Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

sobota, 27 czerwca 2015

Opowieści źdźbłem i liściem pisane - "Ropuszkowe zielonkowanie"

Witajcie czerwcowo. Chociaż ten czerwiec to mi bardziej marzec przypomina tak z aury. 
Pragnę przywitać nowych obserwatorów - Magdalenę Batlej oraz MoonMary w swoich progach. Cieszę się, że zajrzałyście i postanowiłyście zostać. Niestety Bloger coś świruje i nie jestem ostatnio w stanie wejść na wasze profile przez ikonkę. Ale jak tylko będę miała możliwość to zajrzę do Magdaleny bo jeszcze mi się nie udało. 
Ostatnio uprzedzałam, iż przedstawię wam nowy gatunek. Jest on oczywiście nowy dla mnie pod względem fotograficznym, gdyż nie miałam do tej pory okazji uwiecznić go na zdjęciu, a i spotkać też zbyt często ie było szans. 
A zatem pragnę wam przedstawić...

Ropuchę zieloną
(Bufotes viridis)

Jest nieco mniejsza i delikatniejsza od Ropuchy szarej (Byfo bufo) o której pisałam kilka postów temu (TU).
Podobno jest dość pospolita ale powiedzcie mi ile razy udało wam się ją spotkać? Oczywiście jest pod ochroną, prowadzi nocny tryb życia i co mnie zaskoczyło dobrze czuje się w zurbanizowanych środowiskach. 
Moja ropucha została spotkana w środowisku mało zurbanizowanym ale jednak nie zupełnie dzikim bo na ogrodzie rodziców. A dokładnie na ścieżce prowadzącej od tarasu do bramki.

Siedział sobie i zastanawiała się czy bezpiecznie dotrze tam gdzie dotrzeć chciała. Co robiła w tym miejscu nie mam pojęcia. Może jak inne ropuchy zaanektowała przestrzeń pod tarasem?
Kiedy zaczęłam się koło niej kręcić z aparatem postanowiła przenieść się na mniej otwartą przestrzeń.
Oczywiście, że za nią pełzłam. Czyż nie jest śliczna.
I podobnie jak jej większa kuzynka też ma gruczoły jadowe na skórze. Jad ten zawiera bufotalinę która ma działanie nasercowe oraz bufogeninę która działa uspokajająco i halucynogennie.


Wiadomo, żywi się owadami, chrząszczami ale ważną cześć jej jadłospisu, co ciekawe zajmują mrówki.
A teraz ciekawostka. Zdarzają się hybrydy ropuchy zielonej i ropuchy szarej. Potrzebne do tego są dwa składniki, odpowiednie środowisko i odpowiedni czas godów pokrywający się u obu gatunków, na przykład opóźniona wiosna. Potomstwo jest podobne do ropuchy szarej ale ogólnie to wśród kijanek i skrzeku występuje ogromna śmiertelność.



Bardzo mnie ucieszyło spotkanie tego płaza. Jest bajecznie kolorowy i piękny jak dla mnie. 
Mam nadzieję, że i wam się podoba i co nieco się o nim dowiedzieliście.
Życzę wszystkim udanego weekendu i radosnych wakacji.

piątek, 19 czerwca 2015

Mój makro Swiat - maleństwa znad strumienia

Siedziałam na wale nad moim strumieniem, w którym raczej nie było wody i wsłuchiwałam się w odgłosy lasu tuż za nim. Ptaki śpiewają już mniej ambitnie niż jeszcze miesiąc temu ale nadal je słychać. Las zarósł podszytem, liście skutecznie zasłaniają widok. Ale pozostał zapach oraz wrażenia dźwiękowe. 
Przede mną rosło kila maleńkich różowych kwiatków, które ozdabiają ten wał co roku. I jak co roku nie oparłam się tej pokusie. 
   No kwiatek sam nie rósł, cały wał, niestety dość regularnie koszony przez mamę porośnięty jest trawą i chwastami, a w pewnym miejscu paprociami. Jak już napatrzyłam się na urodę kwiatuszka to wzrok mój zaczął skupiać się na życiu tętniącym wokół mnie w tej trawie. A ile tego cudu życiem zwanego było...
Wśród źdźbeł wypatrzyłam takiego ślicznego motyla. Miał ok 1 cm długości. 
 Ma fantastyczne te niebieskie oczy, z tego co pamiętam to jest jakaś zwójka chyba ale nie mam kiedy poszukać dokładnie nazwy. Zresztą to nie o nazwy i rozpoznawanie chodzi. Tylko o to, że nie odlepiłam pośladków od powierzchni, a spotkałam całe mrowie istotek. Na przykład taka muszkę siedzącą na liściu podagrycznika.
Miała może z 6 mm. 
A nieco dalej na wiechlinowych pióropuszach takie maleństwa dostrzegłam. Wiechlina to mała trawa która jest bardzo często składnikiem mieszanek trawnikowych i jej kitki mają do 15 cm wysokości. Jest to więc mała trawka. A teraz kwitnie i ma wysunięte pylniki.

Te dwa owady są wielkością podobne to pylników małej trawy. Mój obiektyw na prawdę musiał się namęczyć, żeby je złapać. Do tego nie chciały pozować, tylko cały czas łaziły. Stwór z pierwszego zdjęcia, ten z zieloną doopką miał może 3mm. 
Nagle zostałam zaatakowana przez straszną bestię. (Apropos bestii i ataków to w niedzielę siedząc w tym samym niemal miejscu byłam światkiem zbrodni. Tygrys naszego owadziego świata czyli Szerszeń królewski co lata sobie w okolicy naszego ogrody i mnie straszy z charakterystyczny buczeniem nadleciał nieopodal i zawisł nad liśćmi leszczyny. Nagle patrzę a on podlatuje do liścia i łapie jakiegoś chrząszcza albo pluskwiaka wielkości stonki ziemniaczanej i trzymając go w odnóżach oraz zabijając żuwaczkami odlatuje zapewne do gniazda. Przerażające) 
No, a wracając do okrutnego ataku na moją osobę...
Bez nóżek jakieś 2mm. Dobrze, że nie jadowity bo mogłabym nie przeżyć:) 
Oko moje wróciło do kwiatuszków, muśniętych właśnie maleńkim promykiem słońca. Jakie one kosmate...
 Czy ktoś spostrzegł, że maja lokatora?
 A obok rosła przytulia czepna i na niej taki o paskudek spacerował i szukał jedzenia. Mam wrażenie, że to nie jest osobnik dorosły. Ale mogę się mylić.


No i jeszcze taki okruszek. Przysiadł na chwilkę, a potem wyskoczył niczym pchła i tyle go widziałam. 

 Wilgotno mi się w zadnią część mojej osoby zrobiło więc przeniosłam się w bardziej nasłonecznione miejsce, a tam też ciekawie, ach nie miałam już cierpliwości do wypatrywania drobiazgu. Zaprezentowała mi się na paprociach przepięknej urody czerwona ważka.
 A na innej paproci przysiadł żeby odpocząć bzyg. Bardzo lubię te muchówki. Kiedyś poświęcę im całego posta. Pisałam o nich pracę magisterską więc mam sentyment.
 A na wierzbie spotkałam takiego małego pluskwiaczka. Ruchliwe toto strasznie. Łazi i łazie i za nic ma moje próby ładnego ujęcia.
 Na liściu nieco niżej taki o to paskudek. Śmieszny bardzo z tymi wyrostkami na odwłoku.
 Przyleciał też jeden z moich ulubionych owadów - złotook.
 A na parterze - taki przystojniak w śliczne plamki.
 Popołudniu poszliśmy na spacer nad dziki stawik powstały wiele lat temu bo ktoś z łąki wybrał piasek pod budowę i została wielka dziura - a natura zagospodarowała ją genialnie. W przybrzeżnym piasku pływały takie maleńkie (ok 2-3mm) stawonogi jakieś. To jedyne udane zdjęcie bo ten podpłynął na prawdę na płytką wodę.
 Na dziś to tyle. Następnym razem przedstawię nowy ciekawy gatunek, którego wcześniej nie miałam okazji sfotografować.
Dziękuje za wszystkie miłe słowa pod adresem moich ukochanych kotków. Antek od wczoraj dostaje coś na wyciszenie, bo poprzedni specyfik średnio pomógł i zobaczymy co to da. Tę noc przespał jak dziecko. 
Życzę spokojnego, słonecznego weekendu i dla was ... smacznego.
 

piątek, 12 czerwca 2015

"Kocie opowieści" - Pierwszy spacer i okno na świat.

Lato przyszło i przynajmniej na kilka chwil rozsiadło się. Słonko świeciło mocno i grzało, upał panował typowy dla czerwca i koty też go odpowiednio przywitały wystawiając kocie brzuchy na wietrzenie. 


 Jeden Antek stwierdził że sobie inne miejsce znajdzie i na zmywarce przy zlewie w kuchni się ułożył.
 A jak już się ochłodziły to za towarzystwem swym zatęskniły i chłopcy na tron mamusi się przenieśli spać dalej w najlepsze.


Tylko Keira na parapet, na koci kocyk czmychnęła poopalać się jeszcze troszkę.

No a jako, że lato to wietrzyć się chcę, a że to trzecie piętro to bez zabezpieczenia okna otwierać nie bardzo. Zatem wezwali my fachowca co nam okna osiatkował i kociej radości nie ma końca bo można tak jakoś fajniej pogapić się na świat. 

 Antek śpiewa w samo południe, że mu kraty ciążą na sercu...
 A Keirunia czuje się bezpiecznie i do wielkiego świata jej nie spieszno. "Kocham cię mamusiu"
 
 Starsi obywatele wolą się kocimiętką sztachnąć pod parapetem.
 I po tym sztachnięciu, w upojeniu przedwojenne przeboje wyśpiewywać.
A innym mało otwartego okna. Więcej chcą.
No to szelki i smycz i chodź się przekonać jaki świat zły i straszny. 



Pantera pisała, że spacer z kotem jest nudny - miała rację. Nudny bardzo. Ty stoisz bo on stoi i się gapi. A jak się ruszy to w najmniej odpowiednim i momencie i kierunku i znów stoi. I ty stoisz. 

 "Matka, spacery to ty se urządzaj ale jak będziesz mieszkać w lepszej okolicy. Nie podobało mi się - schodów za dużo. 
I przestań mnie faszerować jakimiś prochami na uspokojenie - nie ze mną te numery malutka."

Zobaczymy - niedługo zaczynam kurację wyciszającą i będę relacjonować czy działa bo żel który dostała od weta coś niby zadziałał ale za słabo, a poza tym drogi w pierun. 

Tak poza tym wszystkim są zdrowe i kochane i nawet ten meczący Antek jest kochany. 
Życzę ładnego i spokojnego weekendu.