Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

wtorek, 14 czerwca 2016

Dla odmiany - serwetki

No właśnie, żeby nie było, że zapomniałam jak się igłą posługiwać, to pokażę co popełniłam na przestrzeni dwóch lat... He he, niby duży odcinek czasu. 
A tak to tylko dwa bieżniczki, jedna serwetkę i połowę dużej serwety. Ale zacznę od tego co pierwsze. 
Otóż jak na samym niemalże początku prowadzenia tegoż oto bloga chwaliłam się, że rozpoczynam przygodę z nową dla mnie techniką - haftem Richelieu, którym zaraziła mnie szwagierka. Na początku jak podpatrywałam jej pracę to wydawało mi się to mało dla mnie ciekawe z racji zerowej inwencji własnej. Ot, jest wzór i jedziemy. Ale podobały mi się efekty końcowe. No i postanowiłam spróbować. Popełniłam zatem swój pierwszy bieżnik, nieskomplikowany, bo nie umiałam robić jeszcze kluseczek, zwanych przęsełkami. 
 No, uprzedzałam, że wzór prosty. Ale tak mi się podoba. A to na nim nauczyłam się i wyćwiczyłam rękę. Kolory są całkiem przypadkowe, ponieważ pracowałam na resztkach. Ale w sumie to efekt nie jest najgorszy. 

Oj, poleżała ona ze dwa lata w szufladzie...
Z końcem tamtego roku zaczęłam i dwa miesiące później skończyłam drugi bieżnik. Już nieco bardziej skomplikowany.  


Wzór ładny, przyjemny, dość szybki ale...
No po praniu okazało się, że materiał wybrałam marny. No i się nie chce menda doprasować.  I jeszcze gdzieniegdzie nitki do wycięcia pozostały. Jestem nieco rozczarowana. Ale wychodzę z założenia że człowiek się uczy na błędach:)
 
A teraz mój gnieciuch. 
 Wygląda strasznie, nie? Jak psu z gardła wyjęta. No ale jest w trakcie pracy więc prasowanie dopiero przed nią. Mam ponad połowę. Rozmiar... 125 na 60 cm. Bo większych nie było. 


 Ten materiał to czysta bawełna, zatem wiem jak będzie się prasował. Kolory dobrane pod nasz salon, a rozmiar do ławy. Już się boję wycinania:) 
A czemu zasiadłam do tej techniki? Bo jest bardzo relaksująca i nie wymaga skupienia. Zatem kiedy mam ochotę bezmyślnie pomachać igłą to jest to idealne. I mogę wyszywać wszędzie. 
Post powstał, żeby nie było tylko o przyrodzie, bo nie tylko nią żyję.
Zdjęć mam setki, a jakoś się nie mogę zebrać do pisania. 
Na koniec jeszcze, kociaki. Wszystkie na szczęście zdrowe, z apetytem, w dobrych nastrojach. 
Antek rośnie, teraz już nieco w szerz... pyszczek mu się zmienia, mężnieje. Uspokoił się odrobinę, nadal szaleje zwłaszcza po opuszczeniu kuwety... i świetnie poluje na muchy. 

 Ciapek, bez zmian, gruby, puchaty i przepełniony cierpliwą miłością. Matkuje młodym mimo, że czasem oboje się na nim wyżywają. 
A Keira, wymiotuje już tylko kiedy jej się kłak uzbiera, czyli jakoś tak raz na dwa tygodnie, ma piękną gęstą sierść, gruby ogon. Jest malutka ale nabrała ciałka. I pewności siebie. Już nie jest tak płochliwa jak była. A apetyt ma za dwóch. 
 Bardzo się cieszę, że te moje futra są zdrowe, że się bawią i mogę je wymiziać kiedy poczuję potrzebę bliskości. 
Pozdrawiam wszystkich serdecznie.

 


 

30 komentarzy:

  1. Wow, ale ładnie wyszyte. Ja bym tak nie umiała. :P
    Fajnie, że z kociakami wszystko jest w porządku. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby Ci kto pokazał jak, to byś umiała, ale to czasu dużo zabiera.

      Usuń
  2. A moja kocica linieje jak podstarzały amant filmowy.Wszędzie kłaki!!Serweteczki klawe,tez się kiedyś oddawałam temu zajęciu.Pzdr,Hanka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podoba mi się to określenie. Moje też linieją bo ciepło się zrobiło ale jakoś nie zwracam na to uwagi, przyzwyczaiłam się do wszędobylskich kłaków.

      Usuń
  3. No już myślałam, że się w życiu tego Twojego Richeliu tutaj nie doczekam :) A tak na poważnie, to bieżniki są super:) Materiał w tym drugim troszkę się ściągnął dlatego ciężko go rozprasować. Spróbuj na mokro, u mnie czasem pomaga. Na skończony obrus czekam z niecierpliwością :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, tak jakoś się przed aparat nie pchały. Ale w końcu doszłam do wniosku że trzeba. No ja prasowałam mokry ale on jest taki.

      Usuń
  4. Podziwiam Cię za cierpliwość do haftu, mnie nigdy (nigdy nie mów nigdy!) to nie pociągało.
    Efekt Twoich starań jest godny zazdrości a gnieciuch zapowiada się pięknie.
    Głaski dla futrzaków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty za to robisz inne wspaniałe rzeczy, które dla odmiany nie pociągają mnie i to jest właśnie piękne.

      Usuń
  5. Piękne serwetki/bieżniki powstały. Ja też coś tam gniotę w technice, ale się uczę więc czas pokaże. Twoje są piękne. pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że spróbowałaś tej techniki, jest taka wyciszająca i efekt daje satysfakcję. No i świetnie się to na prezenty nadaje.

      Usuń
  6. Sliczne serwety. Ten haft jest dla mnie najładniejszym ze wszystkich znanych:) To pełne romantyzmu prace. Cudownie, że tak młoda osoba jak Ty, haftuje tym ściegiem i do tego tak pięknie.
    Pomyziaj ode mnie futrzaki. Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym że jestem młoda i robię coś, co kojarzy się z babciami. Po prostu to kocham. I chcę to robić d kiedy będę miała siłę.

      Usuń
  7. Cieszę się, że kotki zdrowe. Serwetki eksta.
    Pozdrawiam, Dana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nawet nie wiesz jak ja się ciesze, że futra zdrowe. Również pozdrawiam.

      Usuń
  8. fajnie, że kociaki zdrowe... nie lubię jak chorują;
    niestety nie biorę się za ten hafcik bo nie podołam... a Ciebie tym samym podziwiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A skąd ta myśl, że nie podołasz... spróbować jakąś małą serweteczke, podkładkę pod filiżankę, a może wciągnie?

      Usuń
  9. Ale ładne :) Ja chyba nigdy się nie nauczę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam, każdy może się tego nauczyć, to łatwa technika. Pozdrawiam.

      Usuń
  10. Piękne serwety, ja też mam całą kolekcję i część osobiście wykonaną, ale kompletnie zarzuciłam haft na rzecz foto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja nie mam kolekcji, dopiero ją tworzę:) Nie potrafię zarzucić haftu, poza tym, jako mieszkaniec wielkiego miasta nie zawsze mogę się wyrwać na łowy więc oddaję się drugiej pasji. pozdrawiam.

      Usuń
  11. Piękne wzory. Ja kiedyś z mamą wyhaftowałam komplet: 6 serwetek okrągłych i jedna duża, owalna. Podzieliłyśmy się pracą po połowie.:) Nie wiem co się z nim stało, chyba stały się prezentem.:))) Najgorsze to wycinanie...
    Pisałam Ci, że mam bardzo podobny dywan? Różni się tylko kilkoma drobnymi szczegółami.:) No i mam kota. W sensie zwierzę.:) Mamy od niedawna, został porzucony. Właściwie dwa. Jednego wzięła sąsiadka, a drugi był tymczasowo u drugiej, ale ona ma już kilka zwierzaków i ten jeden to by było już za dużo. To wzięliśmy. Weterynarz określił, że może mieć około 4 miesięcy. Ten kot.:) No i teraz uczę się "obsługi" zwierzęcia.:) Psy znam od dzieciństwa, to się orientuję, koty to dla mnie czarna magia.:))) Już mnie pogryzł i podrapał, mam rękę oklejoną plastrami. Ale przynajmniej wiem dlaczego.:) Uczę się.:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Posiadanie kota to fascynująca przygoda, z początku masz wrażenie że to istota z kosmosu, a potem odkrywasz że jest fascynującym przyjacielem. A dywanu już nie ma bo go koty zaśmierdziały. Pozdrawiam i zyczę powodzenia w poznawaniu kota.

      Usuń
  12. Luneczko - jestem, pamiętam, zaglądam...czas gonię i przegonić nie mogę. serwetusie jak malowane...ale ten "gnieciuch" to dopiero będzie coś!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, kochana wiem. Jestem cierpliwa, życze Ci spełnienia marzeń, jestem kibicem spełniania marzeń.

      Usuń
  13. pięknie ... też je robiłam "za młodu" :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Cudne wzory :) Jakie to wszystko pracochłonne, podziwiam. Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Piękne serwetki, ja bym żadnej nie zrobiła :-)
    Głaski dla koteczków, niech zdrowo rosną :-)
    Pozdrawiam poniedziałkowo !

    OdpowiedzUsuń
  16. Pierwsza serwetka jest piękna, chociaż nie ma kluseczek jak to określiłaś (bardzo podoba mi się to określenie). Jestem pod wrażeniem ostatniej ogromniastej serwety, będzie cudo. Super, że kociaki zdrowe - widać na zdjęciach "pełnię szczęścia". Moje richelieu leży odłogiem ale mam już kilka pomysłów tylko z czasem gorzej. Cieplutko pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Luno wspaniale wyszły Ci obie prace, jestem pełna podziwu, ja naukę richelieu zaczęłam od maleńkich serwetek, a Ty od razu popełniłaś 2 bieżniki, a 3 w drodze! Wow. :P Co do bezmyślnego machania igłą to się nie zgodzę :P haha xD, i mówiłam, że to relaksuje zajebiście ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Podziwiam Twój talent, sama tak nie potrafię. Fajne kociaki :)

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.