Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

sobota, 16 września 2017

Haft cieniowany płaski - badylarka

Witajcie.
Jak zapewne wiecie u mnie jest teraz faza malarstwa, ale to się niestety wiąże z dużym bałaganem i całą wielką ławą zajętą. Poza sztalugą i płótnem walają się tuby z farbami, słoiki z wodą i pędzlami, a także palety do mieszania farb, szmaty i ręczniki papierowe. Zatem... no jest bałagan. Przy trzech kotach i baraku osobnej pracowni to może być problematyczne. Więc chyba nikogo nie dziwi, że maluję kiedy mam co najmniej jeden pełny dzień dla siebie. 
A ostatnio nie mam. I utknęłam z niedokończonym obrazem, który patrzy na mnie ze sztalugi w sypialni i jest niczym wyrzut sumienia. A potrzeba tworzenia wychodzi wszystkimi porami niczym pot po kopaniu rowów w lipcu. No to mnie wieczorem, przed snem natchnęło - Powyszywam. 
Mam kilka niedokończonych haftów. Zaczęłam od kolarzu ale zaraz przypomniałam sobie o małej badylarce.
A co to takiego ta badylarka? 
Badylarka pospolita (Micromys minutus) To ssak z rodziny myszowatych. Długość jej ciała wynosi od 5 do 7,5 cm, ogon jest długości ciała. Masa badylarki to 4-10 g.

No to tyle wiedzy:)

Zaczęłam ją wyszywać zaraz po skończeniu tygrysa, ale dopiero teraz ukończyłam. A było na prawdę mało do skończenia. 


Jak widać miałam aktywne wsparcie podczas pracy:) 
Na początku wyszywałam ogon w poprzek, tak żeby wyglądało nieco jak okręgi włosków na ogonku ale to nie zdało egzaminu. 
Sprułam i nałożyłam ściegi wzdłuż i efekt okazał się o wiele ładniejszy. Na grzbiecie badylarka ma cztery odcienie rudego. No i jaśniejszy kuperek i brzuszek. 
Zdjęcie ostatnie najlepiej oddaje kolory i odcienie. 
Wydawało mi się, że ten hafcik zajmie mi ze trzy dni... A jednak nie jest to takie proste. Nie wiem ile go wyszywałam, bo nie piszę już godzin pracy. Uznałam, że to bez znaczenia. Ale trzeba przyznać, że nie jest to skomplikowany wzór, gdzie jest mnóstwo zmian odcieni i kolorów do cieniowania. Dla tego też go wybrałam jako odpoczynek po tygrysie.
Wyszywany Ariadną na syntetycznym materiale, takim kawałku plamoodpornego obrusu za 5 zł w sklepie z firankami. O dziwo na prawdę dobrze się wyszywa na takim czymś. I jest mniejsze zagrożenie trwałego poplamienia. Ma równe sploty wątku  osnowy, więc nie rozjeżdżają mi się ściegi jak na lnie. Jest lekki i się nie gniecie, w praniu zachowuje przewidywalnie. Ja swoich prac już nie piorę, bo mi się ściągały, a nie miałam jak naciągnąć ponownie. Staram się aby ich nie pobrudzić. 
Nie wiem jak będzie się na tym materiale zachowywała farba, ale się przekonam.
Haft wykonany pojedynczą nicią. 
Pozdrawiam i do następnego wpisu.

poniedziałek, 11 września 2017

Opowieści źdźbłem i liściem pisane - Bieliki, błotniaki i reszta skrzydeł

Nad naszym Stawem od kilku sezonów pojawiają się bieliki. Słyszałam o tym już jakiś czas temu ale na własne oczy zobaczyłam dopiero w ubiegłym roku. Co prawda zdarzało mi się widzieć tę majestatyczną sylwetkę gdzieś na nieboskłonie. W tym roku miałam okazję podziwiać jak te wspaniałe drapieżniki sprawnie polują na leniwe karpie. Jak zwrotne są w locie i sprawnie manewrują. To robi wrażenie. Ale jest masakrycznie trudne do sfotografowania bez profesjonalnego, bardzo drogiego sprzętu. 
Siedziałam wiele godzin nad brzegiem wyczekując aż wystartują do lotu, bo większość czasu spędzały siedząc na gałęzi drzewa. Potem dwa, trzy obloty, atak i z powrotem na drzewo. A potem wznosiły się hen wysoko i kołowały nad lasami. 
Moje zdjęcia nie są najwyższych lotów, ale jestem z nich dumna.


Zauważyłam go jak szybował. 



Potem siadały i następowała konsumpcja albo toaleta.


I znowu lot nad taflą wody.



Mój aparat na prawdę się starał ale odległość (zdjęcia są kadrowane) i ruchomość celu robią swoje.



Nawet władca przestworzy musi ugasić pragnienie. 

Ale Bielik to nie jedyny patrolujący rejon Stawu, drapieżnik. Jeszcze pierwszego dnia miałam okazję obserwować parę błotniaków stawowych. Samiec nieco mniejszy od samicy robił oblot, kiedy ona siedział na gałęzi, a potem ona już tylko latała. Niestety zdjęcia mam jedynie samicy i to mocno dokumentacyjne. Do tego gatunku mam szczególny sentyment. opisywałam swoje wakacje z młodym błotniakiem TUTAJ.




Ją było jeszcze trudniej uchwycić, bo to małe w porównaniu do bielika. 
Ale nad samym stawem skrzydlatych stworzeń cale mnóstwo. I każde lubi prezentować te swoje skrzydła jak na jakimś wybiegu.



Czaple, ciągle się podrywały do lotu, nie wiem czemu. Moim zdaniem nie miało to strategicznie sensu, ale ja się nie znam. Kłóciły się i przeganiały czasem. A odgłosy wydają paskudne.



Zamachał skrzydłami tez kormoran. A nawet zaprezentował je całkiem przyzwoicie.


Śmigały też mewy i chwytały w locie jakieś małe stworzenia z powierzchni. Latały tak chaotycznie, że tylko trzy zdjęcia nadają się do pokazania.

Na chwilę nawet zawitał myszołów. 
Zajrzał co ciekawego się nad Stawem dzieje i doszedł chyba do wniosku, że za duża konkurencja, więc odleciał nad lasy.

niedziela, 3 września 2017

Luna maluje - Mała myszka w jeżynach

Witajcie kochani. 
Historia dzisiaj przedstawianego obrazu jest długa. Zaczęła się ze dwa lata temu. W szale wyszywania pragnęłam wyhaftować jakiegoś słodkiego gryzonia na gałązce jeżyny. Skąd ten pomysł? A to jeszcze starsze dzieje. 
Dawano, dawno temu, kiedy dopiero poznawałam się ze swoim obecnym mężem "Szparagiem", na jednej z przyrodniczych kanałów leciała reklama programu i pojawił się kadr z myszką w jeżynach właśnie. I Szparag zachwycony krzyknął wtedy: "Ale wyczepista w p...du myszka!".
Tak mocno zapadła mi ta reakcja w pamięć, że stała się swego rodzaju inspiracją. No i zaczęło się od wzoru na haft. Wzór był dość duży jak na haft ale miałam wiele zapału. Zaczęłam od owocków i przeszłam do liścia, tu poległam. Wzór leży gdzieś w szufladzie i nie zapowiada się na to, by miało coś się zmienić w tej kwestii. Kiedy zaczęłam eksperymentować z pastelami sięgnęłam ponownie po ten sam wzór i nieco poprawiony przeniosłam na papier. Ale ponownie kiszka wyszła, bo nie udało mi się tło i wywaliłam obrazek, nawet nie zacząwszy zwierzątka.
Drugą częścią składową obrazu jest wspomniane wcześniej tło. Ci, którzy regularnie czytają moje wpisy wiedzą, że tło jest moją Nemezis. Szukam swojego Świętego Graala i żeby go odnaleźć, eksperymentuję. No i w ramach takiego eksperymentu sięgnęłam po grube, bawełniane płótno - drelich, na którym wyszyłam między innymi Świątecznego Rudzika, czy Wiosenną Sikorkę. Zabawa polegała na malowaniu zielonych plam akrylem na mokrym płótnie. Efekt mi się na tyle spodobał, że zostawiłam okrągłe tło i od razu wiedziałam, że tam będzie właśnie ta myszka. 
Akryl mocno usztywnił materiał. Jednak malowanie na nim było trudne. Nie miałam pojęcia jak zachowa się nakładana właśnie porcja farby. Z racji, że materiał był nie gruntowany to pochłaniał wilgoć i farba rozpływała się, wsiąkała i ciężko rozprowadzała. Ma to swoje ogromne zalety, dzięki temu można uzyskać efekt drugiego planu, nieco rozmytego. Ale za to pierwszy plan jest już trudniejszy niż na normalnym podobraziu, czy papierze. 
Zatem, łatwo nie było, ale bardzo podoba mi się i efekt i zabawa. 
A wam?

 
Obraz od samego początku malowany był z myślą o mojej najlepszej przyjaciółce. Sylwia jest miłośniczką szczurków, a ponieważ jakoś na szczura nie mogę się zdobyć, by namalować, za to wszelkie myszki i nornice uwielbiam, to... Jest myszka. 
(Żeby rozwiać wątpliwości - To nie ta "przyjaciółka" o której wspominałam wcześnie w aspekcie toksycznych znajomości i żebrania o przyjaźń.)
Każdy mój kolejny obraz jest wykonywany nieco inaczej, bo nadal szukam swojej najwłaściwszej techniki. Takie aspekty nauki i odkrywanie różnych możliwości jest właśnie najfajniejsze i wywołuje świetne, pozytywne emocje. 
Na koniec chciałam zaprosić wszystkich do tego, by w wolnej chwili, w ramach dopieszczenia i zadbania o swoje wewnętrzne dziecko, wrócić do tego co się uwielbiało jako kilku i kilkunastolatek. Nawet jeśli to miałaby być godzina w tygodniu, to powiem wam, że lepszej i tańszej terapii, żeby sobie poradzić z przeszłością i żalem chyba nie ma. 
Może to się komuś wyda dziwne i głupie ale czasami rozmawiam sobie z "Małą Marysią" na temat tego co maluję i nieraz mam wrażenie, że mi podpowiada.
No... dość tych dziwactw na dziś. pozdrawiam.