Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

wtorek, 24 maja 2016

Opowieści źdźbłem i liściem pisane - Jak mi szczygieł i zięba bolesny upadek osłodziły.

W sobotę gościła u nas moja szwagierka, zatem dzień spędziliśmy w domciu, za to Niedziela wyrwała nas z łóżek piękną pogodą. Taką właśnie prawdziwie majową. Do Dziczy za daleko jak na jeden dzień, zatem wypad do jednego z naszych dużych parków. 
Padło na Park Wschodni, dziki i nieokiełznany, przecięty jakimś dopływem Odry i jeszcze innym kanałem oraz mnóstwem rowów. Nie byłam nastawiona na fotografowanie, raczej chciałam się nacieszyć lepszym powietrzem niż w centrum i jako taką ciszaą. Fakt, że z racji pogody wszędzie było dużo ludzi, właśnie zniechęcał mnie do sięgania po aparat. No ale co zrobić, gdy od wody niósł się co jakiś odcinek drogi donośny śpiew trzcinnika. 



Usłyszeć go to żadem problem, drze się jak opętany.  Za to wypatrzeć czasem dość trudno. No chyba, że usiądzie wysoko na jakiejś w miarę odosobnionej trzcinie. Wtedy jest szansa. Ale jeszcze do tego fajnie by było jakby wiatr nie gibał tą trzciną ze śpiewakiem na pół metra w jedną i w druga stronę. Zupełnie się aparat gubi.



 No i tak właśnie polowałam na tego brązowego krzykacza huśtającego się na trawach w dość mocnym wietrze, jakby sobie kpił z moich starań. Złośliwiec jeden, chociaż to bardziej złośliwy był wiatr. 
Ale coś tam się udało zrobić, a na dodatek  w szuwarach pojawiła się smukła szyja czapli siwej. 

Stała czujnie w płytkiej wodzie, a po chwili zdecydowała się przenieść na pobliski powalony konar. 





I wtedy właśnie stało się to czego się najbardziej obawiałam. Pojechałam jak po zjeżdżalni na skośnie wkopanej płycie "niby chodnika" i nie zdołałam utrzymać równowagi. W głowie miałam tylko jedną myśl. "Nie pozwolić bu uszkodzeniu uległ aparat!" I dla tego cały impet upadku przyjął mój prawy łokieć i dłoń. Nie było fajnie, wylądowałam w zaroślach ale aparat był w powietrzu asekurowany druga ręka. Wszystko stało się tak szybko, że mój maż nie zdążył zareagować nawet. 
Łokieć bolał i boli nadal, rękę sobie rozcięłam i obiłam mięsień kierujący kciukiem. 
Dalej szłam ostrożnie i jakoś nie uśmiechało mi się już fotografowanie. Ale Wszechświat uznał, że należy mi się jakiś zadośćuczynienie. Zaczęło się skromnie. Ot kwiczoł nadleciał i zaczepnie machnął do mnie ogonem. 

Potem pokazał się rozśpiewany drozd i też zapytał jak się czuję.

Ale najsmaczniejsze kąski to mi Wszechświat przygotował kiedy już niemal wyszliśmy z parku. Mój mąż zauważył parkę ślicznych ptaszków, które wylądowały na pobliskim wielkim drzewie. Przywołał mnie ręką i pyta co to za jedne bo takich jeszcze nie widział. 
Podeszłam do niego i spojrzałam gdzie wskazywał. Nie wierzyłam własnym oczom. To szczygieł! 
Mój pierwszy w życiu szczygieł!

Oniemiałam z wrażenia i zapomniałam o bolącej ręce. 
A dosłownie kilka metrów dalej usłyszałam jakieś ciche, delikatne kwilenie. I jak zaczęłam się rozglądać za tym dźwiękiem okazało się, że na wierzbie siedzi śliczny samczyk zięby.

Siedział dosłownie dwa i pół, może trzy metry od nas i wydawał z siebie co jakiś czas ciche kwilenie.  Zachowywał się jakby chciał, żebyśmy tylko my go widzieli, nikt inny. 



Cierpliwie siedział i obserwował nas tak jak my zachwycaliśmy się nim. Pozwalam się fotografować i nawet chwilami wydawał się nieco znudzony.



 
 Nie wykazywał ani odrobiny strachu. Obserwował co dzieje się wokół, a ja z zachwytem mogłam na prawdę zrobić mu bardzo duże zbliżenie. Te zdjęcia nie są wycięte, na prawdę mogłam być tak blisko niego.



A w pewnej chwili się zerwał, usiadł na pobliskiej gałęzi i zaśpiewał dwie zwrotki swojej terytorialnej pieśni. Już nie krył się przed nikim, teraz chciał być usłyszany. A potem pojawiła się jego partnerka i razem odfrunęli szukać smakołyków na wielkiej wierzbie. 
I tak właśnie mi Wszechświat wynagrodził bolesny wypadek. Cóż, uważam, że zadośćuczynienie wspaniałe i nawet nie myślę o siniakach. Zagoją się, a zdjęcia i wspomnienia pozostaną. 
 Natura jest wspaniała i można ją obserwować nawet w miastach.


26 komentarzy:

  1. upadek fatalny, współczuję! uderzenie w łokieć musi boleć... ale zadośćuczynienie... boskie! Jest sprawiedliwość na tym świecie :) po prostu bajeczne te zdjęcia! Zazdraszczam takich widoków :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie widoki na prawdę można wszędzie spotkać, trzeba tylko się uważnie rozglądać. A Łokieć się goi.

      Usuń
  2. Szczygły bywają często w moim ogrodzie. Za to nigdy nie widziałam zięby:(
    Zdjęcia mistrzowskie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A u mnie odwrotnie, zięba ziębą ziębą pogania a szczygłów jak na lekarstwo.

      Usuń
  3. Luna - mam nadzieję, że upadek nie okazał się zbyt poważny. Zdjęcia rewelacyjne, widać, że nowy aparat spisuje się na medal, ale... No właśnie. To nie aparat robi zdjęcie tylko TY, masz te oko, zmysł, słuch i pasja bije od Ciebie na kilometr. Zarażasz ją, jak grypa i cieszę się, bo dzięki temu i ja bardziej się staram. Szczygieł - nie miałam pojęcia, że on aż! tak kolorowy. Jakiż my mamy cudowny świat wokół siebie! trzeba tylko otworzyć umysł i serce, a oczęta same nas poprowadzą.
    PS. Ty wiesz, że czekam?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wiem że czekasz...Oj kochana, nawet nie wiesz jak wspaniale jest czytać takie słowa. Masz rację, że jak się otworzy serce i nieco zwolni to o wiele więcej widać.

      Usuń
  4. ciekawe czemu człowiek bardziej uważa na to co trzyma niż na ratowanie się?też tak miewałam,że mimo wszystko ważniejszy był aparat niż wyciągnięcie rąk przy lądowaniu:)Fotki super:)pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak jest, zwłaszcza że sprzęt nowy i nie tani a jakaś straszna tragedia mi nie groziła. Taki nieco nieracjonalny wybór priorytetu.

      Usuń
  5. Świetny spacer ze zbieraniem ptasich skarbów. Foty piękne, ostre jak brzytwa. Jakieś nowe szkło?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej cały aparat nowy nie tyle szkło bo tonie lustrzanka. Jak mi się uszkodził teleobiektyw to postanowiłam zainwestować w ultrazooma. A tele postaram się naprawić jak się da ale to jak uzbieram.

      Usuń
  6. Mam nadzieję, że nic poważnego ci się nie stało.
    Kolejne ptaszki zawitały na twoim blogu i jak zwykle nie mogę przestać ich podziwiać. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście nic poważnego, trochę pobolało i już niemal przeszło. A ptaszki mnie bardzo uszczęśliwiły.

      Usuń
  7. Współczuję upadku !! A zadośćuczynienie przepiękne i fantastyczne zdjęcia !!
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No takie zadośćuczynienie to ja rozumiem. Jak mam trafiać takie skarby to mogę sobie łokieć obijać codziennie:)

      Usuń
  8. Piękne fotki :-) dobrze, że natura wynagrodziła Ci upadek. Ja na urlopie i chora i zamiast zwiedzać w łóżku leżę... Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie zazdroszczę Ci kochana, musisz bardziej o siebie dbać. Kuruj się.

      Usuń
  9. Cudowne! Zdjęcia, ptaki, wszystko! Masz niezwykłe oko do odkrywania tajemnic natury :)
    Wrocławskie parki skrywają wiele niespodzianek :) Kiedyś wypatrzyłam dzięcioła zielonego w centrum miasta. A do samego Parku Wschodniego mam słabość, jest inny niż wszystkie. Niewiele pozostało z czasów jego świetności i ma swoją mroczną historię. No i jest taki ... bagnisty i podmokły :) Nic dziwnego, że ptaki go lubią :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie zaciekawiłaś ta mroczną historią Parku wschodniego, co to za historia?

      Usuń
    2. Jest związana z pomnikiem Oddziałów Szturmowych NSDAP, którego pozostałości wciąż stoją.
      Forma tej okrągłej, kamiennej budowli nawiązuje swoim kształtem do starogermańskich thingów, czyli miejsc, w których odbywały się zgromadzenia ludowe. W 2004 roku rozpadającą się konstrukcję podmurowano i zakryto miejsce, gdzie znajdowała się wmurowana swastyka.
      Podobno odbywały się przy nim spotkania brunatnych panów z pochodniami i słyszałam też plotkę, że wciąż niektórzy panowie o określonych preferencjach ideologicznych się przy nim spotykają. Ale to pewnie tylko plotka :)
      We mnie ten park zawsze budził niepokój.

      Usuń
  10. Piękna sesja zdjęciowa trzciniaka, inne ptaki też wyszły bardzo ładnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję bardzo. Cieszy mnie, że się podobają.

      Usuń
  11. Luna!!! Ty cholero! Jak mogłaś mnie nie zaprosić na bloga?!? Genialne zdjęcia, no wiecie co! :))) spędzę tu trochę czasu, muszę zobaczyć co robiłaś wcześniej, a niech Cię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo wiesz, ja to nie mam w zwyczaju narzucać się z zaproszeniami. Jakoś mi do głowy nie przyszło pisać - zapraszam na mojego bloga, bo to szczeniacko dla mnie wygląda. a w cichości ducha liczyłam, że w końcu sam zajrzysz:)

      Usuń
  12. Szczygły są piękne. Zięby bardzo lubię. Pamiętam je z wycieczki do Włoch, kiedy widziałam takie spryciule, które nie bały się ludzi i potrafiły domagać się okruchów ze stołu.:)
    Mam nadzieję, że po niemiłej przygodzie zostały już tylko piękne zdjęcia, a to co bolesne odeszło w niepamięć.:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak, jedynie piękne zdjęcia:)

      Usuń
  13. Ojej mam nadzieję, że po upadku wszelki ślad na ręce zniknął. A co do ptaszków, jakie one są piękne i kolorowe, zazdroszczę szczygła, to bardzo piękny ptak. Ja się tak cieszyłam, że mam tu las z ptaszkami, ale kochają mnie kleszcze :( 2 razy się wybrałam i 2 razy złapałam. Koniec :( już do lasu nie wchodzę. A serducho płacze :(

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.