poniedziałek, 29 stycznia 2018

Gdzie znaleźć najlepszych przyjaciół.

Witajcie moi drodzy.  W poprzednim wpisie przedstawiłam wam bardzo ważną dla mnie osobę, a  mianowicie moja najbliższą przyjaciółkę. W całym tym zachwycie nad krótkim ale jakże odżywczym dla duszy wypoczynkiem, zapomniałam napisać jedną ważną rzecz. 
Zapomniałam podziękować za wasze wsparcie. Bo tak na prawdę to wasze słowa przygotowały mnie do podjęcia świadomej decyzji, że trzeba zareagować na zaistniały stan rzeczy (niemocy) i się bronić. No bo prawda jest taka, że każde słowo pozostawione tutaj, jest dla mnie niezmiernie ważne. A że często są to bardzo mądre i przemyślane słowa, tym bardziej je doceniam.

A wracając do tytułu - nie mam pojęcia gdzie znaleźć bratnią dusze, myślę że można wszędzie. Że jeśli człowiek jest szczerze odblokowany i otwarty, to znajdzie nawet w kolejce w markecie. Moim zdaniem to kwestia chęci, prawdziwej uświadomionej. Takiej, której nie blokują podświadome lęki i obawy.
U mnie było dziwnie i nietypowo. Bo ja moją najlepszą i najbliższą przyjaciółkę poznałam tam, gdzie ludzie się o sobie dowiadują absolutnie wszystkiego. 
Na terapii grupowej trwającej trzy miesiące. Trafiłam na nią po załamaniu nerwowym kiedy to uaktywniły się moje silne zaburzenia lękowe. Kiedy choroba zaczęła do tego stopnia rządzić moim życiem, że zamieniała je w koszmar, zagrażała nie tylko pracy ale i mojemu rozwijającemu się związkowi ze Szparagiem... Postanowiłam działać.

Kiedy boli mnie ząb to idę do dentysty, kiedy zaczęła boleć dusza poszłam do psychologa. On zaproponował taki tryb i się zgodziłam. 
Przyznam się wam - niesamowite przeżycie. Uważam, że każdy powinien przejść, nie dla tego, że każdy jest zaburzony ale dla tego, że to otwiera oczy na ludzi, na świat nas otaczający. Na nas samych. Do tej pory myślałam że dużo wiem... a tak na prawdę byłam jak małe dziecko we mgle - g..wno wiedziałam. A przede wszystkim nie znałam siebie i ludzi. 
To właśnie mniej więcej w połowie cyklu mnie olśniło. Nie umiałam odpowiedzieć, kto jest moim największym wrogiem i kogo chciałabym zbić przygotowaną tekturową pałka. Siedziałam jak zaklęta patrząc na ludzi uwalniających swoje emocje i narastała we mnie panika. 

Nie ma na świeci żadnej osoby która chciałabym pobić. Nawet jeśli jest kilka których nie chce znać. I nagle błysk w głowie!
JA!!! Ja jestem swoim własnym wrogiem. To patrząc się na siebie w lustrze, czuję odrazę, siebie nienawidzę i gardzę.  O w mordę... i co teraz, przecież nie będę siebie okładać bo nie lubię bólu. 
To właśnie wtedy uzmysłowiłam sobie, że nie tolerowałam siebie przez całe swoje życie. Swojego pochodzenie, swojego wzrostu, wyglądu, charakteru i nijakiej osobowości. Nienawidziłam swojego ciała, piersi od podstawówki były moim przekleństwem. Okularów, trądziku i nawet swojej płci. Jak dotarło do mnie to wszystko to przestałam się dziwić skąd to załamanie. Ile lat można żyć w takiej konfuzji. Niszczyłam się podświadomie niczym rak i tylko czekałam na własną porażkę. Aż dziw, że tak długo wytrzymałam z tym małym demonem - może powinnam iść na egzorcyzmy...

Żarty żartami, ale prawda jest taka że od tego momentu zaczęła się moja droga ku szczęściu. Co prawda to był sam jej początek i tak naprawdę to jeszcze nie wiedziałam nawet jak to wszystko ma wyglądać, ale od tego się zaczęło.
I na tej właśnie terapii poznałam Sylwię. Podświadomie wybrałam miejsce obok niej, chociaż obiema nami kierowała chęć siedzenia przy kaloryferze:) Na takiej terapii człowiek dowiaduje się o innych takich rzeczy, których normalnie nie chce wiedzieć. To są najbardziej intymne szczegóły z życia, przeszłości i psychiki. Nie pozostajesz obojętny. Emocje bywają skrajne, od współczucia, żalu po złość, obrzydzenie i agresywną wściekłość. Jest też strach i zawód oraz rozczarowanie.  Spadają wszystkie maski, super pani bizneswoman okazuje się żrącą jedynie cukier niestabilną autodestruktorką, która w jednym miesiącu wyciąga firmę z długów i świeci blaskiem jaśniejszym od Supernowej, a nagle załamuje się i nie wychodzi z łóżka przez trzy kolejne. I nagle widzisz wokół siebie wspaniałych ludzi i... każdy ma swój ogromny cień. Zaczynasz dostrzegać, że oni wszyscy mają swoje demony. Albo będą je mieli.
Większość się nie przyznaje do nich, a część nie dostrzega. To było przygnębiające, poczułam się jak papierowa łódeczka na rozszalałym oceanie. Bezbronna, samotna i zagubiona. 

A obok siedział ona. Poraniona przez los jak mało kto (ze trzy książki napisać to mało), z ogromną traumą po wypadku ale... z uśmiechem próbująca dodać mi otuchy. Zobaczyłam w niej anioła. Poczułam, że chcę się nią zaopiekować, mimo, że młodsza o kilka lat, zupełnie zielona życiowo... chciałam trwać u jej boku. I z wzajemnością. Nasze umysły pomimo zupełnie innych charakterów i osobowości, nadawały na tych samych falach. 
Ja tego co prawda nie zapamiętałam, ale prowadzący terapię psycholodzy na koniec powiedzieli, że nasza znajomość przetrwa. Zapamiętała to Sylwia. Powiedziała mi o tym dopiero niedawno. Mieli rację. Chociaż uważałam ich wtedy za dziwnych i sztucznych. 


Przyjaźń jak widać przetrwała, chociaż nie bez potknięć. Ówczesna partnerka Sylwii, odsunęła mnie od niej. Pozwoliłam jej na to, Nie jestem z tego dumna. Ale może właśnie tak miało być, wtedy też całą swoją uwagę skupiłam na słynnej toksycznej E. Ona wtedy przeszła również załamanie nerwowe (oczywiście musiało być o wiele bardziej spektakularne od mojego), wiem wredna jestem. Opiekowałam się nią, znalazłam pomoc i psychologiczną i psychiatryczną i chyba tej energii nie starczyło mi na dwie przyjaciółki.Wygrała ta starsza stażem. Ta która mi wcześniej powiedziała, że ja nie mam żadnych problemów tylko poszłam na terapię bo mi się nie chciało pracować...
No i prowadząc ją do lekarza nawet nie pomyślałam żeby jej to wypomnieć. Pomyślałam dużo później, kiedy ze wzmożoną siłą zaczęła okazywać mi wyższość. 


Nie wspominam jej tu bez przyczyny. Bo pisząc ten tekst uzmysłowiłam sobie swój pewien błąd. Przez ostatnich kilka ładnych lat poświęcałam energię i czas oraz miejsce na łamach tego bloga osobie która na to w najmniejszym stopniu nie zasłużyła. Postaci tragicznej ale i w moim życiu raczej negatywnej, zamiast... Tej jaśniejącej niczym małe i ciepłe słoneczko. Bo taka nasza jakaś ludzka natura jest, że zamiast na dobrych aspektach to my się skupiamy a tych złych. Czasami dochodzi do tego, że nie widzimy nic pozytywnego, że nie znamy znaczenia tego słowa i zaprzeczamy wszelkiemu dobru jakie jest w naszym życiu. Nic dobrego z takie postawy nie wynika. Ona nie zmieni świata, a pogarsza nasz stan. 


Nie będę mędrkować, bo chodzi o to, że teraz już widzę jasno i wyraźnie, tych kilka najważniejszych aspektów swojego życia. Jestem szczęściarą, ogromną. Mam wspaniałą przyjaciółkę, ciepłą serdeczną i mądra. Wyrozumiałą, na prawdę ogromnie wyrozumiałą. Zna moje słabości, wady techniczne i bierze na nie poprawkę, nie oczekuje, że przejdę nad nimi i stanę się nagle taka jak ona oczekuje, bo wie, że się nie da. 
Jest moim największym i najaktywniejszy fanem, znaczy mojej wszelkiej twórczości, kibicuje i zachęca, ale wyraża szczerze swoje zdanie - cenię to. 
Każdemu życzę takiego przyjaciela. To uskrzydla, dodaje sił i bardzo wzbogaca nasze życie.

36 komentarzy:

  1. :) a na koniec dodałabym jeszcze...chwilo trwaj wiecznie!;)
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Taka chwila faktycznie mogłaby się nie kończyć. Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Piękne zdjęcia jak zwykle u Ciebie i to jest powód ,żeby Ci np zazdrościć, bo to nie jest kwestia dobrego aparatu , ale tego innego pięknego spojrzenia na świat i zobaczena go okiem aparatu i pokazania .
    Tak też jest w życiu , spotykam ludzi , którzy maja różne talenty i ich nie doceniają.
    Tak samo jest i było z Tobą , na pewno miałaś różne talenty i podobałaś się różnym panom, ale problem tkwił w Twoim widzeniu świata.
    Takie spotkania w grupie , terapie przydałyby się nam wszystkim, pod opieką dobrego psychologa, jest to bardzo pouczające jako spotkania ze swoimi reakcjami a potem przemyśleniami.
    Bardzo dobrze zrobiłaś ,że poszłaś na taką terapię, jak sama widzisz okazała się bardzo ważnym momentem w Twoim życiu.
    Samych dobrych momentów w życiu i samych dobrych myśli na swój temat życzę serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam ogromny mętlik w głowie i nie wiem co napisać. Od niemal zawsze wiedziałam, że mam talent plastyczny ale problem tkwił w tym czy to co tworzę podoba się innym tak samo jak mnie, czy tylko mi się wydaje, że to jest ładne i wyjątkowe. Do dziś mam tak poniekąd, z tym, że mniej mnie obchodzi zdanie innych bo wszystkich nie zadowolę. A jeśli komuś oglądanie moich zdjęć czy obrazów sprawia przyjemność, mnie sprawia to po stokroć większa.
      Dziękuję Ci z całego serca i pozdrawiam najserdeczniej.

      Usuń
  3. Miałaś szczęście. I to podwójne. Trafiłaś na prawdziwego psychologa, a nie łajzę od przygarniania kasy i przyjaciółkę. Życzę Ci zatem nieustającej pogody ducha i kumplowania po wsze czasy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, oni nie brali kasy ode mnie tylko z NFZ. Ale fakt, pod okiem na prawdę dobrego profesora nas terapecili:)
      Dziękuję Ci za takie życzenia.

      Usuń
  4. PS. Jak zwykle! Zapomniałem napisać, że zdjęcia są piękne. Bo są!

    OdpowiedzUsuń
  5. Marysiu, dziękuje Ci za ten jakże optymistyczny post :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że wpis jest dla Ciebie optymistyczny. Bardzo się cieszę i pozdrawiam.

      Usuń
  6. Nie chciałabym zostać tutaj drama queen, ale łzy były podczas czytania. To wszystko było i jest mi tak bliskie... Pamiętam moment, kiedy wreszcie zobaczyłam, że to ja wciąż uderzam w siebie, jestem właśnie tym największym wrogiem. Tak było całe życie i dopiero w wieku 21 lat to zobaczyłam. Właśnie na oddziale. Nagle wszystko stało się jasne. Ale trudne, bo żyjąc lata na swoim autopilocie... trudno jest go przeprogramować.
    Łączę się też do uczuć z sytuacją z E., przynajmniej wiedząc to, co napisałaś w tym poście. Przez lata przyjaźniłam się z dziewczyną, przy której ja nie miałam prawa mieć problemu, zawsze byłam gorsza... a potem wracałam do domu, gdzie też byłam gorsza. I dopiero teraz to widzę. I mogę się zezłościć, rozpłakać, roześmiać - ta możliwość wyboru i możliwość powiedzenia sobie, że to nie ja jestem najgorszym złem to coś pięknego.
    Dziękuję, że się tym podzieliłaś. Ten post... Bardzo, bardzo dużo czuję, czytając go.
    Jesteśmy na trudnej drodze, ale myślę, że z każdym krokiem jesteśmy też bliżej szczytu ;). I rozmontowania tego chamskiego autopilota, który prowadzi donikąd.
    PS: Pięknie dobrane zdjęcia. Zabrzmi może nieco oklepanie, ale... no po prostu świetny post.
    Dzięki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jeszcze w temacie bratniej duszy, to również myślę, że można znaleźć ją wszędzie. Myślę też, że nie istnieje jedna bratnia dusza.
      Kiedyś żyłam w przeświadczeniu, że jak znajdę kogoś, kto jak ja lubi wędrować po lasach, dzikie koty, fotografię, to będzie on moją bratnią duszą. Teraz zupełnie się z tym nie zgadzam. Myślę, że to, co czyni z dwóch osób "bratnie dusze" to ich podobne współodczuwanie i patrzenie na świat.

      Usuń
    2. Wredny autopilot... dobrze to określiłaś, bo taka tresura jaką mamy zanim się obudzimy jest bardzo trudna to wyplenienia, ale możliwa. Często się chowamy za tym autopilotem, ze strachu bądź z wygody.
      Mnie zwalczanie go zajmuje już blisko 10 lat i jest coraz lepiej ale są też dni i okresy kiedy się potykam i ześlizguję kilka metrów po ścianie góry, MOJEJ GÓRY.
      Kiedyś już pisałam o wspinaczce na tę GÓRĘ.
      Właśnie się ostatnio dość mocno potknęłam, wiele kamieni i głazów pospadało ze mną, ale na szczęście wyhamowałam i odpoczywam przed ruszeniem dalej w górę. Nawet nie mam siły podziwiać widoków, a i tak chwilowo zasłania je gesta mgła. Mam nadzieję, że rozumiesz moją przenośnię.
      Serdecznie dziękuję za ten wpis. Pozdrawiam.

      Usuń
  7. Fajnie masz.:))) Ja się, niestety, parę razy porządnie sparzyłam i teraz jestem nieufna i nie mam zbytnio ochoty znowu się w coś angażować. Chociaż czasem bardzo mi tego brak. Ale to chyba podobnie jak ze związkami - nie chcę nic stałego, tak bez zobowiązań.
    A zdjęcia są jak Twoje obrazy.:) Z tym światłem i tłem.:) Specjalnie je tak ustawiałaś? Bo też tworzą pewną historię. Jest na nich coraz więcej światła, aż do uroczego zdjęcia, które może być symbolem pięknej przyjaźni.:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam się, że jedynie ostatnie zdjęcie umieściłam świadomie, bo faktycznie symbolizuje moja przyjaźń z Sylwią.
      Nie bardzo zrozumiałam w co nie chcesz się angażować, poza związkami, w przyjaźń czy w psychoterapię. Bo obie te sprawy są trudne i wymagają wydatku energii i emocji.
      Dziękuję za odwiedziny i bardzo serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
    2. Nie chcę chyba angażować się w przyjaźń. Jakoś to mi się nie udawało. Zresztą nawet teraz to nie mam do tego okazji.
      O psychoterapii nawet nie myślałam.
      Co do związku, to uważam, że trafił mi się świetny mąż i tu nie chcę nic zmieniać.:)))
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
    3. No to połowa sukcesu za Tobą:) Bo jeśli uważasz że Twój mąż jest świetny to jest zapewne tak jak i mój dla mnie - Twój dla Ciebie dobrym przyjacielem. I życzę Ci aby się to nie zmieniało.

      Usuń
  8. W młodości strasznie duzo negatywnych rzeczy nam wdrukowano. A nasza niedojrzałość powodowała, że trudno było ocenić, co jest szkodliwe, a co nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest niestety ta jak mówisz i nie ma tu winnych. Bo jak mawia moja mentorka, wszyscy jesteśmy ofiarami ofiar. I tak w nieskończoność.
      Pozdrawiam i zapraszam ponownie w odwiedziny.

      Usuń
  9. No właśnie, wszystko sprowadza się do tego, że zazwyczaj mamy skłonność do skupiania się na tych negatywnych emocjach, złych ludziach, trudnych sytuacjach, zamiast cieszyć się każdą odrobiną szczęścia, które nas spotyka. Ja też dopiero z upływem lat zaczęłam lubić siebie i nie dopuszczać blisko mnie ludzi toksycznych. I niech tak zostanie :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święte słowa - niech tak zostanie. Bo umiejętność dostrzegania dobrych stron i pozytywów w każdej sytuacji jest błogosławieństwem. Ale nie każdy chce się na to zdecydować bo to pozbawia nas współczucia innych które wymuszamy narzekaniem i opowiadaniem o negatywach.
      Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego i samych dobrych chwil.

      Usuń
  10. Dobrze, że masz tak wspaniałą przyjaciółkę, która akceptuje Cię taką jaka jesteś. No i najważniejsze, że byłas na tyle dojrzała aby podjąć terapię. Jaka to odwaga i wspaniała rzecz.
    Dużo szczęścia życzę , abyś na swojej drodze spotykała tylko dobrych ludzi:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za życzenia dziękuję z głębi duszy bo są wspaniałe. I niezmiernie mnie raduje, że moje zdecydowanie się na terapię uważasz za przejaw odwagi i dojrzałości, a nie jak się zdążało u niektórych za dziwactwo i słabość.
      Również życzę samych dobrych dusz w Twoim życiu.

      Usuń
  11. To wspaniałe, że zdałaś sobie sprawę, że jesteś sobie wrogiem i poszłaś z tym problemem do psychologa, a nie męczyłaś się dalej. Terapia pomogła i do tego znalazłaś przyjaciółkę. Dbaj o przyjaźń, bo to cenne. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się jak mogę dbać. Myślę że mi się udaje bo relacja się rozwija i pogłębia:)
      Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam.

      Usuń
  12. Wspaniale że spotkałaś na swojej drodze przyjaciółkę z którą nadajecie na wspólnych falach... Z doświadczenia wiem że nie jest łatwo znaleźć prawdziwych przyjaciół a Tobie to się udało !!
    Jak zawsze jestem pod ogromnym wrażeniem zdjęć !!
    Pozdrawiam serdecznie !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz racje, dobrego i prawdziwego przyjaciela trudno znaleźć. Ludzie nie lubią poświęcać energii na innych, jeśli nie widzą w tym korzyści, i dla tego prawdziwa przyjaźń jest rzadkością w dzisiejszym świecie facebooka, czatów i smsów.
      Pozdrawiam i ściskam.

      Usuń
  13. Czasami Przyjaciół poznaje się w najmniej oczekiwanym miejscu i momencie życia... A taka przyjaciółka to skarb!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie... bezcenny skarb. Nie oddam! I mam problem żeby się dzielić...

      Usuń
  14. dziękuję Marysiu, kolejny raz sprawiasz, że się zatrzymuję i rozmyślam... ja ciągle jestem w drodze i ciągle wierzę , że na tej właściwej ;) ściskam moooocno:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak ja, w drodze i z nadzieją i wiarą, że na odpowiedniej:) Myślę, że skoro ja czuję radość i szczęście na tej drodze, a nikomu nie wyrządzam krzywdy to jest to droga jak najbardziej właściwa.
      Ściskam Basieńko.

      Usuń
  15. Mimo wszystko.. pięknie napisany post, daje do myślenia. Bardzo często tak właśnie jest, że kiedy otworzymy oczy i zorientujemy się, że życie nie jest piękne, bo piękna nie ma w nas.. wszystko zaczyna się zmieniać, na lepsze. Dobrze, że znalazłaś taką przyjaciółkę. Dobrze mieć przy sobie taką bliską osobę :)
    PS. Przepiękne zdjęcia! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci Magdo za komentarz i za mądre słowa. To prawda, puki nie polubiłam, a potem pokochałam siebie wszystko wydawało mi się straszliwe i beznadziejne.

      Usuń
  16. I enjoyed over read your blog post.
    Your blog have nice information, I got good idea from this amazing blog.
    I am always searching like this type blog post. I hope I will see again…
    หนังแอ็คชั่น

    OdpowiedzUsuń
  17. Oj nawet nie wiesz jak Ci zazdroszczę takiego przyjaciela, ja staram się wszystkim wokoło pomagać, być przyjacielem, kurde, szukam przyjaciela jak powietrza, takiego prawdziwego, ile ja sekretów i historii w sobie chowam, bo każdego wysłucham, dla każdego jestem ramieniem i wsparciem, a kiedy ja potrzebowałam, oni wszyscy nagle nie mieli czasu, nagle nie odbierali telefonu, nagle zapomnieli kim jestem. Teraz mam dzieci, i patrze na nie, z jednej strony cieszę się że są takie malutkie, z drugiej brakuje mi przyjaciela z kim mogę pogadać, i czekam kiedy zaczną mówić, na tyle rozsądnie by pogadać z nimi o wszystkim. Ja straciłam nadzieję na to że spotkam jeszcze przyjaciela na swojej drodze. Po tych licznych zawodach, przestałam ufać ludziom w ogóle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trudny temat, ale nic na silę. Kiedy ludzie łamią równowagę w dawaniu i braniu bardzo często zostają sami. Z różnych powodów. Gdybyś od razu stosowała zasadę równowagi i słuchała tyle samo co mówiła (nie tylko słuchała) to szybko by się wykruszyli Ci co nie umieją słuchać. Znaleźli by się tacy co umieją i jedno i drugie.
      Teraz będzie trudniej, ale nie obarczaj swoich dzieci tym. One są dziećmi, nie powiernikami. Wiem, że nie chcesz im wyrządzić krzywdy ale rozmowy z dzieckiem na tematy dorosłe, których nie do końca rozumie, może je potem wysłać na kozetkę. Niech nie słuchają, że się z tatusiem nie dogadujesz, czy koleżanka z pracy cię oszukała. Powiedz to mamie, albo napisz do mnie maila. Ja uwielbiam pisać listy.
      Ściskam.

      Usuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.