Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

wtorek, 10 maja 2016

Opowieści źdźbłem i liściem pisane - Wzruszające spotkanie z sarenką.

To, że natura nie jest łaskawa dla stworzeń chorych, rannych czy okaleczonych trwale wie każdy. I prawie każdy odczuwa na widok takiego zwierzątka jakieś emocje, rozczulenie, współczucie, chęć pomocy. I te emocje nie były nam obce, kiedy razem z mężem natknęliśmy się na sarenkę. 
Nasze pierwsze, jeszcze nieuświadomione spotkanie z nią, nastąpiło dzień wcześniej. Obchodziliśmy łąkę naokoło pod zadrzewieniami i w małym pasie lasu dostrzegliśmy właśnie sarnę. Wystraszyła się nas i oddalała, ale inaczej niż zazwyczaj. Zawsze, sarny, które spotykam uciekają wielkimi susami, a ona się jakoś dziwnie powoli przemieszczała. Do tego wszystkiego jeszcze po drugiej stronie tego zadrzewionego pasa jest droga i kilka domów z psami i one ją obszczekały, płosząc jeszcze bardziej niż my. Mignęła nam między dębami, a sosenkami i zniknęła. Wtedy zwróciłam uwagę, że dziwnie się porusza, że utyka. Mąż się bardzo strapił, że to pewnie jakiś głupi myśliwy albo kłusownik ją tak urządził i że ich nie znosi, zgodziłam się w tej niechęci z nim. 
Następnego dnia poszliśmy w druga stronę, tam gdzie spotkała strzyżyka i wychodząc z lasu, będąc jeszcze pod osłoną konarów zauważyłam na łące samotną sarnę.  


Obserwowałam ją przez obiektyw i zauważyłam, że nie porusza się tak jak powinna zdrowa sarna. Zrozumiałam, że to ta sama co ją poprzedniego wieczoru wypłoszyliśmy.
 


Kiedy stała nawet, było już widać, że jej postawa nie jest normalna. Była zgarbiona i zad miała ewidentnie wyżej niż łopatki.


Bardzo często się pokładała do jedzenia i tylko uszy było widać z traw. A kiedy szła nie było wątpliwości, że coś jej dolega w którąś z przednich nóg. 



Mojemu mężowi skojarzyła się z naszym utykającym na przednią niedowładną łapkę, kocurem i bardzo się rozczulił. Jakie on ma dobre serce. Ja natomiast starłam się dojść co z nią jest nie tak. 


 Widać było, że nie może skakać, jak nas usłyszała to się oddalała ale nie tak jak inne sarny, lecz jakby rozważała czy warto ten wysiłek podjąć czy jednak niekoniecznie.
 


Doszłam do wniosku, że jedna z jej przednich nóg była w jakiś sposób niedorozwinięta, mniejsza i nieużyteczna. Nie wiem czy to uraz po sidłach, ataku psa czy coś wrodzonego. Sarna jest dorosła więc jedną zimę ma już za sobą ale w tym roku nie było śniegu. A jak spadnie, to nie wyobrażam sobie jak ona będzie grzebać w nim i szukać jedzenia. 
Mimo to mam nadzieję, że nie wejdzie w drogę żadnemu mordercy i jednak los będzie jej sprzyjał.  Bardzo jej z mężem kibicujemy. Obserwowanie jej przez te kilkanaście minut bardzo mnie rozczuliło.
 To było moje pierwsze w tym roku spotkanie z sarną, która nie wystraszyła mnie zrywając się do panicznej ucieczki.  Zastanawiam się czy jeszcze ją spotkam, jeśli tak to na pewno wam o tym doniosę. 
Na koniec chciała tylko powiedzieć, że zepsuł mi się mój teleobiektyw, moje oko na wyprawach. Zepsuł zupełnie. Nie wiem czy da się naprawić i czy będzie to opłacalne. Te i następne zdjęcia są robione aparatem, który mąż pożyczył od dobrego znajomego do przetestowania. Zastanawiam się mocno czy go nie zakupić. Sami ocenicie czy warto. 
Pozdrawiam i życzę miłego tygodnia. 

26 komentarzy:

  1. Kupuj nowy aparat, bo ze zdjęć widać że warto :) Biedna sarna... Przyroda jest piękna i okrutna :( Trzymam za nią kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, cieszę się, że masz takie zdanie. Będą jeszcze zdjęcia ptaków z tego aparatu, ja jestem zadowolona ale zobaczymy jak inni. Dziękuję i pozdrawiam.

      Usuń
  2. Zdjęcia wyszły super, więc ja na twoim miejscu zakupiłabym ten aparat. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za uwagi, jednak to wydatek ponad dwóch tysięcy więc muszę się porządnie zastanowić. Pozdrawiam.

      Usuń
  3. Nieszczęście bezbronnego zwierzaka zawsze jest wzruszające, a może by tak zawiadomić jakiś pobliski azyl. W temacie zakupu proponuję odwiedź stronę optyczne.pl tam możesz wyszukać niemal każdy aparat, wybrać i porównać możliwości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie ma tam nic takiego, żadnego azylu, a leśniczy to zbój. Optyczne.pl to znam bardzo dobrze, ale tego modelu nie zrobili testu. Co mnie dziwie, bo to jedyny taki w tej klasie, obecnie nie ma konkurencji i jak się pojawił w ubiegłym roku to były trudności z kupieniem go bo rozrywali go klienci jak darmowe piwo. bez zapoznania się z optycznymi nie kupuję żadnego sprzętu.

      Usuń
  4. Biedna ta sarenka. Szkoda że nie ma jej jak pomóc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie ma, ale może jak będzie miała szczęście to jej się uda.

      Usuń
  5. Biedna sarenka, aż dziw że jeszcze żyje i nikt jej krzywdy nie zrobił... :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No też jestem pod wrażeniem, że jakoś dotrzymała do takich rozmiarów. Chcę wierzyć, że nikt jej nie skrzywdzi.

      Usuń
  6. Zdjęcia wyszły super, myślę że aparat fart zakupu. Sarenka budzi mój podziw bez niczyjej pomocy w okrutnym świecie daje sobie radę i nie poddaje się jak niektórzy ludzie. To lubię w zwierzętach że do końca walczą wbrew wszystkiemu nie tak jak ludzie, którzy czasami w pewnych okolicznościach zamierają na lata w bezruchu.

    Ps. Dziękuję za odwiedziny umnie :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, ludzie często z byle powody zamiast szukać rozwiązania, względnie pomocy ociekają się nawet do ostateczności.

      Usuń
  7. Sarenka wyraźnie ma niesprawną przednią kończynę. Skoro jest taka duża, to wygląda na wadę wrodzoną. Widać, że sobie nieźle radzi.
    Na aparatach się nie znam, to się nie wypowiadam:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważam, że jest szczęściarą i jakoś musiała pokonać swój lęk przed tym co ludzkie. Wczoraj moja mam zadzwoniła, żeby powiedzieć, że "nasza"sarenka kuśtyka sobie kilka metrów od płotu po polu za rowem i ignoruje naszego psa.

      Usuń
  8. Och, jaka biedna ta sarenka. Myślę, że zdoła się przystosować do takiego życia. Mam nadzieję...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bardzo mocno trzymam za nią kciuki. Widzę, że upodobała sobie okolice naszego domu więc co jakiś czas może będę ja spotykać.

      Usuń
  9. Co za historia, ja tez kibicuję sarence z całego serca. Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cyba tylko jakiś zwyrodnialec bez uczuć mógłby życzyć jej źle. To dzielna i odważna sarenka. Również pozdrawiam z całego serca.

      Usuń
  10. Lepiej niech nawet 2 tygodnie żyje w naturze niż by miała dostać kulkę po zgłoszeniu takiej sarny-ja też spotkałam koziołka z połamana nogą jak kuśtykając odchodził to tak jakby "skomlał"-myśląc,że to myśliwy i naszedł jego koniec ale na szczęście tak nie było a ja nie zgłaszałam tego nigdzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, nie pomyślałam o tym żeby ją gdzieś zgłaszać wiec nawet nie zastanawiałam się nad tym co mogłoby ją wtedy spotkać. Chcę żeby dała sobie radę w naturze, nawet na ten jeden jeszcze sezon.

      Usuń
  11. Widok sarenki z bliska coś niesamowitego,szkoda że była chora,ale niech cieszy się wolnością biedna,bezbronna,pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No przyznam, że ona była bardzo daleko. To ten eksperymentalny aparat umożliwił mi zrobienie tych zdjęć.

      Usuń
  12. No tak, cierpi zwierzątko,cierpi człowiek - chciałoby się pocieszyć, przytulić uleczyć.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak jak mówisz. Ja nie wiem czemu poddawane są eutanazji zwierzęta które nie mogą wrócić na wolność.

      Usuń
  13. Biedna sarenka ! Mam nadzieję że poradzi sobie w życiu !!
    Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  14. Ojej, biedna sarenka, a może się skaleczyła jednak, i ją tak złapać i wyleczyć? Ale mi teraz w głowie będzie siedzieć to biedactwo.

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.