Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

czwartek, 6 lipca 2017

Żebrać o przyjaźń? To się nie godzi.

Dawno nie pisałam prosto z serca... Najwyraźniej życie oszczędzało mi dylematów, o których warto się rozpisywać. 
Dziś mnie naszło, nie bez powodu. Pewne wydarzenia w moim spokojnym życiu wywołały zamieszanie i paraliż emocjonalny. 
Chodzi o jedno z najsilniejszych uczuć w naszym istnieniu, o przyjaźń. Każdy ją przeżył i wie jaka potrafi być, czasem silniejsza od miłości.
I każdy przyzna, że bez niej nie sposób funkcjonować, że jest potrzeba jak światło. Ale czy warto o nią żebrać?
 
Mój tata ma powiedzenie:
"Dawać i się prosić? To już za wiele."
 
I tu jest sedno. 
Bo o ile z miłością jest tak, że się wybacza zakochanemu, że się ośmiesza, że przesadza, że błaga, poniża się i żebrze, narzuca ze swoim umiłowaniem. To w przyjaźni chyba jednak inne reguły panują.
A może się mylę. Może też mam na kolanach chlipać o uwagę, o to by przyjąć moje uczucie i wszystko co za nim idzie. A tu widać posuchę, brak zainteresowania, brak odpowiedzi, zero reakcji, w końcu swoisty ostracyzm. 
 
A z innej strony dzwoni inna obdarowana podobnym uczuciem i bez żadnego konkretnego powodu mówi wzruszona: "Dziękuję Ci, że pojawiłaś się w moim życiu"... 
 
No kontrast mnie nieco zemdlił. Z jednej strony bezinteresowne wyznanie płynące prosto z serca, będące niczym innym jak odpowiedzią na moje uczucia i szczerym wyrazem sympatii. A z drugiej głucho zamknięte wrota, brak odpowiedzi i można by rzec grobowa cisza i kurz. A nadzieja na odnalezienie drogi, którą się szlo te kilkanaście lat, umiera powoli w tym mrozie.
 
Kurwa, no czuję się jak ta durna ćma co się o żarówkę obija jak opętana. I zastanawiam się czy warto...
Błagać o przyjęcie przyjaźni? Błagać o skrawek odwzajemnienia i chęci. 
Nie rozumiem, nie mieści się to w moim pojmowaniu świata. Jeśli nie chce to niech mi to powie jasno i klarownie. Tak, żebym już nie łudziła się głupio, że jest nadzieja. "Nie ma dla Ciebie miejsca w Moim świecie i Moim życiu". Kilka nieskomplikowanych słów. Tak, chcę je usłyszeć, bo najwyraźniej jestem odporna na znaki niewerbalne.
Albo na prawdę naiwna, że przez te wszystkie lata nie widziałam tego, że byłam zapchajdziurą kiedy nikt ciekawszy nie miała czasu. Taka naiwna, pocieszna i niedojrzała, taka nie pasujące do "właściwego" świata, świrnięta "przyjaciółka" z której można było się pośmiać czasem, zabić nadmiar czasu wolnego albo nie umiało się spławić skutecznie.

12 komentarzy:

  1. Siostra chyba wiem, i kim piszesz i też, że będzie Cię to bolało, bo to nie jest znajomość kilkumiesięczna, a dużo dłuższa. Ale może nie warto się przejmować i narzucać- nie to nie, trudno. Skoro nie docenia tego, co ma, to może doceni jak Cię straci? Szkoda czasu i nerwów na ludzi, którzy ciągną nas w dół i bez przerwy udowadniają, że to oni są NAJ. Głowa do góry i się nie przejmuj, podążaj własną drogą, bo nikt inny za Ciebie życia nie przeżyje, a i każdego uszczęśliwia co innego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiesz, jak bywa najczęściej, masz racje. Szkoda, że to nie jest tak łatwe jak rzucenie upierdliwej pracy.

      Usuń
  2. A ja z życia powiem tak: zapytaj o co chodzi. Lepsza bolesna prawda niż słodkie kłamstwo. A takie "wylewanie żalów" to niestety ale tylko w tobie powoduje frustrację i gniew. Potrzebne Ci to do czegoś? Myślę, że nie. Dlatego odwagi, zapytaj o co chodzi i pieprznij drzwiami na taką przyjaźń. Swoją drogą nic nie trwa wiecznie. Może ktoś komuś napitolił głupot i tyle. Lepiej załatwić sprawę krótkim cięciem.

    OdpowiedzUsuń
  3. to ta sama osoba po raz kolejny Marysiu...? szkoda życia....
    coś się kończy, coś się zaczyna... nic nie trwa wiecznie...
    miałam jak Ty - sporo oczekiwań od ludzi, dawałam z siebie wszystko, ufałam....
    później otworzyłam oczy, rozejrzałam się i okazało się, że wokół pustka....
    nie otaczajmy się na siłę ludźmi, którzy nas nie chcą ...

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyjaźń to przywilej. Czasem może warto nic nie robić. Życie samo podsunie rozwiązanie

    OdpowiedzUsuń
  5. Przyjaźń to dar i nie każdy umie go docenić. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Na takie osoby nie warto tracić życia, jeśli nas nie doceniają...
    Trzymaj się.

    OdpowiedzUsuń
  7. Trudno mi coś doradzić. Wiem, że takie odrzucenie boli, często człowiek się czepia nadziei, że może jednak jest inaczej... Ale, w moim, przypadku, najczęściej okazywało się, że tak było lepiej, kiedy się nie upierałam i dawałam spokój. Mogę Ci tylko napisać coś takiego, radzić nie będę.:)
    Ponieważ kiedyś pisałaś, że Cię to interesuje, to podaję link, zajrzyj, może się przyda Tobie, albo podasz dalej.:)
    http://www.biskupin.pl/warsztaty-tkackie-2/
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam na swoim koncie podobne przemyślenia. Już kilka lat jak nie kontynuuję przyjaźni i dziś stwierdzam, ze to nie była przyjaźń. Bo skoro tylko ja pierwsza się odzywałam i zawsze to ja nawiązywałam kontakt po chwilach przerwy, a jak się zawzięłam i się nie przypominam, bo właśnie stwierdziłam, ze się nie będę prosić, okazuje się, ze tej drugiej nie jestem potrzebna....i tak już chyba trzeci rok mija.... I dochodzę do wniosku, że o przyjaźń dużo, dużo trudniej niż o miłość.... I początkowo bardzo to przeżywałam, a teraz myślę, że to była udawana przyjaźń bez której teraz mi dobrze.... Są ludzie, którym zdarza się prawdziwa przyjaźń i tego troszkę im zazdroszczę, no ale cóz, prosić się nie mam zamiaru..... Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Przepraszam, że nie na temat. Ale ostatnio miałyśmy małe zebranie znajomych, podczas którego siedziałyśmy przy laptopie, szukając różnych rzeczy w internecie. Na deser pokazałam im zdjęcie Twojego tygrysa. Szkoda, że nie słyszałaś tego chóralnego westchnienia zachwytu.:)))
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, To bardzo mi miło. Dziękuję.

      Usuń
    2. Grażynko widzieć tygrysa w realu to dopiero było och i ach mistrzostwo haftu

      Usuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.