wtorek, 13 listopada 2018

Lustra! Wszędzie lustra!

No, już PO. Uff...
A po czym? Po spotkaniu klasowym o którym wspominałam jakieś półtora miesiąca temu. Poszłam. Chociaż były momenty, kiedy mówiłam do siebie, po co mi to, nie idę... Ale miałam nieco czasu na przepracowanie niektórych spraw i poszłam. Nawet się cieszyłam, że idę.
Było... Ciekawie i dla mnie wartościowo o tyle, że mam kolejne sprawy do przemyślenia, do przepracowania. 
Do tego kilka dobrze się zapowiadających odgrzanych znajomości. Chociaż słowo "odgrzanych" nie ma zbyt pozytywnego wydźwięku, to jednak tutaj jest ono jak najbardziej pozytywne. Kilka rozczarowań, wynikających ze zbyt wysokich oczekiwań. 
No i te lustra. Wszędzie, chyba kilka na raz. Oby się nie potłukły bo będzie kiszka. Nie wiem od czego zacząć... 
Osiemnaście lat nie widziałam większości tych ludzi. Moje obawy się nie ziściły, za to inne aspekty o których nie pomyślałam wywołały we mnie dyskomfort. Jakoś kompletnie nie wzięłam pod uwagę, że zdecydowana większość moich koleżanek z maturalnej, teraz jest matkami. 
No ja matką nie jestem. I przyznam, że kiedy temat szybko zszedł na dzieci, nie miałam, nie dość, że nic do powiedzenia, to nie ciekawiło mnie to, nie wiedziałam o czym mówią i zaczęłam się nudzić. Dwie godziny nie minęły, a ja ziewałam i poświęcałam mojemu koktajlowi z mango nienaturalnie dużo uwagi. No bo przez pierwsze pół godziny jeszcze próbowałam wyłapać, kto, ile, w jakim wieku ale jak się zaczęły pogadanki o perypetiach to sorki...
Zwłaszcza, że kiedy moje pierwsze lustro niejaka H, zrobiła odpytkę po kolei ( zadając pytanie - masz dzieci czy nie? - zamiast, no to opowiedz co tam u Ciebie) widziałam w jej oczach kompletny zanik uwagi po stwierdzeniu, że mam koty. A potem, zostałam razem z jeszcze jedną bezdzietną odsunięta na margines konwersacji. Nie pierwszy i nie ostatni raz. 
Zastanawiacie się może, czemu H. jest moim lustrem. Bo brylowała, była najgłośniejsza, skupiała na sobie uwagę wszystkich, głownie tych trzech panów którzy przyszli, Trzech na pięciu, niezły wynik. O tak, to moje lustro jak nic, prawie ramą dostałam w dziób. Podświadomość mnie borowała jak najgorszy dentysta. 
- Też tak byś chciała, zazdrościsz jej 
- Zamknij się, nie zazdroszczę bo nie mam czego. 
- No jak to czego, zobacz jaka jest przebojowa, wszyscy jej słuchają, wszyscy się gapią.
-  Jak na klauna w cyrku. Ja nie muszę podnosić sobie samooceny drąc się na cały lokal, kokietując czyiś mężów i mieć zawsze coś do powiedzenia...
- To czemu jesteś taka nabzdyczona, co?
- Bo nie lubię być wykluczana. Nikt nie lubi chyba, co?
Podświadomość się zamknęła, a mnie H. nadal nieco irytowała. Na swoje potrzeby ją sobie zdiagnozowałam i próbowałam ignorować. 
Drugie lustro i największe moje rozczarowanie tego spotkania zaproponowało przejście z kawiarni do knajpki gdzie serwują alko. 
Spoko. Tam Lustro E. uświadomiło nas, że zna właściciela i niemal codziennie tu siedzi, wczoraj wypiło dwie karafki wina. Że jako pracownik muzeum, po studiach o sztuce, ma w domu mnóstwo tejże sztuki i że nie znamy się na historii. A poza tym to jest takie nowoczesne, nie weźmie ślubu ze swoim konkubentem puki jej znajomi geje nie będą mogli też tego zrobić i jak umrą jej zwierzęta to popełni samobójstwo. Dzieci nie ma bo to przeżytek, ona woli zwierzęta i wolność. Dziś też poszły dwie karafki wina, wypite podczas siedzenie na środku salki, tyłem do połowy ludzi - przodem do płci przeciwnej. 
Uwielbiałam E w liceum. Ale po osiemnastu latach to co kiedyś było super, dziś wydało mi się zblazowanym zadzieraniem nosa i grą pozorów której nie kupiłam nawet przez chwilę.  Smutne. 
Czemu lustro. Moja podświadomość zaczęła chichotać.
- Popatrz jest tak samo wyzwolona i nieograniczona jak Ty. Też dziecinna i niedojrzała... egoistyczna i musi być najmądrzejsza, uważa się za lepszą od nas - kiedyś hipiska teraz hipsterka. Nie da się w ramy włożyć. 
- Ponownie Ci mówię zamilknij. Jest na pokaz, czy ja siedzę na piedestale własnej zajebistości i dramatycznie ogłaszam, ze jak mój kot odejdzie to skocze z okna na znak swojej tragedii?
- No nie...
- A co mówię o takiej sytuacji?
- Że weźmiesz na jego miejsce innego potrzebującego domu bidula, najlepiej dorosłego, bo takim trudniej ten dom znaleźć. 
- Właśnie. Czy ja się tu kłócę przez pół godziny gdzie przebiega granica Ołbinu z inną dzielnicą po czym stwierdzam że wszyscy są głupi i nie znają w ogóle historii? 
- Nie... Ale robiłaś tak!
- No kiedy? 
- Dawno temu. 
- Zatem chyba się nie liczy. 
No chyba się nie liczy. Chyba przez te parę lat dorosłam. Nie czuję potrzeby brylowania, fajnie byłoby gdyby światło reflektora na chwilę i na mnie padło, mieć swoje pięć minut, potem nich inni mają. Nigdy nie byłam szarą zalęknioną myszką, potrzeba mi uwagi, ale panuję nad tym, kontroluję to, pracuję. Nie krzyczę, nie siadam na środku, nie zwracam na siebie uwagi na siłę i na pokaz. Staram się. Ale wiem, że są takie pragnienia i te dwa moje lustra pokazały mi to bardzo dobitnie. 
Miałam wiele jeszcze obserwacji. Takich zupełnie normalnych. Jak na przykład to że kobiety, niezależnie od tego czy są w długotrwałym czy krótkim związku, ale chyba nie satysfakcjonującym w stu procentach, lgną do mężczyzn prawie obcych. Bo na tym spotkaniu nie było naszych polówek. Tylko absolwenci. Większość kobiety.
Przez większość spotkania niewiele mówiłam, nie czułam potrzeby, a jestem okropną gadułą. Najwięcej w sumie rozmawiałam z dawną przyjaciółką, już późno w nocy jak większość się rozeszła do domów. Tę znajomość, jak i kilka innych będę starała się pielęgnować, tak jak na to zasługuje, zobaczymy co z tego wyjdzie. 
Co dziwne jednym jeszcze lustrem okazał się kolega, z którym przez całe liceum zamieniłam może kilka zdań. I to on tak na prawdę zwrócił mi swoim zachowaniem uwagę na to, że ci drażniący mnie tu ludzie to moje lustra, obecne lub przeszłe, mniejsze lub większe. 
Ech, mam nad czym pracować, ale najfajniejsze jest to, że mam z kim, że mam możliwość podzielić się swoimi spostrzeżeniami o H, o E. z osobami które też tam były i co dziwne, podzielają moje odczucia. Czyli nie jestem taka dziwna, całkiem nieźle mi już idzie oddzielanie tego do mnie osobiście uderza, od tego co ogólnie jest rzucające się w oczy. Najbardziej się cieszę, że mam teraz kontakt do tych kilku osób, które gdzieś po szkole się rozproszyły. 
A do tego, z kilkoma dziewczynami, umówiłyśmy się na bardziej kameralne kawowe spotkanie. A z niektórymi indywidualnie. Jestem dobrej myśli, wyszłam z jamy na światło dzienne.

41 komentarzy:

  1. Taaaaa... te lustra i ten wewnętrzny dialog na pograniczu samobiczowania się za osobistą względem siebie szczerość. Mam dwoje dzieci, jestem babcią, ale nie znoszę, kiedy w towarzystwie temat rozwinie się. Mnie to nie interesuje. Te licytacje co, której wnuczek potrafi, a jakie te dzieci cudne, taką karierę zrobiły, zabijają mnie. Zastanawiam się,czy rzeczywiście kobiety nie mają już innych tematów? Kiedy spróbowałam, na kilku spotkaniach, pogadać o filmach, książkach to dostałam opinie przemądrzałej, a jak milczałam, to wyniosłej. Nawet powspominać szkolnych lat nie chciano. Tylko "chłopcy" jeszcze o sporcie gadali, bo tu mieliśmy o czym rozmawiać. Normalnie tak, jak to wtedy w szkole było- one o kieckach i chłopcach, ja z chłopcami o rowerach i samochodach.
    Ograniczyłam znajomości prawie do zera- szkoda mi czasu na kolejne rozważania o wnuczkach, o porodach własnych oraz córek i synowych. Nie jetem typową kobietą pod tym względem. I również zauważyłam, że baby mizdrzą się do facetów, chociaż w domu czeka na nie całkiem fajny mąż.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli mi się nie wydawało, że one szukają potwierdzenia, że jeszcze się komuś może spodobam, u innych facetów. Kiedyś też tak robiłam. Ale jak spotkałam miłość mojego życia to mi przeszło. Jeśli z jakimś kumplem męża czy mężem znajomej mam wspólny temat to git, ale jak nie to nie szukam na siłę towarzystwa. Mnie zależy żebym się mężowi podobała, reszta na kokos.

      Usuń
    2. Zawsze traktowałam chłopców jak kumpli, a potem do mnie docierało, że oni niekoniecznie mnie tak samo. Te spotkania klasowe nie są po to, by błyszczeć gwiazdorsko, ale by sobie przypomnieć dawne czasy i pogadać na różne tematy. A co do spotkań klasowych- był czas, że zorganizowaliśmy z Jaskółem, u nas w ogrodzie, 5 takich spotkań (przez 5 lat w maju). Ognisko, bigos, nocleg... po 5 razach powiedziałam "dość"- ja zapinkalałam i nie miałam czasu nawet pogadać, a po wyjeździe gości prałam, prasowałam pościel i sprzątałam. Wiesz- ambicjonalna gościnność. Okazało się, że poza nami nikt nie miał zamiaru tego robić- np. zamówić lokal, rozesłać wici i tyle, okazało się, że aż tyle. Od momentu, kiedy ustały klasowe ogniska u nas, kontakty mocno się rozluźniły.

      Usuń
    3. A to tak jest. Jak ktoś załatwi to super, ale żeby samemu... Jedna z nasz to załatwiła i zorganizowała a inna narzekała na lokal. Ale nie zaproponowała że może jakiś inny, nawet nie tyle żeby coś załatwić, nawet nie podałam propozycji, tylko że kawiarnia jest do dupy. Olałyśmy jej narzekanie i kręcenie nosem i odbyło się gdzie miało, z tym że oczywiście nie każdemu pasowało.

      Usuń
  2. No i nie było czego się bać :-) U mnie było podobnie. Teraz spotykam się z dziewczynami już normalnie, strach ma wielkie oczy. Lustra są męczące, ta moja potrzeba spoglądania w nie, też mi dokuczyła. Ale to taki okres w życiu. Poznać się lepiej i żyć lżej. Potrzeby mamy, wszyscy, ale najważniejsze, jak je zaspokajamy, co z tym robimy. Szkoda tych twoich koleżanek troszku, ale każdy swoją ścieżką. Ja mam dwóch dorosłych synów, okropnie mnie nudzą rozmowy o dzieciach. Troszkę można, ale nie cały czas. No, ale jak ktoś z bycia mamą i babcią, zrobi sobie jedyną podpórkę dla poczucia własnej wartości, to tak jest i nic nie poradzisz :-) Czyli było rozwojowo i fajnie, i jest plan na przyszłość :-) SUPER!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, wiesz, że te lustra są bardzo męczące. Mam takie wrażenie że odzierają mnie ze złudzeń na swój temat. Taka jestem w nich naga i .. sama nie wiem jaka. Wiesz, lubię czasem zastanowić się tak patrząc w takie lustro, przyjrzeć, pomyśleć, nieco popracować. Ale jedno na raz.
      A tu mnie tak nagle kilka zaskoczyło i to bardzo mocno. To zabolało aż. Miałam po tym spotkaniu dojść na imprezę męża, miał w innej knajpie ze swoją załogą z pracy. ALe dotarłam na kwadrans. Bo zaczął mnie boleć brzuch i chciałam do domu. Może to mango z mlekiem bo dwóch piwek nie posądzam o to. A może wśród znajomych męża zachowuję się jak te kobietki i kolega którzy mnie denerwowali i nie chciałam być wystawiona na próbę. No po publiczne spoliczkowanie pijanego szefa mojego męża było ewidentnym zwróceniem na siebie ogólnej uwagi i wywołaniem szoku wśród pracowników. Mogłam inaczej zareagować a dałam się ponieść emocjom i strzeliłam go w papę. Dumna nie jestem, ale w sumie zasłużył swoim zachowaniem.
      No i może stąd ten bolący brzuch, żeby nie dopuścić do innego podobnego incydentu.

      Usuń
    2. No cóż, strzelenie w papę szefa męża to jest coś :-) Podziwiam. Skoro zasłużył. Maż nadal pracuje, więc szef chyba sam wiedział, że zasłużył. Mamy prawo zadziałać spontanicznie, nic się nie stało. Ale wiesz, może to mango, a może wstyd, bo kontrola puściła, a tak chciałaś pokazać się z najlepszej strony. Boziu, skąd ja to znam ??? Jak ja dobrze znam te uczucia. Luna, a może ten policzek, to byłaś prawdziwa ty:-) I może to właśnie było fajne i uczciwe :-) Lustra lustrami, ale lepiej kopać szefa męża, niż siebie :-)

      Usuń
    3. Ten policzek był na finale mistrzostw piłki, więc jakiś czas temu, potem się już nie wiedzieli do teraz, znaczy imprezy ne było. A szef jak popije do małpiego rozumu dostaje więc moim zdaniem mocno zasłużył. Wiesz, co do tej prawdziwości to ja już sama nie wiem jaka jestem. Czy spokojna i cicha, czy właśnie agresywnie zadziorna... na razie opiekuję się mocno sobą. Przyznam Ci się, że ostatnio spotkałam się ze swoimi trzema istnieniami, taka podróż w czasie. Mega ciekawe, napiszę o tym. Bo najtrudniej miałam ze sobą niewiele młodszą niż jestem teraz. Dziwne.

      Usuń
    4. ooooo, nie dziwne...ja nadal mam problem ze mną 30-latką. Witaj w klubie :-)
      I powiem tak, jesteś RÓŻNA :-) Zależy kiedy, zależy z kim, zależy gdzie, zależy jak....Fajne, nie pomyślałaś?

      Usuń
  3. Kiedyś dostałem zaproszenia na takie spotkanie, ale nie mogłem pojechać. Poprosiłem jednak o przesłanie mi zdjęć z tej imprezy i po ich obejrzeniu wiedziałem, że moja noga nigdy tam nie postanie. Panie w sukniach, panowie w garniturach, jak na wiejskim weselu. Swoje lata ma, ale nie zdziadziałem na tyle, żeby dobrowolnie uczestniczyć w stypach:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, no tu normalnie byliśmy ubrani, to nie był jakiś oficjalny zlot absolwentów, czy rocznika organizowany przez szkołę... na takie bym nie poszła. Chociaż mam się czym chwalić i dekolt do pozazdroszczenia i maż, więc pozamiatane by było.

      Usuń
  4. Niedowartościowane mocno te lustra, ot co.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A skoro to lustra to i ja niedowartościowana... Taka smutna prawda, ale ja ją znam.

      Usuń
  5. szukanie siebie w innych ludziach, to nietypowe zajęcie jak na spotkanie towarzyskie.
    przepracować, pielęgnować... duże słowa są potrzebne?
    a nie można tak normalnie być? po prostu?
    trochę głupawo mi, jako autorowi bloga mającego lustro w nazwie, ale - niech tam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo, żeby można normalnie, to trzeba zobaczyć, czemu jest nienormalnie :-) A potem to już normalnie Oku ;-)

      Usuń
    2. Normalnie to już było, ale nie prawdziwie. A teraz jest droga do prawdy, do siebie i to jest właśnie dla większości nienormalne, bo normą jest zakopywanie pod dywan. A ja nie lubię jak mi spod dywanu śmierdzi, więc wszystko wymiatam i sprzątam, a przy sprzątaniu jak wiadomo nieco bałaganu jest.

      Usuń
    3. i zostaniesz samotna na sterylnym dywanie.
      ludzie składają się bardziej z wad niż zalet. tylko udają, że jest inaczej. może trzeba troszeczkę więcej wyrozumiałości? zapewne w sobie też znajdziesz coś do wymiecenia, kiedy przed lustrem staniesz - tym prawdziwym i schowanym przed postronnym okiem.

      Usuń
    4. Chyba nie przeczytaliśmy ze zrozumieniem i to wyrywkami. Ale nie będę tłumaczyć, bo na tym blogu od pięciu lat odsłaniam swoje skomplikowane wnętrze i swoje postrzeganie świata i siebie samej, swoją drogę do prawdy, zamiatam, sprzątam i nie będę tego streszczać jednym komentarzu. Bo żeby tak skwitować kogoś i mieć zastrzeżenia to może najpierw wypadałoby zapoznać się z nieco większą ilością wpisów niż jednym i to będącym kontynuacją. Ale nawet na koniec tego wpisu napisałam, że zapraszam na ten dywan osoby wartościowe dla mnie.

      Usuń
    5. Bo normalność, to potrzeba innych ludzi byśmy żyli tak jak oni, co ma potwierdzać ich ogląd świata :-) innej normalności nie ma :-)

      Usuń
  6. Na takich spotkaniach po latach...można się kimś zachwycić, a innym rozczarować- takie jest życie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, tak jest i w sunie ten koloryt jest piękny.

      Usuń
  7. Jesteś fają mądrą kobitką. Sama się polub i nie szukaj akceptacji u wszystkich, a nawet nie szukaj jej u nikogo poza sobą i będziesz miała święty spokój i będziesz miała rodzaj wewnętrznego szczęścia. To jacy oni są nie ma najmniejszego znaczenia, liczy się tylko Twoje życie, a ono jak każde jest takie krótkie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja się lubię, a nawet bardzo lubię, od niedawna co prawda, ale jednak. Mimo to nie jestem dla siebie bezkrytyczna, a każda taka nauka jest świetną lekcją.

      Usuń
  8. Byłam na "swoim" spotkaniu klasowym (klasy A i B) w lipcu tego roku.Przyjechało nas dużo. Impreza była zorganizowana w internacie, również noclegi. Przyjechało też trochę szpanerów, ale chyba nie bardzo się czuli, bo nie zostali do końca. Ostatecznie rozstaliśmy się w niedzielę po południu.
    Uważam, że było wspaniale. Może to zasługa, że wszyscy pochodziśmy z podobnych środowisk (ze wsi),większość z nas mieszkała w internacie, chłopców i dziewcząt było pół na pół??
    W to sobotnie popołudnie i wieczór znowu miałam wrażenie, że mamy nie więcej niż dwadzieścia lat.Cudowni ludzie.
    Na co dzień raczej nie utrzymujemy kontaktów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo to tak fajnie się spotkać pogadać ale nie zawsze chce się utrzymywać bliższe stosunki na dłuższa metę. Bo na dwa dni to można utrzymać fasadę, jecac na pierwszym wrażeniu bądź na emocjach ze spotkania ale na dłużej to zawsze te fasady opadają, wychodzą różne kwiatki, a ludzie nie lubią jak się widzi ich niedoskonałości.

      Usuń
  9. Nigdy nie byłam na klasowym spotkaniu; pewnie było organizowane o czym nie wiedziałam... nie wiem czy bym się dobrze czuła czy też nie...
    co jak co... w swojej jamie czuję się najlepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joasiu czuję podobnie, nie byłam i chyba nie chciałabym być, bo i po co.
      Drogi się rozeszły. Zresztą nawet jak się miało znajomych na fb to po pięciu zdaniach - nie było o czym rozmawiać.
      Marysiu ode mnie brawa za odwagę, że to, że wyszłaś z domu, dotarłaś, zostałaś.

      Usuń
    2. A ja mam dość siedzenia w tej jamie, potrzeba mi od czasu do czasu światłą słonecznego i świata ogólnie. Bo jak za długo siedzę w jamie - też to lubię oczywiście - to zatracam zdolność jakiegoś takiego normalnego postrzegana, za wiele się dzieje w mojej głowie, co nijak nie przekłada się na rzeczywistość. Potrzeba czasem skonfrontować to ze światem i rzeczywistością, choćby po to by na nowo docenić jamę.

      Usuń
  10. Mam wrażenie, że należy jednak rozgraniczyć spotkania klasowe na te z podstawówki i na te ze szkoły średniej. Wiem, że tu mowa o spotkaniach klas ponadpodstawowych. Ciekawa jestem, czy wrażenia ze spotkania klasowego ze szkoły podstawowej, różnią się od tego z klasą szkoły średniej. Bo u mnie było to niebo i ziemia. Spotkanie z klasą ze szkoły podstawowej, jedno jedyne- porażka, Zupełnie obcy ludzie, w większości mieszkający w tej samej wsi przez całe życie i ja, która opuściła szkołę podstawową po 7 klasie. Czułam się strasznie obco, sporo ludzi w ogóle nie poznałam, nie ogarniałam ich losów. Oni świetnie się bawili, ja niezupełnie. Te spotkania z klasa ze szkoły średniej, organizowane u nas w ogrodzie były o niebo lepsze, a przecież z tymi ludźmi chodziłam do jednej klasy tylko przez dwa pierwsze lata liceum.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaskółko, zależy chyba u kogo. Ja mam porównanie. Dziewczyny z podstawówki zorganizowały spotkanie i było bardzo fajnie. Okazały się takie swojsko stare, ale i zaskakująco nowe. Licealne też było fajne, ale jakby mniej trochę. Pewnie każdy ma inaczej :-)

      Usuń
    2. Miałam zaproszenie na spotkanie studenckie i też nie pojechałam. Może mnie odstrasza to zwierzanie się, narzekanie na zdrowie, te tematy babcino-matczyno-porodowe... nie wiem. Ja się zamykam w takich sytuacjach- nie mówię wiele o sobie, nie widzę potrzeby zawracania komuś głowy, kiedy wiem, ze to spotkanie okazjonalne i tyle. A w podstawówce zawsze czułam dystans ze strony moich klasowych koleżanek. Nie chodziłam do kościoła, matka była nauczycielką w tej szkole i mieszkałam z dala od wsi, w leśniczówce. Dla nich byłam z innego świata. Taki dystans tworzył się automatycznie i utrzymała się na lata.

      Usuń
  11. Co myślę o takich spotkaniach napisałam już pod Twoim wcześniejszym postem. Bywa różnie, tak jak sama piszesz - można się rozczarować pozytywnie albo negatywnie :). W każdym razie cieszę się, że dałaś radę. Zachowaj te dobre wspomnienia i kontakty, a nieprzyjemną resztą nie zawracaj sobie głowy. Żyj i ciesz się tym życiem jakie teraz masz :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie tak zamierzam postąpić. Ostatnio mocno segreguję osoby w otoczeniu i tych które ewidentnie są dla mnie toksyczne - odsuwam. Spotkałam się ze stwierdzeniem że to samolubne... nie zgadzam się by takie było, bo nie widzę sensy trwać w szkodliwej znajomości, dla dobra - pozornego - tej drugiej osoby, czemu ma sobie moim kosztem poprawiać cokolwiek. Czas się zatroszczyć o siebie i najbliższych.

      Usuń
    2. Popieram w całej rozciągłości! Nie krzywdzisz nikogo i nie pozwalasz krzywdzić siebie - co niby ma być w tym złego? Wręcz przeciwnie - Twój dobry nastrój wpłynie pozytywnie na wiele osób z otoczenia, nawet jeśli nie zawsze te efekty zauważysz. A że toksyczni bywają nieprzemakalni i na nich to nie działa - to cóż, ich strata, niech się wędzą we własnych toksynach :).

      Usuń
  12. Bardzo bałam się pierwszego po latach koleżeńskiego spotkania ale bardzo przyjemnie się rozczarowałam. Przemiło spędzony czas i znowu tam pojechałam i znowu ale nie spotykamy się w międzyczasie, za mało wspólnych spraw.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sie z kilkoma dziewczynami spotykam i zamierzam utrzymywać częstszy kontakt,ale z większością nie bo faktycznie nie ma wspólnego języka.

      Usuń
  13. Bardzo ciekawe spotkanie zatem - skoro masz tyle refleksji, znaczy że coś ruszyło. No i odświeżyłaś kontakty z tymi, z którymi naprawdę chcesz...fajne to!
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ruszyło, ostatnimi czasy często się coś rusza we mnie. Ale to dobrze, rozwijam się, żyję, ucze...

      Usuń
  14. Ja za dwa lata będę miała 10-lecie matury i spotkanie z tej okazji. Nie wybieram się, z większością tych ludzi nie widziałam się od końca liceum ale i tak do mnie dotarły plotki jakie o mnie poszły kiedy wyjechałam do Stanów. Choć czasem zastanawiam się, czy się nie odwalić we wszystkie Prady i Chanel jakie mam i tam nie wparować, bo jak i tak gadają, to niech mają o czym :P Ale raczej podziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślę, że nie ma sensu odstawiać takiego cyrku z Pradą, bo nikomu nie utrzesz nosa, a jedynie dasz kolejną pożywkę do wrednych plotek.

      Usuń
  15. Hmmmm, wiem co czujesz, kiedyś tak samo sie czułam na jakieś imprezie, w domu byłam dumna że jako jedyna faceta nie mam i na studia idę, ale jak się poszło, to jednak bolało to że jako jedyna z klasy byłam sama. Gdy teraz idę na imprezę, nie raz się łapię na to że jak ryba w wodę wpadam gdy idzie temat dzieci, czuję się wtedy lepiej że inne mają podobne, jak ja, że z podobnymi problemami się borykamy, że to co robię nie jest złe, próbuję się usprawiedliwić, ze to co robię jako mama, robi to spora większość mam, faktycznie w całej tej gadce, nie raz się zapędzamy tak że inne dziewczyny, nie mamy, siedzą i patrzą na siebie, wzrokiem: ja chcę stąd zwiać. Przepraszałam nie raz, albo próbowałam zmienić rozmowę na inny temat. Niestety, jak się dobrze gada, czy to o kotach czy o historii czy o grach, to ktoś kto się na tym nie zna będzie stał z boku. Tak już jest.

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.