niedziela, 2 grudnia 2018

Narodziny na nowo

Brzmi poważnie? Bo jest takie.
To najważniejsza rzecz jakiej się podjęłam w swoim życiu. Urodzić się na nowo. Stać się prawdziwą sobą. 
Jak? No tu już tak łatwo nie jest. I nie jest to chyba też jeszcze pora na opisywanie metody.
To, w takim razie, po co? 
Bo kto nie chciałby żyć życiem swoim, prawdziwym i wolnym.
Wolnym od wdrukowanych przekonań, które nie są nasze, bo skąd mamy je mieć, skoro nie mieliśmy okazji sami czegoś przeżyć. Ale jesteśmy przekonani o wielu rzeczach jakbyśmy mieli doświadczenia co najmniej z kilku pokoleń.  
Te przekonania, bardzo często ukierunkowują nas na całe życie i nawet nie wiemy o tym, nie wiemy dla czego coś myślimy, dla czego coś robimy lub nie robimy, a zapytani kluczymy i się złościmy. Najczęstsza odpowiedź: "bo tak było u mnie w domu, bo tak robiłam zawsze, bo tak i już".
"Pieniądze szczęścia nie dają"
"Bogaci są tylko nieuczciwi i kombinujący" 
"Prawdziwa miłość się w życiu nie zdarza" 
"Nie wychylaj się"
"Bądź miły i grzeczny niezależnie od sytuacji" 
"Rodzina jest najważniejsza"
I wiele innych. 
A na jakiej podstawie ktoś kto zarabia mniej niż średnią krajową może wiedzieć czy pieniądze szczęścia nie dają? Przecież nigdy nie był mega bogaty, żeby wyrobić sobie takie mniemanie. To przekonanie jego rodziców, lub najbliższych i środowiska. Bo w rodzinie tak mówiono, żeby usprawiedliwić brak ambicji i pogodzenie się z rzeczywistością. Bo łatwiej oczernić pieniądze i bogatych niż uczciwie się przyznać, że dobrze nam tak jak jest i nie chce nam się wspinać i walczyć, bo takie przekonanie przechodzi z pokolenia na pokolenie. I to przekonanie pokutuje nawet wtedy gdy jakimś zdarzeniem losu zdobywasz dużą kasę, w większości przypadków szybko się rozprasza, bo podświadomie wracamy do znanego i tolerowanego przez najbliższe środowisko, schematu.
Zatem chcę się tych przekonań, nie swoich, narzuconych, pozbyć, uwolnić, wytworzyć własne. Moje prawdziwie autorskie. 
Jak mi się uda to będę mogła powiedzieć czy są prawdziwe, czy nie. Sama będę decydować co sądzę o tym czy tamtym. To będzie ogromna wolność.
Druga sprawą będzie pozbycie się blokad i traum siedzących we mnie głęboko, w podświadomości, obalenie schematu - to się dość mocno łączy z tym pierwszym. Ale jest głębiej skryte.
Chcę przerwać ten łańcuch pokoleniowych traum gnębiących każda rodzinę. Nie chcę by to co przeżyły moje przodkinie (bo głównie kobiety z racji biologii mają tę możliwość przekazywania traum) determinowało może obecne życie i ewentualne przyszłe życie moich dzieci. Na pewno większość z was teraz przewraca oczami i mruczy coś w rodzaju " ale brednie". Trudno. Nikogo nie będę przekonywać do swojego zdania, każdy musi wyrobić swoje własne i żyć z jego konsekwencjami. 
 Chce się dowiedzieć, dla czego mam tak ogromną potrzebę jedzenia. Czemu boję się jeździć samochodem, prowadzić go. Skąd u mnie tak niskie poczucie własnej wartości. Może pozbędę się łysych placków na głowie, które się czasem pojawiają. Chce odkopać swój najczystszy potencjał, odgruzować go z tych wszystkich zanieczyszczeń narzuconych z zewnątrz.
To wymaga odwagi, przyznam, że czuje pewną obawę, bo jak mawia Szparag, jesteś teraz jak puste naczynie i trzeba uważać co się do niego naleje. Uważam, na ile wiem jak. Ufam intuicji. 
Ale jestem przede wszystkim bardzo podekscytowana i ciekawa tego jaka będę po tej przemianie, po tym oczyszczeniu. Czego się pozbędę, co zyskam.
Wierzę, że to będzie wspaniała i magiczna przygoda. 
Ktoś się zapyta - Po co to?
Bo pragnę pozbyć się mentalnych ciuchów po innych.  Bo chce być szczęśliwa tak prawdziwie. Bo chociaż teraz jestem szczęśliwa, to mogę porównać do to siedzenia w pięknym pokoju, na wygodnym fotelu i wyglądania na piękny ogród, a za nim las i cały świat. A teraz chcę mieć możliwość nie tylko podziwiania tego ogrodu, ale wstać i wyjść do niego, spacerować po nim, nacieszyć się tym co do tej pory podziwiałam. Poczuć pieszczotę słońca na skórze, chłód wiatru i deszczu, może się o coś zahaczyć ale przede wszystkim poczuć, na prawdę poczuć co to znaczy żyć prawdziwie.
I wyjść z szeregu tych wszystkich, którzy tak ochoczo tłumaczą się "tymi innymi", którzy to są odpowiedzialni za ich życie. Ja biorę za swoje życie odpowiedzialność, za każdy krok i za każde słowo, myśl czy nawet odruch. Ale to proces długotrwały i skomplikowany. Zatem trzymajcie kciuki. 




49 komentarzy:

  1. Bosze Luna, trzymam kciuki. Tylko uważaj, uważaj bardzo. Bo się nie da na raz. Jeśli ci ktoś powiedział,że się da: kłamie. Uważaj proszę i słuchaj męża, to mądry facet, tylko w jednym nie ma racji. Pustym naczyniem nie jesteś. Jesteś sobą, jesteś cudną, utalentowaną osobą. Ciepłą i wrażliwą. Dlatego musisz uważać, by tej osoby nie stracić i nie skrzywdzić. Branie odpowiedzialności tak, ale czułość i miłość do siebie, kiedy się nie uda wszystko co zaplanowalaś, są kluczowe. Bo czasem coś pójdzie nie tak. Powolutku i ostrożnie. Tak naprawdę to trzeba wykonać poprawki krawieckie, a nie szyć nową suknię :-) Przytulam i trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, to też ja nie wszystko na raz. We właściwym procesie jestem od kilku lat, w sumie to od prawie dziesięciu, od pierwszej terapii która mi coś uzmysłowiła. Potem przerwa, ale wiadomo w podświadomości zachodziły powolne zmiany i bum, trafiłam na Luis Hey i postanowiłam pokochać siebie jej metoda. To było ze trzy lata temu i uważam to za bardzo ważny krok, który na prawdę wpłynął na moje życie. Zerwałam oczywiście pod kontrolą z lekami przeciwlękowymi, inaczej patrzę na siebie, na świat, szukam i odnajduje. Poznaję siebie i swoje ograniczenia. A teraz znalazłam po części sposoby na ich bezbolesne pokonanie, na oczyszczenie i dalej chcę iść tą drogą. Przede mną wile wspaniałych lat odkrywania swojego potencjału, pracowania nad swoimi słabościami i cieszenia się z życia świadomego. Nie jestem sama, mam przyjaciółkę, która jest dłużej na tej drodze, Wszechświat ponownie skrzyżował nasze ścieżki.

      Usuń
    2. Oj, bo jak posta przeczytałam, to myślałam, że chcesz skoczyć na główkę ;-) Taki bojowy!I kota taka jak puma przed atakiem :-) Mądra z ciebie kobieta, a Wszechświat pomoże :-)no i mąż :-)
      Ja miałam problem z kompulsywnym jedzeniem, nadal go trochę mam, ale już tylko jako sygnał: o! znów zaglądasz do lodóweczki, a który to raz kochana? Czwarty, piąty? No to popaczmy, co tam się dzieje :-)Po jakimś czasie się wyjaśnia :-)
      Bądź odważna, bądź sprytna, bądź mądra :-)Płyńmy.

      Usuń
    3. Ech, kompulsywne szukanie jedzenia, chrupania, smaku... meczy jak diabli. A wiem, że wszystko w głowie.
      Może powinnam była napisać o długofalowym charakterze procesu... nie pomyślałam o tym, wpis jak zwykle był bardzo spontaniczny. Potem go zostawiłam na trzy dni o ostygnięcia i jak przeczytałam ponownie to nadal wszystko mi się zgadzało i puściłam. Kot jest bez większego związku, dodany dla urody. A może podświadomie ma związek, bo to mój najstarszy, pierwszy kot. Ale z pumą a do tego wojowniczą to ma wspólne chyba tylko wąsy:)

      Usuń
    4. Post jest taki jaki miał być :-) Może ze mną zarezonował w ten sposób dlatego, że ja na początku drogi myślałam, że muszę wsio zmienić, pozamiatać i kompletnie się zmienić :-) I niełatwo mi przyszło dostrzec, że raczej tu o akceptację mnie samej chodzi :-) Mnie, takiej jaka jestem :-) Taka podróż po bezdrożach...Kocio oczy ma lekko zmrużone, mój syn spojrzał na niego i stwierdził, że on nie miał ochoty na to zdjęcie ;-)

      Usuń
    5. On ma często spojrzenie grzechotnika, a to się całkiem nie zgadza z jego natura króliczka...

      Usuń
  2. No co tu gadać, trzymam kciuki. Szukaj siebie, rozwijaj siebie, dbaj o siebie. Bądź egoistką, nie krzywdząc innych, ale siebie stawiając na pierwszym miejscu. To dobra droga, idź!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Im większą egoistką jestem, tym więcej mam miłości i cierpliwości do innych. Dla tego tak bardzo nie pasuje mi to określenie, które jest u nas nacechowane bardzo negatywnie bo przecież u nas w Polsce króluje poświęcenia, kult uświęconego cierpienia i umartwianie się. Ten kto cierpi, poświęca się, nawet bez sensu, ten jest chwalony, pokazywany jako przykład,a ten kto się cieszy życiem jest posądzany o wszystko co najgorsze.

      Usuń
    2. No właśnie, to też stereotypy, a przecież zaczynasz walkę ze stereotypami, więc - chrzanić to!
      Po tym co piszesz w poście i w odpowiedziach na komentarze widzę, że znalazłaś już swoją drogę, a w każdym razie masz konkretny, wytyczony przez siebie cel, kierunek zmian. Życzę Ci, żeby wszystko poszło po Twojej myśli :).

      Usuń
    3. Tak, dokładnie, mam cel, nie wiem jak dokładnie on będzie wyglądał ale jest i zdążam do niego, z mniejszymi bądź większymi potknięciami, ale zdążam. Dużo się uczą, rozwijam i wierzę, że mogę o wiele więcej niż mi się kiedykolwiek wydawało.
      Dziękuję Ci bardzo gorąco za to kibicowanie.

      Usuń
  3. Pozbyć może się tego trzeba co nas uwiera , tego co przeszkadza nam w byciu sobą bo to najważniejsze by być sobą zawsze i wszędzie...Trzymam kciuki za pojawienie się na Twej drodze dobrych drogowskazów:):)
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję i życzę tego samego. Jest takie powiedzenie, które do mnie mocno trafia.
      "kiedy uczeń jest gotowy - właściwy nauczyciel zawsze się znajdzie".
      Czasem po prostu jeszcze na coś nie jesteśmy gotowi. A ja jestem z każdym dniem coraz bardziej.

      Usuń
    2. Trzymam kciukiza Twą gotowość:)

      Usuń
  4. Przebudzenie. Przeczytaj książkę Anthony De Mello Przebudzenie.
    "To co sobie uświadamiasz, to też kontrolujesz, to czego, sobie nie uświadomisz, kontroluję ciebie."-cytat

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za poradę książkowa, zaraz sprawdzę czy mam w swojej bibliotece, a jak nie to zakupię przez internet. Cytat płynie już we mnie z mocą.

      Usuń
  5. Powodzenia i słuchaj Bzikowej oraz siebie oczywiście!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bzikowa od pierwszego wpisu ze mną bardzo rezonuje, dziękuję że do niej trafiłam. A siebie słucham bardzo uważnie, intuicji bo to są moje sygnały. Czasem tylko są tak rozedrgane że nic nie słychać i wpadam w małą panikę i oszołomienie, Wtedy trzeba czasu.

      Usuń
  6. Zawsze w naszym otoczeniu znajdzie się osoba, która lepiej niż my wie co lubimy i co nam się podoba. I wtedy trzeba powiedzieć "NIE". Stanowczo. Bo to moje życie, moje decyzje, moje radości, a także i moje błędy. Czasem ludzie tworzą nasz obraz i my się do niego przystosowujemy. Albo chcemy być inni. To wszystko budzi w nas niepokój, dysonans, zniecierpliwienie. Same negatywne emocje. Trzeba od tego się odciąć i żyć po swojemu. Na własny rachunek. Oczywiście nie krzywdząc innych, w miarę możliwości niosąc dobro. A to trudne. Ale tylko jeżeli odnajdziemy siebie i będziemy żyć z sobą samym w prawdzie, w zgodzie z własną naturą - odnajdziemy harmonię i prawdziwy sens życia. Hmm... No tak, łatwe to nie jest, nie każdemu się chce. Narzekanie jest łatwiejsze.
    Żeby zrobić porządek w szufladzie, to czasem trzeba wszystko z niej wysypać i ułożyć od początku. Część rzeczy wyrzucić, niektóre oczyścić lub naprawić, dokupić nowe.:)
    Trzymam kciuki i przesyłam ciepłe myśli.:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyznaczanie granic od zawsze było moja słabą stroną. Nie umiałam tego robić i nawet nie wiedziałam gdzie one się znajdują, mój wewnętrzny dom był otwarty i nawet sam do niego zapraszałam niepożądane osoby. A potem się dziwiłam czemu mnie znów okradziono. Mój obraz został stworzony i bardzo próbowano mnie wcisnąć t jego ramy, oskarżeniami, zakazami, wymaganiami, porównaniami, straszeniem straszliwą przyszłością i okrutnym światem.
      O tak, narzekanie jest takie kuszące... i plotkowanie. Te dwie cechy tak mnie drażnią, chociaż sama nie jestem kryształowa. Są ludzie których jak poprosisz by nie narzekali i nie plotkowali to nie mają nic do powiedzenia. Bo nie umieją określić żadnego zjawiska bez narzekania. Tak mają wdrukowane i nie znają smaku innego opisu rzeczywistości. Widzą same negatywy wszystkiego. Nie wiem czemu.
      Bardzo dziękuję Grażynko za te ciepłe myśli i te wspaniałe słowa.

      Usuń
  7. Hmmmmmmmmmmmmmm. strasznie dużo chcesz:) Małe kroczki, chyba w czasie, należy stawiać i chyba jednak nie oczekiwać zbyt dużych zmian od razu. Pisz, bo jestem ciekawa postępów, za które trzymam kciuki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, każda nawet najdłuższa podróż zaczyna się od wyjścia z domu,od pierwszego kroku. Mam wiele, wiele wspaniałych lat na nią na delektowaniem się tym co spotkam po drodze. Zmiany to ja widzę już od kilku lat, małe, teraz pojawią się większe, wewnętrzne, już pojawiają, takie dają ce ulgę. Będzie dobrze, niezależnie od tego jak będzie, bo będzie to moje i z mojej perspektywy. Mechanika kwantowa mówi, że jest nieskończenie wiele rzeczywistości, bo jest nieskończenie wiele perspektyw... jakoś tak w uproszczeniu.

      Usuń
    2. A ja się zastanawiam, czy Ty sama podołasz, bo jeszcze jest świat wokół Ciebie, a w nim najbliższe osoby, które, mimo zrozumienia, nie do końca pewnie chciałby Twojej przemiany na inne- lepsze dla Ciebie, ale czy dla nich także? Wiem, zakładasz, że nie będziesz przejmowała się takimi rzeczami, bo Ty jesteś najważniejsza. I tak jest, ale nie zawsze tak się da ominąć taką przeszkodę bez straty dla siebie. Nie odbieraj tego jako zniechęcanie- ja obracam problem na wszystkie strony, a to oznacza i spojrzenie z perspektywy- brak przeszkód, i z perspektywy- są istotne przeszkody a dotyczą najbliższych- to już nie takie proste przeszkody do pokonania typu- odcinam się. W każdym razie nadal trzymam kciuki za dobre wyniki przemiany:)

      Usuń
    3. Oczywiście, że biorę pod uwagę środowisko. Chodzi mi też właśnie o wyrwanie się spod kurateli tegoż środowiska (najbliższych w skrócie). Mam prawie 37 lat a w oczach niektórych nadal jestem nieporadnym, niesfornym bachorem, bez wiedzy, bez własnego zdania a nawet jak jakieś mam to jest ono według nich, głupie, bo przecież jestem dzieckiem. I, o zgrozo, sama na to pozwalałam i zgadzałam się na takie postrzeganie mojej osoby. A teraz już nie pozwalam. Bo przede wszystkim SAMA zobaczyłam w sobie dorosłą, silną niezależna kobietę. Kobietę, która ma sile i wolę zadbać o siebie i o swoje wewnętrzne dziecko. I ie pozwoli na traktowanie się jak głupiej nastolatki co ma siano w głowie. Bo nie ma. Opór materii będzie. Dla tego działanie nie jest szarżą ułańską czy gorzej, szarżą naszej jazdy ciężkiej - Husarii przed którą drżała cała Europa. Nie, to działanie powolne, taki statyczny opór i stawianie granic z jednoczesny ich respektowaniem i konsekwencją. Mam świadomość, że i tu będzie bunt, bo jak to, tyle lat głupia małolata a teraz się szacunku domaga i nie słucha kiedy karzą iść do konta!?!
      No ale nie jest to sytuacja z tych trudnych, raczej upierdliwych. Jestem dobrej myśli.

      Usuń
    4. Jaskółko
      Marysia już podołala.Teraz tylko nie chce wypaść z toru.Dała radę, co widać po jej wpisach.

      Usuń
    5. To wspaniałe, że widzisz to w moich wpisach, nie zastanawiałam się nad tym, ale jak to napisałaś to aż pojaśniałam wewnętrznie.

      Usuń
  8. A ja Cię bardzo dobrze rozumiem. Też bym tak chciała - odciąć to co złe, otworzyc głowę i serce na to, co dobrego może przyjść. Chciałabym nauczyć się cieszyć małymi rzeczami i doceniać, to, co mam dokoła siebie zamiast słuchać tego wiecznie zrzędzacego głosu w mojej głowie: "nie tak, żle, jesteś głupia, naiwna, stać Cię na więcej, jak zwykle zostałaś z tym sama, najwidoczniej na więcej nie zasługujesz, musisz sobie dać z tym radę"... 3mam za Ciebie kciuki bardzo, bardzo mocno, a dla siebie chowam nadzieję, że także mnie uda się wziąć w garść i zmienić swoje życie. :) ściskam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bobinka, jeśli masz ochotę, możesz dołączyć do naszego projektu rocznego i popracować nad sobą w wielu obszarach. Tylko pytanie, czy faktycznie to jest ten czas dla Ciebie :) Czy faktycznie teraz jesteś w stanie podjąć ostateczną decyzję, że chcesz coś zmienić w swoim życiu :) jeśli tak, daj tylko znać.

      Usuń
    2. Zgadzam się z Kobietą w Harmonii i zapraszam, ja tam będę, już jestem zapisana. Uważam, że to wspaniały projekt i wart każdej myśli, bo można z niego wyjść tylko bogatszym. Asia - jest moją przyjaciółką od lat, która zaczęła naprawiać swoje kulejące życie wiele, wiele lat temu, wtedy tego nie rozumiałam i co zrobiłam... zwiałam na siedem długich lat. Ale nic się nie dzieje bez przyczyny, kiedy uczeń był gotów - znalazł się nauczyciel. Nasze drogi się spotkały.
      Polecam, bo to będzie dobre z kilku powodów - rok to optymalny czas na początek, powolne przyswajanie nowych schematów, dobrych dla nas. Grupa kobiet o podobnych myślach i pragnieniach to mocny klan, plemię które ochroni, wesprze i doradzi. Człowiek ma w takich sytuacjach potrzebę dzielenia się przemyśleniami, odkryciami, wątpliwościami i lękami.
      Wierzę bobinko, że jesteś na dobrej drodze bo już wiesz gdzie są sprawy do naprawienia. Znasz chorobę to znajdzie się sposób na wyleczenie. Zapraszam Cię do naszego kręgu, z całego serca.

      Usuń
    3. Bardzo dziękuję za zaproszenie do projektu, czy mogę prosić więcej informacji? Pozdrawiam!

      Usuń
    4. Droga Bobinko, zapraszam na stronę:
      https://www.facebook.com/mamawharmonii/
      Napisz do Asi i ona Cię poprowadzi.

      Usuń
  9. Bardzo się cieszę, że próbujesz docierać do siebie głębiej i głębiej. I całe szczęście, że nie wszystko na raz (jak odpisywałaś wyżej). Inaczej mogłoby się to skończyć psychiatrykiem. kawałek po kawałku najlepiej.

    Stereotypy, które powtarzamy zupełnie niezastanawiając się na ich sensownością to temat rzeka. :) Bardzo dobrze, że bierzesz się za nie, bo zmiana nawyków myślowych jest kluczem do zmian. Jeśli chcesz, podeślę Ci szablon ułatwiający zmianę nawyków myślowych. Daj tylko znać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, podsyłaj. Dziel się ze mną tym co dobre, a ja będę się dzielić dalej. Wierzę, że w ten sposób można uleczyć ten świat.
      Masz rację, że nie wszystko na raz. Bo ciao nie przerobi tego co mózg kompiluje i się styki przegrzeją. Czuję, że nieco za szybkie tempo obrałam, bo to jest trochę jak z nową pasją, brniesz i chcesz więcej a potem padasz ze zmęczenia.

      Usuń
    2. No właśnie, a potem niestety coś się przepala i albo psychiatryk, albo zawał, albo udar. Miałam podobną sytuację w 2016 roku, kiedy byłam już bliska udarowi. Za duże tempo, za dużo chciałam. Ciało nie nadążało. Od tamtej pory nauczyłam się rozpoznawać oznaki przeciążenia i po prostu odpuszczać. Mam nadzieję, że Ty przystopujesz wcześniej, zanim coś się w Tobie zepsuje :) :*

      ps. szablon prześlę niedługo.

      Usuń
    3. Kiedyś Ci opowiem o niesamowitych objawach stresu jakie zaczęłam odczuwać. Były koszmarne

      Usuń
  10. Krok po kroku.... trzymam kciuki!
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy taki krok jest mega cenny i ważny
      Dziękuję i również pozdrawiam.

      Usuń
  11. bardzo mądrze napisane :) trzymam kciuki żeby wszystko udało ci się zrealizować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli tylko się nie poddam to powinno się udać.
      Dziękuję serdecznie.

      Usuń
  12. Wiesz Luno, ja też wiele razy walczyłam z róznymi rzeczami, które przeszkadzały mi we mnie, rozwijać skrzydła, nie bać się siebie, lecz byc z siebie zadowoloną. Najczęsciej podejmowałam próby odchudzania. Zazwyczaj udane. Przez jakis czas potem byłam dumna z siebie, bo udowodniłam sobie, że mam kontrole nad swym ciałem, że cos mogę. Ale to było tylko ciało, problemy ducha zostawały. Z nich nie dawało sie odchudzić.
    Potem moje życie po dwakroć obróciło się o 180 stopni. Nie planowałam tego. Po prostu porwała mnie fala zmian zewnętrznych i wewnętrznych. Zmieniałam się, stawałam się silniejsza, bo życie tego ode mnie wymagało.
    Oczywiście wszystkie problemy nie minęły, zawsze jakieś są i będą, ale są już innego rodzaju, gabarytu. Wciąz coś sobie udowadniam, ale rzadziej niż kiedyś.
    Będę trzymała kciuki za Ciebie, kochana!***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla tego ja się za odchudzanie na razie nie zabieram, wierzę, że jak już naprawię co trzeba to samo przyjdzie, bez wyrzeczeń, zacznę sama z siebie inaczej jeść i się więcej ruszać, bez zmuszania się. Przestane podjadać bo nie będę czuła potrzeby. Głęboko w to wierzę, zresztą waga to akurat moje najmniejsze zmartwienie, nie ma sensu narzekać na te 70 kilo samej miłości. Mam jeszcze dużo czasu. Uważam że jestem młoda i mam nad czym pracować i po co pracować. Dziękuję Ci za kibicowanie i pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  13. Żyj swoim życiem i w dupie miej: "bo co luzie powiedzą"!

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo lubię ,,uczyć się na błędach innych". A z pieniędzmi jest fajnie tylko do pewnego momentu, potem nagle zaczyna się pęd za nimi i wcale tak fajnie nie jest. Skąd to wiem? Bo obserwowałam tych bogatych... to tylko nam biednym wydaje się, że jak się ma pieniądze to na bank będzie się szczęśliwym. Czym jestem starsza tym zaczynam rozumieć głębię tych wszystkich przekazów a co najdziwniejsze one są prawdziwe, tylko często my rozumiemy je błędnie lub zbyt powierzchownie. Pozdrawiam i życzę sukcesów w tej nowej a jakże pasjonującej drodze życia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo oprócz pieniędzy to jeszcze rozsądek by się przydał, A szczęście tak na prawdę trzeba odnaleźć w sobie a nie na zewnątrz. Bo z nim jest jak z horyzontem. Jeśli upatrujemy go w zewnętrznych czynnikach, jak pieniądze, sława, władza, uroda, to im więcej tego mamy tym więcej chcemy bo ono se ciągle oddala.
      Błędy innych o wszem są pouczające ale jeśli ich nie było a są jakieś bzdurne przestrogi i straszenie to już nie fajnie. Bo nie chodzi o pieniądze, to był przykład, nigdy nie na nich jakoś specjalnie nie zależało, ale o to programowanie przekonaniami. Świat się zmienia, każdy jest inny i ma prawo do poznawania tego na swoich zasadach.

      Usuń
  15. Piękne, ambitne zadanie i wspieram całym sercem. Mam nadzieję, że będziesz się z nami dzieliła wrażeniami i postępami, mojej córeńce też by się przydał taki rok i taki kobiecy krąg wsparcia.
    Zaraz odwiedzę Kobietę w Harmonii

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę, oczywiście, że będę, chociaż podejrzewam, że nie będą spektakularne i odkrywcze. A rok z Kobietą w Harmonii polecam gorąco.

      Usuń
  16. Brawo kochana. Jestem z Ciebie dumna. <3 Wspaniałe postanowienie, ja robię to samo. Tak sobie siedziałam i myślałam... co mi tu nie gra, przecież jestem szczęśliwa. Mam teraz swoje na głowie, ale szczęśliwa jestem, wiec co jest nie tak... Postanowiłam zawalczyć jeszcze silniej o siebie. Robię to od paru lat, widzę wspaniałe rezultaty, a teraz chce jeszcze bardziej uwolnić samą siebie z opinii innych, z ich obrazu mojej osoby i tego jak inni widzą życie dla mnie i tak ogólnie. Nie potrafię do końca wyrazić słowami tego, co pragnę Ci napisać. Ja po prostu chcę być wolna na tyle, na ile to możliwe. Droga jest długa, czasami ciężka, ale na bank ciekawa. Ja wiem, że dowiesz się ogrom, odkryjesz więcej niż myślisz i już nigdy nie będziesz taka, jak teraz, będziesz bardziej świadoma, a to bezcenne. Całym sercem Cię wspieram. Trzymam kciuki i totalnie wierzę, że się uda. Życzę Ci tego z całych sił. BRAWO. <3

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.