Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

sobota, 20 lutego 2016

Moja autoterapia - Ludzie MOCY

Od kiedy przychodzimy na świat, a nawet i wcześniej, jesteśmy otoczeni przez innych przedstawicieli naszego gatunku. No i to jest normalne przecież. Przez pierwszych kilkanaście lat nie bardzo mamy wybór co do tego kto nas otacza, że się tak wyrażę. Rodzina, szkoła, zajęcia pozaszkolne... jedynie czas wolny możemy spędzać w towarzystwie świadomie wybranej przez nas osoby. A i nawet wtedy zazwyczaj nie zdajemy sobie jeszcze sprawy jak ta osoba na nas wpływa, nie słuchany duszy, słuchamy hormonów, emocji, niższych pobudek, lub lęków. 

W życiu dorosłym już więcej mamy w tej kwestii do powiedzenia, inaczej dobieramy przyjaciół - zazwyczaj. 
A jeśli jesteśmy nie tylko dorośli ale i dojrzali i wewnętrznie świadomi, to nasz dobór bliskich jest kompletnie inny. 
I tu dochodzę do sedna sprawy, do moich obserwacji i do moich przemyśleń na temat otaczających mnie Ludzi.  
O wampirach energetycznych i toksycznych przyjaźniach słyszał każdy. A ja do tych haseł chciałabym dołożyć, na zasadzie przeciwwagi - LUDZI MOCY. 
Kim są Ludzie Mocy? To Ci z naszego otoczenia przy których nasze skrzydła dyszy łapią wiatr, nasze serca się grzeją i wyobraźnia zakwita. I nie ważne czy to ktoś kogo poznałaś kilka tygodni temu i jest starszy o dwadzieścia lat, młodszy o piętnaście i z pozoru nic was nie łączy. 

Ale co jeśli po spotkaniu z takim człowiekiem czujesz, że kochasz swoje życie i jesteś wspaniała ? A po rozmowie z wieloletnią przyjaciółką, jesteś zmęczona, przygnębiona i poirytowana? 
Może się wydawać, że przyjaciel z lat szkolnych, z którym łączy was wiele wspólnych rozmów, przeżyć, przygód już zawsze będzie najlepszym z towarzyszy.  Ale z doświadczenia wiem, że kiedy ma się te kilka czy kilkanaście lat to nie wybiera się najrozsądniej, a z i wiekiem ludzie się zmieniają, charaktery się klarują i taka przyjaźń bywa czasem co najmniej nieciekawa i niezdrowa. W moim przypadku tak właśnie było i to o dziwo dwukrotnie. Jaki dziewczynka nie umiałam tego ocenić, a potem przyszło przyzwyczajenie i swego rodzaju uzależnienie. I czy powinnam się czuć winna, że ktoś kogo znam od piątego roku życia jest "przyjaciółką" przez zasiedzenie? Bo po każdym spotkaniu mam kaca i nerwa. I coraz rzadziej mam ochotę dzwonić do tej osoby, kontaktować się czy nawet o niej myśleć. 

A zdecydowanie chętniej "wykręcę" numer niedawno poznanej kobietki i z nią pójdę na kawę z ciachem. Żebyście mnie źle nie zrozumieli, nie porzucę przyjaciółki bo harmonizujemy ze sobą, tak jak nie opuszczę nikogo z rodziny, chociaż czasem bardzie nie po drodze. Ale kiedy nie jestem potrzebna to wolę ładować baterię z Ludźmi Mocy.
Nie wiem czy rozumiecie o co mi chodzi. Moimi Ludźmi mocy są, pomijając męża, bo jest Aniołem... Mam tu ogromne szczęście. Ale To blogowa przyjaciółka, już nie tylko znajoma, ale właśnie przyjaciółka i chociaż nie zjadłyśmy ze sobą beczki soli i nawet nie myślałyśmy o kradzeniu koni, to... Wiem, że jak mi ciężej na sercu to po pięciominutowej rozmowie z nią, promień jej serca ogrzeje moje i będzie już dobrze. Mam nadzieję, że działa to w drugą stronę, bo nie chciałabym być nieświadomym wampirem. 

To przybrana siostra moje męża, podsuwająca mi motywujące nagrania i lektury, dzięki którym się wewnętrznie rozwijam, kobietka o dobru wypisany na twarzy, z którą na pierwszy rzut oka nie mam nic wspólnego bo i osobowości kompletnie inne i zainteresowania odległe. Gusta również, a jednak... Ona ma Moc, a ta Moc mnie wspiera. I jak tylko mogę to pragnę ją obdarzyć swoją miłością.
To moja Szwagierka,  po rozmowie z którą mam energię do działania. Energiczna i bezpośrednia ale zawsze uśmiechnięta chociaż wiem, że nieraz wylewa potoki łez.
To moja przyjaciółka z pierwszej terapii, o której wiem tyle ile nie wie chyba nikt. A i ona o mnie też niemal wszystko i takie rzeczy, jakie można dowiedzieć się tylko na sesjach. Ale to nas zbliżyło i jako jedyne nie tyle utrzymujemy kontakt, ale na prawdę się świetnie kumlujemy. 
To nawet mama znajomej, którą widziałam trzy razy w życiu, a która swoim światłem przyciągnęła moje serce do siebie niczym ćmę. 
Co takiego jest w tych kobietach. Jedne są ze mną związane poprzez podobne zainteresowania, inne kompletnie z pozoru niepodobne, a jednak wszystkie mają coś wspólnego. Wzajemnie dajemy sobie Moc. Siłę, wsparcie i świadomość tego, że nie jest się samemu na świecie. 
To kobiety o głębokiej samoświadomości i chęci do kochania życia pomimo, że było dla nich ciężkie. Łagodne i kochające, pragnące miłości i dające ją. 

Może to zabrzmi egoistycznie ale jak mam możliwość do wybieram towarzystwo Ludzi Mocy, zamiast egocentrycznych, skupionych na swoim nieszczęściu jednostek, rozsiewających wokół siebie marazm i zniechęcenie, albo co gorsze wrogość i nienawiść. Takie znajomości nie przynoszą żadnych korzyści ani jednej ani drugiej stronie. I chcąc chronić siebie, unikam ich nawet jeśli to oznacza ograniczenie do minimum, kontaktu z wieloletnimi znajomymi. A kiedy jak wprowadzam takie ograniczenie to okazuje się, że ta druga strona jakoś nieszczególnie tęskni i kontakt się urywa. A to oznaczy tylko tyle, że nie było to dobre zestawienie i nie miało prawdziwej wartości. 
Nie zmienię nikogo, mogę zmienić siebie, a jeśli to za mało to mam tę cudowną rzecz - nogi, mogę odejść. 
I właśnie takie świadome odchodzenie od tych, którzy są koło mnie ale są niezdrowi i nie widzą w swoim trybie bycia nic złego, jest moim wielkim krokiem do samouleczenia. To jak rzucenie kolejnego zgubnego nałogu. I jest w sumie podobnie trudne nieraz. A czasami jest tak proste, że aż śmieszne po wykonaniu tego kroku. 

Ale odkrycie potęgi Ludzi Mocy było dla mnie czymś niezwykłym. Dziękuję im i Wszechświatowi, że mogłam się na nich natknąć i poznać. I wam wszystkim, życzę aby znalazł swojego Ludzia Mocy albo i dwóch i był dla nich też dawcą dobrego. 
A za kilka dni relacja z tego jak spędziły moje koty swoje święto - dostały fantastyczny prezent. Zapraszam.

30 komentarzy:


  1. Jestem szczęściarą, mam swojego Ludzia Mocy. Od siódmego roku życia.
    Mam nadzieję, że także jestem dla kogoś takim Ludziem, to wielka sprawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy kto potrafi odnaleźć taką osobę może się uznawać za szczęściarza, bo to lepsze od wygranej w totka.

      Usuń
  2. Dziękuję Kochana za Twe słowa. Ja tez mam takich dobrych ludzi, którzy dają mi energię do działania i wspierają w trudnych chwilach, bo każdy ma momenty załamania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz kochana, że jesteś mi bliska, chociaż były zgrzyty, ale tak to w rodzinie bywa. Niezmiennie jednak dodajesz mi skrzydeł.

      Usuń
    2. Z Tobę jest dokładnie tak samo- zawsze wysłuchasz, tych dobrych i tych złych rzeczy i wspierasz niezależnie od sytuacji :)

      Usuń
  3. Wierz mi, że w odpowiednim momencie, w takim ważnym dla Ciebie pomoc otrzymasz od tej starej przyjaciółki a nie od ,,człowieka mocy" :)))))) Pięknie o tym napisałaś, pozdrawiam :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wiem, że być może ona by i stanęła na wysokości zadania ale nie codziennie człowiek jest w godzinie ciszy i nie o bohaterach tu mowa a o innego rodzaju pomocy.

      Usuń
  4. Mam i ja szczęście, mam przyjaciółkę taką. Wspaniałe opisałaś swoje przeżycia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że masz kogoś takiego. Ten wpis wpadł mi go głowy kilka dni temu po rozmowie z jednym z moich Ludzi Mocy.

      Usuń
  5. Jak zwykle pięknie i mądrze napisane :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja Ciebie bardzo proszę, nie wyciskaj już łez z moich oczu.
    Pięknie to napisałaś. Prawdziwie, od serca. I taka jest prawda.
    Bez Was świat ubogi, bez Ciebie Luna - nie dostrzegałabym tych braci mniejszych.
    Ha nawet koty pokochałam - z daleka.
    A Twoje poranne sms stawiają do pionu i dodają promyki słoneczne.
    DZIEKUJĘ!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Elu, wiesz, że to o Tobie między innymi jest. Poranne smsy dodają mi sił i poprawiają nastrój, bo dawanie miłości jest uzdrawiające. I ja tobie dziękuję moja droga za ten dar zrozumienia.

      Usuń
  7. To wielki dar dostrzegać w ludziach ciepło, miłość, mądrość i umieć im to odwzajemnić. Darem jest też odejść tak by nikogo nie ranić. Bardzo to pięknie ujęłaś. Przepraszam, że tak prozaicznie kończę, ale foty takie piękne, że przerwałam czytanie, co to za roślinka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, z tymi zdjęciami to tak, że to jest jakiś mały meszek rosnący na murku u moich rodziców, który dopadłam i ćwiczyłam na nim nowy obiektyw macro. A potem tylko przepuściłam przez mój ulubiony zmiękczający filtr.
      Dziękuję.

      Usuń
  8. Marysiu, piękny hołd dla Twoich Ludzi Mocy.
    Myślę, w życiu we wszystkim potrzebna jest równowaga. Bo ktoś, dając nam moc, oddaje nam cząstkę swojej energii. Na nas spoczywa uwaga, abyśmy za wiele jej nie odebrali. Żebyśmy nie stali się wysysaczami mocy.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak, masz rację z tą równowagą. Staram się nie być obciążeniem dla nikogo, chociaż wiem, że były czasy kiedy mój stan sprawiał, że byłam bardzo męcząca ale potrzebowałam wtedy leczenia i to leczenie oraz praca nas sobą sprawiły, że już chyba nie jestem mecząca:) staram się.

      Usuń
  9. Ja takich wampirów wyczuwam na odległość, chyba dlatego, że sama jestem wampirzycą (to żart bo nie cierpię czosnku i cebuli). Ostatnio moją pozytywną mocą dzielę się z mamą, której potrzebna jest do podtrzymania życia. Mam nadzieję, że podziała.
    Czekam na foty kociambrów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasza dobra energia zawsze pomaga, nawet jak tego nie widzimy. Trzymam kciuki za Twoją mamę i za Ciebie.

      Usuń
  10. Piękny post !!! Mam i ja takich ludzi mocy, kontakt z nimi daje mi dużo pozytywnej energii !! Ludzi którzy tylko narzekają unikam jak ognia !!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Narzekaczy dla zasady tez unikam, a tych co mają prawdziwe problemy, chwilowe, życiowe wysłucham, ale tez do czasu, bo jak ktoś zaczyna się karmić swoim zmartwieniem to nie chce mojej pomocy, chce mnie zalać swoimi lękami. Wtedy staram się trzymać dystans i jak mogę racjonalnie wesprzeć to wspieram ale puste biadolenie mnie wnerwia bo do niczego nie prowadzi.

      Usuń
  11. Wiem o czym napisałaś:)Mam tylko takie dwie osoby, które przekazuję mi swoje dodatnie wibracje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwie to w zupełności wystarcza by się wzajemnie uleczać i napełniać dobrą energią. Matko, kiedyś śmiałam się z takich stwierdzeń...

      Usuń
  12. Super to napisałaś :) Ja kilka lat temu dojrzałam do tego, żeby zakończyć kilka znajomości, które mi ciążyły i nic nie dawały, oprócz tego że byłam wiecznie wykorzystywana..... Jak na razie nie spotkałam mojego Ludzia Mocy, ale może jeszcze kiedyś.... ;) Jedyną osobą, do której mogę przyjść z wszystkim jest moja mama ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważam, że to rodzaj samoobrony - takie odcięcie się od niezdrowych znajomości.

      Usuń
  13. Człowiek jest zagadką :-)
    Nigdy nie wiesz kto pomoże a kto nie, czasami tak to się układa..
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, ale mnie nie chodziło o godzinę próby ale o codzienną energię. Życzę zdrowia.

      Usuń
  14. A ja chyba nie mam takiego ludzia mocy-choć moi koledzy "ptaszący" ze mną są dla mnie ważni-wiele w kwestii ornitologi mnie nauczyli i mamy wspólne tematy no i mogę na nich liczyć.A najlepszą "przyjaciółką" jest moja siostra trzymamy się razem.pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. pięknie napisane... Ludzie Mocy przybądźcie i do mnie - nie mam nic przeciwko i czekam z uśmiechem :)))
    pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  16. Luna doskonale Cię rozumiem, sama ostatnio zrobiłam taki rachunek sumienia i wyrzuciłam z swojego życia osoby toksyczne. Nic mi nie zrobiły, są miłe, niestety ich towarzystwo, spodób mówienia się zmienił w taki sposób, że czuję się z nimi źle. Bardzo się cieszę, że wokół Ciebie Ludzie Mocy się znaleźli.

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.