Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

środa, 20 maja 2015

Pitu -pitu i takie tam

Witajcie.
Dziś będzie o wszystkim i o niczym. Nie mam pomysłu na jakiś konkretny wpis bo jakoś tak mnie gniotą sprawy zdrowotne. Za dwa dni idę do neurologa i mam nadzieję, że bedzie to tak samo uspokajająca i pozytywna jak ubiegłotygodniowa wizyta u endokrynologa. Pani doktor od hormonów potwierdziła, że nie mam "chashimoto", a jedynie niedużą niedoczynność tarczycy, Dodała jedynie do hormonu, który przyjmuję od ponad trzech miesięcy, naturalny jod. 
Wyniki dobre, jeszcze nie rewelacja ale to trwa i czuję że będzie dobrze. Teraz trzymam kciuki za wizytę u pana od nerwów i kręgosłupa. Chociaż już mnie nie boli to chcę żeby rzucił na to okiem. 





Dziś będą zaległe fotki kiedy to pewnego letniego wieczoru odkryłam jak można bawić się światłem zachodzącego słońca. 
Mam wiele zdjęć moich ukochanych mchów bo nie umiem się oprzeć kiedy widze jakić mech i kładę się na ziemi żeby zamęczać autofokus w obiektywie:) 






Nie o mchach miało być. Teraz będzie o kotach. Po pierwsze Ciapek - oko się wygoiło, narośl się zresorbowała i wszystko już jest dobrze. Ma na rogówce lekkie niewielkie zamglenie ale ono chyba już zostanie. Ciapuś czuje się dobrze i to mnie bardzo cieszy. Niedługo będę chciała zrobić mu badanie moczu i usg nerek żeby upewnić się, że działają dobrze bo badanie krwi czasem za późno pokazuje że coś jest nie tak.





Keira, nasza księżniczka, nasza mała dziewczynka też czuje się świetnie. Iskierka bawi się i biega po domu, jest spokojniejsza i nie tak płochliwa. Ostatnia operacja była skuteczna, wszystko pięknie się wygoiło i nic się nie zbiera. Teraz odrasta jeszcze wygolona serść i wibrysy ale po zachowaniu kruszynki widać, że to jest to. 
Mała jest na prawdę mała i drobna. Nadal waży nieco ponad trzy kilo i nic nie przytyła po sterylce. Gdyby nie jej zachowanie to bym się martwiła że jest taka chudziutka i drobna. Krucha i maleńka. Ale to bojowa dziewczynka. Jak ją Antek zdenerwuje, albo po prostu ma ochotę poszaleć to dosiada Antka i tak go goni że biedny zaczyna trzeszczeć i się chować chociaż już jest od niej i wiele większy i ponad kilogram cięższy. 
W tym miesiącu nasza dziewczynka - kruszynka obchodzi roczek. Jak sobie pomyślę, że miała być uśpiona. 





No i Antek... urósł, jeszcze nie ma roku i myślę, że będzie dość duży. Mamy z nim problem, bo Antek jest kotem nadpobudliwym. I nie jest to taka zwykła żywiołowość młodego kota. On jest neurologicznie lekko zaburzony. Potrafię rozładować nadmiar energii zabawą ale nawet dyszący i padnięty zachowuje się niespokojnie i głośno. Nie wiemy o co mu chodzi i jak mu pomóc zaspokoić ten ciągły niepokój. Są dni kiedy jest zdecydowanie gorzej, wczoraj był taki dzień. Obserwując go niemal czułam co może on odczuwać bo kiedyś miałam takie stany kiedy z powodu wewnętrznego chaosu miałam ochotę zadawać dobie ból bo nie mogłam wytrzymać sama ze sobą. On ma tak samo, z niewiadomych powodów płacze, nosi go, i ma potrzebę niszczenia. Zaczęłam mu kupować psie gryzaki bo delikatne rzeczy dla kotów rozkłada w minutę. Furorę robi Jumbo pedigree, twarde i ciężkie ale smaczne i nie poddaje się. Męczy ją już trzeci dzień. 
 Od wczoraj mają też możliwość obserwować świat przez okno otwarte, a nie prze szybę bo dwa osiatkowaliśmy. Dostają też beta-glukan podnoszący odporność.






Ze zdjęciami mam mały problem bo mój czytnik kart pamięci w laptopie się blokuje i nie chce czytać kart. Mam za to na nowo po kilkumiesięcznej przerwie ogromną wenę i potrzebę wyszywania. Znów zakopałam się w niteczkach. Kończę serwetkę, mam w głowie plan na duży bieżnik pod telewizor do pokoju pod kolor nowych ścian. Sprawia mi to ogromną przyjemność bo czuję, że robię coś nie tylko ładnego ale i użytecznego.  



To tyle u mnie. 
Miłego tygodnia i do następnego.

środa, 13 maja 2015

Opowieści źdźbłem i liściem pisane - "Wszystko się rozmnaża i kocha"

Witajcie po kolejnej przerwie. 
Wiosna na dobre się rozsiadła, koty grzeją się w słońcu, liście pysznią się w blasku słonecznych promieni, ptaki budują gniazda, albo już karmią młode. 
W ten weekend byłam jak zwykle w Dziczy i pierwsze co od razu rzuciło mi się w oczy to wszechobecna miłość. Wróble i szpaki obsiadły wszelkie szczeliny w dachu i jak najęte latają w te i nazad z jedzeniem dla wiecznie głodnych młodych. Jest ich kilka par. 
Ale nie robiłam im zdjęć, może dla tego, że są bardzo pospolite i już nie zwracam uwagi na nie. 
W tamtym roku pisałam o zapracowanej parze raniuszków, które z zapałem budowały gniazdo w gęstych gałęziach świerku rosnącego w rogu naszego ogrodu. W tym roku też zamieszkały na tym świerku i już dochowały się młodych. Rodzice i jedno w ubiegłorocznych młodych pracowicie przynoszą jedzenie do gniazda. 





Cały czas gdzieś je słyszałam i widziałam. Towarzyszyły mi kiedy czekałam na nornicę, kiedy pilnowałam by Nora nie uschła z tęsknoty za rodzicami, którzy pojechali do miasta na zakupy, kiedy paliłam ognisko (uwielbiam palić ognisko). 
Tak jak i Nora,która też przez cały czas kręciła się koło mnie. To towarzyski i wierny pies. Już po tygodniu czuje się zupełnie inaczej niż w pierwszych dniach. 



No a w naszym kompostowniku jak co roku gniazdo założyła samica zaskrońca. Samica siedziała na kłodach pół metra od wydrążonej norki w ugniecionej skoszonej trawie. Taka trawa fermentuje i nagrzewa się więc to świetnie nadaje się na gniazdo dla gada. 
A oto mamusia, bardzo zdeterminowana by się nie oddalać od gniazda. Jeszcze żaden wąż nie pozwolił mi się do siebie tak zbliżyć. 






 A tu portrecik pani zaskrońcowej.
W naszym blisko trzydziestoletnim jałowcu o pokroju szeroko kolumnowym zagnieździły się małe i szare, niepozorne ptaszki o bardzo płochliwej naturze. 


Za płotem karmiły się zakochane gąsiorki i nawet jeden przysiadł na naszej czereśni pozwalając złapać się w obiektyw. Co roku ta sama para gnieździ się gdzieś w krzakach nad Błoćcem. Kiedyś prezentowałam sierpniowe młode tych ptaków. 
Ale pierwszym stworem jaki mnie przywitał była śliczna rzekotka drzewna.



Na koniec jeszcze taki dziwny ach całkiem spoty stwór. Nie wiem co to za owad ale się go przestraszyłam.
Na dziś to tyle.
W komputerze mam około 30 tys zdjęć, Większość już pokazałam
ale cześć jeszcze czeka na swój czas. A tu jakoś tak nagle znów przyplątała się do mnie igła z nitką i ogromną przyjemność mi sprawia wyszywanie serwetki. Nie spieszę się, traktuję to jako relaks i coś co ma mi przynieść wytchnienie. 
Wiosna mnie raduje...
A was? Wiele z was ma przesilenie, spadek formy, u mnie też wahania ale walczę, nie poddaję się. 
Spokojnego tygodnia moi drodzy i cieszcie się słonkiem.