Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

wtorek, 9 sierpnia 2016

Opowieści źdźbłem i liściem pisane - Prawie idealny spacer po lesie.

Mój spacer do lasu zaczyna się dość późno jak na miłośnika przyrody i fotografii przyrodniczej.  Lubię spać, to nałóg, którego nie umiem przezwyciężyć. Niestety koliduje z tą pasją, jestem zatem skazana, na to co las mi oferuje po śniadaniu. A jak się zaraz przekonacie to ma bardzo wiele do zaoferowania. 
Na dzień dobry wita mnie gniazdujący pod dachem mazurek. On zresztą, najczęściej też mnie budzi, bo jego oraz jego rodzinki darcie dziobów jest słyszalne pomimo zamkniętego okna. 




 Potem kontrolny rzut oka za płot, na Moją Łąkę, niezmiennie dzika, zachwaszczona, zaniedbana i ukochana, z tą samotną olchą czarną na krańcu. 


W czasie, kiedy ja podziwiam Łąkę, do gniazda, mieszczącego się nieopodal tego zajętego przez mazurki, zapracowana od samego świtu mama szpakowa ze śniadaniem dla maluchów. Jej i młodych szamotanie pod dachem też słyszę nad ranem, nad głową. 



Obok szpaka, na równoległym drucie energetycznym siedzi, nie obudzona chyba jeszcze pliszka siwa. Co dziwne, bo zazwyczaj o tej porze to one już dawno w chaosie polowań.



Wracam do obserwowania Łąki i w zaroślach na jej brzegu, nad rowem wita mnie zadziorny ale i płochliwy mały zabójca - dzierzba gąsiorek. Dziś tylko samczyk, jego pani najwyraźniej zajęta. 



Opuszczam ogród i kieruję się w stronę stawu. Ale nim dotrę na groblę, pod lasem w liściach wita mnie z przekąsem zaspany mocno jeszcze zaskroniec. Nie jest chętny do rozmowy, liczył na poranne promienie słońca co go ogrzeją ale liście wybujałe na drzewach skutecznie mu je odcięły. 



Docieram nad staw, jest jak zawsze piękny, chociaż wyjątkowo pusty. Większość ptaków zajęta wysiadywaniem jaj bądź pilnowaniem świeżo wyklutych młodych.  



Za to Grobla wiodąca do lasu, obsadzona dębami, topolami i olchami, aż tętni życiem. Na sam początek zaczepiła mnie dumna i nieco bezczelna bogatka. W młodych, intensywnie zielonych listkach dębu, z tym swoim cytrynowym brzuszkiem, prezentowała się wspaniale. A jej donośny gwizd słychać było daleko. 



Jedynym, który miał czelność i możliwość ją przyćmić był pan Ziemba. Ze swoim blado pomidorowym brzuszkiem dumnie zasiadł na estradzie wśród liści jesionu i pokazał na co go stać. A śpiewał tak samo pięknie jak wyglądał.  



Po przeciwnej stronie grobli kowalik dokonywał ablucji i nie miał zamiaru się integrować ani ze mną ani z innymi ptakami. Zupełnie pochłonięty zabiegami pielęgnacyjnymi nawet nie zwrócił uwagi na moja obecność ani na to, że zrobiłam mu kilka zdjęć podczas tej, jakże intymnej czynności.  



Tak zignorowana, wzruszyłam ramionami i powróciłam do pięknego Pana Ziemby. A on przeniósł się na nieco inną scenę, zaśpiewał jeszcze kilka akordów i poleciał do swoich obowiązków za gęstą zasłonę liści jesionów.  Na pożegnanie tylko śpiewnie powiedział, że jakby co to wiem gdzie go szukać, na przyszłość.
 


 Przeszłam już groblą kilkaset metrów, zajrzałam więc czy się na stawie nic nie zmieniło... No i jedynie samotną łyskę udało mi się wypatrzeć. 



Oraz pięknego perkoza rdzawoszyjego. Mniej  wykwintny niż jego znany kuzyn, ale dla mnie niezwykle piękny ptak. 



Przez całą drogę groblą, towarzyszyły mi pieśni ptaków, a jedna wybijała się pośród nich szczególnie. Nawet wspaniałe trele Ziemby nie były wstanie zagłuszyć tych dzikich arii. Trochę mi zajęło nim zlokalizowałam samego śpiewaka. Trzciniak siedział dumnie nastroszony i ogłaszał wszystkim, że ten kawałek szuwarów należy do niego.  



Jak na tak niepozornych rozmiarów ptaszka to ma na prawdę donośny głos. Kiedyś, jako dziecko słuchałam jego krzyków w nocy nawet. 

 



W lesie zastanawiająca cisza i spokój. Ale nie do końca. W suchych trawach, na nasłonecznionej polanie skryli się inni mieszkańcy lasu. Przedpołudniową drzemkę odbywała tam żmija i moja obecność nie została przyjęta zbyt optymistycznie. Gad patrzył na mnie spode łba i złorzeczył pod nosem. 



A niecałe dwa metry od niej bardzo lękliwie przemieszczał się pięknie wybarwiony samczyk jaszczurki zwinki. Chyba zdawał sobie sprawę z mało uprzejmego sąsiedztwa. 



Oczywiście nie mogło też zabraknąć motyli, ty na suchym liściu odpoczywa nasz jedyny chyba zielony przedstawiciel rzędu lepidoptera. Zieleńczyk ostrzężyniec. Po spotkaniu żmii zawróciłam bo zadzwonił mąż, że się obiad zbliża.  



I już schodząc z grobli na drogę do domu zobaczyłam na starym, wielkim dębie taki oto widoczek. Nie było łatwo wymanewrować między gałęziami aby ją uchwycić.  


 

Nie była też zachwycona tym, że została nakryta, ale nie zmieniła pozycji, udawała, że jej tam nie ma.  Po raz pierwszy spotkałam drzemiącą wiewiórkę... myślałam że sypiają w dziuplach.
 

Kos, natomiast ani przez chwile nie próbował kryć swojej obecności. Gwizdał na pniu po ściętym dębie niczym mały torreador.


 A nad nami szybujący bielik. Wspaniały ptak. Na razie udało mi się tylko tak go sfotografować, nie mam pojęcia gdzie mogą gniazdować, może kiedyś dopisze mi szczęście.
 

Wracając, już na ogrodzie, kolejny rzut oka na łąkę, z nieco innej perspektywy, z mniejszym zbliżeniem...



Mazurek nadal na posterunku. 
 

 A pliszka jakby nieco bardziej rozbudzona, na tyczce od fasoli.



Zobaczyła, że ją fotografuję to mi rzuciła złowrogie spojrzenie. A potem pokazała się od najlepszej strony...
 

I sfrunęła na ogród, robić to co robią najlepiej, po za chwaleniem swojego ogona, oczywiście. 



Był to bardzo udany spacer, ale nie idealny, do idealnego brakuje mi sarenki, zająca, bażanta i kilku innych gatunków ptaków. A jakbym spotkała w końcu lisa rudzielca to już byłby super spacer. 
No ale jeszcze wiele spacerów przede mną, następny będzie po polach:) 
Wytrzymacie? 


30 komentarzy:

  1. Oczywiscie!Piekne zdjęcia i spacer,warto wyjść chocby po sniadaniu ,zeby takie cuda zobaczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to się cieszę bardzo. Warto wyjść o każdej porze dnia i roku, chociaż sierpień jest dla mnie pod tym względem bardzo nudnym miesiącem.

      Usuń
  2. Jak Ty te wszystkie ptaszki odróżniasz i jeszcze zdjęcie zdążysz zrobić :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja droga, jak coś lubisz to nieświadomie się o tym uczysz... a ja lubię przyrodę ponad wszystko.

      Usuń
  3. cudowne zdjęcia; zazdroszczę Ci podglądania latająco-pełzającyh;
    gadów nie lubię i... co to dużo pisać... boję się;
    na Podlasiu na szczęście nie widzę ich
    pozdrawiam serdeczenie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja wszelkie pełzaki uwielbiam. U Ciebie też na pewno sa ale, faktycznie może ich nie dostrzegasz.

      Usuń
  4. Piękny spacer. Moje zaczną się we wrześniu: na przystanek autobusu szkolnego.:) Perkoz śliczności, pierwszy raz widzę. Kowalik niesamowicie potargany.:)))
    Gady lubię, chociaż czuję respekt przed żmiją.
    W tym roku zaskoczył mnie widok sporej ilości pliszek... na plaży, nad morzem.
    Dobrze, że Ty z aparatem na spacery chodzisz.:)))
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, na przystanku też się może coś ciekawego objawić... Pliszki lubią nad wodą polować. Ja też się cieszę, że na spacery chodzę.

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kochana piękne zdjęcia i jak zawsze oglądam i czytam z przyjemnością:) Liczę, że i mi w końcu uda się pojechać z Wami do tej dziczy, bo jakoś nam się nie składa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No prawda, nie składa się, ale jeszcze tyle lat przed nami, że na pewno kiedyś pospacerujemy.

      Usuń
  7. Fantastyczny spacer, owocny w piękne zdjęcia. Widać że kochasz przyrodę ze wszystkimi stworzeniami jesteś na "Ty" i dobrze znasz ich nawyki jak i domostwa. Opisujesz swój spacer tak, jak byś wybrała się na poranną kawkę do sąsiadów...a ja z Tobą słuchając opowieści o nich;)Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się, że zaglądasz. Uwielbiam przyrodę, zwłaszcza naszą Polską.

      Usuń
  8. Zaskroniec połyskujący na niebiesko to mój faworyt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie zaskrońce się rozmnażają w kompostowniku, obecnie pod liśćmi cukinii znajduję maleńkie sznurówki i pełno wylinek.

      Usuń
  9. Nasza przyroda jest piękna, niesamowita. Pięknie ją ujęłaś! Podoba mi się również to, że dodałaś opis spaceru, jeszcze ciekawiej jest dzięki temu. Widac, że spacer owocny, bo upolowalas wiele cacuszek. Życzę dalszych okazji do tak dobrych zdjec, czekam na zdjęcia ze spacerów po polach.

    Zapraszam do mnie na zdjęcia znad Bałtyku,pozdrawiam!
    uwiecznij-chwile.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pełni się z Tobą zgadzam mamy wspaniałą przyrodę i warto ją uwieczniać. Dziękuję za odwiedziny.

      Usuń
  10. Cudowna fotorelacja! Uwielbiam Twoje zdjęcia i opowieści! Wciąż zastanawiam się jak Ty to robisz że zwiarzątka chcą Ci pozować. Też chodzę na spacery na łąki, pola, ale jedynie wróble jako tako mi pozują:( Ostatnio słyszę na olchach jakieś piski, wygląda na to że jest jakieś gniazdo z młodymi, ale wciąż nie mogę dostrzec czyje:(
    Pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem jak to robię że nie uciakają, czasem siadam na poboczu i czekam. Czasem wykazuję się dobrym refleksem... Ot i cała tajemnica. Cieszę się, że zaglądasz.

      Usuń
  11. kocham w przerwie na śniadanie w pracy, z kanapka w dłoni - wejść na twojego bloga i odpocząć. popatrzeć na naturę, zapomnieć o tym pośpiesznym życiu.
    no kocham to - wiesz o tym moja droga Luno???!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, kochana, telefonicznie mnie o tym powiadomiłaś:) Ogromną radość mi to sprawia. Ściskam Cię Słoneczko.

      Usuń
  12. Nie wiem, z której strony Wrocławia robisz te cudne obserwacje, ale bieliki (jeśli, to te same) gniazdują w naszych okolicach - za naszą wsią już tylko lasy i lasy min. z bielikami. Te piękne ptaki kołujące na niebie widuję często, wyglądają majestatycznie :)Przez jakiś czas budziły mnie o świcie w lipcu swoim "głosem" :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje "dzikie" okolice to tereny 60 km od Wrocławia w stronę na Warszawę. O dziwo chociaż je widuję to nie słyszę ich głosów.

      Usuń
    2. Daleko od nas :) więc pewnie nie te same ptaki, my gmina Czernica :) ale bardziej jej kres wschodni :) Bielików jak widać u nas nie brakuje. A co ich głosu, to właśnie też je tylko widywaliśmy jak krążą więc może to nie one tak nawoływały o świcie, ale jakieś inne drapieżce? Muszę poszukać w internecie ptasich odgłosów :) może zidentyfikuję
      pozdrawiam

      Usuń
  13. Mam ogromną sympatię do wróbli, uwielbiam te ptaszki, są takie małe, ale jakie radosne i tak śmiesznie podskakują. W historii tego postu podobała mi się też wiewiórka. Ależ ją uchwyciłaś, w szczególności to pierwsze zdjęcie! Boskie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. świetny zestaw gatunków Tobie sie trafił:)pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. Piękne obserwacje i wspaniałe przyrodnicze opowieści !!
    Spotkania z pełzającymi nie zazdroszczę....!
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  16. ja też poproszę o taki spacer z Tobą Marysiu.... obiecuję - będę cichutko!! :)

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.