wtorek, 9 października 2018

Tornado i chaos

Mocny tytuł, można powiedzieć sugerujący jakąś katastrofę. Ale jeśli jest tu jakaś katastrofa to jestem nią ja. Tak, tak już słyszę te wasze głosy - nie mów tak o sobie. No ale nie można, chwilowo tego inaczej nazwać. To co się dzieje w moim wnętrzu, tak zwanej Duszy to jakiś... No Armagedon to łagodne określenie. 
Jakoś tak dwa tygodnie temu zgubiłam rytm, nie żebym wcześniej jakiś specjalny miała, bo słuchu nie mam za grosz, ale jakiś tam niewychwytywany rytm jednak był. A teraz... no sieczka. Jakby tornado tej największej kategorii przeszło. Widzieliście na pewno jak to wygląda po jego przejściu. I już wiadomo skąd się wzięła ciężarówka na drzewie i jeleń na słupie energetycznym.
Zatem u mnie takie tornado przeszło, chociaż samo przechodzenie może nie było aż tak spektakularne, ale za to efekt przejścia... oj miodzio.  
No i teraz łażę po tym śmietnisku i zbieram resztki. A co się na miotam i na wkurzam to moje. A efekty tego żadne, albo bardzo mizerne.
Zastanawiacie, się zapewne "co ona pisze, o co lata?"
Już spieszę z wyjaśnieniem. 
Moja praca nad powrotem do siebie, grzebanie w przeszłości i odnajdywanie ciekawych połączeń przyczynowo skutkowych poskutkowała jakaś dziwną paniką. Jakbym dostała informacje, że mi zostało pięć lat życia i nie ma szans na przesunięcie deadline.
No i się zaczęło, chaotyczne łapanie za wszystko na raz. Wewnętrzny przymus tworzenia, bez jednoczesnego szczęścia w tym, tylko takie: Rób, rób, rób! Nie idzie, to rzuć w cholerę i łap się za coś innego, też nie idzie to bierz to trzecie... Ale rób! Nie wolno Ci nie robić. Masz tworzyć, cokolwiek...
No koszmar. W ciągu trzech dni rozbebeszyłam chyba wszystkie swoje techniki, poza fotografią, bo nie chce mi się z domu wychodzić. 
I cały czas w głowie ten dzwoneczek, że źle, że za wolno, że nie fajne to, zmień technikę.  
Robiąc jedno przez dwie godziny, cały czas myślę o czymś innym. I tak, po powrocie z weekendu zabrałam się za filc, no moją ostatnią miłość. Ale cały czas mi po głowie chodził wzór na haft, Skupić się nie mogłam i się ukłułam już tyle razy, że niebezpiecznym było dalej tak działać. Więc dla świętego spokoju narysowałam ten wzór. Przeniosłam go na materiał i nawet z radością zaczęłam wyszywać. Do następnego ranka, kiedy to od momentu jak osiadłam do tamborka, myślałam o malowaniu, bo to przecież szybciej idzie. No to odłożyłam nici i wyciągnęłam zaległe prace. Efekt widzieliście w ostatnim poście. To kos. Przynajmniej jakiś postemp, że skończyłam go. Ale jak tylko go ukończyłam to usiadłam i nie czułam nic. Ani chęci do malowania, do dziobania czy haftu. 
Pomyślałam, może to czas na powrót do powieści? Już jesień... Wróciłam na całe dwa dni. 
Zmęczona jestem ogromnie i nie rozumiem tego chaosu i bałaganu. I tego parcia na efekt skończony do którego nie docieram. A co gorsza nie umiem go uporządkować. No tak, jak było, każda technika siedział przy mnie wystarczająco długo, żeby coś zrobić, a teraz... pół dnia, albo najlepiej dwie na raz.... Tak się nie da tworzyć. To szarpanie się jest kompletnie nietwórcze i wykańczające. 
Dla tego dziś wpis bez żadnych zdjęć. Bo nawet nie mam siły szukać na dysku czegoś co mogły chociaż w małym kawałku zilustrować to co czuję. 
A na koniec dodam, że o ile Ciapek wyszedł z przeziębienia to od jakiegoś nieokreślonego czasu nie robi kupy. Wczoraj dostał parafinę tam gdzie nikt nie lubi jak mu się coś zapodaje,pod ogon, no zadowolony nie był. I czekaliśmy. Już minęła doba, a on nie był w kuwecie. Chyba, bo czas między pierwszą w nocy a szóstą rano był niemonitorowany. A w kuwecie jedna kupa. Przy trzech kotach trudno stwierdzić czyja. No jednak wierzę, że Ciapka bo młode były na dwójce wieczorem. Ale myślałam że po parafinie to będzie eona bardziej tłusta i łatwiejsza do zidentyfikowania. Po za tym to się kot normalnie zachowuje tylko właśnie wczoraj rano robił cztery próby do kuwety i się wystraszyłam, że znów mu się cewka zatkała. Ale nie - to kupa go przytkała. 
No tak, kot ma zatwardzenie roku, a ja wewnętrzną sraczkę... Nie wiem co lepsze, tak po prawdzie, bo zatwardzenia twórczego też nie chcę...
I tym oto radosnym i uroczym akcentem...
Pozdrawiam was mocno i mam nadzieję, że jesienna zmienna aura nie ma na was większego wpływu. 

33 komentarze:

  1. Wszystko odłóż, nie rób nic, weź książkę i czytaj spokojnie, idź na spacer, wymyj okna- po prostu odłóż na tydzień robótki. Miałam to samo- odłożyłam, przeczekałam i samo przeszło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Poczytać sobie coś a reszta sama przyjdzie. Odkurzanie bardzo mózg potrafi wyszumiec tak ze potem jakiś tak lepiej ;)

      Usuń
    2. Pomyślałam o tym w sobotę i całą spędziłam z mężem i przyjaciółmi w ich domku letniskowym. Niestety nie pomogło. Nad myciem okien myślę bo już się proszą.

      Usuń
  2. Ja tez czytam. Dalej czytam Zafona co przerwalam bo Amber odszedł a to z nim na kolanach czytałam. Teraz czytam z Ejmisia i musi tak byc. Maluchy jeszcze maja fiubzdziu wiec lataja jak postrzelone.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. J teraz nie czytam, za to piszę, znaczy próbuję wrócić do pisania.

      Usuń
  3. Kiedy będzie Tobą rzucać:-) idź na długi spacer, samotnie i koniecznie poszuraj liśćmi:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba będzie trzeba, chociaż obawiam się, że będę na ten spacer latać co godzinę...

      Usuń
  4. Też tak mam czasami. Efekt? nic nie zrobione, bałagan w chałupie, wszystko rozbebeszone. I wtedy jeszcze większy wnerw i irytacja. Nie martw się, przechodzi jak grypa jelitowa.
    Moja kota miała ogromny problem z kupkami po lekarstwach . Dostałam od lekarza jakieś "cóś" w tubce, które wpychaliśmy jej do pyszczka. Ale chyba najelpsze efekty dało rozgotowane siemie lniane podawane strzykaweczką do pynia.
    Na widok strzykawki kot zabiera się z prędkością światła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mu teraz podaję parafinę ciekłą, tak zalecił wet. Jak na razie nic, ale już w jelitach lepiej ułożone, nie ma twardej kulki na końcu ja wczoraj.

      Usuń
  5. To się nazywa dysonans poznawczy :-) To budzi lęk. Czasem panikę. Bo już czujesz, że COŚ, ale nie chcesz jeszcze widzieć. Miałam. Nie raz. Nie da rady zamalować, zadziubać, zawyszywać. Powoli wyklaruje się. Współczuję, bo wiem, że nosi. Kot się zakorkował, ty też :-) Siemię lniane to bardzo dobra rada tam wyżej u Iwy. Tylko na korek to niemielone. Całe ziarna zaparzać :-)Może załóż dziennik snów. One czasem podpowiadają to, co na jawie nieogarnialne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziennika nie muszę, zawsze rano rozkminiam co mi się śniło i jakie to może mieć znaczenie.
      Aż się boję co to się wyklaruje.

      Usuń
    2. I jeszcze pomyślałam, bo u mnie tak było. Jak emocje zaczynają wracać, to jednak spora energia ;-) A jak jechałaś na rezerwie to taka dawka Verwy może dać popalić. Bo człek nienawykły, nie wiadomo co z tym robić, a ciało wibruje. Ułoży się :-)

      Usuń
  6. Zamiast pod ogon , parafine zapodaj do pyszczka. Do 6 ml można ...
    Co do tornada wewnętrznego to współczuję :(
    Może warto odstawić wszystkie pasje i pomedytować. Nic nie robić , aż się wszystko wyklaruje ;-)
    Kciuki za spokój wewnetrzny !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz dostaje do pyszczka. Wychodzi tłuste z tyłu. ale nadal nie idzie do kuwety... nie wiem co on robi z tym jedzeniem które zjada. Wczesnym popołudniem lekarz powiedział ,że kupa jest ale już luźniejsza, rozbita i łatwa do wyjścia, tylko wyjść nie chce.

      Usuń
    2. To widzę że to trudniejszy przypadek. Tak miał nasz Filipek i jemu pomógł dopiero preparat Duphalac...

      Usuń
    3. Nie wiem co mu ale zrobił ładną i na prawdę jak na kota to dużą kupę. Sądzę że mógł tak zareagować na antybiotykoterapię.

      Usuń
    4. To jest powód do radości :-D

      Usuń
  7. Wewnętrzna sraczka w zestawieniu z zatwardzeniem kota... rozśmieszyłaś mnie, chociaż do śmichu to raczej nie jest. Ale znam ten stan, oj znam. Uklepie się - o ile to jakaś pociecha...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę że Cię rozbawiłam, lubię się śmiać. A rzadko mam okazję. I tak, to jest pociecha, bo pociesza mnie to, że nie ja jedna niestety znam to uczucie, nie czuję się w tym osamotniona. Dziękuję na prawdę dziękuję za wszystko.

      Usuń
  8. Niestety czasami są takie dni... i mi się to zdarza...
    przy wielu kociakach ciężko jest się czegoś dopatrzeć... u mnie czasami jeden kociak się przytyka ( ma struvity )... chodzę sprawdzam kuwety i nigdy nie wiem czy to on zrobił siusiu czy jednak nie on... ech

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj znam ja Struvity - piekielne diabły które tyle bólu zadały mojemu Ciapusiowi, dla tego też jak tylko zobaczyłam że coś nie halo w kuwecie to od razu do weta. Ale już jest ok, jak poszedł wieczorem do kuwety to niemal szampana otwierałam z radości i nawet mi nie przeszkadzało że jego kupa śmierdziała strasznie.

      Usuń
  9. Ostatnio w poście z jesiennymi kurami wspomniałam o takim przypadku. Doskonale Cię rozumiem a takie stany miewałam regularnie, u mnie to szło w parze z przemijaniem lata, za którego przyczyną odczuwałam mocniej przemijalność czasu, przecież za około 2 miesiące koniec roku... Ale przyznam się, że czytając tytuł pomyślałam o kotach :D
    W takich sytuacjach zabierałam się za coś nowego, obecnie rzadko miewam takie stany wewnętrznego niepokoju czyli paniki. Spacer czy wyciszenie może nie pomóc a może wzmóc tylko ten atak. Mnie pomagało coś nowego co zaczęłam robić na przykład sprzątanie w szafach, coś praktycznego, coś czego organizm nie będzie mógł przełożyć na - mało istotne i jak wewnętrzny potwór dewastacji przyjmie jako duchowy pokarm - zadowolenia i satysfakcji ukoronowaniem że coś się zdziałało i ukończyło :)
    Moc uścisków przesyłam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z szafą nosiłam się blisko dwa lata i właśnie na dniach ogarnęłam ją. Zajęło mi to pół godzinki i pozbyłam się dwóch reklamówek ciuchów. Przyznam, pomogło na jakiś czas. Ale wierzę, że to stan przejściowy i ściśle związany z tym co robię wewnątrz.

      Usuń
  10. A może powinnaś z kimś pogadać? Sam od czasu, do czasu sięgam po różne medykamenty i ... pomaga:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakie masz na myśli medykamenty? Gadać mam z kim, do woli, dwie przyjaciółki psycholożki, jedna z zawody, druga z powołania... Daję jakoś radę, a co do medykamentów to na razie nie chcę się znieczulać, do tego mam colę z cytryną i miodunką prezydencką:)

      Usuń
  11. Luno! Mnie na takie stany pomaga praca w ogrodzie, może pojedź do Dziczy i popracuj. Jesienią jest dużo roboty i każda para rąk się przydaje. Praca w ogrodzie jest fajna, bo daje natychmiastowe rezultaty, spróbuj. Życzę spokoju wewnętrznego M
    P.s. doskonałą receptą na wyciszenie jest obejrzenie filmu Wielka cisza https://www.cda.pl/video/25190752. Polecam, pomaga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przepadam za oglądaniem filmów, nie wiem czemu, bo kiedyś lubiłam, teraz to dla mnie strata czasu.
      Co do wyjazdu w Dzicz... średnio, bo tam źródło moich wewnętrznych problemów.
      Ale prawda, że praca w ogrodzie pomaga.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  12. W ogóle nie grzebię w przeszłości, bo nie można jej zmienić
    i nie polecam tego nikomu, bo kończy się źle.
    Żyć należy teraźniejszością i przyszłością, bo je można kreować.
    Ale oczywiście to jest moja opinia i mój sposób na życie.
    Daje mi to po prostu spokój ,
    którego i Tobie życzę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale wiesz, kiedy przeszłość nie pozwala cieszyć się teraźniejszością, kiedy blokuje i odbiera radość... Wtedy trzeba to rozbebeszyć bo inaczej to jest trochę jak przykrywanie gówna bitą śmietaną jak mawia maja ulubiona jutuberka:) A ja mam co rozgrzebywać.

      Usuń
  13. Każdy sam znajduje najlepszy sposób na wyleczenie siebie. I rzeczywiście, najlepszym lekarstwem jest wiedzieć co się tak naprawdę robi i dlaczego. Ale zrozumienie tego, może trochę potrwać. Cierpliwości :-)ps. ale artysta może nie wiedzieć, może dlatego jest często nieszczęśliwy, ale za to płodny :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ooo ja mam teraz, za co bym nie złapała, to odkładam i chwytam coś nowego, tyle myśli, prac w głowie a doby nie rozciągnę, najlepsza na to rada - nie rób nic. Poukładaj siebie, potem wrócisz :)

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.