wtorek, 19 czerwca 2018

Był staw - nie ma stawu.

   No zgroza, włos się jeży na głowie. Spuścili wodę z mojego stawu. No, on jest tylko tak w mojej głowie MÓJ. Bo należy do jakiegoś koła hodowców ryb czy coś tam. No i w tym roku, jako, że susza straszliwa, to zabrali z niego wodę, żeby wzmocnić większy staw hodowlany. Bo ten mój to taki rezerwowy jest. No i mi się bardzo smutno zrobiło z tego powodu. Bo zaczęłam myśleć nad tymi wszystkimi młodymi, które zginą bez niego. No bo dorosłe to odlecą na te większe, a pisklęta? Domyślam się jaką ucztę miały lisy. Nawet się popłakałam... A potem zrobiło mi się jeszcze smutniej bo dotarło do mnie, że mogę zapomnieć o bielikach, błotniakach, czaplach, perkozach i całej reszcie.
   A na kilka dni przed tym egoistycznym i materialnym procederem staw jakby wiedział, że nie dostane mi będą te wszystkie wspaniałości i dał mi moje pierwsze w życiu dziki. Były bardzo daleko.




   Najpierw zobaczyłam tę samotną loszkę, brodzącą w płytkiej i tak wodzie. Przestraszyło ją szczekanie Nory, która ogłosiła przyjazd gości do rodziców. Szczekanie się niosło i prześladowane przez myśliwych zwierzęta nie ryzykowały pozostania na otwartej przestrzeni. Wcale im się nie dziwię.
   Ale po kwadransie wyszły z lasu na żerowisko. 

   To był niewielka wataha, licząca chyba z pięć dorosłych osobników i kilka warchlaków. Ale ciężko było mi się doliczyć. Stałam jak zaczarowana i podglądałam je przez obiektyw. Cieszyłam się że mam w okolicy kilka tych pożytecznych dla lasu zwierząt. 
   Do tego, żeby było już w ogóle odlotowo, zauważyłam po prawej od dzików, przy gnieździe łabędzi krzykliwych jakiś rudy ruch. Jeśli ruch może mieć kolor, to ten miał zdecydowanie rudy. Sarna, pomyślałam i skierowałam tam obiektyw. Jednak już pierwsze zdjęcie zweryfikowało mój wcześniejszy osąd. To nie była sarna. To łania. Moja pierwsza w życiu łania i jeleń w ogóle.






  Wiedziałam, że są w okolicy jelenie, bo kiedyś zimą widziałam pięknego byka z kilkoma łaniami biegnącego przez naszą łąkę, a od dwóch lat słyszę ryki jesienią. Ale nie miałam okazji zobaczyć z możliwością uwiecznienia. A tu taki prezent. Ciarki miałam na plechach i rękach z podekscytowania. Co fantastycznego. I to o takiej porze dnia. Przedpołudnie to było.

No a teraz...


   Woda zeszłą w dwie doby. Nora jest załamana, bo upał a ona uwielbiała się kąpać w tym stawie. Teraz nie ma w czym. Bo strumień też wysechł, a jak zeszła woda ze stawu to w strumieniu zaraz po tym znikła. Obniżył się poziom wód podskórnych, a nie ma skąd napłynąć powierzchniowa, bo nie pada od wielu tygodni. Nawet burze omijają ten teren. 
 Ślimaki walczą o przetrwanie i zaskorupione w swoich domkach będą czekać na lepsze czasy. 

 Widać świetnie tropy różnych zwierząt. Bo jeszcze jest błotniście, ale to już nie długo, słońce skuje na skałę dno.



   Jakby ktoś się zastanawiał to tak się prezentuje dno wyschniętego stawu. Typowo wodne rośliny padły, żyją te błotne, ale też nie wiadomo jak długo. Z doświadczenia wiem, że za jakiś czas cała powierzchnia będzie porośnięta wysoką turzycą. I wygląda to jak sawanna. Brak tylko zwierzyny. 
   Czuję żal. Ale wiem, że nie mam na to wpływu. Tak działa gospodarka i nikt nie myśli o tym jakie mogą być straty dla natury. Zresztą, jak powiedział mi Szparag, to człowiek stworzył sztucznie tę nisze ekologiczną i udostępnił ją naturze niejako, a czasem musi ją zabrać. Za rok, jak nie będzie suszy to wszystko wróci do normy. No ma chłopak jakąś tam racje. Ale jednak żal, że nie będzie perkozów, czapli i bielików. 


A jakie jest wasze zdanie na temat takiego interwencyjnego spuszczenia wody...
Mimo wszystko miłego tygodnia.






36 komentarzy:

  1. Myślę Marysiu, że natura jest mądrzejsza od nas i poradzi sobie. Zwierzęta znajdą inne źródła wody, a rośliny jak są zagrożone to kwitną, i rozsieją swoje nasionka w inne rejony. Mam taka nadzieję.
    Żal tylko, że Ty tracisz na jakiś czas tak piękne miejsce, taka miejscóweczkę na fotki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wiem, że natura sobie poradzi... To tylko takie babskie emocje. Ja znajdę inne miejsca na zdjęcia z nadzieją że za rok będzie więcej deszczy i nie będą spuszczać wody.

      Usuń
    2. Niby natura, niby wiadomo, że to niezależne od nas, ale też mi w takich przypadkach żal zwierząt i roślin. Widok tych wyschniętych roślin jest dla mnie przygnębiający...... ale za to zdjęcia dzików i innych zwierząt Twojego autorstwa trochę rekompensują ten smutek. Zazdroszczę takiej przygody i takiego miejsca do życia, lubię miasto, ale nie ma to jak cisza i zieleń w jakiej okolicy jak Twoja. Pozdrawiam

      Usuń
  2. Okropność , wspołczesny człowiek zachowuje się jak pan i władaca i myśli ,że wszystko moż ęw imię czegoś tam.
    A tak naprawdę to człowiek zabiera wszystko przyrodzie i tylko czekać aż z tego powodu człowieka szlag ostateczny trafi ...
    Tylko dzikie plemiona jeszcze potrafią żyć w symbiozie i być może zostaną na tym świecie tylko one...
    Żal zwierząt..i stawu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja już dawno postawiła na ludzkości krzyżyk.

      Usuń
  3. Straszne... Jakie pisklęta były nad tym stawem? Te kaczek i łabędzi raczej sobie poradzą, rodzice powinni przecież odprowadzić je w bezpieczne miejsce.
    Doprowadzenie do zagrożenia lęgu ptaków chronionych jest teorytycznie niezgodne z prawem. A w praktyce występują później takie sytuacje. Z czyjej winy? Zarządcy stawu może nie chcieli nawet zaszkodzić zwierzętom, pewnie nie wiedzieli o tym, czym grozi jego spuszczenie. Powtórzę jeszcze raz - straszne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiesz, łabądki, perkozy, łyski , krzyżówki i może jakiś inne kaczki. No właśnie nie bardzo widzę szanse gdzie te ptaki miałyby swoje młode wyprowadzić. Do lasu, czy na łąkę? Bo inne zbiorniki są oddalone o kilka kilometrów, a wszędzie sucho. Wody nie ma nawet nie ma w rowie który tę stawową odprowadził. Popłynęła i znikła. Ja bardzo bym chciała żeby małe miały szansę ale nie wiem jaką mają możliwość.

      Usuń
    2. Skoro tak, to faktycznie niedobrze. Myślałam, że może jednak jest tam w pobliżu jakiś inny, nawet mały, stawek...

      Biedne perkoziątka, ich pewnie najwcześniej dotknął okropny los...

      Usuń
  4. Zrobiło mi się bardzo ciężko na sercu. Staw hodowlany wygrał ze stawem zapasowym, a przecież nie tylko o hodowlę powinno chodzić. Tam, gdzie interes, tam brak serca i zrozumienia dla przyrody. Piękne wyszły Ci zdjęcia, piękne masz "podglądy", ale po przeczytaniu posta nawet te piękności nie są w stanie mnie rozchmurzyć.
    A za dwa miesiące jakieś jełpy wystrzelają te dziki i będą twierdzić, że roznosiły zarazę. Ale mięcho z nich zeżrą(sory). W obliczu barbarzyństwa podlanego sosen głupoty, wobec przyrody, czuję się bezsilna i wściekła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, tam gdzie pieniądze, tam nie ma szans natura. Niestety. Pozdrawiam.

      Usuń
  5. Nie mam żadnego zdania,bo być może staw rezerwowy uratował inne istnienia. Ale zawsze żal.Cóż moje bajorka też wysychają z powodu suszy ,a wodne ptactwo już dawno się wyniosło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, uratował karpie które wylądują na wigilijnym stole połowy Polski. Cóż poradzić, lubię karpia na święta.

      Usuń
  6. Zupełnie nie rozumiem takiego działania - jedne życie za inne życie. Życzę Wam zatem duuuuużo deszczu:D
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, ten deszcz jest na prawdę potrzebny. Dziękuję.

      Usuń
  7. Ciężko napisać. Ty masz rację i Szparag też ma rację. To stawy hodowlane, więc właściciel robi, co może, żeby przetrwać ten klimatyczny kataklizm, nawet kosztem zwierzaków. To akurat mogę zrozumieć w odróżnieniu od tego, co dzieje się u nas. Naszym ulubionym rozlewiskiem rządzą teraz ornitolodzy, a jest gorzej, niż było w ubiegłych latach. PS. Fajne te dziki i ta łańka. Poważnie. Bardzo dobre foty!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja też się zgadzam, chociaż emocje robi swoje. A zdjęcia robione z bardzo daleka. Wiesz odkąd mi siadł teleobiektyw to walczę ultrazoomem i w sumie to jestem zadowolona, bo bardziej mnie rajcuje temat niż jakość.
      A wyjaśnij proszę czemu jest gorzej u was?

      Usuń
    2. Nasze rozlewisko jest rezerwatem przyrody i "działa" głównie podczas jesiennych migracji siewkowców, czapli, kaczek, żurawi itp., których potrafi być naprawdę bardzo dużo. O tym, czy te ptaki zatrzymają się u nas na dłuższy postój, decyduje głębokość wody (nie może być zbyt wysoki), którą na szczęście można regulować. I tu zaczyna się problem. Wcześniej całym systemem zarządzała jakaś spółka wodna, która oszczędzała kasę, nie konserwowała rowów (czyli nie wykaszała roślin, które je zarastały), więc system był niesprawny. Teraz wszystko przejęli miejscowi ornitolodzy (którzy wcześniej pomstowali na spółkę, że nie konserwuje) i … robią dokładnie to samo, gdyż tan naprawdę chodziło i chodzi o kaskę. Jeżeli wysoka woda utrzyma się do jesieni (mimo suszy jest to bardzo prawdopodobne), to w końcu ptaki znajdą sobie coś innego i rozlewisko się skończy. Ot i cała, smutna historia. PS. Znam takich, którzy pomimo lepszego sprzętu, lepszych zdjęć nie robią:))

      Usuń
    3. A, no i teraz rozumiem, ale trochę bym ich ob śmiała za hipokryzję.

      Usuń
    4. Nie warto. Kiedyś próbowałem rozmawiać i teraz mam samych wrogów. I bardzo dobrze:)

      Usuń
  8. Luno, naprawdę ci współczuję, staw był taki piękny, ile w nim było życia,a teraz pustynia, miejmy nadzieję, że aura dokona cudu i staw się zapełni. M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym roku nie ma już szans, śluza zabrana więc co spadnie to i tak popłynie, dobrze, że kijanki popłynęły z woda, a te co utknęły w kałuży to wyżarły komary i mają już nóżki, lada dzień wyjdą z wody.

      Usuń
  9. Moze jednak lunie z nieba i caly nasz smutek gdzies sie podzieje...tez mi sie zrobilo jakos dziwnie i nie tak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak pisałam wyżej, to już nic nie da bo woda popłynie przez otwarta śluzę. W tym roku nie będzie stawu.

      Usuń
  10. To tak jak by człowiekowi zabrano DOM....Przykre.Nie martw się-przyroda da radę! Pozdrowionka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wiem, że da radę, ona nie ma emocji, nie płacze tylko walczy. Pozdrawiam.

      Usuń
  11. Smutno , ale Szparag ma rację ...
    Zdjęcia i upolowane obiektywem zwierzęta przecudne !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Wiem że ma racje. Pozdrawiam.

      Usuń
  12. Faktycznie, przykro jakoś. Rozumiem, że w naturze tak się przecież zdarza, przyroda daje sobie z tym radę, ale tak jakoś... Takie celowe działanie, niszczenie jednego, żeby uratować inne, to dla mnie nie jest w porządku. Zresztą u nas ogólnie gospodarka wodna leży i kwiczy. Czy to dotyczy ochrony zbiorników naturalnych czy wodociągów. Nie potrafimy sobie z tym poradzić i zabezpieczyć się ani na wypadek suszy, ani na wypadek powodzi. Dochodzi do tego ciągle niska świadomość wśród ludzi i ogromne marnotrawstwo wody.
    Niestety wciąż jest duuuużo ludzi, dla których dzika przyroda to wróg, z którym trzeba walczyć na wszelkie sposoby...
    Zdjęcia świetne. Urocza jest ta... "dwugłowa" kaczuszka.:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteśmy zbyt krótkowzroczni na to. Nie myślimy już nie tylko o następnym pokoleniu ale nawet o następny roku najczęściej. Ważne, że teraz jest ok, a potem to jakoś będzie. Albo jak się często okazuje, nie będzie. ech...

      Usuń
  13. Luno, ja nad polskim morzem mieszkam i u mnie też od początku maja nie spadło ani kropli deszczu. Susza jest okropna i nie pamiętam takiej w moim życiu. Razem z mężem ratujemy ostatnie rośliny w naszym powstającym ogrodzie, nosząc codziennie wodę w konewkach. Nasza studnia też nie produkuje tak dużo wody. Niektóre młode drzewka uschły i nie wiem, co będzie dalej.
    Piękną masz okolicę ! Uważam, że woda nie powinna być zabrana z tego miejsca. Staw jest potrzebny, a dzikie zwierzęta też potrzebują wody. Szkoda, że tak się stało.
    Cudne zdjęcia !!! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak u nas, wody tyle co by kilka konewek wykorzystać do uratowania małych upraw.
      Zgadzam się z tobą, bo co te 12 hektarów pomoże jak się rozeszło na kilka stawów w tym jeden ponad 100 ha. Kropla ino.

      Usuń
  14. Żal takiego pięknego miejsca i potrzebnego zwierzętom miejsca.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, żal, ale cóż poradzić.

      Usuń
  15. Dusza boli, serce krwawi... ale tak jak Twój Szparag uważam, że taka jest kolej rzeczy niestety zbiornik powstał dla bezpieczeństwa i niestety jest teraz taka potrzeba...
    smutne ale konieczne
    Trudniej dla Ciebie bo tak bardzo kochasz tamte okolicę i przyrodę Marysiu, ale przyroda nie znosi próżni i na pewno na zgliszczach powstanie coś pięknego
    ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja wiem co tam będzie, będzie łąka, ale taka jednogatunkowa i chyba mało atrakcyjna dla zwierzyny.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  17. Miło obserwować jak dziczki brykają w wodzie ! Nie wiem co napisać...serce boli...wielka strata dla przyrody...! Przyroda zawsze przegrywa z ekonomią, nic na to nie poradzimy !
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.