Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

czwartek, 21 lipca 2016

Mnie nie ma, a złodziejaszki grasują.

No tak... Blog leży odłogiem bo mnie ciągle nie ma. W pracy wakacyjne luzy można rzec, zatem jak już wróciłam z urlopu to mnie nosi kiedy mam tylko wolne i niemalże komputera nie włączam. No przecież nie moja wina, że przyjaciółki remontują mieszkanie w górach. A i do rodziców wypada wpaść, agrestu i porzeczek poskubać...
A propos porzeczek to, taka sytuacja ciekawa miała miejsce w ostatnich dniach...
Pojechaliśmy ze Szparagiem do rodziców do Dziczy. Tak niespodziewanie, mega spontanicznie, z głębokiej tęsknoty i miłości. Na tyle spontanicznie, że nie wzięłam aparatu. No i jak się łatwo można domyślić, ta nieuwaga się zemściła. 

A zemściła się boleśnie i wstrętnie.  
Już pierwszego dnia podziwiając staw przez lornetkę żałowałam... Stada gęsi gęgaw, żerujące na wyrastającej ponad taflę wody, trawie. Do tego czaple siwe i czaple białe, kormorany, młode perkozy i dwa gniazda na których siedziały dorosłe perkozy dwuczube. I jeszcze całe mrowia jakiejś drobnicy zbyt daleko by lornetka umożliwiła mi oznaczenie.  
No, a do tego  jakiś ptak drapieżny kołujący nad stawem i na pewno nie był to ani jastrząb ani myszołów. Siedział spokojnie na brzozie pośród ignorujących go kormoranów. A na deser bielik, wywołujący popłoch wśród gęsi i innych ptaków na stawie.
A ja tylko podziwiałam i wzdychałam.

Zdjęcia archiwalne - wszystkie.
(to akurat myszołów) 




A co do tych porzeczek to są one hitem u okolicznego ptactwa. Pomijam, że z trzech drzew czereśni zjadłam raptem kilka i to niedojrzałych, reszta zniknęła w przepastnych dziobach szpaków, kosów, drozdów, sójek, dzięciołów i innych. No i teraz, kiedy już nie ma czereśni, a borówki są okryte siatką (Tu muszę nadmienić, że już po raz drugi jakimś cudem pod siatkę dostał się młody kos i musieliśmy z tatą go wyganiać co nie było łatwe bo spanikowany nie umiał wyjść i odbijał się od siatki - no z głodu by nie padł...)  Ptactwu pozostały porzeczki. 
No i przychodzą sobie bezczelnie, zupełnie nie krępując się przy tym naszą obecnością różne takie i kradną. 


Siadłam sobie zatem z tą lornetka kilka metrów od sadku na ławce i siedzę czerpiąc radość z wszędobylskiej zieleni. A tu jakieś małe, szare coś wpada na krzew porzeczki i szarpie za kulkę. No to ja szkło do oczu i patrzę. No i oczom swym nie wierzę. To małe, szare coś to samica kapturki. Siedzi niestabilnie i gibie się ciągnąć za czerwoną kulkę, w końcu urwała i przez kilka sekund trzyma w dziobie. I 'flop" połknięta. To tak jakbym ja całą pomarańcze na raz połknęła. Szok. Zjadła dwie i poleciała. 


Zaraz za nią pojawił się młody kos, być może ten co go spod siatki uwolniliśmy. Siedzi, gdacze i raz za razem łyka owocki. Pochłoną chyba dziesięć i poleciał. No, a na jego miejsce pojawiła się znowu kapturka ale jaką inna. Oczy wytrzeszczone takie jakieś, łyse na około i podgardle też jakieś łysawe. Młody chyba. Szarpał się mniej wprawnie z czerwonymi kulkami, równowagę tracił ale pochłonął trzy i poleciał. 
I tak w kółko.  Nie wiedziałam, że kapturki są owocolubne. No to teraz już wiem. 
A takie piękne ujęcia bym miała jak one te porzeczki w dziobku trzymają... I jak w trawie dorosły samiec kosa dżdżownice wyciąga. I jak przylatuje rudzik na trawnik i nerwowo podryguje... I sarenka pod lasem... No i uciekający zając... tyle szczęścia bez obiektywu...



Już nigdy nie popełnię tego błędu i zawsze będę brała aparat. Zawsze!!!!

11 komentarzy:

  1. Luna, no wielki błąd popełniłaś, wręcz niewybaczalny, nie uwieczniając tej ptasiej gospody. Ale na szczęście masz bogate archiwa.
    Rudzik śliczny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja wiem i bardzo mnie to boli zwłaszcza, że się dziś dowiedziałam o tym, że właśnie skosili staw - jakkolwiek głupio i niedorzecznie to brzmi. I spłoszyli ptaki, pewnie zniszczyli gniazda perkozów...

      Usuń
    2. Ekologiczna masakra, nie rozumiem takich poczynań.
      Bardzo mi żal :(
      Czy możesz mieć jakiś wpływ na to aby takich zniszceń na ekosystemie Twojego regionu nie wyczyniali?

      Usuń
    3. Niestety nie, bo to staw prywatny hodowlany i ważne są dla nich ryby.

      Usuń
    4. No i masz, jest jak zawsze :(
      Mam już trochę lat ale wciąż mnie to zadziwia...
      Przecież można chyba wydzielić strefy kontrolowanego zarostu stawu i jednocześnie robić dobry odłów, w końcu narybek też potrzebuje schronienia?
      No ale tak, wtedy trza się dodatkowo narobić (za darmo?)

      Usuń
  2. Załamałabym się, taka okazja i takie piękne zdjęcia by były....
    Nie wziąć aparatu na wjazd ????
    Teraz już wiesz,że się bierze zawsze :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie wiem, ale mądry Polak po szkodzie... mam za swoje.

      Usuń
  3. Wiesz przecież, że jak nie ma aparatu, to wtedy się dzieje najwięcej.:) Też tak mam.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liczyłam na to, że będę się zajmować czymś innym i nie będę miała czasu podziwiać natury.

      Usuń
  4. Dlatego ja bez aparatu nie wyjdę nawet po marchewkę hehe. Szkoda, byłoby co podziwiać.
    Pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.