystwa kolejnego. Wiem, że w moim przypadku świetnym remedium na odejście kota będzie jego absorbujący następca i teraz nie będę czekać rok jak po odejściu Luny. za długo płakałam. Ale taka cwana jestem w gębie a boję się co ja zrobię jak odejdzie Ciapuś - mój pierworodny pączuś ukochany. Ucałowania dla Bezy.

      Usuń
    2. Po odejściu psa wytrzymałam bez zwierzaka 25 lat, ale po odejściu Kizi - Mizi wytrzymaliśmy miesiąc i zaczęłam szukać takiej samej kotki, nie wiem dlaczego, ale musiała być taka sama. I jest. Jest młoda ma dopiero roczek, mam nadzieję, że będzie z nami tak samo długo.
      Jest to nasza ostatnia kotka, bo nie może być tak, że kot zostanie, a my odejdziemy.
      Pozdrawiam Ania

      Usuń
  17. Koty są świetne ale tak jak był mój Mecenas sam decydował o tym do kogo przyjdzie na głaskanie,zawsze jak kuzynka przyjeżdżała(a ma alergię na sierść) to on specjalnie kładł się jej na klatce piersiowej i spał:)czyżby terapeutycznie?nie wiem.A i czasem psa sprowadzał do parteru ech to były 2 łobuzy.Urocze są te Twoje kociaki:)pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. One wiedzą więcej niż lekarze i ja wierzę w ich moc leczenia. Są niesamowite w swojej percepcji.

      Usuń
  18. Ile miłości jest w Tobie! Jakie szczęście, że wzięłaś ode mnie Antusia! I ja kocham koty, a teraz po Fikuni widzę, że moja miłość do psów nie przygasła wcale przez to, że kocham koty. Z kompletem kocio psim jestem szczęśliwa. :)
    Pięknie napisałaś. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komplet kocio-psi jest bardzo fajny bo każde z tych stworzeń daje nam inne emocje i odczucia. Antka kochamy całym sercem mimo, że nie łatwe jest z nim życie.

      Usuń
  19. Wspaniale napisałaś o swojej miłości do koteczków ! Masz bardzo wrażliwe serducho ! Ciesze się że jest dużo takich wspaniałych ludzi !
    Słodkie te Twoje przytulaski !
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wrażliwcem na zwierzęta byłam od pierwszych swych lat. Płakałam za pieskami, kotkami nawet mi obcymi, a nawet konikami.

      Usuń
  20. Zgadzam się w 100%. Moja miłość do kotów cały czas się pogłębia, mogę patrzeć na różne koty godzinami, oglądać filmiki, przeglądać kocie blogi ;) Już nie mówiąc o tym, że najlepiej spędzam czas w domu, z kotem ;) A jak idę w odwiedziny do rodziców, to największą motywacją jest to, ze spotkam tam moje ukochane koty ;)

    Też pochodzę z do mu, w którym był pies i generalnie kotów się jakoś specjalnie nie kochało (dlatego, ze się ich nie znało). Pierwszego przygarniętego kota musiałam kilka dni opłakiwać, żeby tata się zgodził, na to aby kot został. Głównym argumentem było to, ze zrobi krzywdę ukochenemu psu ;) kot został, świetnie dogadał się z psem, a cała rodzina została zakochanymi w kotach kociarzami :D Może coś jest w tym powiedzeniu, ze każdy kocha koty, tylko nie każdy jeszcze o tym wie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jak u mnie, tata do emerytury koty szanował i omijał a jak dostali Lizę to się stał kociarzem i bardzo przeżywa, że Nora nie dogaduje się z Lizą.

      Usuń
  21. Lili jest dla mnie bardzo ważna. Od zawsze kochałam zwierzęta. Ale teraz choć Lili jest u mnie tak krótko zastanawiam się czy dobrze zrobiłam że ją przygarnęłam (czy będzie jej i mnie dobrze) . Czasem potrzebuję tego typu postów motywacyjnych jak dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, teraz już za późno - wzięłaś Lili i wzięłaś za nią odpowiedzialność. Wiele się obie od siebie nauczycie. Polecam lekturę książek Vicky Halls - koci detektyw - to o behawioryzmie kotów. Dużo się nauczysz o naturze kota. I to wam obu pomoże.

      Usuń
  22. Koty chodzą własnymi ścieżkami...chyba są trochę podobne dla ludzi o wolnej duszy...Nie każdy je rozumie, ale nalerzy im się im szacunek jak każdemu innemu stworzeniu...
    Twoja dusza jest chyba bardzo kocia, stąd ta miłość do nich...z pewnością odwzajemniona...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi czytać te słowa. To prawda, że koty są bardziej indywidualne od psów ale to dla tego, że nie tworzą zhierarchizowanych watach w naturze.

      Usuń
  23. Pięknie o kotach napisane! Ja kiedyś kotów aż tak nie kochałam, były bo były i już, dopiero odkąd mam Andrzeja to zupełnie jestem zakocona i tez jest dla mnie moim rudym dzieckiem :) I nie rozumiem ludzi którzy mówią że nie lubią kotów bo to fałszywe zwierzęta :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie którzy tak mówią obawiają się że to ich własne cechy pojawią się w zwierzęciu. przecież ktoś kto kłamie podejrzewa wszystkich innych o to samo. Całusy dla Andrzeja.

      Usuń
  24. I jak zawsze bardzo ciekawa refleksja. Mam chyba podobnie, musiałam tylko "przystosować" Mojego M. ale poszło bez większych kłopotów - nie cierpiał kotów. Pierwszy kot, którego sam "przytargał" do domu dla córki, był Jego pupilem, a potem... Teraz nie wyobrażamy sobie domu bez futrzaków. Poza tym mieszkania w bloku kot "lepszy" niż pies :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że w bloku kot jakoś chyba mniej się męczy. I jest wygodniejszy bo kuweta w domu a nie spacer o 6 rano w grudniu... jestem pod tym względem zbyt leniwa. Ale kocham psiaki i jak będę miała warunki to będą, oczywiście z drugiej reki. Ściskam.

      Usuń
  25. [Odpowiedź na pytanie konkursowe]:

    W moim przypadku posiadanie kota - o ile w ogóle można tak powiedzieć, że zwierzę się "posiada" - to przede wszystkim zyskanie najlepszego kompana w walce z depresją, z którą zmierzałam się samotnie przez kilka lat, zanim w mym życiu zagościł kot pierworodny ;) : buro-biały dachowiec o imieniu Puchacz. :)
    Został on podrzucony w miejsce bytowania kotów wolnożyjących, gdzie jako trzymiesięczny podrostek w ogóle nie umiał sobie poradzić. Bardzo brakowało mu człowieka, pełnej miseczki i miękkiego posłania, a na dobitkę był notorycznie przeganiany przez kocich rezydentów... Biegał więc za każdym przechodniem i głośno zawodził, z nadzieją że uda mu się w końcu zwrócić na siebie czyjąś uwagę. Szczęśliwie przechodził tamtędy również mój ówczesny partner, który na moją prośbę ujął nieszczęśnika i przyprowadził do domu.
    I tak oto zaczęła się moja przygoda z kotami. :)
    Puchacz stał się moją najlepszą motywacją, aby w ogóle wstać rano z łóżka i zacząć kolejny dzień. Wiedziałam, że mam obowiązki wobec niego - dać jeść, opróżnić kuwetę, pobawić się i pogłaskać. Wiedziałam, że gdy wypełnię wszystkie obowiązki z nim związane, mój kot odwdzięczy się kojącym mój umysł i serce mruczeniem. To właśnie wtedy, gdy trzymałam go na kolanach, głaskałam pod brodą i czułam pod palcami delikatne wibracje wydobywające się z jego krtani, doświadczałam ogromnej satysfakcji i uczucia bycia potrzebnym. To właśnie te magiczne chwile z kotem na kolanach sprawiły, że po miesiącu odstawiłam leki psychotropowe i rozpoczęłam kurację kototropami. :)
    Dziś kotów mam 8 - 6 jest ze mną tutaj, a 2 czekają na mnie za tęczowym mostem - i mogłabym godzinami opowiadać o tym jak wspaniałe charaktery mają te zwierzęta oraz ile dobrych rzeczy ludzie mogą się od nich nauczyć. Są chwile, gdy jest mi trudno na różnych płaszczyznach - od czasowej, po finansową, bo chorują lub są zwyczajnie niegrzeczni i niszczą wszystko co napotkają na swej drodze - ale dla tej szczerej, bezwarunkowej miłości, bezdyskusyjnie warto to wszystko znieść. :)

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.