poniedziałek, 11 lutego 2019

Postępy i decyzja nie do pomyślenia.

Witam, witam w ten listopadowy dzień. Niby w kalendarzu luty ale za oknem zdecydowanie listopad i to w swojej najgorszej odsłonie. Brrr.
Już miesiąc z okrawkiem minął od kiedy to nieopatrznie stanęłam na wadze i przeżyłam wstrząs. No może nie aż tak bo czego się spodziewać po obżarstwie... przez długi czas przed katastrofą za pomocą urządzenia łazienkowo pomiarowego, przez które kobiety płaczą na całym świecie.  
No więc zatem postanowiłam, że coś trzeba z tym nadmiarem wykazanym na elektronicznym, bezlitośnie dokładnym wyświetlaczu, począć. Najlepiej się pozbyć.  Łatwiej byłoby zaakceptować i pokochać, na prawdę łatwiej i przyjemniej. No ale poza jakimiś tam estetycznyno społecznymi perturbacjami idą te zdrowotne, o wiele istotniejsze. 

Zatem postanowione, odchudzamy się. 
"Jakie MY?!?" - Zakrzyknął oburzony Szparag.
" W ile koszul sprzed dwóch lat się mieścisz?"
"Spadaj"
Odchudzamy się - ja bardziej, ale i jemu po zmianie pracy przybyło tu i ówdzie.
Pierwszym etapem była eliminacja zbędnych kalorii i racjonalne dawkowanie posiłków.  Żadnego głodzenia. Normalnie jem tylko nieco bardziej zwracam uwagę co i w jakiej ilości, kolejności i czasie. Staramy się nie podjadać (popołudniu - katorga). Medalu to ja tu nie dostane ale trzeba sobie wypracować nawyki i oduczyć organizm jak pięciolatka od kilku rzeczy. ( Nie, nie dostaniesz batonika, nie, lodów też, zapomnij o chipsach, sól jest nie zdrowa w takiej ilości. KFC? oszalałaś? Marchewkę zjedz, buraczki masz... no na co się fochasz?!?)
Czy obrażaliście się kiedyś sami na siebie? Strzelić sobie focha to jest coś. 

Zatem żarcie w miarę ogarnięte. 
Teraz ta z pozoru trudniejsza sprawa - ruch.
Najwięcej przez ostatnie lata to ja ruszałam ręką, prawą nad kartką tudzież tamborkiem.  
Kupiono mi na urodziny smycz i osobistego poganiacza niewolników - smatrłocza... 
No i mówi mi ta opaska więzienna ile to przeszłam kroków, ile spaliłam kalorii i ogólnie jaka leniwa jestem. Świeci mi potem w telefonie taką szczerbą w wykresie - NIE ZROBIŁAŚ WYMAGANEJ ILOŚCI KROKÓW DZIŚ - WSTYD I HAŃBA LENIU!!! 
No koniec końców, że jak mi brakuje ten tysiąc kroków to łażę od ściany do ściany przed snem, tylko po to by mnie nie obrażało chińskie urządzenie które z własnej woli noszę na nadgarstku. 
Ale ma to swoje zalety, żeby nie było, że ja tu na adwokata żebrzę co by mnie z tej fit celi uwolnił.  
To coś mierzy tętno i wychodzi mi, że mam za wysokie do swojego wieku. No to się udałam do lekarza, bo jak za wysokie to duży wysiłek, jaki miałam w planach, może mi zaszkodzić. Wolę się skonsultować, a jako, że na prawdę dawno nie byłam to co mi szkodzi. Walnął skierowanie na badania i powiedział, że nie ma się co tętnem przejmować, spadnie jak poćwiczę. Super. 
Wyniki dziś odbieram i od razu konsultacja, ciekawe co wyjdzie, jak tam tarczyca. 

Ale tak czy inaczej ta cholerna opaska wymusza na mnie zwiększoną aktywność fizyczną i staram się poddawać jej woli. Spacery, jakieś kardio w domu, trochę biegłam, JA biegłam. No takim kurcgalopkiem koślawym i nie za daleko, bo płuca żywym ogniem zapłoneły, ale biegłam. 
Widzieliście może kiedyś biegnącego hipopotama w TV? To jemu wychodzi to zgrabniej.
Nie mam kształtów takich jak on, na szczęście, ale też nie jestem wypełniona gazami jak one.  Im lżej:)
Więc tak, ograniczyłam żarcie i zaczęłam się przemieszczać w trzech wymiarach. Jakie tego efekt, zapytacie. No cóż... powiem tak, średnio. Przez miesiąc niecałe 2 kilo w dół. Chciałoby się więcej. Ale, to nie woda ze mnie zeszła, bo tę piję od kilku lat w sporych ilościach. Zatem zeszło coś innego, a do tego czuję że moje mięśnie pracują bo mi boleśnie dają o tym znać. Niedawno dostałam hantle babskie żółte i wzmacniam ręce i ramiona. 
W każdym razie nie poszło w górę i po mału schodzi. Tak, wiem - waga to nie wszystko, ważne są też obwody. Zmierzyłam się tu i tam, ale za późno żeby coś porównać więc będzie przy następnej odsłonie. Największą korzyść mam z tego, że mnie przestały stawy boleć jak je rozruszałam. 

A ponieważ centrum Wrocławia jest na prawdę ułomne jeśli chodzi o miejsce do ćwiczeń.  Spacerować to można po galerii handlowej, czego nie cierpię, a biegać przez ulicę... zrobiłam coś czego bym się po sobie nie spodziewała nigdy - wykupiłam karnet na siłownię.
Na razie na miesiąc. Zobaczę jak się odnajdę, ale widząc starszych ludzi na rowerkach już mi się podoba. Zaczynam jutro. 
Zaopatrzyłam się w przyodziewek kończyn dolnych za 20 zł, oddychający bo nie miałam i będę biegać w miejscu, rowerkować, wchodzić po schodach donikąd nie narażając się na dziwne spojrzenia sąsiadów. Są tam jeszcze inne urządzenia których nie ogarnęłam przez szybę. Trzymcie kciuki. 
A teraz kawa z erytrolem:)
 

31 komentarzy:

  1. Wczoraj był bardzo fajny, słoneczny dzień. Chciało mi się do lasu. Poszłam do kanciapy po rower. Po zimie powietrze mu zeszło. Szukam pompki, nie ma. Dzwonię do męża, bo na służbie, pytam. Niestety, tam gdzie on powiedział nie ma, przeszukałam kanciapę, nie ma. Znikła. Stanęłam, popatrzyłam na rower i stwierdziłam, że Wszechświat nie chce, bym pojechała rowerem. Z jakiegoś powodu. Założyłam, że z powodu dbania o mnie. Poszłam na spacer z suczką piechotą i niedaleko. Takżetak. Poczekam jednak na ciut cieplejsze dni :-)
    Powodzenia Luna, zacięcie masz, uda się :-) Tylko z hipopotamem przesadziłaś kobieto. To bardzo fajne zwierzaki i pływają z wielką gracją :-) Może ty na basen bardziej powinnaś ????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pływają słabo, chodzą po dnie. A biegają szybciej niż nasz najlepszy sprinter tylko tak mało efektownie to wygląda. Basenu nie chcę bo ta woda to koszmar, infekcje zaraz łapię takie babskie i włosy mam długie. Poza tym nudne to pływać w tę i nazad trochę.
      A hipopotamy są bardzo groźne, nie chciałabym spotkać na dziko. Zabijają dużo ludzi, a niby tylko trawę toto żre.

      Usuń
  2. :) błachachacha :) To nie z Ciebie :) to do Ciebie. Jak bym słyszała siebie sprzed 3 lat. Siłownia jest moim drugim domem?? Ściemniam - nie znoszę. Ale chodzę bo zaraz mi się cukier podnosi i jest do dupy. Jeść kocham ale zrezygnowałam całkowicie z kolacji. Żadne tam półśrodki że niby mniej kaloryczne że niby bez węglowodanów że wcześniej - zawsze jest coś nie tak. Więc nie żre wcale. Rano za to umieram z głodu. Polecam Ci na siłowni jakieś zorganizowane zajęcia PUMP, POWER – BIKE, BODY SHAPE czy ABT ..... warto. Uwierz na słowo i w grupie się lepiej ćwiczy . Na jaką chodzisz? Calypso, CityFit?? czy jakaś osiedlowa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba osiedlowa, bo nie zrzeszona, ale dość duża, blisko domu. To jest duży kompleks SPA, z basenem sauna i innymi takimi w zabytkowej łaźni. Mają tam trzy baseny. Ale wybrałam siłkę. Nigdy nie miałam problemu z cukrem a kolacji nie jadałam jako takich. No zobaczę jak to będzie, jak nie spróbuję to sie nie przekonam.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    2. Życzę konsekwencji i wytrwania w postanowieniu :)

      Usuń
  3. No i fajnie jest. Utrzymaj dobre nawyki żywieniowe, jak się ociepli dołóż rower i ze dwa długachne fotospacery w tygodniu i będzie dobrze:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rower średnio bo nue mam gdzie. Zanim się wyrwę z centrum to mnie albo coś rozjedzie albo się udusze spalinami. Spacery tak, chetnie. Bardzo chętnie.

      Usuń
  4. Dwa kilo w doł w miesiąc to bardzo dobry winik. Pomyśl że to 4 kostki masła zeszło ;-)))
    Kciuki za satysfakcję z siłki i efektów ! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jem masła ani nic takiego ale przemawia do mnie ta wizja.
      No zobaczymy jak to będzie. ważne że mam dobre wyniki krwi.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  5. Czytam i się zastanawiam:) W moim wieku to już tylko, by nie rosło, ale w ciągu roku schudłam 10 kg. Powoli, skutecznie, bez słodyczy, bez cukru, bez siłowni, ale w ruchu codziennym. Ja jako były.....no jako była średniaczka wyczynowa nie polecam wszelkich siłowni, a bieganie tylko spokojne i miarowe. Sport mi zniszczył stawy i kręgosłup. Najszybciej traci się ponoć pływając.
    Życzę sukcesów w zrzucaniu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To genialny i bardzo zdrowy wynik. No u mnie to by się chciało szybciej i więcej a prawda taka że to wtedy droga donikąd. A tak powoli do celu to właśnie dobrze jest. Nad cierpliwością muszę popracować:)
      Kochana, ja właśnie nie siłowo chcę tylko kardio, ale nie mam gdzie biegać u siebie, a do odległego parku na razie nie chce mi się jechać. Tu się rozruszam w bezpiecznym środowisku i jak przyjdzie wiosna to na powietrzu. Poza tym wygodna jestem, ten fitness mam pod domem, a tam rowerki, bieżnie i inne takie, nie tylko sztangi. Mi stawy zniszczyła praca siłowa i kręgosłup też poleciał, więc teraz trzeba trochę wzmocnić.

      Usuń
  6. Zaczynasz od jutra? Daj znać pojutrze, jak poszło:))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dam, dam. Chociaż wyczuwam nieco ironii, ale może to dla tego że sama jeszcze nie wierze że to robię.

      Usuń
    2. Chciałeś info to piszę. Dziś mam zjazd mocy bo zakwasy i infekcja po wizycie w przychodni. Obudziłam się z zawalonymi zatokami. Ale było na tyle super, że idę w piątek, jutro nie zdarzę, bo mam karnet do 16, a pracuję więc... Podoba mi się atmosfera i pracownicy. Nawet nie wiem kiedy pykły mi dwie godziny.

      Usuń
    3. Zuch! Daj znać za miesiąc, jak poszło:))))

      Usuń
  7. 2 kg w dół? Toż to niesamowity efekt.Początki masz niezłe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, dziękuję, nie sądziłam, że może być niesamowity. Wiem, że właśnie na początku są największe efekty, a potem to zwalnia więc się spodziewałam czegoś lepszego.
      Dzięki za wsparcie.

      Usuń
  8. No to gratulacje, tak trzymać.:)))
    A widziałaś biegającą fokę? Właśnie dlatego nie biegam.:))) Ale tak na serio poważna kontuzja kolana dawno temu wykluczyła mi niektóre sporty. Do spacerów mam pobocze drogi, usiane kretowiskami - to nie jest fajne. Mogę ewentualnie gdzieś jechać, ale to już wszystko dalej. Basen bardzo lubię, jak zresztą cała rodzina. Jak się da, to jeździmy wszyscy. W ubiegłym roku miałam karnet na aerobic w wodzie, fajna rzecz. Ale w tym roku to zlikwidowali. Karnety znaczy.
    Ostatnio próbuję pozbyć się nadmiaru, ale lekarka mi powiedziała, że dieta już mi niewiele da, bo za wiele już nie mam do zmiany, jedynie regularny ruch. Eeeech... Żebym jeszcze nauczyła się pić odpowiednio dużo płynów, to byłoby fajnie, ale litr to ja z trudem osiągam. No jakoś mi się nie chce. Latem łatwiej.:)))
    Ciekawa jestem, czy widząc mnie, ktoś by uwierzył, że nigdy nie jadłam nic w McDonald's czy KFC.:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, też chciałam się w pierwszej chwili porównać do foki, ale to byłoby niesprawiedliwe, jednak jeszcze nie osiągnęłam tego poziomu więc uczciwie wybrałam afrykańskiego mordercy.
      Szkoda że zlikwidowali Ci wodne pląsy.
      No woda to moja przyjaciółka. Czasem o niej zapominam, ale zauważyłam, że rano idzie mi picie wody lepiej niż po południu.
      Nie trzeba się objadać żeby mieć nadmiar, czasem hormony nam mocno nie sprzyjają, sterydy przy astmie, leki.

      Usuń
  9. Masz na ręce "terrorystę", ale ćwicz i chudnij jeśli tego chcesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyzwyczaiłam się do tego terrorysty, chociaż to dobre określenie. a moje przyzwyczajenie to chyba już syndrom sztokholmski.
      Dziękuję i lecę się ruszać:)

      Usuń
  10. Dasz radę ... Ja chudłam, chociaż nie o to mi chodziło, jak z diety wyrzuciłam totalnie cukier,
    chudłam co miesiąc 1 kg i w ten sposób bez żadnych wyrzeczeń schudłam 4 kg.
    Na szczęście nie przepadam za słodyczami :-)))
    Ograniczyłam tłuszcz, gdzie tylko mogłam.
    Ruszać się ruszam ,bo jednak jeżdżę na rowerze,
    a wiosna tuż tuż to i wyjazdów będzie więcej.
    Dla samego zdrowia warto tak zrobić, niekoniecznie ze względu na wagę.
    Cudowne zdjęcia i świetnie czytało się Twój wpis :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam problem z rzuceniem słodkiego, bo jednak bardzo lubię. chociaż są dni kiedy cukier przyjmuje tylko w warzywach i jakimś owocu. Słodzę kawę erytrolem, czasem odrobina miody dla zdrowia. Wiesz, chce zrzucić i dla zdrowia, żeby przede wszystkim wyrobić nawyki, ale i dla urody też, bo jeszcze mi zależny. Może po 45 roku będę myśleć tylko o zdrowiu, może po 50tce, ale teraz jeszcze też o walorach estetycznych.
      Ale głównie zdrowie.

      Usuń
  11. Brawo Luna, gratulacje, początek najtrudniejszy a widzę, że to polubiłaś więc jest szansa na kontynuację. Ja postanawiam, że zacznę od marca, to takie moje od jutra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje "od jutra" często przesuwało się w nieskończoność, więc tym razem zaczęłam "od już". Jeśli chcę być za kilkadziesiąt lat sprawna i w miarę zdrowa to już najwyższy czas coś zrobić w tym kierunku. A po treningu czułam się fantastycznie. To prawda co mówią o endorfinach:)

      Usuń
  12. Dobry wynik i zdrowe tempo chudnięcia, gratuluję :). Trzymam kciuki za dalszy ciąg. Ja nie mam dużego problemu z wagą, ale jednak w pewnym momencie też się okazało, że nie mogę już bezkarnie się objadać na kolację o 23-ej oraz pochłaniać słodyczy bez ograniczeń. Od paru lat stopniowo zmieniłam różne zwyczaje żywieniowe, tylko z mobilizacją do ruchu ciężko mi idzie... Niby ćwiczę jogę, ale wciąż niesystematycznie, zdarzają się zbyt długie przerwy... Czekam na Twoje kolejne relacje, może mnie to bardziej zmotywuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sądzę że u zdecydowanej większości przychodzi taki moment, że bezkarnie to można już tylko spać i to też nie za wiele. Ja byłam ogromnym wrogiem ruchu, znajdowała najróżniejsze wymówki i dowody naukowe na nie zdrowość ruchu - sportu. Doszłam jednak do wniosku, że okłamuję sama siebie. Będę starała się co jakiś czas pisać o tym jak mi idzie lub nie idzie:)

      Usuń
  13. Trzymam kciuki, chociaż sądząc po wcześniejszych zdjęciach nie bardzo masz się z czego odchudzać. Ja to dopiero przeżyłam szok nieopatrznie wchodząc u koleżanki na wagę (moja zastrajkowała). Pocieszam sie tym że za chwilę wiosna to i ruchu będzie więcej.
    Miłego dnia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcześniejsze zdjęcia były robione kilkanaście kilogramów temu, poza tymi ostatnimi zimowymi gdzie widać tylko moją twarz. Ja i tak masz szczęście bo tłuszczyk rozkłada mi się bardzo równomiernie nie odbierając kobiecych walorów, ale nieco je zniekształcając.
      A na mnie wiosna jakoś specjalnie nigdy nie działała, bo i tak ruchu miałam mało i był nieefektywny.

      Usuń
  14. No to trzymam kciuki - grunt to motywacja, a zdrowotna i u mnie działa, więc powoli ale do przodu Marysiu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wzajemnie kochana, jeszcze do końca nie wiem co mnie najbardziej motywuje ale jest to na tyle silne, że łażę na tą siłkę i pocę się jak durna, ale jest fajnie.

      Usuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.