Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

środa, 25 października 2017

Opowieści źdźbłem i liściem pisane - niebywali mieszkańcy mojego ogrodu.

Kochani. Ci z was, którzy dłuższy czas mnie odwiedzają, wiedzą, że ogród moich rodziców w Dziczy roi się od zwierząt wszelkiej maści. Od ptaków, gadów, płazów po owady. Nawet ostatnio opisywałam rzadkiego gościa o pięknym zygzaku wzdłuż ciała - żmiję zygzakowatą, która zawitała do nas. 
Dziś pragnę zapoznać was z innymi, równie niespotykanymi co żmija, odwiedzającymi.  
Zacznę od tych pospolitszych, chociaż nie często oglądanych ze względu na wrodzoną ostrożność. 
Jeśli od urodzenia ma się status ofiary i pokarmu dla niemal wszystkiego co większe, trudno się dziwić czujności i strachowi. Czasem jednak zdarza się okazja nie do przegapienia i warta ryzyka. No bo jak wyjaśnić  to:
 
To jest moi drodzy młoda mysz zaroślowa, chociaż może i leśna, nie jestem na sto procent pewna ale skłaniam się ku zaroślowej. 


Jak widać jest środek dnia, słońce daje po oczach, a małych oczu to ona bynajmniej nie ma. A ta wędrowniczka wspina się po pędzie borówki amerykańskiej. A jak widać na załączonych zdjęciach, do owoców jeszcze daleko. Może kwiaty są smaczne, z nektarem czy co tam.

Trzeba przyznać że słodka. 
I nie była jedyna. Dzień później paląc gałęzie na ognisku zobaczyłam ruch w świeżo skoszonej trawie. Patrzę, a tam:


Ta ma większe uszy. I też niemałe oczy, a spaceruje trawnikiem w południe. Dziwne obyczaje. Jak się zorientowała że ją zdybałam, to czmychnęła. Ale najpierw zachowywała się jakby udawała, że mnie nie ma albo była bardzo głęboko zamyślona. 
Innego wieczora spotkałam jeszcze kolejną ślicznotkę. 




Światło było już kiepskie, a mysz dla odmiany jakaś pobudzona więc zdjęcia marne, ale są i widać co na nich jest:)
Skoro o myszach mowa, to przypomniał mi się obrazek ukazujący myszkę spoglądającą na nietoperza i mówiącą: O, Aniołek.
No bo z perspektywy myszy, nietoperz to faktycznie anioł. 
I ja mam na ogrodzie całe stado takich mysich aniołów. 
Uwielbiam wieczorem obserwować fruwające chaotycznie nietoperze. Jedyne ssaki umiejące latać w dosłownym tego słowa znaczeniu. Tak zwany lot aktywny. 
Skoro kocham węże to nikogo nie zdziwi fakt że uwielbiam też i nietoperze ( do tego czarne koty, ropuchy i latająca miotła - wiedźma jak się patrzy).
Kilka razy w życiu miałam je w rękach, zanim się dowiedziałam, że są nosicielami wścieklizny. Teraz już bym chyba nie wyciągała łapek, chociaż kto wie?
O stadku ok. 20 gacków dowiedzieliśmy się przez przypadek, odkręcając deskę z numerem domu od ściany. Jak tylko Szparag ją odsunął od filara, od razu wyfrunęło ze szczelinki pod dachem kilkanaście sztuk, a z osiem siedziało na wewnętrznej stronie deski o wymiarach 30/40 cm. Większość też zaraz poleciał w ślad za pierwszą turą, wprost do lasu, a jeden zaspał.



No czyż nie jest rozkoszny i słodki? 
Nie wiedzieliśmy, że tam gniazdują. Gdybyśmy wiedzieli, nie ruszalibyśmy tej deski. Bardzo nas cieszy że sobie siedzą pod naszym dachem i wyłapują komary w nocy. Postanowiłam zamówić na wiosnę specjalną budkę dla nietoperzy. Skoro tam są to niech mają gdzie się kryć.
Pozdrawiam.

20 komentarzy:

  1. Słodziaki.:) Mój synek przepada za nietoperzami, też myślimy o budce dla nich.
    U nas niestety myszy pojawiają się w kociej paszczy... A potem... odlatują w sroczych dziobach.
    Myszka pnąca się do kwiatków wygląda uroczo. Może to kolejna Twoja inspiracja?:))
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że nie pomyślałam o tym. Ale faktycznie to świetny pomysł. Myszka na borówce, to będzie śliczny obrazek, Dziękuje za pomysł. U nas też częściej gryzonie kocica przynosi, a jednak czasem same przychodzą.

      Usuń
  2. Wspaniałe zdjęcia!!! Ja niestety nie pałam miłością do żadnych pełzających, ani nietoperzy, a tym bardziej myszy.
    Pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak też bywa, nie każdy musi to uwielbiać, tym bardziej dziękuję za odwiedziny i komentarz.

      Usuń
  3. Cudowne zdjęcia, lubię myszki, biedne one, ale śliczne neisłychanie na Twoich zdjęciach.
    Nietoperze teą lubię :-)
    Ależ masz oko , żeby takie starchliwe towarzystwo sfotografować :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, oko wyćwiczone przez długie lata. Bo taką nieuważność można wyćwiczyć. Ja mimowolnie zwracam uwagę na wiele rzeczy, które innym umykają, bo dla mnie są ważne. a dla nich nie. Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Przeurocze :))). Zaciekawiła mnie ta budka dla nietoperków, bo pojawiają się też w moim ogrodzie. Jak będziesz działać coś w tym temacie to mam nadzieję, że nam o tym opowiesz :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak będę ją zamawiać to napisze o niej. Pozdrawiam.

      Usuń
  5. W końcu same piękności i coś, co nie tylko mnie nie przeraża, ale i się podoba i lubię :) Co do czarnych kotów i ropuch to uwielbiam więc na tej miotle możemy razem polatać :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to trzeba licencje na to latanie zrobić, bo ja sama to tak na dziko do pracy latam. Ale we dwie to możemy się już na patrol natknąć, a mandaty w kurzych łapkach i żabich oczach drogie:)

      Usuń
  6. To chyba przez te okrągłe, guziczkowe oczka myszy zawsze wydawały mi się miłe.
    Urocze zdjęcia
    E.

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudowne zwierzątka. Myszka przeurocza. To jest wyższość mieszkania na wsi
    Podgladamy takich mieszkańców😃
    Pozdrawiam Ania/Pawanna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na tej wsi to ja jestem może raz w miesiącu... ale jak widać i to wystarcza jak się pragnie widzieć zwierzęta. Dzięki.

      Usuń
  8. Niemożliwe... a może inaczej- ja jestem jakaś taka strachliwa jeżeli chodzi o dzikie zwierzęta. No dobra, ta myszka może i duża nie jest, a nietoperz mnie nie zje...ale zawsze podchodzę z dystansem... Miło poczytać Twoje opowieści!
    pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nietoperz był mniejszy od myszki, ale rozumiem, że zwierzęta mogą wywoływać respekt, zwłaszcza że czasami są nosicielami różnych chorób. Dziękuję za odwiedziny.

      Usuń
  9. super fotki myszy a i nietoperek fajny z tak bliska jeszcze nie widziałam:)u mnie są ryjówki w komposcie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie tez w kompoście różności siedzą, widziałam martwe ryjówki i wiem, że jest gniazdo zaskrońców.

      Usuń
  10. Mój tato mieszka za miastem i śmieję się, że z niego taka księżniczka Disneya. Ciągle mu sarny po dom podchodzą, jak zabezpieczył ogródek to mu objadły rośliny z parapetu. Ostatnio starszy (i niestety samotny) bóbr mu się w stawie zalęgł i go czyści z pałki i innych, a przy okazji kopie zasieki i drzewa wokół obala. Na starość chcę przenieść się na małą posesję z dala od zgiełku i być bliżej natury :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, taki bóbr to jednak może być szkodnikiem. Moje marzenie to też uciec z wielkiego miasta ale może nie na starość tylko nieco wcześniej.

      Usuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.