Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

wtorek, 13 października 2015

Dziś tak tylko o kotach

Byłam dziś z Keirą  na gastroskopii. To ostatnie badanie jakie nam może powiedzieć co jest naszej małej dziewczynce. Pan doktor nawet pokazał mi filmik z tego badania. I nawet taki laik jak ja, mógł dostrzec dziwne wulkany narośli na błonie śluzowej. Takie pryszcze z czerwonymi czubkami. 
Zostały pobrane próbki do badań histopatologicznych i one powiedzą czy to zwykłe wrzody czy nowotwór.
Na wyniki trzeba czekać trzy tygodnie. Na razie leczenie jak w przypadku wrzodów i specjalna karma. 
Niunia śpi obecnie przy mnie, jeszcze otumaniona narkozą. 
A mnie się nasunęły dziś pewne wnioski. 
W poczekalni było sporo pacjentów. W tym jedna dziewczyna, która o pierwszej w nocy wyjechała z domu i jechała 500 kilometrów do Wrocławia, ze swoim psem do specjalisty neurologa. Gotowa była zapłacić pół tysiąca za rezonans magnetyczny żeby wiedzieć czy jej psiak ma alergię czy ucisk mózgu na ściankę czaszki. Zrobiło mi się ciepło na sercu, że są tacy ludzie. Bo jednak większość jak nie zignorowałby sprawy to po braku możliwości diagnozy w okolicy zrezygnowaliby. A inni po usłyszeniu ceny, odległości i konieczności częstych wizyt. 
Mój wniosek:
Społeczeństwo podzieliło się na tych, dla których pies czy kot (o mniejszych stworach nie wspomnę nawet) to tylko zwierzę, dodatek do wyposażenia i karmią je najtańszym badziewiem z marketu, nic o nich nie wiedzą, nie szczepią i nie odrobaczają bo przecież szkoda kasy, a jak zaczyna być już źle (i mam tu na myśli źle dla właściciela nie dla psa - bo zaczyna wymiotować na dywan, biegunka albo śmierdzi mu ucho tak, że na wymioty zbiera) to z łaski zabiorą zwierze do weta. Ale zazwyczaj myślą że na jednej wizycie i zastrzyku się skończy. A jak słyszą, że trzeba codziennie zastrzyk, karmę drogą, dobrą dla brzuszka kupić, ucho zakrapiać to już tragedia. I zazwyczaj nie leczą pupila, tylko objawy starają się likwidować. 
Są też tacy nieco mniej zaślepieni i chcą dla zwierzątka jak najlepiej, ale gdzieś w podświadomości mają, że to "tylko pies/kot". I chociaż dbają i leczą to za kieszeń się trzymają. Nie wydadzą kilkuset zł na badanie. Bo kto to widział... 
Ignorancja... Ale na auto już pójdzie te 400 zł bo coś stuka... No bo trzeba, a co? A zwierzęciu, które się wzięło pod opiekę, za które się wzięło świadomie odpowiedzialność to już nie trzeba? Tak?
Ludzie są wygodni i egoistyczni. Samochód nam służy i dla tego o niego dbamy mimo kosztów. A kot/pies czy królik?  
Druga zdecydowanie mniej liczna grupa, to właśnie tacy ludzie jak spotkana przeze mnie dziewczyna, albo państwo co przyjechali 200 km do tego samego neurologa z yorkim. Psiak podobno ma w mózgu wirusa i bez ponad rocznego ścisłego leczenia nie przeżyje. To ludzie, którzy traktują swoje zwierzątka jak członka rodziny, są za nie odpowiedzialni i mimo kosztów starają się leczyć i ratować. 
Jak czasem spotykam ludzi dla których dobre jedzenie i weterynarz to fanaberia to się zastanawiam, czy gdyby nie NFZ to leczyliby swoje dzieci i siebie. Ci dla których problem nie leży w braku pieniędzy tylko w przekonaniu, że człowiek jest istotą wyższą od zwierzęcia, zapewne leczyliby ludzkich podopiecznych. 
Słyszałam też, że są ubezpieczania zdrowotne weterynaryjne i postanowiłam się głębiej temu przyjrzeć. Bo łatwiej mi chyba będzie odkładać miesięcznie coś niż tak raz tyle kasy... Ale szczegółów nie znam, jak się zapoznam to napiszę dokładnie o tym. 

A tak z innej beczki to w sierpniu Antek skończył rok, jest teraz Antracytem, chociaż nadal zachowuje się jak Antek. 
No ale popatrzcie na jakiego pięknego kocura wyrósł. 

Antek od trzech tygodni nie przyjmuje Zylkene i zachowuje się przyzwoicie - znośnie. Świruje w granicach rozsądku. Mam jeszcze mały zapas jakby mu odbijało. Ale na razie dajemy radę. 

Urusł, waży prawie 5 kilo, już mu nieco doopka ciąży, ale nadal jest skoczny niczym zając. I ma ogromne pokłady energii, a pomysłowy jest jak diabli. Zdrowy i radosny. Apetyt ma za trzech i robi też nie gorzej. 
To dla przypomnienia jaki to był wypłosz prawie rok temu. 

Ładnie wyrośl mi ten czarny parch jeden nieznośny. 
A jeśli już o urodzinach mowa to 15 tego czyli w czwartek drugie urodziny będzie obchodził mój blog... 
No, normalnie aż nie wierzę, że wytrwałam. To takie do mnie nie podobne. 
Dziękuję też za uznanie dla listka i oczywiście za słowa otuchy dla Keiruni.
 

24 komentarze:

  1. Antek wyrósł na wspaniałego Kocura. Mam nadzieję, że te badania wszystko wyjaśnią, najgorsze jest to czekanie. Masz rację mówiąc, że nie wszyscy są w stanie traktować swoje zwierzaki tak jak trzeba. Jestem zdania, że jeżeli zdecydowałam się na futrzaka, to na dobre i na złe - on sobie sam nie poradzi, po to jestem. Cieplutko pozdrawiam i pogłaski dla Kociaków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również pozdrawiam i dziękuję za te słowa. Antek jest faktycznie śliczny. Odpowiedzialność jest ważna. Wiem, że nie każdego stać na takie poświęcenie, ale są tacy co ich stać ale nie wydadzą.

      Usuń
  2. Trzymam kciuki za wyniki Keiry!
    Antek prezentuje się dostojnie...piękny czarny kocur :)
    Gratuluję 2 latek! Pisz dalej bo masz wiernych czytelników!

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne te Twoje futerka.Bardzo żal mi Keiruni,gastroskopia-BRRRRR,coś paskudnego. Oby tylko wszystko dobrze się skończyło. A ludzie o których piszesz nie powinni mieć zadnych zwierząt, nawet suszonej pluskwy. Trzymam kciuki za malutką.

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam czarnuchy, są takie piekne <3

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dla mnie mój pies to członek rodziny na dobrze i złe. Niestety długo jeszcze czasu minie zanim wszyscy zaczną traktować odpowiednio swoje zwierzęta. Mam nadzieję, że Keirą będzie zdrowa. Antek to uroczy czarny kot. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za te słowa, cieszę się, że jest ktoś kto podobnie myśli.

      Usuń
  6. Luna, nie do konca moge sie z Toba zgodzic. Kiedy samochod stuka, trzeba go reperowac, bo chodzi o moje bezpieczenstwo, nawet zycie. Moje ZDROWE zwierzeta wyladuja w schronisku, a ja 2 metry pod ziemia.
    Leczysz zwierze, zapozyczasz sie i kiedys stajesz pod murem, bo dlug trzeba splacac, a i rachunki placic, bo jesli ja wyladuje na ulicy za nieplacony czynsz, zwierze i tak skonczy w schronie. Nie wszyscy wiec lekcewaza sobie leczenie zwierzat, niektorych na to po prostu nie stac. Nie wszystko jest takie bialo-czarne, jak Ci sie wydaje, wiec zanim wydasz tak krzywdzaca opinie, zastanow sie nad wszystkimi przeslankami, a nie tylko tymi, ktore widac na pierwszy rzut oka.
    Wyjsciem jest oczywiscie nie brac do domu zwierzat, na ktore nas nie stac, prawda? Tylko czy to jest dobre wyjscie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest zawsze możliwość iść piechotą lub korzystać z komunikacji (ja tak robię), a co do długów to jasne... można się zadłużyć na chlanie i ciuchy czy wycieczkę ale na zwierzaka to już "skandal". Nim zdecydowałam się na kota (następnego po pierwszym spontanicznym) przeanalizowałam swoje możliwości finansowe. Mam oszczędności i wolę iść do weta niż kupić kieckę iść do restauracji. Przy wyborze "auto - kot" wybieram kota, zawsze. Wiesz, nie wiem jak to w Niemczech ale u nas nie kończy się w więzieniu za 2 - 3 tysiące. To można łatwo spłacić przy odrobinie dyscypliny. Mam wrażenie że potrąciłam u Ciebie jakąś czulą strunę a przecież wiele dla Kiry zrobiłaś i jesteś właśnie w tej mniejszości. A piszesz jakbym Cię uraziła.
      Znam dziewczynę która pracuje jako sprzątaczka, ubiera się tylko w markowe ciuchy ale z kotem do weta nie pójdzie, nie odrobacza, nie kastruje i nie szczepi bo przecież kot w domu siedzi. Jedynie kupuje tabletki przeciw rujce a ropomacicze tylko czeka. Karma na wagę niby dobra. Za te markowe ciuchy które są jej potrzebne do rekompensowania sobie kompleksów (bo nie do biura przecież) mogłaby wykastrować kicię przynajmniej. A to tylko jeden z przykładów.

      Usuń
    2. Tak, ja na Kire bardzo sie zadluzylam. Ale i bez samochodu zyc nie moge i musze o niego dbac. A Kira nadal choruje i na kolejna diagnostyke juz mnie nie stac.
      A wiec owszem, potracilas czula strune. Nie oceniaj ludzi po pozorach, bo roznie moze byc.

      Usuń
    3. Panterko, ja rozumiem i wiem, że czasami po prostu się nie da chociaż się chce. Tych przypadków nie liczę bo to są te które by dały jakby miały. Ale sama znasz na pewno takich którzy nawet jak mają to skąpią. Bo wakacje na Kanarach ważniejsze. Ja też nie będę miała na chemioterapię i dla tego tak się boję tych wyników. Gdyby jeszcze dały mi dla niej kilka lat ale nie da, da kilka miesięcy a potem koniec. I to mnie dobija.
      Wybacz mi.

      Usuń
    4. Przepraszam, że sie wtrącam, ale do Pantery: jak to nie stać cię na kolejną diagnostykę? A od czego my jesteśmy?

      Usuń
  7. Antek, wspaniałych kocich zabaw z okazji urodzin. Cudny kocurek i jakie ma fajne oczy.
    Tobie też najlepsze życzenie z okazji blogowych urodzin :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Luno i ja się zgadzam z Panterą chociaż sama mam opcję patrzenia na ludzi w kolorach czarno-białych.
    Pomyślnych wyników dla Keiry.To czekanie....

    OdpowiedzUsuń
  9. Marysiu, ludzie nie są czarno-biali. jest jeszcze mnóstwo odcieni szarości i kolorów. jest wiele osób, dla których zwierze, to tylko zwierze i nie ma znaczenia czy maja pieniądze, czy nie. Ja myślę, że lepiej wziąć kota/psa ze schronu i karmić go karmą z marketu i gorącą miłością, niż zostawić to stworzenie w tym schronie, bo nie mam kasy na Orijen czy Hillsa. Wszak nawet ludzie jedzą tańsze rzeczy, a mogą być wartościowymi ludźmi.
    Co do ubezpieczenia, odradzam Ci. Ubezpieczyciel zarabia głównie dla siebie, każdy. Lepiej sobie odkładać co miesiąc z pensji, niż nabijać komuś kabzę.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację i co do ludzi i co do ubezpieczycieli. Może niezbyt jasno się wyjaśniłam co miałam na myśli. Ale nie o karmę się tu rozchodzi. Jasne, że danie zwierzęciu domu jest wspaniałe nawet jak je "parówki" ale ignorowanie gdy choruje to już nie ok. Chyba się z tym zgodzisz.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  10. Ja dokładnie rozumiem co masz na myśli, Luno. Zgadzam się z Tobą całym sercem.

    A Antka pierwsze zdjecia są tutaj >
    Wyrósł na przepięknego kota!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję Gosiu, bo już się bałam, że może zbyt ortodoksyjnie do tego podchodzę, albo po prostu źle ubrałam swoje myśli w słowa.

      Usuń
  11. Ostatnio u koleżanki miałam kota na kolana - jajku jakie to piękne uczucie, no niestety....potem odchorowałam. ale i tak warto było.

    Przytulam i jestem...zawsze..... Będzie dobrze kochana inne opcje nie wchodzą do gry

    OdpowiedzUsuń
  12. Trzymam kciuki z Keire a Antek rzeczywiście wyrósł na pięknego kocurka:)Ludzi nie da sie zrozumieć,u nas w Krapkowicach jeden radny uznał,że "psy nie mają duszy i lepiej je usypiać"zamiast rocznie wydawać 140tysi na utrzymanie sic! niezle po nim potem mieszkańcy pojechali-ja też artykulik napisałam na ten temat w lokalnej gazecie a na nto dzisiaj też o tym piszą.Tacy ludzie nie mają sumienia i zamiast robić wszystko by zmniejszać ilość niechcianych zwierząt(sterylizacja bezdomnych) to wolą marudzić.Ja też u nas zgłaszałam by wysterylizowali koty spod lasu,żeby nie powiekszać ich liczby ale się nie doczekałam teraz 6 małych kotów czeka na dom(mozna je zobaczyć na fejsbuku stronie gogolin w obiektywie).dokarmiane są regularnie ale trzeba pomyśleć o domku dla nich a na dorosłe dalej będę naciskać straż miejską by się tym zajęła jak należy.pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Ale cudny ten czarny diabełek! Bardzo podobają mi się czarne koty - ale moja pierwsza w życiu kotka jest bura :) No cóż, taka się trafiła :) Ja też wydaję tysiące na leczenie swoich psów i spotykam różnych ludzi u wetów, więc doskonale rozumiem, o czym piszesz :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Życzę pomyślnych wyników, będzie dobrze. Wiem o co Ci chodzi jeśli chodzi o odpowiedzialność za zwierzątko, ta finansowa również. Niestety porównanie z naprawą samochodu jest niefortunne, bo w wielu wypadkach samochód równa się praca co z kolei równa się pieniążki na np. leczenie kici. U mnie dochodza jeszcze priorytety. Mam zchorowana mamę i kiedy musiałabym wybierać między daniem na jej lekarza a wet dla mojej Dharmy wybór jest prosty... Ale czy to znaczy, że nie powinnam mieć zwierzęcia? Kocham moja kicie, choć przyznam, że nie karmie ja frykasami. Uratowałam ja przed utopieniem jak to się robi na wsi i myślę, że to uczucie dla niej liczy się najbardziej. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. To ja należę do tej grupy która da wszystko by zwierzątko wyleczyć, są to członkowie rodziny, mojej rodziny, traktowane są jak dzieci :) więc mam 3 małych szkrabów Zuzię, Czubakę i Gwidona

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.