Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

środa, 27 kwietnia 2016

opowieści źdźbłem i liściem pisane - Tygrysia polana w słońcu

Wiosna tego roku jakaś taka niemiła, zimna, wietrzna lub deszczowa na zmianę. Nie jest to najwyraźniej moja wiosna... pod względem fotograficznym. Jestem zmarzluch i jak są takie wiatry to szybko mnie bolą zatoki i źle się czuję. Zatem nie włóczę się po lasach i polach, żałuję ale jednak siedzę w domu więcej niż bym chciała. 
Wspominam natomiast ciepłą i ładną jesień jaką mieliśmy. 
Jednym z wielu celów spacerów była wyżej położona łąka, obok opuszczonego gospodarstwa, po którym pozostały już tylko fundamenty porośnięte trawami i chwastami. To suche środowisko z samosiejkami sosen i dębów. 
Przywitał mnie tam ciepłu lekki wietrzyk i oślepiające słońce, ale i wiele owadów do tego. Na jesiennych kwiatach uwijały się zwiewnie motyle. Głównie różne gatunki czerwończyków. 



Te ciekawie ubarwione motyle, które często ładniejszą mają tę spodnią stronę skrzydełek, spotykam najczęściej właśnie na suchych polanach, gdzie lubią kwitnąć starce, krwawniki i czyśćce. Często też towarzyszą im modraszki. Piękne motyle, których samce mają opalizujące kobaltem w słońcu, skrzydła. 
Ale nie tylko motyle odwiedzały kwiaty. Jak usiadłam i zaczęłam spokojnie obserwować ten wspaniały świat, który mnie otaczał to dostrzegłam pracowitego bzyga latającego z kielicha na kielich.

Oraz samotną rudą mrówkę. Energicznie chodziła po kwiecie i czegoś szukała, nie wiem czy chodziło o pyłek czy o jakieś małe ofiary. Przemieszczała się tak szybko i nerwowo, że miałam ogromne problemy by złapać ją w punkt ostrości obiektywu. 


Ciekawa jestem gdzie było jej mrowisko, czy to ten kopiec oddalony o kilkanaście metrów, w lesie?
Siedząc tak, na nagrzanej słońcem ziemi, nagle dostrzegłam JĄ - królową łąki, Tygrysicę.



To samica Tygrzyka paskowanego, naszego najładniejszego pająka. Jeszcze dwadzieścia lat temu stwierdzano dwa siedliska tego pająka w naszym kraju. Był na prawdę, rzadki i pod całkowitą ochroną. Teraz ze względu na szybkie rozprzestrzenianie się i zagęszczanie populacji, przestał być chroniony. Są tacy, którzy uważają, że stał się inwazyjnym intruzem na podobieństwo nawłoci i zagraża równowadze biologicznej. 
Coś w tym jest jako, że sama stwierdzam, że jeszcze jako dziecko nie spotykałam na Mojej Łące tych pająków, a teraz są niemal szwedzie w Dziczy. I to bardzo licznie. Czasem widzę po kilka samic na kilkumetrowym odcinku. 
Pająków się nie boję, no chyba że w niekontrolowany sposób nagle zaczęły by po mnie łazić to pewnie jakiś atawistyczny lęk wziąłby górę. Ale tego owada, którego spotkałam kilkanaście metrów dalej boję się niemal histerycznie. A propos pasków...

Zdjęcia zrobiłam teleobiektywem z dużej odległości, są typowo poglądowe. Są ciekawi umaszczone ale to jednak osy i na sam widok mam drgawki. 
Nie często spotykam takie otwarte gniazda. 
Na osłodę nieopodal pyszniły się w słońcu owoce róży francuskiej.
Oraz wygrzewał w słonku pluskwiak.
A po powrocie do domu, spotkałam jego piękną kuzynkę strojnicę. 

No i co mi pozostaję w tę zimną i nieprzychylną wiosnę jak tylko wspominanie pięknej jesieni....
Tym kolorowym akcentem kończę swą opowieść i wszystkim życzę udanego tygodnia i w końcu ciepełka za oknem..

wtorek, 26 kwietnia 2016

Rozwiązanie konkursu.

Witam.
Tak jak obiecałam, dziś rozwiązanie konkursu organizowanego przeze mnie we współpracy z formą PreVital. Nie będę zanudzać, bo zainteresowani wszelkich szczegółów dowiedzieli się zapewne z regulaminu. 
Do wygrania karma, saszetki i musy. 
A pytanie konkursowe?
Co to znaczy mieć kota...
Odpowiedź na to pytanie, która najbardziej do mnie przemówiła, pojawiła się jako ostatnia. I do tego pod innym postem, ale to akurat wina jakiegoś zamieszania z linkami w regulaminie. 
 Tej odpowiedzi udzieliła Anarche.
 [Odpowiedź na pytanie konkursowe]:

W moim przypadku posiadanie kota - o ile w ogóle można tak powiedzieć, że zwierzę się "posiada" - to przede wszystkim zyskanie najlepszego kompana w walce z depresją, z którą zmierzałam się samotnie przez kilka lat, zanim w mym życiu zagościł kot pierworodny ;) : buro-biały dachowiec o imieniu Puchacz. :)
Został on podrzucony w miejsce bytowania kotów wolnożyjących, gdzie jako trzymiesięczny podrostek w ogóle nie umiał sobie poradzić. Bardzo brakowało mu człowieka, pełnej miseczki i miękkiego posłania, a na dobitkę był notorycznie przeganiany przez kocich rezydentów... Biegał więc za każdym przechodniem i głośno zawodził, z nadzieją że uda mu się w końcu zwrócić na siebie czyjąś uwagę. Szczęśliwie przechodził tamtędy również mój ówczesny partner, który na moją prośbę ujął nieszczęśnika i przyprowadził do domu.
I tak oto zaczęła się moja przygoda z kotami. :)
Puchacz stał się moją najlepszą motywacją, aby w ogóle wstać rano z łóżka i zacząć kolejny dzień. Wiedziałam, że mam obowiązki wobec niego - dać jeść, opróżnić kuwetę, pobawić się i pogłaskać. Wiedziałam, że gdy wypełnię wszystkie obowiązki z nim związane, mój kot odwdzięczy się kojącym mój umysł i serce mruczeniem. To właśnie wtedy, gdy trzymałam go na kolanach, głaskałam pod brodą i czułam pod palcami delikatne wibracje wydobywające się z jego krtani, doświadczałam ogromnej satysfakcji i uczucia bycia potrzebnym. To właśnie te magiczne chwile z kotem na kolanach sprawiły, że po miesiącu odstawiłam leki psychotropowe i rozpoczęłam kurację kototropami. :)
Dziś kotów mam 8 - 6 jest ze mną tutaj, a 2 czekają na mnie za tęczowym mostem - i mogłabym godzinami opowiadać o tym jak wspaniałe charaktery mają te zwierzęta oraz ile dobrych rzeczy ludzie mogą się od nich nauczyć. Są chwile, gdy jest mi trudno na różnych płaszczyznach - od czasowej, po finansową, bo chorują lub są zwyczajnie niegrzeczni i niszczą wszystko co napotkają na swej drodze - ale dla tej szczerej, bezwarunkowej miłości, bezdyskusyjnie warto to wszystko znieść. :) 
Były czasy, ciemne czasy w moim życiu kiedy też tylko odpowiedzialność za koty zmuszała mnie do podniesienia się z łóżka i jakiegoś funkcjonowania. A ich ciche mruczenie, ocieranie się i zaczepianie łapką wywoływało uśmiech na twarzy przeganiając na cztery wiatry panią D.
Poproszę zatem Anarche o kontakt na maila.  Mail jest na lewej stronie pod fotką z motylkiem. 
Serdecznie wszystkich pozdrawiam.  

czwartek, 21 kwietnia 2016

Opowieści źdźbłem i liściem pisane - Smok z robalem

Wiosna... Moja ulubiona pora roku. Kwitną rododendrony, sosny, oraz setki tysięcy innych roślin. Ptaki uwijają się i śpiewają, owady bzyczą i odwiedzają te kwitnące rośliny. Bajka. 





Wyszłam zatem w tę bajkową scenerię, wzięłam ze sobą stołeczek wędkarski (ten co mi Szparag kupił, a który jest do 45 kilo i jeszcze nie załamał się pode mną) i poszłam na Moją Łąkę, pod płot, napawać się tą wiosną.
Wszystko pachniało, woniało i parowało w przedpołudniowym słońcu. 
Jak już wygrzałam twarz w słonku zaczęłam się dyskretnie rozglądać. No i nie trzeba było długo szukać jak pojawiła się pierwsza jaszczurka. Też łapał promienie. Ja patrzyłam na nią, a ona na mnie i tak się mierzyłyśmy.





Obok na dzikiej rzeżusze karlątek przysiadła i po chwili zaczął tańcować przy jej kwiatach. A zaraz znów przefrunął na fiołka trójbarwnego. Jaki ten motyl jest śliczny.



Nieopodal pojawił się bielinek i dołączył do biesiady razem z karlątkiem. 

Tak się na te roztańczone motyle zapatrzyłam, że zapomniałam o jaszczurce, która w tym czasie postanowiła się gdzieś oddalić. Ale za to na starej spróchniałej desce, leżącej w chwastach  zobaczyłam coś ciekawego. 
Inna jaszczurka, mniejsza, zdecydowanie mniej kolorowa wygrzewała się w słonku w dość zabawnej pozie. 



Nagle na tę samą deskę wszedł, jak gdyby nigdy nic, pluskwiak i hardo idzie w stronę jaszczury. No ładnie, myślę sobie, przekąska jak nic. A tu...

Robal podszedł do gada, wlazł na niego i tak siedzi. 
No wiecie co? Tego się nie spodziewałam. 
 Po mojej drugiej stronie też mała jaszczureczka buszowała w trawach. A nieopodal jeszcze inna. Wylęgły się na wiosnę niczym grzyby po deszczu:) 





Ukoronowaniem tych jaszczurkowo motylkowych obserwacji były dwie sarny pasące się na młodym zbożu. Były bardzo daleko i musiałam je delikatnie podejść ale i tak nie pozwoliły mi się do siebie zbliżyć. 



A z okna pokoju na poddaszu ustrzeliłam samca dzierzby gąsiorka, co przysiadł na gałęzi katalpy. To bardzo ciekawy ptak o niepospolitych zwyczajach żywieniowych. Już kiedyś o nich wspominałam, ale za pewne jeszcze do tego wrócę przy okazji.
No i wiecie co, ten post powstał rok temu, prawie. Ale nie opublikowałam go, czekał aż do tej wiosny, ale aura jest zupełnie inna niż podczas robienia tych zdjęć. Coś zimna jest w tym roku nasza wiosna jakby Zima jeszcze na kanapie w salonie siedziała, a wiosna już kolory ścian zmieniała i przemeblowanie robiła...
Pozdrawiam.




poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Konkurs - Co to znaczy mieć kota

Witajcie. 
Dziś mam dla was konkurs. Głównie jest to konkurs dla właścicieli i miłośników kotów, ale nie tylko. Jeśli ktoś ma jakieś na ten temat przemyślenia to serdecznie zapraszam do podzielenia się nimi z nami. 
Partnerem konkursu oraz fundatorem nagrody jest Firma PreVital

Nasze pytanie konkursowe to:

Co to znaczy mieć kota? 

Myślę, że każdy kto miał do czynienia z tymi stworzeniami może coś o tym powiedzieć, bo uważam, że niemożna być tu obojętnym. 
Na odpowiedzi czekam do 25 Kwietnia, a ogłoszenie wyników będzie we wtorek 26.  
Regulamin konkursu znajduje się tutaj

Bardzo was zapraszam wraz z Ciapkiem, Keirą i Antkiem bo czekają ciekawe i smakowite nagrody (karmy i przysmaki firmy PreVital).

Z ogromną przyjemnością poczytam wasze odpowiedzi, gdyż sama się nad tym zaczęłam zastanawiać, ale ze swoimi przemyśleniami podzielę się z wami przy okazji ogłaszania wyników.  
Pozdrawiam serdecznie. 

środa, 13 kwietnia 2016

Trzy życzenia

Siedzimy ze Szparagiem w domu, każde robi swoje przy kompie i Szparag puścił dla poprawy nastroju regge. Nie jestem miłośniczką tej muzyki, ale czasem jej wesoły rytm świetnie wpływa na mój nastrój. A polskie teksty są czasami bardzo pozytywne. 
No i nagle dociera do mnie tekst piosenki:
"Gdybyłbym magiem i mógł spełnić Twoje trzy życzenia, 
Jaka byłaby Twa prośba, powiedz mi..."
To fragment refrenu i mocno przykuł moją uwagę skupioną na odchwaszczaniu trawnika. 
Zatem, moje trzy życzenia...

1 - Żeby definitywnie już na zawsze zakończyły się wszystkie konflikty zbrojne na naszej planecie, a pieniądze z biznesu zbrojnego szły na nowe, przyjazne ludziom i naturze technologie.
2 - Aby wszelka działalność ludzka przestała szkodzić i niszczyć środowisko naturalne i zwierzęta wszelkie. 
3 - Żeby zniknęły wszelkie nowotwory. 

Wiem, że to trudne i każde takie życzenie ma daleko idące konsekwencje ale.... Jakoś nie przyszło mi do głowy, że chcę być piękna, zdrowa i bogata.

A w sumie to te trzy życzenia (może poza ostatnim) można by ująć w jednym - Żeby ludzie odnaleźli w sercach dobro i szczęście i miłość. 
A jakie byłyby wasze trzy życzenia. 
Pozdrawiam wiosennie.

środa, 6 kwietnia 2016

Niby jestem ale jakby mnie nie było

Nudno - Marudno, żadnych zdjęć, żadnych haftów, żadnych opowieści. A co dziwniejsze, wiosna przecież przyszła, ptaszki, kwiatki...
Bieżnik zrobiłam, już drugi haft zaczęłam i...
Pierwsze spotkanie warsztatowe na którym prowadziłam kurs haftu cieniowanego wczoraj się odbyło...
Pomimo wcześniejszych zapewnień powróciłam do ogrodów, na razie powoli bez rozbłysków ale jednak...
A ja nic, nic nie piszę i nic nie pokazuję, na zdjęcia nie chodzę... Jestem jakby obok. Nawet, o zgrozo nie wiem co napisać u was, chociaż zaglądam.
Z haftowaniem to tak jakoś dziwnie bo po żołnie zaczęłam od razu myszkę na jeżynie, a potem liść mi nie wyszedł i ją zdjęłam z tamborka. Narysowałam sobie tygrysa bo to lubiane koty i... pójdzie z zapomnienie bo coś mi nie mruczy. I tak w miejscu stoję. Nie chce mi się iść do parku i znów sikorki fotografować bo przecież pełno ich wszędzie... ja nie wiem co ze mną. 
Wybaczcie mi proszę, może się po weekendzie w Dziczy obudzę.
Na razie to mam kłopot z Antusiem bo się chyba od Keiry wymiotowaniem zaraził i jutro muszę dziada do weterynarza zatargać. Przestał mi jeść i zwraca za często. Nie mam głowy do Bloga, chyba każdy czasem przechodzi taki kryzys. 
Liczę jednak po cichu, że mi to przejdzie... oby jak najszybciej. 
Zatem tyle u mnie.
Życzę wam  lepszej energii niż moja i dużo słonka.