Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

środa, 4 maja 2016

Opowieści źdźbłem i liściem pisane - UWAGA, jadowite żmije atakują!!!

W końcu majówka nastała, dla wielu to czas prawdziwego przywitania wiosny, zwłaszcza w tym roku, kiedy wiosna zimna i wietrzna. Dla mnie to całe cztery dni w Mojej Dziczy. Już od pierwszych chwil, jak tylko moja noga z samochodu się wysunęła usłyszałam od rodzicielki, że "Żmije atakują, są groźne i jest ich mnóstwo, że surowicy brakuje i są już pokąsani..."
Co zatem mogłam uczynić ja, miłośniczka gadów wszelkie maści, a tych groźnych w szczególności - No nic innego jak tylko z aparatem pomknąć na Moją Łąkę, podobno pełną śmiercionośnych żmij.
Szłam powoli i w skupieniu wypatrując gada. Wiał chłodny wiatr ale słońce mocno prażyło więc liczyłam, że może się gdzieś grzeje jakaś. Znalazłam na jednym z kopców powstałych po oczyszczaniu Błoćca stare truchło żmii, wyschnięte już i nadjedzone. Nie była to wylinka, tylko padlinka, znak, że jednak tu bywają. Jednak jakoś żadna żywa nie chciała mi się pokazać.
Nade mną głośno dzwonił trznadel ogłaszając, że to jego olcha i okolice.
 Na innej olsze siedziała samotna sójka i wydawała przedziwne dźwięki, jakieś takie gulgotanie, gruchanie i dudnienie niespotykane. To zapewne są jakieś godowe, romantyczne odgłosy, usłyszałam je po raz pierwszy w tym roku. 

 Ptaki świergoliły i gwizdały w zaroślach, śmigały między gałęziami, pachniała czeremcha i było pięknie ale gdzie moja żmija, co ponoć tak masowo występuje i kąsa kogo popadnie. 
Swoją drogą ta czeremcha to nadawała wiosennemu powietrzu wspaniały aromat. 
Wlazłam nagle w jakieś bagienko i szukając możliwej drogi do przejścia suchą stopą zobaczyłam na zwalonej gałęzi olchy czarnej, skuloną zieloną, śliczną rzekotkę drzewną. 
Siedziała taka niczym narośl na tej gałęzi i rozczuliła mnie do tego stopnia, że zignorowałam błoto, musiałam ją uwiecznić. 

 Te śliczne ropuszki są odporne na jad, na przykład osy. Ciekawe, czy na jad żmii też. 
Na łące, polu, skarpach nadbłoćcowych czy nawet w bagienku nie spotkałam żadnej żmii.  A ponoć tyle ich w tym roku.
Wyszłam z bagna i pokonawszy strumyczek, bardziej do rowu podobny, znalazłam się w suchym, liściastym lesie, pełnym klonów, topoli, olch i czeremchy oraz wysokich dębów czerwonych. Co tam widziałam i co tam spotkałam napiszę następnym razem bo to wspaniałe spotkanie, które mnie wprawiło w ogromną radość, ale nie było to spotkanie ze żmiją.  
Natomiast na brzegu lasu, w kanale odpływowym ze stawu na słupie stalowym siedziała kolejna rzekotka. 


A fotografując ją o mały włos, a weszłabym w jeszcze jedną, siedzącą na brzegu, na liściu. 



Zmęczona długim spacerem wracałam do domu na obiad (dzwoniono już po mnie) wzdłuż stawu i na osłodę pokazał mi się pierwszy w tym roku zaskroniec. Podejrzewam że to ten sam co udało mi się spotkać rok temu w tym samym miejscu, przy starym pniaku. 


 Był tak przejęty moją natrętną osobą, że nie zwracał uwagi na mrówkę, która po nim łaziła. 
Wróciłam do domu rozczarowana. Gdzie moja żmija?
Następnego dnia rano zmieniłam kierunek marszu. Skoro łąka nie chciała współpracować to może wycięty las? Las został kilka lat temu sponiewierany przez wiatrołom i w ubiegłym roku w końcu uprzątnięty. Teraz jest całkiem ciekawym zbiorowiskiem świerków, takich kilkumetrowych, młodych brzóz, modrzewi i innych samosiewów, wysokich traw, pniaków i wykrotów. Całe to bogactwo znajduje się o kilka metrów od stawu, odgrodzone od wody wielkim wałem porośniętym wysokimi topolami, wierzbami i olchami. 
po wejściu w ten zaczarowany świat stanęłam po kilku krokach i zachwycona wdychałam charakterystycznie pachnące powietrze. I usłyszałam w pewnym momencie specyficzny dźwięk. Odgłos pełznącego po suchych liściach gada. 
Byłam pewna, że to zaskroniec, ale nie....
To ona!

Nieduża, ślicznie wybarwiona, po wylince i szukająca zapewne pokarmu. Nie była zachwycona moja obecnością i zdecydowanie nie skora do współpracy. Zamarła, gdy zorientowała się, że ją obserwuję.  Lekko cofnęła w trawy i obserwowała mnie uważnie. Potem spojrzała mi prosto w obiektyw.
Jakby chciała powiedzieć, że mam się wynosić, i że nie ma ochoty na sesję. A następnie nawróciła i wpełzła pod zmurszały kawał pnia. I tyle ją widziałam.
Czułam dziwne mrowienie na myśl, że na prawdę tam są, niby wiem, że nie są jakoś bardzo groźne ale jakiś taki atawistyczny lęk mi towarzyszył przez cały spacer. 
Nie spotkałam już jednak żadnej innej żmii ani tego dnia, ani w następnych.  Natomiast przyroda uszczęśliwiła mnie kolejną rzekotką:) 
Coś szeleściło w opadłych liściach dębu, i byłam prawie pewna, że to jakiś leniwy gryzoń. Ale nie pokazywał się długo więc zniecierpliwiona podeszłam bliżej i zobaczyła sprawcę najgłośniejszego dźwięku w poszyciu. 

 Siedziała taka nadęta i grzebała w tych liściach, a po chwili zwinnym skokiem znalazła się na pobliskich gałązkach. 

 No i żeby był jakiś schemat to na koniec spaceru pokazał się również zaskroniec. Ale udało mi się zrobić tylko jedno zdjęcie bo szybko uciekł. 
 Zatem, spotkałam żmiję, co prawda tylko jedną ale jednak, zaskrońca i piękne płazy, a nawet padalca. Jednego na łące, a jednego we własnym ogródku. 

 To ten z łąki, bardzo duży ale jakiś taki niemrawy. Gdyby nie to, że do mnie mrugał to byłabym przekonana, że martwy. 


 Za to ten ogródkowy bardzo żywiołowy i przemieszczał się rychło kiedy usiłowałam go ładnie skadrować. Bardzo lubię padalce, w jakiś sposób mnie rozczulają. 
To na dziś koniec. W ten weekend będę miała okazję wypróbować nowy sprzęt więc na pewno coś napiszę, a przed tym, przedstawię wam leśne maleństwo, znad strumienia. 

19 komentarzy:

  1. Gratuluję! Przebogaty post, świetne spotkania, fotki znakomite i bardzo zajmująco wszystko opisane. Kiedyś bywały u mnie padalce i zaskrońce, ale teraz tylko jaszczurki zostały. Żmija? Masz charakter ja bym się bała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, jak pisałam to jakiś lęk mały się czaił na plecach ale rozsądek wziął górę. Mam tele, ona mala to się raczej jak kobra na mnie ie rzuci, tylko bardzo uważał pod nogi. Dziękuję za uznanie, starałam się żeby post nie był nudny, ostatnio nieco zaniedbałam bloga i czas się wziąć do roboty na poważnie:)

      Usuń
  2. Wolę piękne ptaki i rzekotkę drzewną, niż wszystko co pełza po ziemi, bo nie bez nóg. Trudno, nie pałam do nich miłością :(. Podziwiam jednak Twoją pasję, jak i wspaniałe zdjęcia. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wiem, że wielu moich odbiorców nie podziela mojej miłości do gadów i pająków... ale cóż, czasem muszę bo się uduszę:)A ptaki będą, i motylki.

      Usuń
  3. Jakie piękne są rzekotki, aż nierzeczywiste. U nas nie ma, nigdy nie widziałam. Żmije też ten rejon raczej omijają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sądzę, że są i u ciebie, tylko nie łatwo je wypatrzyć, mnie się udaje zazwyczaj raz góra dwa razy w roku natknąć. A w tym roku ro normalnie zawyżam średnią:)

      Usuń
  4. Ojej wszystko cudowne i już wiem, czemu mnie zachęcałaś akurat do tego posta:) Są tu moje ulubione, ukochane żabulki:) Piękne, cudne i wspaniałe po prstu:) Za wężami jakoś nie przepadam, ale fotki prześliczne :) Szkoda, że nie udało mi się ostatnio pojechać do tej Twojej dziczy, ale mam nadzieję, że znajdziemy jeszcze okazję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam taką nadzieję, bo tam fajnie. A żabcie wiem, że lubisz... A sporo ich w tym roku:)

      Usuń
    2. To mnie zabierz tam, gdzie są żabki i ciepełko, daj mi Siebie, kocyk, kawałek materiału z igłą i nitką i nic więcej d szczęścia nie potrzeba :)

      Usuń
  5. Cudowne zdjęcia i cudna wyprawa Marysiu. A z tego co piszesz, widzę, że nic w temacie surowicy od lat się nie zmieniło. Nadal jej brakuje.
    Dziękuję Ci za ten wspaniały spacer wśród natury :)
    Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I się nie zmieni, bo to nie dość że drogie to bardzo krótkotrwałe jest i nie chcą robić zapasów, które po kilku dniach są do niczego.

      Usuń
  6. pięknie jak zawsze! uwielbiam te wirtualne spacery z Tobą i Twoim obiektywem Marysiu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie cieszy, że lubisz ze mną spacerować, zamierzam częściej urządzać spacery.

      Usuń
  7. Co to za wspaniałe spotkanie będzie opisane w następnym poście... Ciekawa jestem!
    Zdjęcie zabójcze, piekne, i wszystkie zwierzaki również pięknie. I na szczęście niezabójcze. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, ta żmija to dla niektórych jest zabójcza, zaskroniec niejedną żabę zabił, a rzekotka owada...

      Usuń
  8. Żmije są naprawdę piękne. I inne gady też. W sumie wcześniej nie zdawałam sobie z tego sprawy. A następnym razem poszukam tych zwierząt na spacerze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, niby trudniej spotkać niż ptaka, ale chyba daje to większą satysfakcje.

      Usuń
  9. Super fotki,ja dopiero raz spotkałam żmiję-warto ubierać grube gumowce wysokie tak by się nie przebiła i spokój.Do padalców nie mam szczęścia a tu proszę jakie fotki.Rzekotkę też mi się udało dopaść:)pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Ojej ile gadów. Pierwsza rzekotka zabójcza xD rozbroiła mnie na maksa. Ta mina :3 haha. Żmija przerażająca. Nawet nie wiedziałam,że mają czerwone oczy. Przerażające.

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.