Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

sobota, 23 stycznia 2016

Jak stałam się szczęśliwa

Witajcie.
Dziś chciałam się z wami podzielić kilkoma moimi przemyśleniami. Może kogoś one rozbawią i wyśmieje mnie, ale to tylko i wyłącznie jego problem, bo to o czym chce napisać istotnie zmieniło moje dotychczasowe życie. 
Zawsze odkąd pamiętam, jako dziecko o artystycznej, niespokojnej duszy, które samo nie wiedziało czego chce, miałam bardzo roszczeniowe podejście do życia. Nie, nie chciałam bogactw, zabawek czy pieniędzy ale czegoś specjalnego. I najgorsze było to że nie wiedziałam czego. Zawsze coś było "nie tak" i "dla czego nie mogę być w końcu szczęśliwa".
Strasznie mnie to męczyło. A dwa lata temu, chociaż proces powoli zaczął się już wcześniej, coś się zmieniło. Nie samo, pomogły mi w tym książki podsunięte przez dobrą przyjaciółkę. I olśniło mnie w kilku sprawach. Nie było łatwo, nie od razu zrozumiałam, nie od razu były efekty...
Ale zaczęłam pracę nad sobą. Przede wszystkim skupiłam się na wyrzuceniu z siebie wszystkich natrętnych złych myśli, o sobie, o innych czy o otaczającej mnie rzeczywistości. To się okazało najtrudniejsze. Bo były takie chwile, takie dni, kiedy mnie żółć zalewała, kiedy musiała się wściekać... ale zaraz, zaraz, jakie musiałam? A kto mi każe spalać swoją energię, zdrowie w bezsensownej wściekłości? Nakazałam sobie zaprzestać złego myślenia, bo ono do niczego nie prowadzi, a psuje nam nieraz cały dzień.
Po niespełna dwóch latach robię to bez najmniejszego wysiłku, kiedy okoliczności wyprowadzą mnie z równowagi. Czasem nie pomaga, czasem stan psychiki jest nieco słabszy...
Zaczęłam wybaczać. Tym, których uznawałam za winnych wielu moich "nieszczęść". Oj, bolesny proces. Bo jak się kogoś nie cierpiało przez wiele lat, to tak nagle go przytulić w myślach i powiedzieć "wybaczam Ci, pragnę twego szczęścia" to pierońsko ciężkie. Wielu prób to ode mnie wymagało... mimo, że robiłam to tylko w myślach. Miesiące minęły ale i z tym się uporałam. 
 
 Jedna z najtrudniejszych rzeczy - pokochać i zaakceptować siebie samą. Po trzydziestu latach nienawiści do siebie, do swojego ciała, głosu, oczu, życia i osobowości... nic dziwnego, że całe życie walczyłam i kąsałam ludzi, skoro ja nienawidziłam siebie to jak inni mogli czuć coś innego. A jak oni mnie nie znosili to chcieli mnie skrzywdzić, więc trzeba się bronić. Boże jakie to było męczące. Ten kamuflaż, zbroja i skoki nastrojów... 
Odpuściłam sobie, wybaczyłam sobie (to było najtrudniejsze), zaakceptowałam siebie i powoli zaczęłam kochać. Z każdym dniem mam dla siebie więcej ciepła i miłości, a co za tym idzie mam jej więcej dla innych. Uśmiecham się do ludzi i chcę im pomagać. A jak mam gorszy dzień i najchętniej nie wstawałabym z łóżka - coraz rzadziej - to akceptuję to, kocham siebie, swoje słabości, nad którymi chcę pracować, swoje hormony dyktujące mi rytm nastrojów, swoje schorzenia. 
Przecież jeśli ja będę szczęśliwa to innych uszczęśliwię.  A szczęśliwa mogę być jedynie kiedy nie boję się oceny ze strony innych, osądu i akceptacji ludzi, którzy zapewne nawet nie zwracają na mnie uwagi. 
Kocham siebie dokładnie taką jaką jestem.
Akceptuję siebie i jestem swoim najlepszym przyjacielem. 
Od wielu już miesięcy lubię spędzać czas sama ze sobą nie ze strachu przed negatywną oceną innych ale dla tego że świetnie się razem dogaduję ze sobą. Uśmiecham się do swojego odbicia w lustrze i uśmiecham się do innych, a w zamian spotyka mnie od nich dużo miłego.  

Ten tekst jest bardzo niespójny, ale akceptuję to bo pisze go sercem. Chcę się po prostu podzielić z moimi czytelnikami i przyjaciółmi czymś co sprawiło, że moje życie jest piękne. Narodziłam się na nowo. 
I zaczęłam okazywać wdzięczność. Na ogół nie zdajemy sobie sprawy ile tak na prawdę mamy szczęścia. Zakodowane mamy narzekanie, a jakby się tak głębiej nad tym zastanowić to nie mamy powodów. 
Dziękuję za to że mam sprawne i zdrowe ciało.
Dziękuję za to, że u mego boku trwa kochany i kochający mężczyzna.
Dziękuję za wspaniałych rodziców.
Dziękuje za moje ciepłe i bezpieczne mieszkanie, za łóżko w którym mogę co wieczór zasypiać. Za ciepłą wodę w kranie, lodówkę z jedzeniem. Za poczucie bezpieczeństwa. 
Dziękuję za moje kochane kotki, które są moimi przyjaciółmi. Za wielu przyjaciół i dobrych ludzi wokół. 
Dziękuję za każdy dzień który mija, za pracę i za bezpieczny powrót do domu, za możliwość realizowania pasji. Za to że nieźle radzę sobie z chorobami, które się przyplątały.
I tak codziennie coś dodaję.
Zawsze można znaleźć coś za co można podziękować. Zamiast narzekać. A wtedy od razu jest lepiej, łatwiej i człowiek czuje się szczęśliwszy.( ja wiem, że są sytuacje kiedy ciężko podziękować za nowy dzień, kiedy masz dziecko i nie masz go czym nakarmić, ale są kobiety które nigdy nie będą miały dziecka, albo swoje straciły, więc podziękuj że masz kochane dziecko, ucałuj je, a potem główkuj jak je nakarmić.) 
Nie chcę tu wywoływać dyskusji " nie mam pracy! za co mam dziękować? Za czas wolny chociażby..." Czy "mój rodzic ma raka, za co mam dziękować? Za to że dane ci było tyle lat się miłością rodzica cieszyć..." To trudne.
Ja wiem, że to wszytko może brzmieć jak jakieś gadanie "New Age", ale tak na prawdę to po prostu przełamanie nieskutecznych schematów z przeszłości. Bo jak dotąd to narzekanie i złoszczenie się nic nie zmieniło i nic mi nie dało. Niechęć do siebie nie ułatwiała mi życia i funkcjonowania. Chowanie urazy i niewybaczenie niszczyło tylko mnie. A rozpamiętywanie i przeżywanie na okrągło przykrych wydarzeń męczyło mnie i trzymało w miejscu. 
Pokochałam siebie i swoje życie. Nie znaczy to że nie marzę o tym by było jeszcze lepsze. Owszem... i wierzę że dotrę do tego z uśmiechem na ustach bo będzie to naturalna zmiana. 
Kocham swoje ciało, jasne, ze fajnie by było jakby było smuklejsze, silniejsze i zdrowsze, ale nie jest i akceptuję to. Bo wolę spędzić kilka godzin pochylona nad haftem czy fotografując niż na fitnesie czy siłowni, zatem mam boczki zamiast pięknie wypracowanego brzucha. I kocham to, bo to mój świadomy wybór.
Kiedyś miałam gęste, długie włosy, których zazdrościły mi koleżanki. Moja tarczyca sprawiła, że duża cześć tych włosów wypadła i są one teraz przeciętne. Ale kocham moje przeciętne włosy bo są i nie muszę kupować peruki. No nie będę płakać, że już mi nie zazdroszczą peleryny z włosów... wypadły, trudno, nie przykleję ich przecież. 
Mogłabym tak książkę całą o tym napisać.
Bo kocham swoje życie i jestem szczęśliwa i wam życzę tego samego. 
Do zobaczenia.
 
 p.s.
Robię kardynalne błędy ortograficzne i... akceptuję to! 
Jeśli ktoś przedkłada moją ortografię nad treść bloga to nie ma tu czego szukać.
 

43 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. A ja nieszczególnie bo nawet ich nie widzę:)

      Usuń
  2. Wspaniale to opisałaś-dobrze,że masz siłę i wolę do walki z samą sobą a akceptacja siebie takim jakim się jest podstawą.Ja osobiście stronie od ludzi jestem typem samotnika.pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też byłam samotnicą, bałam się ludzi,oceniałam ich. Teraz jestem mniej samotnicza, chociaż lubię być z mała ilością ludzi, więcej niż trzy osoby na raz mnie przytłaczają i meczą.

      Usuń
    2. Ja nie oceniam ludzi,po prostu mijam chyba,że ktoś zaczepi to porozmawiam.Jedynie dobrze się czuje w towarzystwie osób mających to samo hobby-z innymi wydaje mi się,że mnie nie rozumieją......a nie chcę narzucać komuś swoich poglądów nawet z rodzicami mało kiedy rozmawiam o swoim hobby-mniej wiedzą lepiej żyją...

      Usuń
  3. Zupełnie jakbym czytała o swojej córce! Też artystyczna dusza, której "nikt nie rozumie" i która sama tak naprawdę nie wie, czego oczekuje od życia... Najgorsze, że nie chce słuchać ani nawet rozmawiać ze mną i nie wiem, jak do niej dotrzeć :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem ile ma lat Twoja córka, sądzę jestem w wieku między wami i moja mam też nie umiała do mnie dotrzeć. To jest trudne. Bo z jednej strony jak chcesz wychować to jesteś wrogiem a z drugiej jak chcesz być przyjaciółka to nie jesteś już mamą -oparciem i przystania.
      Ja bym chciała, żeby moja mama kiedy się miotałam i dorastałam chciała zrozumieć mój punkt widzenia, nie ustawiała mi mojego życia. Bo jak mnie wepchnęła na jej zdaniem właściwe tory to do kogo mam mieć żal jak mi się niepodobna i nie wychodzi...
      Nienawidziłam powiedzeń, że jak se pościelesz tak się wyśpisz, czy "ja się tego spodziewałam".
      To głębsza sprawa, nie na taką "rozmowę"pozdrawiam mocno.

      Usuń
  4. Przepięknie napisałaś i bardzo, bardzo spójnie. Mądra jesteś, tak trzymaj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mądra to ja tam nie jestem ale nieco mądrzejsza niż byłam... Ale za to o niebo szczęśliwsza i radośniejsza. Ściskam.

      Usuń
  5. Na podobne wnioski wpadłam niemal 20 lat temu :-)
    W tym czasie poznałam buddyzm tybetański i dzieła Dalajlamy. Jakbym znalazła coś czego szukałam całe życie , tylko nie potrafiłam tego nazwać .
    Dalajlama właśnie naucza żeby starać się osłabiać wszystkie negatywne emocje , a rozwijać i wzmacniać pozytywne . Przekształcamy umysł , uwalniamy się od nienawiści , a rozwijamy współczucie , dobro ...
    Warto nad sobą pracować bo wszystko co od nas wychodzi , też wraca .
    Czyli prawo karmy ...
    Pięknie opisałaś swoją drogę do oświecenia :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie o to chodzi. Co prawdą moje nauczycielki nie są tak mistyczne i nieco inaczej nazywają to co przekazują ale sedno jest takie samo. i jak dobre słowo powinno być szerzone, bo nieszczęśliwych i spętanych ludzi jest jeszcze wielu.

      Usuń
  6. Marysiu, masz rację, trzeba kochać samego siebie, żeby pokochać świat. Dobrze, że Ci się to udało osiagnąć :)
    Buziolki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po raz pierwszy próbowałam tego wiele lat temu ale się nie udało. A teraz się już udało. Nie jest tak kolorowo jakby się wydawało ale jest o niebo lepiej niż było.

      Usuń
  7. Tak pięknie ujęłaś to,czego ja umiałam wyrazić ...a dzięki czemu potrafię cieszyć się codziennością/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I raduj się tą umiejętnością już zawsze. Dziękuję za odwiedziny.

      Usuń
  8. I co mam napisać? Że dziś spędziłam z Tobą twórcze przedpołudnie. Że wypiłam przesmaczną czekoladę i zjadłam ciastko - a teraz to odchorowuję, Że mogę zadzwonić i popłakać.
    Powiem Ci: jesteś przepiękną, cudowną, utalentowaną kobietą o niesamowitym uśmiechu, wyłapujesz z natury takie skraweczki, że wyciskają łzy z oczu. Masz dobre serce i to w tobie lubię. A naj naj najbardziej lubię, że JESTEŚ. Wiesz, to najcenniejszy dar, znać bratnią duszę.
    Więc DZIĘKUJĘ Luna, za możliwość poznania Cię i przebywania.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, i ja z Tobą spędziłam wspaniały czas. Niesamowicie się ciesze, że cię poznałam i że nasze drogi się skrzyżowały. Uwielbiam Twoją energię.

      Usuń
  9. Dobra. Poryczałam się. To nie jest łatwe, ale nikt nie mówił, że będzie. Może mi też się uda? Jedną z najtrudniejszych rzeczy do pokonania (dla mnie) jest właśnie to "rozpamiętywanie i przeżywanie na okrągło przykrych wydarzeń". Boli, jakby się wydarzyło przed chwilą, mimo upływu czasu.
    Dzięki że to napisałaś.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chciałam wywołać łez. Bardzo Ci życzę byś poradziła sobie z natrętnymi wspomnieniami i pozwoliła im odpłynąć by Cię już nie dręczyły. Gorąco pozdrawiam.

      Usuń
  10. Maryniu, kocham cię za ten wspaniały post!!! Tak trzymaj!!!
    Pozdrawiam Cię ciepluteńko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo. Trzymam i raduję się.

      Usuń
  11. Użyłaś mądrych słów w tym poście.Napewno teraz lzej Tobie na duszy bo podzieliłaś się z tymi wydarzeniami z nami,pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podzieliłam się bo to piękna sprawa i chciałabym aby więcej ludzi odnalazło radość w życiu.

      Usuń
  12. Uchowaj Boże, bym miała przedkładać formę nad treść, lecz jeśli już sama wzmiankujesz o błędach, to - bez urazy - "naprawdę" piszemy łącznie:).
    Co do meritum, niech Cię nie zdziwi, że wielu mogłoby teraz wejść w polemikę. Jeżeli swoje szczęście upatrujemy w czymś zewnętrznym, zawsze będą preteksty do weryfikacji. Myślę, że poczucie szczęścia jest stanem w dużym stopniu niezależnym od obiektywnych okoliczności. Ktoś szczęśliwy znajdzie powody do wdzięczności, zaś nieszczęśliwy będzie miał pretekst do narzekań. W sumie jeden i drugi będzie miał rację - coś na kształt szklanki pustej i pełnej w połowie. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, że tak jest jak mówisz. I że łatwo mówić że życie jest piękne jak się nie ma co miesiąc problemu z zapłaceniem rachunków, nie borykasz się z cierpieniem kogoś bliskiego. Ja nie wymagam by takie osoby piały o pięknu życia, ale ja mimo iż zarabiam mniej niż najniższa krajowa, ciesze się drobiazgami i piszę tylko o swoim szczęściu i jak do niego doszłam. Pozdrawiam Cię gorąco.

      Usuń
  13. Życzę Ci dużo siły abyś mogła pokonywać przeciwności losu i tego by jednak się on odmienił.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za te słowa i życzenia. Los się odmienia zawsze kiedy tego potrzebujemy i wiemy jak poprosić.

      Usuń
  14. Jeśli zrobiłaś to wszystko sama, bez pomocy psychologa, to naprawdę jesteś bardzo skuteczna. Gratuluję ci serdecznie, to wspaniale, że możesz napisać: jestem szczęśliwa. Ja ci dziękuję, że jesteś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To o czym dziś napisałam to moje własne dzieło, z psychologami wiele lat temu rozpracowywałam dzieciństwo i swoje zaburzenia osobowości. Ale leku to oni mi nie dali. Za to mądre lektury już nieco rozjaśniły drogę i okazały się dużo tańsze.

      Usuń
  15. Bardzo mądry tekst! I to prawda, że szczęście zaczyna się w głowie, od naszego myślenia. I nie warto tracić czasu na złe emocje, w stosunku do innych osób czy rzeczy które nie są od nas zależne. Gratuluję takiego podejścia do życia, też staram się tak ale nie zawsze wychodzi.. ale na to trzeba czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, nie zawsze wychodzi. Czasami słońce się chowa za chmury, a nawet pada deszcz.

      Usuń
  16. Czasem do takich wniosków dochodzi sie po latach...
    Ja też mam za soba ten proces...i dziekuję codziennie...i jestem szczesliwa!
    Ciesze sie,ze pozbyłas sie ze swojego wnętrza tego, co przeszkadzało Ci być szczęsliwą:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem wiesz jak wspaniałe jest żucie po tym odrodzeniu. Wspaniale. Pozdrawiam.

      Usuń
  17. Chyba, w takim razie, jeszcze wszystko przede mną.
    Szukam światełka w tunelu, który zdaje się nie mieć końca...
    Zazdroszczę Ci samoświadomości i siły.
    Pozdrawiam i życzę najlepszego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma czego zazdrościć, tylko powoli i delikatnie spróbować. To wymaga dyscypliny i przełamania głęboko zakorzenionych nawyków ale... warto - powiadam WARTO.

      Usuń
  18. Może i mnie kiedyś uda się siebie pokochać...
    Cieszę, że Tobie to się udało i jesteś szczęśliwym człowiekiem :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Super przemyślenia! Zgadzam się z Tobą we wszystkim. Ja też sobie wyliczam za co mam dziękować, od wielu lat to robię i bardzo mi pomaga w stresach:)
    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak. Zamiast marnować czas na denerwowanie się czymś na co nie mam wpływu, na przyjmowanie i narzekanie, spędzam go przyjemnie.

      Usuń
  20. Cudownie się czyta takie posty! Oby tak dalej! :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Witaj, czytając to co napisałaś cofnęłam sie pamięcią wstecz bo i ja zaczynając od książek rozpoczęłam przemiany w swoim życiu. Mogę powiedzieć z całą śmiałością , ze jestem człowiekiem szczęśliwym. każdego dnia, czasami na przekór zdarzeniom mam za co dziękować i być wdzięczna. to przyszło z czasem dzięki podjęciu decyzji by stać się szczęśliwą osobą.Bo szczęście jest kwestią decyzji, wyboru a nie biernym oczekiwaniem na to by się zadziało. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafiłaś w samo sedno, szczęście zaczyna się i kiełkuje w głowie. dziękuję za komentarz i za odwiedziny. Pozdrawiam gorąco.

      Usuń
  22. Chyba wiele osób mogłoby się tu odnaleźć... Wiesz, ja po moich przejściach często się zastanawiałam: dlaczego ja?, dlaczego mnie to spotkało? Teraz jestem na etapie akceptacji tego co nie mogę zmienić, mam podejście bardzo bliskie do Twojego. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.