poniedziałek, 7 stycznia 2019

Odcienie codzienności - spokój.

E? Jaki ciekawie brzmiący tytuł, jak jakiejś powieści obyczajowej, może nieco dramatycznej...
Nie, żadna powieść, nie zacznę puki nie skończę tej co ją produkuję już trzeci rok z okładem.  
Poniedziałek, siódmy styczeń. Pracy dziś nie mam, zima, spokój. Więc nie muszę z domu wychodzić, bo nie lubię marznąć. Wyspałam się. Lubię się wysypiać, nie lubię budzików. Zimą zawsze śpię dłużej, bo ciemno, to zgodne z rytmem natury. Nie będę się przecież kłócić z czymś czego jestem częścią. 
Teraz na łóżku śpią koty, wszystkie trzy. Antek przytulony do Ciapka-seniora, a na nowej miękkiej i puchatej kołdrze - Keira. Patrzę na nie czekając aż zagotuje mi się woda na kawę i myślę, że jestem szczęśliwa. Na prawdę szczęśliwa.

Dziś będę pić kawę rozpuszczalną, odkąd mamy ekspres ciśnieniowy, piłam tylko raz, w pracy. A dzisiaj mam ochotę na rozpustną to czemu nie. Kolejny powód do radości - mam wybór i to jest piękne. A jakbym nie miała to... mam kawę, jakąkolwiek. Zawsze znajdzie się powód do uśmiechu i radości, do wdzięczności. 
Nawet za tę mało pociągającą pogodę za oknem jestem wdzięczna. Pomijając aspekt środowiskowy i nadrabianie wody po suszy, to biorąc pod uwagę co się dzieje obecnie w lasach i okolicach, wolę siedzieć w domu niż łazić z aparatem. 
A w domu mam ciepło - znów powód do uśmiechu. Zaraz będzie kawka, mam kilka świetnych książek. W sobotę namalowałam kolejnego gila. W niedzielę zaczęłam pejzażyk testując nową technikę malarską, nową dla mnie bo ogólnie to znana od wieków.
Trochę słonka by się przydało, by zrobić w miarę przyzwoite zdjęcia, ale poczekam, nie pali się.  

Czuję dziś taki wszechogarniający mnie ciepły i miły spokój.  Nie będę malować. Chyba, że mi się później mocno zachce. Ale mam w planach poczytać. 
Poniedziałek - większość ludzi goni do pracy. A ja siedzę w domku i cieszę się nim. Cieszę się względną ciszą, względną bo w centrum miasta nigdy nie jest cicho. Ale jak na warunki które znam to jest dobrze. 
Doceniam to co mam i co mnie otacza. I to sprawia, że jest mi dobrze. Czy jak nie brzmię nieco jak nawiedzona? Nawet jeśli, to co z tego. Jak będę miała dzień malkontenta (na szczęście od dawna bardzo rzadko się zdarza) to wrócę sobie do tego wpisu i przypomnę czemu narzekanie jest bez sensu i bez powodu.
Koty są zdrowe, od tamtej historii z wymiotowaniem małej, ku mojej uldze wszystko się uspokoiło, pojawił jeden nerwowy paw przed wieczorem sylwestrowym. A tak, całą imprezę spędziła w kanapie, mają obcięty ten kawał materiału który jest na zgięciu kanapy z tyłu i mogą swobodnie wchodzić do środka. Mam chyba podejrzanego który podrażnił wrażliwy brzuszek kici. Nie chce potwierdzać swoich podejrzeń, chociaż domniemanego sprawcę w postaci smakołyków dla kotów mam w kilku wersjach smakowych. Przyszły i stoją nieotwarte. 

Przesłodziłam sobie kawę... trudno, wypiję taką. Czasem się tak zdarza jak zrobię słabiutką.  
Moje koty jedzą trzy razy więcej niż miesiąc temu, zima idzie? 
Ha, myślałam, że tak dużo napisałam, a jednak nie jest tego aż tyle. Pomyślałam sobie, że nie muszę mieć jakiegoś konkretnego pomysłu na post, poczułam potrzebę napisania tego i cieszę się, że to zrobiłam.  Może częściej będę tak pisać, zapraszać was do siebie w jeszcze innej formie? Nic nie obiecuję. 
Na koniec, bo mi się właśnie przypomniało, dodam, że nie minął tydzień nowego roku a ja już się złapałam w swoja własną pułapkę.  Chodzi oczywiście o postanowienie noworoczne. Przez kilka ostatnich dni miałam z tyłu głowy taki mały dzwoneczek, który nic tylko darł mi się - Maluj, maluj, cokolwiek ale maluj, bo się nie wyrobisz!!! 
Powaliło go? Jakie nie wyrobię? Mam 12 miesięcy, a nawet jeśli, to co z tego. Zamilkł dziś rano, albo może zmęczył się już wczoraj wieczorem.  Ile z was, moi drodzy mnie przed tym przestrzegało? 
Lekcja. Ważna i potrzebna. Jest dobrze. 
Do następnego. 

34 komentarze:

  1. Ja nie robię postanowień. No może to, ze drapak chce kotom wymienić ale najpierw ważniejsze sprawy - bo tez mam wrażenie ze jedzą więcej duzo... Ale u nas zima trwa moze taki instynkt. Aż żałuję ze tlusta karmę maja bo 20% ale cóż. Wybiegaja się przed kupa to i kalrie spala :D
    Ja miałam takie dni przed świętami. Miewam jakieś takie napady doceniania tego co jest. Szczególnie jak ""tesciowa"" walnie jakiś durny tekst.
    A dzisiaj w pracy pomyślałam że lubię to co robię mimo ze latam i się ruszam 7h. :)
    Miłego dnia dalszego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jak latasz i się ruszasz tyle godzin to ile spalasz, ile możesz legalnie pałaszować. Jakbyś siedziała to nie byłoby tak lekko. Dziś sama jestem cały czas głodna i tylko myślę co zjeść.
      Z czystej ciekawości zapytam: jakiego typu teksty wali "teściowa"?
      Pozdrawiam i spokojnego dnia.

      Usuń
    2. Ze moglibyśmy wyżej więcej w sensie lepsza praca i więcej zarabiać, bo dla niej kims jest ten kto jest dyrektorem albo kierownikiem, a sama pracowała tylko w jednym miejscu u brata w firmie po ich ojcu jako jego zastępca i tak pracowali ze firmę rodziców wykonczyli 😹😹😹

      Usuń
    3. W sensie ze denerwuje mnie narzekanie takiej właśnie "teściowej" która się nic nie narobiła, dostala wszystko od rodziców i jeszcze prawi moraly jak to jej dzieci nic nie osiągnęły, a sama ani zawodu ani nic, żadnej radości zycia, narzekanie, i życie z kasy po dziadkach i rodzicach, bo oni w przeciwieństwie do niej i jej brata pracowali i wiedzieli co robią. Strasznie jest denerwujące jak taka osoba która nigdy nie szukała pracy i nie cieszyła się tym że ma blisko prace i choć latam 7h to mam do domu 15 minut i zarabiam na swoje koty sama bez łaski. A ona oczywiście kotów nie lubi i to tez jest jej zdaniem wada w ogóle mieć zwierzeta, bo po co...
      Jak się poslucha kogoś takiego to naprawdę i minimalna krajowa przestaje mi przeszkadzać.

      Usuń
    4. No to fakt, nie zazdroszczę. Kiedyś bym poradziła, żeby jej to wszystko powiedzieć o jej niby pracy o jej wygodzie i kasie po przodkach. Teraz wiem, że chociaż korci, to nie zadziała.
      Teraz bym odparła, że ma prawo tak myśleć i to jej zdanie, moje jest inne, moje jest moje życie i nie życzę sobie tego typu komentarzy. Jeżeli nie potrafi zastosować się do moim próśb to niech mnie nie odwiedza i ja nie będę odwiedzać jej. Czasami nawet starego człowieka trzeba wyszkolić.

      Usuń
    5. A to ze to beton w sprawie własnej pracowitosci to już wiemy, bo oni uwazaja ze im się należy wiec szkoda gadać.
      A tak dokładnie. Tyle ze nawet się tu nie wybiera, ze względu na syna to wiem ze mu przykro, ale ja tez jej nie bede tłumaczyć co traci. Widać wnuk na miejscu lepszy. Ale to jak Ania napisała kiedyś wg mnie ta kobita musi sama sobie lekcje odrobic. A jak na koty cos powie to jej wyjedziemy z tekstem ze to nasza Rodzina blizsza niż ona jak nas wkurzy. A niech się obraza.

      Usuń
    6. Nie, z betonem nie ma co gadać, trzeba uciekać. Chronić dziecko bo to zaraźliwe jest jak Dżuma.

      Usuń
    7. No tak tylko dziecko na razie lat 8 i widzi w niej babcie i prezenty -.-

      Usuń
  2. Ja już pisałam, że hamuję na całego... Aż gumy palę :-) Luna, mnie taka przypominajka potrzebna dzisiaj. Dziękuję. Moja głowa gdzieś jeździ po wertepach, a na dworze tak cudnie. Biało. Minus 8. Drzewa w szronie jak koronki. Dziękuję, że przypomniałaś. Ot, ciągle ćwiczę bycie TU.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bycie TU jest zaskakująco trudne. Cała przyjemność po mojej stronie, że mój spontanicznie wyprodukowany tekst przydał się nie tylko mi. Zazdroszczę takiej pięknej aury, u mnie nie ma, mokro i tyle. niestety.
      A ćwiczenie bycia Tu i teraz jest dobre, ważne dla naszego zdrowia. Wsłuchanie się w siebie, w to co nam mówi ciało i dusza.

      Usuń
    2. Dobrze napisałaś: zaskakująco trudne. Niby wiem o co chodzi, ale ciągle umyka. U mnie nadal zima. Wyglądam oknem i biało. Kocham zimę. W poprzednim wcieleniu na bank byłam Inuitką :-)I mieszkałam nad morzem :-)

      Usuń
    3. Tak z poprzednich wcieleń to mnie chyba ze wschodu przywiało bo i kultura i język i jakiekolwiek wzmianki o szeroko pojętej Rusi jakieś struny pociągają. A nie am jak sprawdzić korzeni. No nie byłam nigdy na Warmi, mazurach a jak widzę zdjęcia to wiem że moja dusza tam lata.

      Usuń
  3. Najważniejsze to cieszyć się z małych rzeczy , bo w nich jest zapisany klucz do szczęścia :)
    Ja cieszę się teraz ze wszystkiego .... choroba w rodzinie mnie tego nauczyła !!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda. I niestety najczęściej poznają ją ludzie którzy przeszli coś strasznego, otarli się o śmierć. Czy trzeba aż tak wielkich dramatów żeby otworzyć oczy na to c na prawdę istotne i piękne?

      Usuń
  4. To dobrze, że Ci dobrze :)
    Piękne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Mam nadzieję, że tobie też dobrze i że ładnie gram z zielone:)

      Usuń
    2. Świetnie Ci idzie, mnie ciutkę gorzej :)

      Usuń
  5. Ale fajny tekst.:))) Lubię takie. Zdjęcia świetne, to ostatnie jak spódniczka na karnawał.:)))
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jak super, że uznałaś teks za fajny. Cieszę się bardzo. Bo prawda jest taka, że nie tylko mam dramaty i dylematy, ale jestem ogólnie bardzo zadowolona z życia, tylko za mało o tym mówię.
      Również serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
  6. Miło się czytało, czuć odprężenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo było odprężenie, a popołudniu wpadła przyjaciółka i było jeszcze przyjemniej.

      Usuń
  7. Życie jest jak sinusoida. Raz jest lepiej,raz gorzej.Ważne,żeby
    wyciągnąć lekcję z jednego i drugiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, czasem potrafi zalać nagłą falą a czasem pogłaszcze leciutko. Lekcje są ważne, ale jak je widzimy i się zastanowimy. Mam dużo lekcji do odrobienia. Czasem mi się nie chce ale potem zawsze wyłazi lenistwo i pała w dzienniku życia. Na szczęście zazwyczaj do poprawy.

      Usuń
  8. Taka święta bezczynność, bez planów i zamiarów, z kawką i ciepełkiem, z czekaniem że się zachce albo i nie, to niby nic, niby zawsze dostępne ale oj, oj i dlaczego, rzadko doceniane.
    Święty spokój, nie bez przyczyny jest święty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Mamy wdrukowane, że jak nic się nie robi to źle. To marnowanie czasu. Nawet na siłę ale masz robić i nawet bez sensu ale działać bo inaczej Be - leń.

      Usuń
  9. Przyjemny post, od razu widać, że masz dobre samopoczucie. Takie posty lubię, wpływają pozytywnie na czytelnika, czyli na mnie:) Maluj, nie spiesz się, dużo dobrego przed Tobą.
    Urocze zdjęcia.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem zapominam jak łatwo można wpłynąć na energie odbiorcy. Najczęściej wpływamy niestety negatywnie, wywalamy swoje lęki, frustracje w eter żeby się ich pozbyć a zapominamy, że potrzebna jest równowaga. Cieszę się przeogromnie, że udało mi się tym wpisem poprawić komuś nastrój, Tobie, Ani i jeszcze paru osobom, bardzo mnie uskrzydla.

      Usuń
  10. Kurczę, jak ja Ci zazdroszczę tego "jest dobrze"!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy mam rozumieć, że u Ciebie nie jest dobrze? Oj, to ja Życzę żeby się zrobiło "dobrze".

      Usuń
  11. Od Twoich słów bije taki spokój, że i ja się uspokoiłam :D
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, czasem odnalezienie w sobie spokoju to największe szczęście.

      Usuń
  12. Jaki przyjemny, spokojny post :) Taki dla mnie :D

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.