Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

wtorek, 25 sierpnia 2015

Qń to czy Qniowa - czyli jak student podczas sesji goopieje

Dziś opowiem wam historię o ziszczeniu jednego z moich odwiecznych marzeń. Jako dziecko bardzo kochające wszystkie zwierzęta uwielbiałam też konie i od dziecka chciałam mieć konia i jeździć na koniu. Z racji, że nie jest to tania rozrywka to nie mogłam sobie na nią pozwolić aż do czasu studiów. 
 A to dla tego, że jedna ze szkółek na Grobli podpisała z ówczesna Akademią Rolniczą jakąś umowę i studenci mogli jeździć w ramach WF przez semestr za niewielkie w sumie pieniądze. Może jestem w błędzie ale pół roku jazd po półtorej godziny raz w tygodniu za 250 zł to chyba niewiele.
 Jak dowiedziałam się o tej możliwości to normalnie oszalałam z radości jako że alternatywą było pływanie a ja za żadne skarby nie pokazałbym się w stroju kąpielowym kolegom i koleżankom z roku (wspominałam kiedyś, że byłam strasznie zakompleksiona). Wody się nie boję, kartę pływacką wyrobiłam jeszcze w podstawówce i nawet brałam udział w zawodach. 
 Na pierwszym spotkaniu poznałam naszego instruktora Jacka, wspaniałego psa razy owczarek niemiecki o imieniu Hektor, jackowego ogiera o wymownym imieniu Bagnet i resztę koni.
Mnie przydzielono na pierwszą lekcję najniższego konika z całej stadniny - czarnego Promyka. Promyk okazał się bardzo ułożonym koniem i świetnie się z nim dogadywałam. Poza tym, że jak mu czyściłam kopyto przedniej nogi to mnie złapał za warkocza a jak walczyłam z tylnym to przyłożył ogonem po twarzy. Szramę miałam przez kilka dni, a bolało jak smagnięcie batem. Zapomniałam wspomnieć, że jestem raczej nikczemnego wzrostu 155cm i dla tego dostałam tego małego konia o dowcipnym usposobieniu. Ale jak już siedziałam na grzbiecie to dobrze się słuchał i nie był krnąbrny. 
 Natomiast krnąbrna była Zorza- siwa klaczka, która mnie poniosła na jednej z lekcji w terenie do galopu a kiedy się zatrzymała to moja broda znalazła się miedzy jej uszami i pokochałam życie. Innego razu zamiast jechać za innymi naokoło zagajnika to wpuściła mnie prosto w ten las i gałęzie i za nic nie chciała wrócić tylko zaczęła się bezczelnie paść - wredna baba. 
 Jeszcze wredniejsza była większa już Wendetta - gniada klacz uparta jak osioł. Ja chcę żeby ona do kłusa, a ona sobie spacerek urządza. Jak ja tęskniłam za Promykiem, a niechby mnie tym ogonem otrzaskał ile wlezie...
 Najbardziej mnie zaskoczył Jacek jak któregoś razu przydzielił mi Karinę - wielką klacz Śląską - Zimnokrwisty koń pociągowy. 
Pytam się go czy on poważnie mówi a on, że jak najpoważniej. I tu ważny jest mój wzrost. Otóż ja mam 155cm a Karina w kłębie jakieś 180cm. Zatem moja zacna doopka miał się znaleźć jakimś cudem o 25 cm powyżej czubka mojej głowy i właśnie to wydawało mi się niewykonalne. Ale problem ze wzrostem zaczął się jeszcze zanim zabrałam się za wsiadanie. A mianowicie kiedy miałam założyć Karince ogłowie ona przekornie podniosła łeb i nie było mocnych bym sięgnęła nawet jej chrapy. Jacek się zlitował, zapanował nad złośliwym koniem co kpił z moich gabarytów, założył uzdę i siodło bo tego też bym nie dała rady a potem po kilku obśmianych próbach samodzielnego dostania się na siodła - podsadził łaskawie. Ale jak się siedziało na tym wielkim koniu - jak na fotelu. A nawet nie rzucało tak jak na mniejszych... i znów zatęskniła za Promykiem. 

No i na jednych z ostatnich zajęć Jacek mówi - Idź zdejmij Promyka z pastwiska i na padok. No to ja idę i już jestem na łące pełnej koni a tu.... Dwa czarne konie. A był tylko jeden, wiem że coś mówili o nowym koniu - Kokainie. I teraz problem, który to Promyk. Chodzę, wołam, zagaduję i nic, nie wiem. Wracam do Jacka i się pytam który to Promyk bo są dwa czarne i ja nie wiem. Ten się na mnie popatrzył jak na ostatnią stukniętą i pyta jak się nazywa ten drugi. No to ja że Kokaina.
 A on, że jak Kokaina to chyba klacz, a Promyk to wałach. I czy ja już nie umiem odróżnić chłopca od dziewczynki z nadmiaru nauki przed egzaminami? Że studenci podczas sesji głupieją zupełnie. Wróciłam zawstydzona na pastwisko i zajrzałam pierwszemu czarnemu między nogi - po raz pierwszy zobaczyłam małe wymiona klaczy - zatem to Kokaina. Zabrałam drugiego i znów świetnie mi się jeździło na Promyczku.
 Ot takie mi się wspomniało zdarzenie jak podziwiałam te śliczne łaciate i izabelowate koniki podczas wycieczki do Radkowa z mężem. O wycieczce napiszę kiedy indziej bo ciekawa bardzo była. 
Miłego tygodnia życzę.

36 komentarzy:

  1. Bardzo lubie takie wspominki, są mile, ciepłe i takie do serca. Nawet rozumiem Twoje rozterki dotyczace wzrostu, bo sama mam 157 cm i wiele z tym zwiazanych zdarzeń. Pozdrawiam :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że moje spontanicznie ujawnione wspomnienie jednego z najbardziej emocjonalnych przeżyć spodobało się i Tobie. Miło mi niezmiernie.

      Usuń
  2. Fajna sprawa umieć jeździć konno, to też moje małe marzenie. Ale przy moim jeszcze mniejszym wzroście niż Twój, miałabym nie złe problemy hihihi :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kto powiedział, że ja umiem.... przez pół roku to może i nauczyłam się wsiadać i zsiadać a ruszał i tak kiedy reszta ruszała...

      Usuń
  3. Tez mi sie kiedys przydarzylo:
    http://swiattodzungla.blogspot.de/2013/08/konie.html
    Jakos jednak nie zarazilam sie miloscia do koni i na tej jedynej przygodzie sie zakonczylo. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po tej jednej to już nie miałam okazji pojeździć..

      Usuń
  4. Świetne wspomnienia! A Twój wzost raczej działa na plus, przecież każdy dżokej powinien być niskiego wzrostu. Też kiedyś próbowałam uczyć się jazdy konnej... próbowałam, ale skończyło się na umiejętności siedzenia w siodle i zgrania się z koniem;) Nie była to żadna profesjonalna szkółka, ot lekarz(były wojskowy) udzielał lekcji.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tam zaraz dżokej... co go koń do lasu wiezie... No u mnie się też tak skończyło, dziś nie wiem czy bym sama wsiadła... siły trzeba jednak nie?

      Usuń
  5. Fajne miałaś przygody :)
    Moja córka kocha konie od malucha...po męża to chyba odziedziczyła, bo on też pasjonat ;)
    Co do wzrostu to też mam 155 cm i do koni podchodzę z pewna rezerwą...są stanowczo za duże jak na moje gabaryty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są duże ale są też delikatne moim zdaniem. Fajne maja pyski i oczy.

      Usuń
  6. Konie podziwiam, maja w sobie piękno. Ale nie jeżdżę na koniach, nawet nie mam zamiaru. Myśle, że trzeba konia rozumieć, żeby wspólnie spędzać czas :)
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w pełni z Tobą, zrozumieć trzeba i chcieć. Ale też to są cwaniaki i wiedzą kiedy mogą sobie pozwolić na więcej a kiedy nie.

      Usuń
  7. ciesz się - jesteś wyższa ode mnie i co do pyska konia nie zajrzę; ubawiłam się Twoją opowieścią, ale i popłakałam do łez

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że te łzy to ze śmiechu.

      Usuń
  8. Witaj Klubie Niskopiennych, też mam 155 cm i nigdy z tego powodu nie miałam kompleksów. Mogłam założyć buty na wysokich obcasach - dziś to niemożliwe nogi bolą.
    Nie miałam styczności z końmi, a Twoja opowieść jest zabawna.
    Pozdrawiam Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj też keidyś uwielbiała szpile po niebo ale już teraz to tylko na chwilę jakiś delikatne obcasiki bo nogi nie dają rady - postawiłam na wygodę i zdrowie.

      Usuń
  9. fajna historia - bardzo rozweselająca :)

    też próbowałam kiedyś jeździć na koniach, niestety koszty mnie trochę przeraziły...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No mnie też zniechęcają ale wtedy to się na prawdę opłacało a mogłam spełnić marzenie.

      Usuń
  10. dwa razy jezdiłam w swym życiu na koniu do tego bez siodła... nadal wiem ja po takiej przejażdżce dupsko boli... hihi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewniam, że po pierwszej jeździe w siodle jak zsiadłam to się kolana pode mną ugięły a tyłek bolał do następnej jazdy a po następnej do kolejnej...

      Usuń
  11. Piękne konie! I jak Ci fajnie że miałaś okazje tak z bliska poznać te zwierzęta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam jak niesamowicie się czułam nie siedząc na grzbiecie tylko prowadząc konia obok siebie i będąc blisko jego pyska.

      Usuń
  12. To i ja melduję swoje 155 :-)
    W minioną niedzielę byłam odwiedzić koniki polskie... Gabaryty właściwe :-) Zaprzyjaźnię się z nimi na dłużej :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, to są na prawdę pobudzające jakieś struny w duszy zwierzęta.

      Usuń
  13. Koń to zdecydowanie piękne zwierzę. Aż wstyd się przyznać, ale ja pierwszy raz głaskałam konia miesiąc temu!!! Byłam z podopiecznymi na hipoterapii. I rozumiałam ich strach, bo sama jednak trochę się bałam tak dużego zwierzęcia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wzbudza szacunek bo to większe niż kot ale i miłość bo mimo tej wielkości takie powolne człowiekowi.

      Usuń
    2. I te kochające oczy! Nie dziwię się, że jak ktoś ma możliwość, to spędza z końmi każdą wolną chwilę ;)

      Usuń
  14. Konie są urocze. Mają takie mięciutkie pyski, aksamitne, do miziania. :)
    Kiedyś miałam okazję trochę pojeździć. Świetna sprawa. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Wielka szkoda, że nie możesz oprócz kotów mieć jeszcze kilku koników. Z JolkąM byście się dogadały i założyły jakąś stadninę. Wtedy możecie mnie adoptować. Mogę sprzątać kuwety, głaskać koniki i robić zdjęcia. Ech, byłoby bosko :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ooo.. moja wielka miłość (po kotach rzecz jasna). Całe dzieciństwo w siodle i w stajni z taczką :D (obozy). Pozazdrościłam!!

    OdpowiedzUsuń
  17. Podziwiam konie,są piękne i mądre,ale po pewnym przezyciu w dzieciństwie boję się podejśc blisko. Piękne fotki!
    Czy Wisła znalazła nowy dom?

    OdpowiedzUsuń
  18. Fajnie, że udało się spełnić marzenie z dzieciństwa:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Uśmiałam się na końcu:)tak to już jest ale fajnie,że spełniłaś marzenie ja też bym tak chciała przemierzać pola i lasy na koniu:)pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  20. Też zawsze marzyłam o jeździe konno, ale jak na złość nigdzie nie było stadniny, a teraz na starość, mam ją pod nosem :) i mam nadzieję że od kwietnia się zapiszę :)

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.