piątek, 4 stycznia 2019

Granice prawdy

No właśnie, jak one przebiegają, jak je wyznaczyć, co może nas spotkać po ich przekroczeniu.
Czemu nie mówimy prawdy?
No bo się obawiamy konsekwencji. Proste.
A kiedy nie mówienie jej staje się dla nas toksyczne? Ale nadal obawiamy się konsekwencji. I to nie takich, które w nas uderzą, ale w tych nam najbliższych, rykoszetem. 
Czy w takim razie kisić się dla dobra bliskiej osoby czy zaryzykować i uwolnić nagromadzona żółć?
No, a jeśli za tym idą jakieś niemiłe nam wydatki? 
Waga się przechyla raz w jedną, raz w druga stronę.

A czy świadkowa może zrezygnować z tej roli? Bo się nieopatrznie zgodziła zaskoczona, a potem wyszło jak wyszło i bardzo jej nie odpowiada ta rola? Do maja jeszcze wiele miesięcy...
Rozterki, rozterki....
Zacisnąć zęby i brnąć w tę farsę toksyczną do granic wytrzymałości, wbrew sobie, na szkodę sobie, czy zaryzykować...
Ale nie ryzykuję sama, ciągnę w to Szparaga (męża). To on może tu najbardziej i zupełnie niewinnie ucierpieć.

Bo prawda jest społecznie pożądana i nieakceptowana jednocześnie. Taki paradoks. Niby chcemy by nam mówiono prawdę, ale kompletnie nie umiemy jej przyjąć. 
No bo kto chciałby słyszeć, że dziś akurat kogoś mocno wkurza samym sobą, a nie ten ktoś ma gorszy dzień... Że ktoś ma w dupie nasz los tylko chce się dorwać do koryta więc nawija nam makaron na uszy. Niby wszyscy to wiedzą ale i tak się ślicznie okłamujemy. 


- Kochanie o czym myślisz?
 - Właśnie puściłem bąka i zastanawiam się jaki miałby kolor, i kiedy go poczujesz... Poza tym czy znów zrobisz taka paskudną minę i larum jakbyś sama nie sadziła niczym świnia z biegunką. 

Albo

- Jak ci minął weekend kochana (w pracy na przykład)?
- A spotkałam się z Alą z księgowości w galerii i obgadałyśmy cały Twój dział, wiesz, bo jesteście w tej firmie zbędni, a ty nie robisz nic poza uwodzeniem dyrektora. I masz płaski tyłek, więc nie noś leginsów.

A może

- Kochanie, może pójdziemy dziś na obiad do restauracji?
- A nie mogłabyś czasem się zhańbić i czegoś ugotować? Jak przed ślubem ci się zdarzało, zapomniałaś po założeniu pierścionka. Myślisz, że ja pracuję by wywalać na żarcie w knajpie. No chyba, że ty płacisz... jeśli nie wydałaś na szmaty wszystkiego. Bo na zakupach to nie byłaś spożywczych raczej.

inna wersja

- No i jak maleńka, dobrze było? (wiecie kiedy)
-  Wiesz, starałeś się jak padlina przy drodze, podobnie wali Ci z ust, nie wiem czy myjesz zęby, bo pach na pewno nie. No i zdecydowanie nie wiesz co trzeba zrobić by było znośnie, nie mówiąc o "dobrze".

- No i co sądzicie o mojej nowej dziewczynie?
- Synku, gdzie ty masz oczy?
Toż to kawał latawicy...
- Brat, to jakaś lampucera, blachara i cały czas się na mnie gapiła zamiast na ciebie. 
- Stary, głupia, pusta, brzydka i pół miasta ją przeleciało. 
- O ile się nie mylę to chyba Jurek ją obracał na imprezie u Kazika, Jurek!!!
- No, obracał obracał! ale nie poleca, kiepsko było.  

 Właśnie dla tego ubieramy słowa w ładne i lekko strawne kłamstewka, zazwyczaj.  A czasem w zasłonę milczenia. Nie wiem co gorsze.

39 komentarzy:

  1. Nie wiem no ja jakbym miała się źle czuć to pewnie bym znalazła wymowke...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym, że tutaj wymówka nie przejdzie. Po prostu mogę zrezygnować i niech weźmie kogoś innego, ale reperkusje na razie mnie przerażają.

      Usuń
  2. Zamiast się męczyć można powiedzieć prawdę, że jest to ponad, bez wdawania się w szczegóły, Twoje możliwości psychiczne. Tak bardzo, że nawet nie możesz i nie chcesz tego wytłumaczyć, nie dasz rady i już. To jest prawda. Ludzie bywają różni i robią różne rzeczy nie zdając sobie sprawy, że to co robią jest złe i, że inni to widzą. Nie możemy ich potępiać, bo powodów nie znamy, ale nie musimy w tym uczestniczyć. Kłamiąc robimy sobie krzywdę, wycofując się i nie potępiając pozostawiamy "piłkę" tej drugiej stronie która jest sam odpowiedzialna za swój los.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mądre słowa. Chyba też tak zrobię, szczerze poinformuję, że nie nadaję się do tej roli jaką mi wyznaczyła. Może dojdziemy do porozumienia i kompromisu, może nie. Ale fakt, będzie to wymagało ode mnie opanowania i umiejętności poruszania się po na prawdę kruchym lodzie.

      Usuń
  3. Nasuwa mi się tylko jedno słowo - asertywność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta... słowo roku. Tylko byłoby problem jakbym była asertywna, czasem też ta asertywność niesie za sobą konsekwencje takie same jak szczerość.

      Usuń
  4. Ojej Bardzo ciekawy post, daje do myślenia. Tak, na bank będę o nim rozmyślała. Ja jestem osobą, która, żeby okłamać musi mieć bardzo ważny powód. Czasami może zranię, ale zawsze staram się mówić tak, by nikogo nie zranić, by jednak ta osoba zrozumiała, o co mi biega. Pewnie różnie mi to wychodzi. No różnie bywa, czasami trzeba coś przemilczeć, no różnie. Najważniejsze, by celowo się nie ranić. Ja jednak wolę prawdę sensownie wypowiedzianą niż życie w ściemie. Nie znoszę kłamstw, fałszu i płytkich relacji, wywalam to zasraństwo do kosza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niewiele jest takich osób, nawet jeśli same tak jak ty lubią mówić prawdę, to nie zawsze chcą ją usłyszeć czy poznać. Bo na koniec okazuje się, że jesteśmy sami i nikt nas nie lubi, za tę prawdę niestety.

      Usuń
  5. Z tą prawdą to masz rację - niby każdy woli ją od najpiękniejszego kłamstwa, ale jak ktoś wali prosto z mostu to sytuacja robi się patowa....
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, bo my sami sobie ściemniamy i słodzimy albo wręcz odwrotnie, dramatyzujemy by coś ugrać. Nawet jak zdanie innych nas nie obchodzi to czy na prawdę jest osoba, która wali prawdę wiedząc że nie każdy ją umie przyjąć bez względu na to kto jest?

      Usuń
  6. Ja bym wolała (i tak robię) znosić niewygodę i stres niż zranić czy zasmucić kogoś bliskiego. Ja tak robię ale nie polecam, bo to dużo kosztuje. A w dodatku tak naprawdę nie wiem, czy moje 'poświęcenie' jest potrzebne czy to ja sobie tak wyobrażam.
    Tak czy tak doopa z tyłu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego to nikt nie wie, bo to my sami musimy do tego dojrzeć, dostrzec i zrozumieć. Niestety, a może na szczęście, świat nie jest czarno biały.

      Usuń
  7. No i nie wiem.... napisać tu, czy nie???? Bo ja ten blog odbieram jako robótkowy, a ten Twój drugi jako "wątpliwości życiowe" i "naprawa się".
    I prawdę mówiąc, pogubiłam się deczko:):):):)
    Prawdę chyba należy traktować relatywnie. Nie można wszystkiego i każdemu "wywalić" prosto i lekko. Duża rolę odgrywa kultura osobista i wyczucie, a tego bardzo wielu osobom po prostu brakuje.
    W Twojej sytuacji wyjaśniłabym jednak jak najszybciej, bo takie brnięcie obu stronom nie służy. Tobie na pewno ulży, a jak ta druga strona nie zrozumie, to powiwm banał, nie jest warta relacji z Tobą/Wami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i jeszcze jedno... jest taki rodzaj prawdy- "ino moja prowda". Jak spotkasz człowieka, który to wyznaje, to uciekaj od niego ile sił. Ja mam siostrę z jej "prawdą". Nie pogadasz.

      Usuń
    2. No to nie ułatwiłaś sprawy, bo właśnie młody jest typem co ma swoja prawdę i ona jest najjawniejsza, najlepsza i każdy inny się myli i ściemnia i się nie zna.
      Czuję się w obowiązku wyjaśnić, że zrezygnowałam z tamtego bloga, chyba nie mam jednak potrzeby ukrywania siebie i dzielenia na drobne. Od początku na tym było wszystko i chyba tak zostanie. Tamten powstał pod wpływem impulsu i nieco ze strachu. Więc mam nadzieję, że przyjmiesz mnie taka jaka jestem tutaj. Czasami popełniam błędy, jak każdy.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    3. Po kolei:)
      Najpierw- piękne zdjęcia- pisałam o tej prawdzie i umknęło mi to:) Naprawdę niesamowite.
      Następnie- chyba mogę to napisać, chociaż moje zdanie i tak nie ma wpływu- ulżyło mi, kiedy przeczytałam info. o tamtym blogu. Nie wiem dlaczego, ale czułam jakieś uwieranie, kiedy czytałam tam posty. Coś mi nie pasowało, jakiś dyskomfort. A mówiąc wprost- nie zawsze takie nicowanie siebie na blogach jest pozytywne właśnie dla osoby piszącej. Nie chodzi o to, by nie pisać o wątpliwościach, uczuciach, tym, co doskwiera, albo przemyśleniach o sobie, swoim postępowaniu. Chodzi o to, że nagromadzenie takich treści w jednym miejscu nabiera ciężaru czasem nie do uniesienia. Przecież to jest przeważnie w minorowym nastroju- szuka się naprawy tego, co w nas nie jest pozytywne.
      Tu też pewnie będziesz pisać o tym, ale przeplatane Twoimi zdjęciami, haftami da czas na przemyślenie, da możliwość oddechu no i blog będzie weselszy:):)
      Taka jest moja "prawda":):):):)
      Z tym młodym jest jeszcze szansa, że wysłucha i uzna Twoją prawdę, bo to młody. Gorzej byłoby ze starym, któremu już nikt "nie podskoczy". Spróbowałbym.

      Usuń
    4. Wiesz, nie zdawała sobie sprawy z tego co nazwałaś, czyli, że blog poświęcony tylko i wyłącznie moim dramatom, będzie jak trędowaty człowiek - odstraszający i przygnębiający. Podświadomie to jednak chyba wyczułam bo po dwóch wpisach zarzuciłam sprawę.
      Dziękuję za dobre słowa o zdjęciach.
      A młody, nie jest taki młody, tylko, że "pan młody" będzie:)

      Usuń
    5. No nie aż tak "trędowaty", ja wiem, że gromadzenie w jednym miejscu "rozrachunków" nie służy. Pisałam kiedyś tak w zeszycie i po dwóch miesiącach, kiedy wszystko przeczytałam, byłam przerażona. Mnie nie pomogło, a w dodatku zdołowało, że mam takie paskudne życie, co tak naprawdę wcale się w rzeczywistości nie działo, bo te rzeczy były rozłożone w czasie i przeplatane chwilami radości.

      Usuń
  8. Był taki film "Kłamca, kłamca" z Carrey`em. To, o czym piszesz, jest wielce kuszące, ale myślę, że po tygodniu trzeba byłoby wiać na bezludną wyspę:))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja myślę, że sami by nas wywalili, ci miłośnicy prawdy. A film pamiętam. Ciekawy był.

      Usuń
  9. Na temat kłamstwa elaborat można napisać... myślę, że wszystko zależy od charalkteru i podejćia do życia :)
    dużo radości w Nowym Roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, tak samo jak na temat manipulacji, zresztą jedno bez drugiego nie ma większej racji bytu. Dziękuję i Tobie również samego dobra:)

      Usuń
  10. No cóż. Z tą prawdą to jak z zadkiem. Każdy ma swój. Trudno tak na każdy zadek się oglądać :-) Choć w sumie to pewnie rozwijające byłoby. Taka konfrontacja zadków. Yy masz płaski, ty wypukły, ty chydy, ty okraglutki :-) I jeszcze wynikłby problem społeczny, bo jakie krzesła robić? Każdy zadek inny i co teraz, każde krzesło inne dla wygody zadka :-) Luna, ciut za bardzo się przejmujesz. A co mąż na to? Powiedział pewnie, jak nie chcesz, to odmów :-) Świat przez to sie nie skończy :-)
    Mnie rozbawiło znalezione gdzieś zdanie: ZAWSZE trzeba mówić prawdę, ale jeśli prawda szkodzi PRAWDZIE, kłam :-) A pani Alutka z Rodziny Zastepczej zawsze mówiła: jaki materiał, takie narzędzie :-) I zawsze dochodziła do swego :-) A strach ma wielkie oczy, wiem ja coś o tym :-) Nawet najorsza decyzja jest lepsza od czekania, martwienia się i bania!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkowicie się z Tobą zgadzam. Tą prawdą nie można walić po oczach jak mieczem.Ale nie można dopuścić do tego, żeby uwikłać się w toksyczną relację.

      Usuń
    2. Pani Alutka kiedy oglądałam ten serial strasznie mnie drażniła swoim odrealnieniem. Więc tak do niej nastawiona nie wyłapywałam mądrości, jako że z góry skazałam ją na byt durny i drażniący jak tego posterunkowego. Ale to było wiele, wiele lat temu, teraz może inaczej bym na nią patrzyła.
      Wiesz, masz rację, że się za bardzo przejmuję i to nie ciut tylko sporo, ale zauważyłam że jak tak porzucam się chwilę i przepracuję ten problem to on znika i już nie wraca. A, że na razie takie błahe akcje mam do rozpracowania i na tapecie to wychodzi, że się ciut za bardzo przejmuję. Nic tylko się cieszyć że na razie i oby już nie mam cięższych.

      Usuń
    3. Pani Alutka była realistką do bólu wręcz. Znała siebie jak nikt. Znała swoje możliwości, znała swoje potrzeby i umiała użyć swojej siły, by dostać to co potrzebowała. Pod tym względem była szczęśliwsza od wielu ludzi. Nie miała skrupułów, nie zastanawiała się czy dobrze robi, wychodziła z założenia, że jak ja będę szczęśliwa, cały świat będzie szczęśliwy :-)I miała rację. Oczywiście nie we wszystkim, ale dla siebie, absolutnie. Zazdrościłam jej zawsze tego podejścia. Ja ich wszystkich lubiłam, nawet posterunkowego, a takiego syna, jak ten młodszy, to nawet mam :-)Ty zacznij to oglądać pod kątem rozwojowym, zobaczysz, szkoła życia :-)W tym wypadku, który opisujesz, rady Pani Alutki nieocenione są!

      Usuń
  11. Dzis dopiero do Ciebie trafilam i czytam, jakbym czytala o sobie! Z ta prawda mam identyczne obserwacje. Poniewaz staram sie pisac/mowic wprost wielokrotnie budze tym zdumienie/konsternacje/oburzenie/strach w ludziach. Szczegolnie tych, ktorzy lubia chylkiem-tylkiem cos tam zachachmecic, pomanipulowac, poklamac, poukrywac... bleh. Swiata nie zmienie, mojej szczerosci tez nie. Moge tylko wyluskiwac osoby, ktore maja podobna do mojej potrzebe otwartosci. I lekcewazyc reszte kretaczy. Ja sie dusze w takich niedopowiedzeniach, w aluzyjkach, polusmieszkach. Tak jakby doroslych ludzi nie bylo stac na powiedzenie wprost, co przeciez nie oznacza wcale niegrzecznosci, chamstwa itd. To tylko demaskowanie... ale budzi potezne emocje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak sobie myślałam i doszłam do wniosku, że gdyby mi powiedziano wprost, że chyba nieco mnie przybyło i to sie komuś nie podoba, to bym odparła że nie ich sprawa i było po sprawie a jak mi ściemniają że ślicznie i schudłam chyba - co jest nie prawdą - to mnie to gniecie bo wiem, że to ściema.
      Cieszę się, że do mnie trafiłaś i mam nadzieję że zostaniesz:)
      I bardzo dziękuję za miłe słowa o moich pracach.

      Usuń
    2. Wydaje mi sie, ze sa sprawy takie jak wyglad, waga, choroby, zwiazki czy inne bardziej osobiste, na temat ktorych nie chcemy za bardzo sluchac bolesnej prawdy dla nas. I tu mam wiecej dystansu i nie jestem chetna, zeby komus taka prawda po oczach walic, chyba ze sie domaga? I tez jakos delikatniej staralabym sie o tym mowic. Natomiast mowie raczej o calej reszcie, o sprawach dot. rodziny, pracy, codziennosci. Prawda wyrazona odpowiednio prostuje sytuacje i daje mozliwosc uporzadkowania, zmiany. Chachmecenie i zaciemnianie taka mozliwosc odbiera. Cenie odwaznych ludzi i cenie szczerosc. Nawet jesli czasem mi z nia niewygodnie.

      Usuń
  12. I jeszcze dopisze, ze przecudowne rzeczy tworzysz! Wpadlam w autentyczny zachwyt!

    OdpowiedzUsuń
  13. Najpierw może tak ogólnie. Jeśli chodzi o to wciąganie bliskich w trudne sytuacje, to zależy... Od konkretnej sytuacji, od postawy i poglądów tych bliskich, od ich kondycji emocjonalnej, odporności na stres, jaki chcemy im zafundować, ich wieku i innych aspektów. Trzeba wziąć pod uwagę ewentualną odpowiedzialność karną czy finansową - na przykład "przeciwnik" czyli obiekt naszej prawdy poczuje się znieważony i wytoczy nam jakąś sprawę, pieniaczy nie brakuje, a czy nam się taka walka na śmierć i życie opłaca? Jak to mówią: "chcesz mieć rację czy święty spokój?". Czasem zamiast rzucić kamieniem wystarczy obrócić się na pięcie.
    Więc tak: generalnie idę w życiu pod prąd i walę prawdę prosto w oczy. Ale to nie znaczy, że w każdej sytuacji uważam za konieczne lub sensowne wyrywanie się z tą prawdą. Czasem wystarczy wykreślić pewne osoby ze swojego życia i wcale niekoniecznie trzeba im coś tłumaczyć, wystarczy jakieś ogólne "nie jest nam po drodze".
    Ale jak jest akcja, w której należy zająć konkretne stanowisko, to nie mam problemu, żeby powiedzieć dokładnie co myślę. Z tym, że z wiekiem nauczyłam się mówić takie niewygodne rzeczy jasno i konkretnie, ale spokojnie, kulturalnie, używając przemyślanych słów, bez emocji. Wtedy to nie ja się źle czuję, tylko ta osoba. Bo nie obrażam, tylko stwierdzam obiektywne fakty i określam swoje stanowisko. Nie wszyscy mnie lubią, ale zazwyczaj szanują.
    W Twojej konkretnej sytuacji - nie chcesz być świadkową, a się zgodziłaś - powiedz prawdę, że jednak po zastanowieniu odmawiasz, bo będziesz się źle czuła w tej roli, bo nie pochwalasz czegoś tam w jej postępowaniu (jeśli dobrze zrozumiałam o co chodzi). Nie wiem jakież to straszne konsekwencje mogą być dla Twojego męża (panna młoda to ktoś z Jego rodziny i rodzina się go wyprze?). No to już kwestia do przegadania z mężem. Albo przyzna Ci rację, albo będzie konflikt, albo ktoś z Was będzie cierpiał. Nie zazdroszczę, ciężka sprawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest dobre rozwiązanie, wyjaśnić sytuację i pozostawić piłeczkę po stronie drugiej. Sądzę, że nawet jeśli stanie się tak jak się obawiam, to to jedynie pokarze z jakimi ludźmi mamy do czynienia. Też w życiu staram się być szczera, kiedyś nieco za mocno waliłam ta szczerością, bez zastanowienia, bez doboru slow, teraz przede wszystkim staram się łagodzić wydźwięk i zaznaczać, że to moje osobiste stanowisko.

      Usuń
  14. Są ludzie, którym mozna powiedzieć wszystko. Przyjmą od nas każdą prawdę, ponieważ wiedzą, że wyrażamy ja w dobrej wierze, ponieważ nam ufają. Są też i tacy, którym informacje trzeba cedzic, filtrować, stosować autocenzurę, z obawy przed zranieniem, obrażeniem, pogorszeniem sytuacji. Ci pierwsi są jak opoka w naszym życiu, jak dom, w którym zawsze znajdujemy oparcie. Sami też jesteśmy dla nich takim pewnym domem. Ci drudzy mieszkaja w zrujnowanym zamczysku i byle czym zatykaja szpary a nasze szczere słowa te szpary znowu odtykaja, przypominają o tymczasowości i koniecznosci remontu. Nie jestesmy wobec tego zbyt mile witani w tym zamczysku tacy, jacy jestesmy.Jesli juz decydujemy sie je odwiedzić musimy wziac ze soba sztuczny uśmiech i mnóstwo cierpliwości by znieśc jakos atmosferę panującą w zamczysku.Tego udawania, że jest przepięknie, choc nie jest.
    Luno droga, prędzej czy później prawda wyjdzie na jaw, bo zawsze wychodzi. Czy zamczysko sie od tego zawali ,czy wrecz przeciwnie zacznie sie w nim pożadany remont, czas pokaże...
    Pozdrowienia serdeczne zasyłam z zawianej śniegiem krainy podkarpackiej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakże wspaniale to opisałaś, samo sedno.
      Dziękuję Ci za te słowa, za ten wpis. Dał mi do myślenia i przeanalizuję bardzo dobrze to co napisałaś. Czy ja chcę udawać, ze jest ciepło jak mi wieje po nerkach z każdej dziury w ścianie tego zamczyska? Nie! Bo mnie nerki zaczną szwankować.

      Usuń
    2. Olgo: rewelacyjnie opisane! Te straszace ruiny...

      Usuń
  15. Jeśli chodzi o relacje rodzinne to nie wiem co doradzić, bo to to zawsze delikatny temat. Jeśli jednak zdecydujesz się zrezygnować to na pewno nie będzie (w dokumentach) problemu. Zresztą pewnie jeszcze nie jesteś zapisana jako świadkowa. Mój zięć zmieniał świadka dzień przed ślubem, bo brat trafił do szpitala.
    Przepiękne zdjęcia!
    Pozdrawiam ciepluteńko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ło, ja się kompletnie nie znam. Nie pamiętam jak to było na moim ślubie... Myślę, że szczerze porozmawiam z panną młodą i wyjaśnimy pewne niejasności.

      Usuń
  16. uśmiałam się do łez!!!
    To jest takie prawdziwe i pełne szczerości. I takie Twoje!!!!!!!!!!!
    No bo kto lubi prawdę.
    a te bąki latające ...hihi toć to o mnie hihi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i super, że się uśmiałaś. Bo to miało być takie nieco z przymrożeniem oka.

      Usuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.