sobota, 30 marca 2019

Kim jestem? Czego chę?

Ostatnio mam czas zadawania pytań. Bo okres stwierdzeń, niekoniecznie trafnych i spostrzeżeń jakoś tak płynnie mi przeszedł w okres pytań. 
Nie lubimy zadawać pytań. Czujemy się niezręcznie pytając kogoś o coś, jedni mniej inni bardziej. Niektórzy mają tę zdolność zadawania pytań bez emocji, pozazdrościć. Ale tu nie o pytania o godzinę czy sens istnienia chodzi. 
Chociaż to drugie bliżej. 
To są pytania, które bardzo rzadko padają, a już na prawdę rzadko zadajemy je sobie sami. Pytania osobiste, trudne, dociekliwe. 
Kim jestem? 
Dla czego jestem tym kim jestem?
Czy chce taka być?
Kim chcę być później?
Dla czego chce być taka dalej albo czemu chcę się zmienić. 
Jaka chcę być?
A jak teraz jestem i dla czego właśnie taka. 
Co da mi zmiana bądź jej brak?
Co kieruje moimi działaniami?
Takich pytań jeszcze bym przytoczyła pewnie z kilkanaście, jedno wynika w kolejnego.
Ważne są odpowiedzi bo to one nas obnażają.
KIM JESTEM?
Matko boska, nie wiem. No nie umiem teraz się prawdziwie i z najglębszej czeluści mojego jestestwa określić. Bo odpowiedzi typu, matka, żona, do mnie nie docierają. Bo po pierwsze matką nie jestem, a bycie żona nie określa mnie jako człowieka. Tak samo jak zawód. Jak często na to pytanie pada odpowiedź - lekarzem, kierowcą, handlowcem... i to wszystko?
Na chwilę obecną daję sobie czas na dotarcie do tej prawdy.
Może zaczniemy od mniejszego kalibru. Co mnie uwiera w mojej obecnej sytuacji życiowej? Ok, wiem. 
Co mogę zatem zrobić, żeby to zmienić? No, tu już dłużej myślę, ale docieram do konkluzji.
Czemu tego nie zrobisz?
No i masz babo placek... No właśnie czemu? 
Czy nie kończę żadnej książki, skaczę z techniki w technikę bo obawiam się, że jak poświęcę 100% swojej energii na jeden konkretny projekt, a on nie wypali, to stracę? Ale co stracę?
Ktoś mógłby powiedzieć, że nie wierzę w siebie, nie wierzę,  że jestem dobra. No przecież ja wiem, że jestem. No to o co chodzi. Czemu nie "potrafię" wyjść ze strefy komfortu, nazywanej u mnie pasją, w nieco inną. Czy to nie jest tak, że nie angażuję się w całości w coś konkretnego, bo może się potem okazać, że nie zostało to przyjęte? I wolę się rozpraszać, tłumaczyć wieloma zainteresowaniami, spontanicznością, bo mi łatwiej nie podjąć ryzyka. Bo jak skończę już tą cholerną powieść to będę sama od siebie wymagała pójścia za ciosem i...
No właśnie, i co? Zostało mi mniej więcej 25% książki do stworzenia. Może nieco więcej. Ile to dla mnie? Dwa miesiące i po sprawie. A co dalej. No jasne mogę opublikować na blogu - jest we fragmentach, poszarpana, nie cieszy się zainteresowaniem z racji podania, a pewnie i nie tylko.  Mogę też próbować ją wydać, sama, jako ebooka, może kilka egzemplarzy kosztem drzew. Dostaję głosy wsparcia, nawet finansowego. No ale jeśli z tego nic nie wyjdzie? Jeśli... no jeśli co? Nie spodoba się? Na pewno spodoba się komuś, a jeszcze się nie urodził taki co wszystkim dogodził. No ale przecież nie utrzymam się z pisarstwa. A czemu od razu masz się utrzymywać z tego, przecież do tej pory się nie utrzymywałaś. Muszę się utrzymywać! Jak mam iść na 100% to muszę się utrzymać. Kto tak powiedział?
No jak to kto? Rodzice!... Nauczyciele, społeczeństwo... 
No i masz. Ja nie potrzebuję nikogo do rozmów, samej ze sobą mi idzie całkiem zgrabnie.  
Ale prawda jest taka, że ja się boję wejść w coś całą sobą, a potem czuję żal do siebie, głód jakiś nieokreślony. Fakt, że zdarzało się, że dawałam z siebie wszystko i obrywałam więc jest już jakiś nawyk unikania, ale chyba tak na prawdę to jestem genialna w autosabotażu, przesiąknięta strachem, wychowana na przeświadczeniu, że do niczego nie dojdę, że wybiorę niewłaściwą drogę i to właśnie ta którą porzuciłam mogłaby mnie doprowadzić do sukcesu. W związku z tym nie robię nic. Egzystuję, zamiast żyć. I tłumaczę się wszystkim naokoło ze swojej decyzji braku podjęcia decyzji.
O i mam już jedną odpowiedź na pytanie "kim jestem" - tchórzem. 
CDN.

31 komentarzy:

  1. Tylko nie tchórzem! Żadnego obrażania Luny/Marii, którą bardzo lubię :-) I która zadaje sobie pytania, bo jest ODWAŻNA. Mało kto takie pytania zadaje sobie, to tylko dla Orłów :-) Odwaga to nie jest się nie bać, to jest bać się i robić :-) Takżetak Luna ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, ale czasem muszę sobą potrząsnąć. Co dziwne, tchórze jako zwierzęta są bardzo odważne i waleczne więc nie wiem czemu takie określenie znamionuje brak tych cech.
      No wiesz, niby zadałam pytanie, niby odpowiedziałam nawet poniekąd, niby zrozumiałam... a dalej stoję w miejscu. Może musi upłynąć jakiś urzędowy okres czasu by to w życie weszło. Czekam, patrzę, słucham. Dużo myślę, to mi idzie najlepiej:)

      Usuń
  2. A co to jest sukces i do czego on jest nam potrzebny? A może wystarczy radość życia? Może te wszystkie techniki taką radość ci dają :) Czy książka musi się podobać innym, a może wystarczyłaby radość tworzenia i to że podoba się tobie :)
    Wiem że moje Dyniaki są mocno kontrowersyjne, że wielu ludzi uważa je po prostu za kiczowate, ale z tych rzeczy które robię, to one dają mi największą satysfakcję, radość. Lubię je, należą do mojego świata :)
    Dobrze zadawać sobie pytania, ale odpowiedzi mogą być różne i każda może być dobra, bo życie przewrotne bywa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie to sama nie wiem co to dla mnie sukces, na pewno nie to samo co dla zdecydowanej większości - kasa, stanowisko, władza...
      Kochana, zdecydowanie wystarczy radość życia, tylko problem jeszcze we mnie taki, że głęboko zakorzenione przez innych przekonania, wywołują poczucie winy. Ale twardo pracuję nad pozbyciem się tych przekonań, nie do końca jeszcze mi się udało ale pracuję. Trzydzieści lat indoktrynacji potrzebuje nieco czasu na wyplenienie.
      Ja uważam, że Dyniaki daleko do kiczu, są bardzo teatralne.

      Usuń
  3. JA chcialabym wydanie w papierze :) Można preorder? Przy swiatecznym bede mogla sobie pozwolic :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do jakiegokolwiek wydania daleko jeszcze bo książka nie skończona. Ale dziękuję za deklaracje.

      Usuń
    2. To czekam na info! PS. W książce są koty, prawda?

      Usuń
    3. No oczywiście, że są koty. No i jest pies, niezwykły tak jak i kot.

      Usuń
  4. No tak, na koniec wykopałaś sobie "dół". Luzuj. Tak zwane pytania egzystencjalne pojawiają się często i jak na razie mnóstwo osób nie znajduje na nie odpowiedzi od razu. Takie rozterki przeżywa prawie każdy człowiek. Poza tym - dzisiaj wiesz, jutro się zmieni. Możesz sobie ogólnie odpowiedzieć, a Ty chcesz do wnętrza, do rozdarcia, już, natychmiast. To se ne da.
    I.... nie tyle na raz, bo popadniesz w irytację, a nic nie zyskasz.
    Pytania, które zadajesz teraz, to pytania, na które nikt Ci do końca nie udzieli odpowiedzi, albo udzieli bardzo powierzchowną. Rozmawiasz z sobą, roztrząsasz, pytasz- no... i to wystarczy, znaczy jesteś refleksyjna- to Twoja natura.
    I jeszcze jedno- Te pytania nie przystają rangą, do zadań, które masz do zrobienia. To pytania o cały Twój subiektywny Świat.
    Rzeczy, których nie potrafisz dokończyć, to rzeczy do wykonania, ale niekoniecznie już. Każdy ma jakieś trudne zadanie, którego się boi, ale to nie znaczy, że jest tchórzem. Brak decyzji jest także decyzją- zaniechania- teraz jeszcze nie mogę, nie chcę, nie potrafię. I, czy zawsze chcesz/musisz być doskonała? Dążenie do doskonałości trwa latami i często wynik jest niezadowalający. Idziesz, szarpiesz się, wysilasz, a w międzyczasie Twoja rzeczywistość się zmienia, zmieniają się priorytety, cele...zmieniasz się Ty. Czy warto zatem żądać od siebie/życia odpowiedzi na stawiane pytania tu i zaraz? Niespodziewania jutro możesz odnaleźć odpowiedź na pytanie, ale równie dobrze nigdy jej nie znajdziesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale dla czego dół? Nazwanie się tchórzem nie zdołowało mnie, dało domyślenia, uzmysłowiło coś. Świadomość daje moc.
      Nie, że zaraz, od ręki. To wymaga czasu, wiem to. Czasem jestem niecierpliwa, ale zazwyczaj nieco stygnę i daję wszystkiemu czas. Ale na blogu nie da się tego w czasie rozciągnąć, bo jeden post powstaje zazwyczaj jednego dnia. Ale myśli do niego zbierane są długo. Chcę dotrzeć do swojego sedna, czy się uda, nie wiem ale będę próbować.
      Wiesz, ja nie chcę odpowiedzi od nikogo innego poza sobą samą. Tylko ja znam siebie na tyle by móc na nie odpowiedzieć.
      Nie dążę do doskonałości - chociaż w swojej twórczości niestety tak, jakiś substytut bycia doskonałą w życiu, bo w nim nie jestem w świetle kanonów narzuconych społecznie. Nie zgadzam się z wieloma aspektami doskonałego obywatela. Nie chce być doskonała, ani nawet wystarczająco dobra - na co przepraszam, na oklaski? Bzdura. Chcę być szczęśliwa, i szukam błędnego algorytmu zaplątanego w przeszłości, żeby go nieco skorygować i działać lepiej... A to że jutro mogę odnaleźć odpowiedź, jestem przekonana, że nieraz mnie uderzyła prosto w twarz, ale byłam zbyt zaślepiona jej szukaniem by ja zauważyć.
      Nie zrozumiałam co masz na myśli pisząc o nieprzystającej randze moich pytań do zadań.

      Usuń
    2. Luna, Ty sobie sama odpowiadasz, czytam w odpowiedziach. Masz przemyślenia, ale ja się pogubiłam w nich. Przepraszam. Chyba nie nadajemy na tych samych falach.Ja po prostu nie rozumiem takiego rozbijania siebie na atomy. Nie znaczy to, że nie mam podobnych przemyśleń, albo raczej miałam. Chyba mam już to za sobą, a Tobie nie potrafię pomóc, chociaż chyba Ty nie potrzebujesz pomocy. Widzę, że chcesz sama to rozpracować.
      Chcę ci tylko powiedzieć, że czasem takie rozdrabnianie swojego "Ja", prowadzi do negatywnych skutków. No chyba, że jesteś bardzo silną psychicznie osobą. Nie wszystko trzeba za wszelka cenę wiedzieć o sobie.

      Usuń
    3. Masz racjcę, ja sobie odpowiadam, bo cały czas ze sobą rozmawiam i sie uczę siebie. Bo to samo nie przyjdzie, bo jak ja nie nazwę siebie to zrobią to inni, oni zawszą chcą nazywać. Taka prawda. Może i nie ma sensu takie rozkładanie, ale jeśli boli to trzeba poznać przyczynę, prawda, dotrzeć do samego sedna. Jak dotrę, jak wyleczę to przestanę. Na razie uwiera mnie to jak drzazga.
      Kochana, nie oczekuję pomocy, nie możesz mi pomóc, sama muszę i chcę sobie poradzić z tym co mnie tak gryzie.
      Chcę dojść do etapu kiedy będę umiała odpowiedzieć na takie pytania, nawet jeśli będą to odpowiedzi banalne, ale zgodne ze mną. Teraz nie umiem tak naprawdę.
      Nie jestem silna psychicznie, chociaż nie wiem kto miałby umiejętność sprawdzenia tego. Ale nie chce żyć w zaprzeczeniu bo to nie daje mi szczęścia. Owszem, mogę to zakopać pod dywan, jak większość, mogę odsunąć w czasie ale po co. Wolę zająć się tym teraz, kiedy mam siłę, okoliczności i potrzebę. Nie skończyłam jeszcze 40, więc jeśli się poukładam jakoś,a liczę że to nastąpi w dużym stopniu w końcu to przyjemniej mi będzie podróżować przez ten świat w jedności ze sobą. A mam wiele chaosu w sobie, on jest destrukcyjny.

      Usuń
    4. OK, Powodzenia i życzę tego z całego serca, a nie złośliwie. Niech Ci się uda zwalczyć ten chaos. :)

      Usuń
  5. Co jakiś czas dopada mnie dokładnie to samo. Czasem udaje mi się to olać, a czasem nie. Takie życie. PS. Jak wiesz od jakieś czsu śledzę Twoje dokonania i myśle, że robisz duuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuużo więcej, niż przeciętna istota ludzka z mojego otoczenia, a nie otaczam się amebami. Głowa do góry! Nie jesteś tchórzem! Jesteś bardzo OK!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem uważam, że porównywanie ludzi do ameb jest obrazą ameby. Ale... bardzo dziękuję za ten wyszukany komplement. Chociaż dziś jestem bardziej amebowata niż nie jedna ameba. Taki dzień kiedy mózg wziął urlop na żądanie nie informując reszty fabryki o tym i tak se działamy na autopilocie.
      Pozdrawiam.
      Też uważam, że jesteś bardzo OK.

      Usuń
  6. Kochana, znów po całodziennej pracy w grodzie czuję każdy mięsień i nie mogę zebrać myśli, ale muszę napisać - jesteś odważna, choćby nawet z tego względu że potrafisz otworzyć się na blogu. Co do pytań... nie wiem czy potrzebnie roztrząsasz każdy detal. Idź do przodu, nawet jak coś nie wyjdzie to będziesz wiedziała że musisz wybrać inną drogę. Pomyśl ile razy małe dziecko się przewróci zanim nauczy się chodzić, ale podnosi się i próbuje dalej.
    Z książką się nie znam, wydawało mi się że że trzeba rozsyłać do różnych wydawnictw, a może recenzentów. Może szukaj wydawnictwa które promuje młodych i nieznanych autorów.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, kiedy zaczynałam pisać bloga to pierwsze co, napisałam o swoim emocjonalnych ekshibicjonizmie, strasznie trudne dziś dla mnie słowo.
      Tak po prawdzie to nie roztrząsam detali, chociaż może tak to z zewnątrz wyglądać, ja roztrząsam podstawy.
      Analogia do małego dziecka jest bardzo dobra ale nie do końca trafna. Bo on się uczy cały czas tej samej, słusznej rzeczy, chodzenia na nogach. Nie próbuje chodzenia na uszach (chociaż może i próbuje...)
      Ja nie mam instynktownie zaprogramowanej jednej drogi, muszę próbować uczyć się chodzić na rękach,nogach, uszach, rzęsach i jak się zawezmę w tę niewłaściwą to nie będę umiała nic. To tak jakby ryba próbowała latać, wspinać się czy stepować, zamiast uczyć się szybko pływać. Może nieco się zapętliłam.
      Osobiście uważam, że życie to droga, i zmuszanie nas do wyboru jej jednego i najlepiej niezmiennego kierunku kiedy ledwo odrośliśmy od cyca - to nie tyle bzdura, ale zbrodnia. Co ja jestem wiewiórka, żeby tylko orzechów szukać. Nie, no człowiek i wielu możliwościach i mając te 20 lat G wiem o życiu i G widziałam na oczy więc... Więc pytam się, bo nikt poza mną nie odpowie mi. Szukam, może nie znajdę, ale nie szukając - na pewno nie znajdę.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  7. Przeczytałam... nie przepadam za takimi osobistymi wynurzeniami bo potem trzeba coś napisać... a z tym problem, bo każdy ma prawo być sobą. Odkąd sięgnę pamięcią jestem INNA, nawet swego czasu taką sobie ksywkę wymyśliłam. Odkąd sięgnę pamięcią moje zainteresowania albo były jednolite albo znów rozciągały się tak niemożliwie szeroko, że ciężko było je ogarnąć wzrokiem a co dopiero myślą... z wiekiem zaczęły się krystalizować w jakąś sensowną całość wypierając się w sposób naturalny jak drzewa zbyt blisko rosnące. Dobrze jest myśleć, źle jest myśleć za dużo - to moje ostatnie sensowne przemyślenie, które miałam z dwa albo trzy lata temu i staram się o nim pamiętać. Czym jestem starsza i czym doba szybciej mi mija tym to zdanie staje się dla mnie mądrzejsze w dopowiedzeniu , że szkoda czasu na zbędne myślenie czy rozważanie. Płynę na fali własnego życia i tego co przynosi dzień, posiadam już mapę na przyszłość więc mogę sobie tak płynąć... Życzę Ci ukojenia myśli i usłyszenia własnego zdania, które Cię pokieruje dalej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana moja - nic nie trzeba, nikogo do niczego nie przymuszam, nawet nie oczekuję. Ale wierzę, że może coś z tego dobrego wyniknie. Może wychodzę z błędnego założenia. Ale co to znaczy "Być sobą"? Kiedy masz tyle narzuconych warstw, że nie masz pojęcia gdzie w tym wszystkim jesteś TY.
      Może za kilka, lub kilkanaście lat osiągnę taki stan wyje..ania i będę szczęśliwa. Na razie jest nieco jak gejzer, gotuje się we mnie od środka i ta zupa jest codziennie inna. Ale jak nie zamieszam to nie będzie z tego nic dobrego. Nie mogę powiedzieć, że płynę na fali własnego życia, raczej na razie dryfuję, szukając wiosła, steru i żagla, a jakieś zewnętrzne siły popychają mnie we właściwe ich zdaniem strony. To strasznie wkurzające, da tego szukam czegoś co mogłoby dać mi sterowność tej tratwy.
      Dziękuję za życzenia, bardzo się przydadzą, bo jak już wiosło znajdę to boję się że w pierwszej chwili przywalę nim komuś popychającemu a dopiero potem odpłynę w wybranym przez siebie kierunku.

      Usuń
    2. Obawa przed ,,przywaleniem komuś popychającemu" może być istotnym odczuciem ;)
      Nieustająco życzę Ci tego co już napisałam :)

      Usuń
  8. Bardzo ciekawy tekst i głębokie rozważania. Też czasami dopadają mnie takie myśli i często im się poddaję.
    Trzymam kciuki za Twoją książkę.
    Robisz przepiękne prace - zaobserwowałam Cię na Instagramie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.
      Nie mogę powiedzieć, że mnie moje myśli dopadają, sam je przywołuję i z nimi pracuję. Rzadko kiedy jakiekolwiek myśli mnie dopadają, nauczyłam się nad nimi panować w stopniu zadowalającym.

      Usuń
  9. Jesteś tym kim myślisz że jesteś :)
    Tak proste i zarazem tak trudne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niby tak, ale jeśli nie wiem co myślę? Jeśli cały czas wątpię, myślę że ja się dopiero rodzę:)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  10. Oj pamiętam ja jeszcze dobrze z młodych lat te dylematy, pytania egzystencjalne, rozterki .... W pewnym wieku to mija, ważne jest samo życie, dobrze gdy dobre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to ja jestem chyba właśnie na etapie tych młodych lat:) I żywię gorącą wiarę, ze to minie i będę spokojna i pewna tego co robię i kim jestem.

      Usuń
  11. Na pewno nie jesteś tchórzem. Każdy z nas ma różne wątpliwości, z którymi musi się zmagać. Ja też je mam i wiem jak to jest.
    Czekam jednak na książkę, ale na papierze.
    Dziś od rana dzielę się z Tobą moją wiośnianą radością i jak zawsze przesyłam dobre słowo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, za radość i za dobre słowa. Wiesz, jestem tchórzem, ale kiedy to już przyznała sama przed sobą to tak jakby coraz mniejszym.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  12. Trzymam kciuki za odnalezienie drogi. najważniejsze, że nie ustajesz, szukasz...

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.