Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

środa, 5 kwietnia 2017

Co u mnie i historia Ciapka

Witajcie po... blisko trzech miesiącach. Skandal. Nie było mnie bo... 
Bo było i jest życie, szare, dość brutalne i zdecydowanie demotywujące.  
A w tym życiu choroby i stresy. Nie moje choroby, ale moich bliskich. O Cioci-babci (lat 91) pisać nie będę, wspomnę tylko o hospitalizacji mniej więcej co miesiąc i walce z przeciwnościami natury gastrycznej.
Napiszę za to o Ciapku, moim ukochanym "pierworodnym" Kocurku. 
Ciapek ma 12 lat i  dwa miesiące temu wycięliśmy mu wielkiego guza na przedniej "krzywej" łapce. Guz wielkości renklody pojechał do analizy histopatologicznej i wrócił niedawno z diagnozą:

Włókniako mięsak czyli nowotwór złośliwy.

Odechciało mi się wszystkiego. Mój kotek ma najprawdopodobniej raka, który zabierze mi go wcześniej niżbym chciała go oddać. Nie wiemy co i jak bo guz był unaczyniony co prawda, ale jeszcze nie ma nigdzie wznowy żadnej. Zostało nam czekać i obserwować kociaka. Na razie to Ciapuś czuje się dobrze. Czytałam o tym nowotworze i rokowania są kiepskie. Tak na prawdę to nie ma za bardzo leczenia, najskuteczniejsza jest radioterapia, ale niedostępna w Polsce... 

Nie mam weny do pisania, do czytania...  praca, dom, szpital, ciocia... trochę wyszywam.

Nie wiem nawet kiedy się ta wiosna rozgościła i zakwitła... 
Aparat kurzem zarósł...  

Na koniec kilka fotek Ciapusia po zabiegu. 
Tutaj jeszcze śpi po narkozie.

Dnia następnego zamontowałam mu domowy amortyzator:)



Tak wyglądał rana po dwóch tygodniach, niestety szwy na samym dole puściły i musiał być usypiany do zszywania jeszcze raz. Bidulek.


Golfik miał krótko, żeby nie uszkadzać szwów, a w tej skarpetce chodzi do dziś, bo mu włoski nie odrosły na "zakręcie" łapki i skórkę sobie ociera. 
Zresztą tak cierpliwego kota to ja nie spotkałam w swoim życiu. Codziennie zmieniałam mu opatrunki i przemywałam ranę i pozwalał to robić bez miauknięcia protestu. Do dziś mu zmieniam bandaż amortyzujący i nie mam z tym najmniejszych problemów. 
Do tego przyplątała mu się wirusowa infekcja oka i bardzo długo nie chciała się dać pokonać. Widać, że kot ma obniżoną odporność. 

W obliczu tego wszystkiego, nie chce mi się nawet zaglądać na bloga, a co dopiero pisać...
Ale brakuje mi was... 
Do następnego. 

 

21 komentarzy:

  1. Współczuję , czasami tak jest,że życie nam się układa nie tak jak byśmy chcieli...
    Zdrowia życzę wam wszystkim...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, wiem, że niestety czasem się gmatwa. Pozdrawiam serdecznie i również życzę zdrówka.

      Usuń
  2. Wiem, co to choroba ulubieńca :(
    Trzymam kciuki aby obyło się bez bólu...
    Zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie tego bólu się boję najbardziej. Najpierw jego bólu, zrobię wszystko by mu go oszczędzić. A potem swojego bólu bo jego odejściu...

      Usuń
  3. Wcale się nie dziwię że się wylogowałaś z netu :(
    Zdrowie najbliższych najważniejsze! Dzielny kotek z tego Ciapka ♥
    Dużo ciepłych myśli przesyłam ...
    Kciuki za zdrówko wszystkich !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, Ciapek to dzielny kocur i rozsądny... taki ZEN. Dziękuję.

      Usuń
  4. Przytulam Marysiu... mooocno!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo mi przykro czytać o takich sprawach. Trzymam kciuki za polepszenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na polepszenie większych szans nie ma, raczej będzie zakończenie, oby łagodne w obu przypadkach. Dziękuję za dobre słowa.

      Usuń
  6. Biedny :( My mielismy tez niemile przezycie, wiem, ze to nie to samo, ale najedlismy sie strachu. Na spacerze w lesie inny, duzy pies zaatakowal naszego psa, bez powodu, nasz nie mial szans:/ Biedak, nawet nie drasnal tamtego w obronie. Zakonczylo sie narkozą i szwami, a co przezylam , nawet nie chce wspominac. Bylu duzo krwi, ale na szczescie rany nie okazaly sie powazne. Dlatego rozumiem co przezywasz , sciskam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, to się musiałaś strachu i nerwów najeść. Nie wiem co bym zrobiła gdyby jakiś pies zaatakował moje zwierzątko. To musiał być wstrząs. Dziękuję za wsparcie.

      Usuń
  7. Czasem jest tak ciężko. Współczuję Ci i rozumiem, że nie chce Ci się tu zaglądać. Trzymam kciuki i pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, obecna sytuacja w rodzinie i z kotami odbiera chęci na cokolwiek. Dziękuję.

      Usuń
  8. Fajnie, że pomimo takich przeżyć odezwałaś się. Było Ciebie brak.
    Dziękuję. Bardzo lubię Twoje fotografie i podziwiam hafty. Tez się za to zabrałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że ktoś za mną zatęsknił, to bardzo miłe i dodające sił. Kim jesteś Anonimie?

      Usuń
    2. Jedną z Twoich stałych czytelniczek

      Usuń
  9. Współczuję! Cóż więcej ponad ciepłe myśli w Twoją i Twego kocurka stronę. A może się uda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie myśli są bardzo ważne i dużo dają, dziękuję więc za nie.

      Usuń
  10. Współczuję... Choroba pupila jest zawsze okropna. Ale na razie się nie załamuj, przecież Ciapek może jeszcze z tego wyjść. Trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie załamuję się, nie dociera do mnie, że może zachorować i odejść. Jak widzę go w doskonałej formie to nie chce mi się wierzyć że takie paskudztwo wycięliśmy.

      Usuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.