Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

sobota, 13 stycznia 2018

Ja - topolowy puszek

Wstaję niezmiernie trudno i z wielkim bólem. Najchętniej spałabym do południa. No ale trzeba wstać... bo praca, bo wypada się w wyra ruszyć. W podświadomości mam, że jak wstanę co coś - cokolwiek - zrobię, jak nie wstanę to na pewno nic nie zrobię. 
POWINNAM- nie lubię tego słowa, ale ostatnio towarzyszy mi wiernie niczym pies. Bo moje CHCĘ, gdzieś się zawieruszyło. 
Zatem - wstaję... pierwsze zwycięstwo tego dnia. 
Śniadanie - obowiązek, bo mój żołądek budzi się około 11, a zjeść wypada wcześniej, dla zdrowia. KAWA ostatnio dużo częściej i na pusty brzucho - wiem, ponoć niezdrowo.
No dobra i co zrobić z "tak pięknie rozpoczętym dniem"? Kiedy to dzień pracy to rzeczywistość rozwiązuje dylemat za mnie - idę do pracy. 
A dziś? Sobota. 
Mała, maluj - mówi do mnie Szparag przez telefon. 
Mała nawet i myśli o malowaniu ale... no nie może się zebrać w sobie. Energia kosmosu mnie zostawiła. Zapadłam w stan wegetacji i jak na razie wszystkie próby walki z systemem zawodzą. 
Powiecie - to normalne, pogoda, zima i każdy tak miewa... To prawda. Ale dla mnie taka stagnacja jest groźna ze względów psychicznych. Boję się, że będzie się pogłębiać, że energia twórcza nie wróci, że przestanę tworzyć i ... wróci Mala Pani D. Że wrócę do leków i w ogóle katastrofa. 
Płótna, pędzle i farby spoglądają na mnie i krzyczą niemal jak wielki wyrzut sumienia. A ja się czuję jakbym miała pole zaorać, a nie ptaszka malować. 
Jestem niczym ten puszek topoli czy dmuchawca, co go wiatr niesie gdzie mu się podoba. Mam tylko nadzieję, że jak już ten wiatr ucichnie, to ja - puszek osiądę na terenie obfitym w twórczą energie. 





 

28 komentarzy:

  1. Masz lekkie pióro i świetne oko, dlatego Twoje fotorelacje są najpiękniejsza książka ozdobiona cudownymi fotografiami!
    Pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję... To bardzo przyjemne, że komuś się podoba to co robię. Pozdrawiam spod koca.

      Usuń
  2. Piękne zdjęcia, jak Ty to robisz ??
    W tym roku wiele ludzi wyrzeka na swój stan psychiczny,
    zgniła pogoda, brak prawdziwej zimy.
    Liczę na to ,że w jak pojawi się wiosna to nam wszystkim wena wróci i humory się poprawią, czego Tobie i sobie życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Normalnie, aż sięgnęłam po witaminę D, której mam niewielki zapas z ubiegłego roku. Może zaskoczy mnie efekt placebo:)

      Usuń
  3. Kryzysy, wszelakie, potrafią podciąć skrzydła i ubezwłasnowolić. To ponure uczucie braku mocy dotknęło chyba każdego. Nie każdy jednak ma w zanadrzu oręże do boju takie jak Ty. Pasja twórcza, talent, wrażliwość, miłość do zwierząt i przyrody. Trzymaj się tego w trudnych chwilach. Zaczerpnij siłę z właśnie tych wartości.
    Będzie dobrze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że tak sobie ostatnio nawet powiedziałam, że to wstyd, tak się poddawać, kiedy tyle jest możliwości. Kiedy mogę malować wyszywać, dzielić się swoją pasją z innymi. Dla tego wzięłam się za siebie i coś skrobię ale jakoś bez szału. Ważne, że powoli do przodu. Wierzę, że energia wróci.

      Usuń
    2. Ważne, że do przodu.
      To, że wolniej niż byś chciała...to mniej istotne.
      Czasem trza zwolnić.
      Pęd do szybkości to zmora naszych czasów. Zmora, która wiele zabija w człowieku.

      Usuń
    3. Oj jaką ty masz rację. Świętą rację. Zatem, głęboki oddech i powoli.

      Usuń
  4. Wiesz, że pora rok sprzyja takim nastrojom. I nie tylko nam dorosłym. Widzę jak mój prawie 5-ciolatek ucichł, jak nuży go dzień powszedni, i tylko ciągle mnie pyta: mama kiedy będzie słońće? Kiedy pójdziemy na spacer bez kurtki? Kiedy pojedziemy na wakacje.....
    No więc nie dajmy się parszywej pogodzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak taka atomówa jak przedszkolak sie poddał to co ja mogę próbować. Nie mam szans. Na prawdę liczę na to, że to pogoda. Pozdrawiam i zdrowia do prawie pięciolatka:)

      Usuń
  5. Zmogłam zmorę! Bo u mnie oprócz apatii były silne dolegliwości fizyczne, bóle w krzyżu, rwa kulszowa itp. Nagle, po obejrzeniu pewnego reportazu, jak to w różnych krajach (głównie w Rosji) leczą głodówką, mnie też się zachciało. No i przestałam jeść, tak od razu. Piłam tylko wodę. Na początku było łatwo, nawet głodu nie czułam, ale potem zaczęły nasilać się bóle. No i obsesyjne myślenie o jedzeniu - może dlatego, że musiałam gotowac mężowi, bo jak wychodziłam na spacer, to głodu nie czułam. wytrzymałam 5 dni, nastepnie pomalutku zaczęłam wychodzić z głodówki. Najpierw rozcieńczone soki, potem woda z zupy, potem lekki i bardzo skąpy posiłek. ale mam nagrodę: ból dużo mniejszy, właściwie śladowy, energia i dobre samopoczucie wróciły. super! Teraz rano jem owsiankę z owocami, w południe sałatkę- surówkę, a wieczorem zupę. I czuję się dobrze! Czyli można jakoś z tego wyjść. Nie namawiam do głodówki, bo to trzeba chcieć i mieć motywację, ale można pokonać tę Bukę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomnij - kobieto ja kocham jeść, każdy ma jakieś uzależnienie, ja uwielbiam dobre jedzenie. Dla mnie dobre. Bez piccy raz w miesiącu nie wyobrażam sobie życia. Ale taka głodówka jest mocno detoksykująca więc nie dziwne, że bóle przeszły. Mnie też coś tam pobolewa, ale to raczej z zaniedbania i złego rozłożenia wysiłku.
      Ale super, że Tobie głodówka pomogła, każdy zna swój organizm i wie co może mu pomóc.

      Usuń
  6. Zacznę od zdjęć, bo są niesamowite. Ciepłe barwy, piękne ujęcia kochanej natury. Podarowałaś mi tymi zdjęciami poczucie ciepełka w sercu. <3 Znam ten stan. Och znam bardzo dobrze. Czasami zwyczajnie potrzebuję odpoczynku i wtedy pomagają mi zwykłe pierdoły, byle odciągnąć się od rzeczywistości. Zawsze jakoś tam jednak wstaję i Ty wstaniesz. Jesteś cudowną, silną kobietą. Do tego tak troskliwą. Ja już czekam na Twoje nowe dzieło. Cierpliwie czekam. Cieszę się, że poznałam taką kobietę. Nie udajesz, że zawsze wszystko jest cacy. Znam multum takich właśnie osób. Mam teraz cięższy okres, wstaję rano czasami wręcz całkowicie zasmucona. Jednak potem patrzę na krzątającego się po kuchni brata, na telefonie widzę poranne wiadomości od przyjaciółki, mama zaczyna się śmiać, tata śmiesznie śpi, a zaraz pewnie dostanę zabawną wiadomość od przyjaciela z Indii...Mam dla kogo i to mnie tak motywuje. Czasami potrzebuję dni totalnego odpoczynku, ale zawsze wstaję, bo mam dla kogo. Strasznie się rozpisałam o sobie. Takie emocje Twoje słowa wzbudzają. Piszesz prosto z serca i to dlatego. Jestem pewna, że będzie dobrze. Jesteś taka kochana, będzie dobrze i już. <3 :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również mam dla kogo wstawać. Nawet jeśli jestem sama w domu, bo Szparag poszedł już dawno do pracy to są przecież moje maleństwa. One mi każdego dnia okazują tyle swojej kociej miłości. Potrzebują mojej troski i wiem, że również towarzystwa. Też wiem, że zadzwoni maż z pytaniem jak spałam i co będę robić, jak się czuję. Że zadzwoni przyjaciółka, napisze druga, zabiegana w pracy.
      Deficyt energii jest dla mnie stanem systematycznym i na szczęście okresowym z tendencją do skracania długości okresów.
      Dziękuję za odwiedziny i życzę dalszego kochania życia.

      Usuń
  7. Luno!!!
    To wina braku słońca, wiosna już za 9 tygodni, a najbliższe dni mają być zimowe i słoneczne :):). Wena na pewno wróci. Trzymam za Ciebie kciuki M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, żebyś miała rację, bo coraz niechętniej patrzę przez okno. Ściskam.

      Usuń
  8. Marysiu, skoro piszesz, znaczy, że nie jest źle. Wierzę więc, że i chęci wrócą.
    Z witaminą D, bardzo dobry pomysł!

    Namaluj, narysuj... siebie... puszek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje pisanie jest formą walki i obrony. Nie poddaje się, jak przegram to zamilknę bo mi nie będzie się chciało włączać kompa.
      Zadałaś mi ćwieka - namalować puszek, taki jakim się czuję... wyzwanie.
      Dziękuję za miłe słowa i odwiedziny.

      Usuń
  9. Zdjęcia urokliwe, ciepłe.
    Ja też znam taki stan i też boję się dalszego ciągu... Ale... czasem można się temu poddać. Teraz wiem, że czasem po prostu tak bywa. Jakby wyczerpały się akumulatory, zniknęła cala energie i jasność. I wtedy czasem sobie na taki dzień pozwalam. Po prostu padam i już. Najczęściej śpię. Albo tak leżę i pozwalam, żeby wszystko obok przepływało. I wiem, że musi przepłynąć. Jeśli nie będę się nad tym skupiać, rozważać i przez to zatrzymywać ten stan, to minie. I przeważnie na drugi dzień już jest lepiej.:) Ale to mój sposób na to. Musisz znaleźć swój. Trochę tego, trochę tamtego - jak w przepisie.:) I dasz radę.:)))
    I tak jak pisze Efka - narysuj sobie taki puszek. Wymyśl jego historię.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, jeszcze historie puszka... będzie roboty na wiele dni. Ale to bardzo ciekawe... warte zainteresowania. wiesz, jeden dzień to jeszcze bym pewnie nie zauważyła, ale mnie tak trzyma od Sylwestra.

      Usuń
  10. Zdjęcia cudne , takie klimatyczne.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Co z Ciebie za artystka by była, gdybyś ciągle w skowronkach wstawała;) Masz talent,pasje,niespokojną duszę i wrażliwość mocniejszą niż u innych człeków.Pogoda nie pomaga więc stąd ten stan.Ale jak to babcia ma mawiała, zawsze po burzy wstaje słońce...wiec teraz się nastrajasz by w końcu wypić czarną kawę na głodniaka bez wyrzutów, że to niezdrowo i skupić sie na tym co najlepiej lubisz robić.Wierze że to już niebawem i ściskam Cię cieplutko. Fotki cudne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Nati, jaką masz rację... I Twoja babcia również. Z tym, e nie cierpię tych dołów, są męczące i dla mnie i dla otoczenia najbliższego. Bo Szparag czy przyjaciele się martwią. A przynajmniej tak twierdzą. Bo do niechciejstwa doszedł głupi i bezpodstawny smutek i płaczliwość.
      Dziękuję Ci za obecność i dobre słowo. Pozdrawiam i ściskam najmocniej.

      Usuń
  12. Oj tak mnie też jakaś handra dopadła niby mi się chce ale nie chce.Serce się rwie ale ciało ma to w d...Musimy przetrwać ten czas może jak będzie wiecej słońca to jak kwiaty się zaczniemy rozwijać.....pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja bardzo liczę na to,bo mnie jeszcze dodatkowo poczucie winy gryzie.
      Również pozdrawiam

      Usuń
  13. Dzień dłuższy od najkrótszego w roku o 45 minut, więc ... zaczyna być dobrze:) PS. Zdjęcia doskonałe!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz racje, już tyle dłuższy? Super, byle do wiosny.

      Usuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.