czwartek, 21 marca 2019

Kocie przeboje i durnot kilka

Tak, z kotami zawsze jest coś. Nawet jak śpią to nie ma spokoju. Wspominałam jakiś czas temu, że dopadł mojego Seniora Ciapka paskudny SUK. Czyli syndrom urologiczny kotów, wstrętne okropieństwo. Bidul się wysikać nie mógł.  Przykro patrzeć. Zatem galopem do weta. Zastrzyki i słuchanie czy siura, zastrzyki i podglądanie - kocur niewrażliwy na szczęście, bo by się psychicznie mógł zatkać i przestać sikać z powodu tego podglądania. 
Po zastrzykach jak siurnął po swojemu to aż się popłakałam z ulgi i dostał "doustny" antybiotyk. No, a do tego karma weterynaryjna. 
No i z tą karmą są przeboje, bo ona ładnie pachnie i wszystkie amoku dostały. Senior chętnie je, ponieważ łatwiej mi było karmić wszystkie, w tym Antka, potencjalną ofiarę SUKu to zabawa była na całego... puki nie przypomniał o sobie wrażliwy brzuszek Antka.
Jak mi się Czarny rozesrał na rzadko to głowa mała. Nie dobiegał czasem do kuwety - wyobraźcie to sobie. No i jak, udało się - smacznej kawki:)

No to teraz szlaban, Senior na weterynaryjnej, Czarny z małą na swojej dla wrażliwców.  Ale weź wytłumacz, czemu Senior dostaje to pyszne, a my to stare i be. Moja psychika padła jak stary komputer. Bo Czarny nie jest posłuszny i karny, on bardzo BARDZO głośno daje znać że chce jeść. Nie, nie to dobre dla brzusia, on chce CHCEEEE!!!!! To dla Seniora. Utopić dziada to mało. Ręce opadają i masz ochotę rzucić o ścianę, a potem Ci głupio za tę myśli i biegniesz tulać olewając podrapane części ciała.
A więc:) Senior do sypialni, karmimy udając, że nie słychać koncertu pod drzwiami, a potem Czarny na parapet i zachęcamy do jedzenia jego żarcia.  

No jakie pyszne, no pokaż jak ładnie jesz, grzeczny kotek, o jeszcze raz, bo mam nie widział, no ślicznie... jak do dwulatka. Dobrze, że pieluch nie trzeba zmieniać... Czekaj... popuszczał na podłogę w locie, to ok, mam dwulatka. Wyje, nie chce jeść, a chce jeść, i sra niekoniecznie gdzie trzeba. No tylko się nie pożalę o traumatycznym porodzie w polskim szpitalu - nie liczy się zatem. 
Ok, Senior szcza jak marzenie, a Czarnemu się kupy uspokoiły. Moja refleksja - co ja zrobię jak się Czarnemu przyplącze SUK? Nie wiem, może chirurgiczne przeszczepienie cewki moczowej do dziury podogonowej? Będzie komplet.

Dziś jest mój Nowy Rok. Taki jak był, zanim jakiś Rzymianin z megalomanią postanowił zmienić na przełom Grudnia i stycznia. Durnota, bo to nie ma żadnego uzasadnienia astronomicznego, pogodowego, no żadnego. Zawsze, od kiedy zostałam ogrodnikiem z dyplomem, posługiwałam się określeniem "sezon", który zaczynał się wiosną bliżej nieokreśloną, ale wiosną. Teraz już wiem dla czego - moja słowiańska rogata dusza czuła, że ogólny Nowy Rok styczniowy jest do bani (Sylwestra nienawidzę pasjami), więc jakoś płynnie olała tę sztuczną granicę i używała tej naturalnej. A teraz już wiem, że tak jest właściwie dla mojej natury pierwotnej. 
Ale nie mam energii do świętowania, marnie się czuję psychicznie i co za tym idzie objawy somatyczne się pojawiają. 
Radosnej i ciepłej wiosny wszystkim nam życzę.
 

24 komentarze:

  1. Oj to jak u mnie. Luna na izolacji bo robię od nowa tak jak polecają. I ona dostaje saszetki a reszta w kuchni puszkę na śniadanie. I weź udawaj że saszetki nie lepsze i nie wychodzi więcej na lebka niż ta puszka 400g na 10lbow. Ale nie dam się! Ona chce wyjść a one wejść, ale nie ma! Piszą w książce ze ma być izolacja 100% . No dobra maluchy maja wstęp, bo Luna je kocha i myje. Na szczęście kawy nie piłam. Luna nasra obok jak jej za bardzo smierdzi. Szlachta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No szlachta, a jak, księżniczka normalnie. Łatwo nie masz. Karmienie mokra takie czeredy musi nadwyrężać portfel. Ale życze powodzenia i sukcesów.

      Usuń
    2. Jak trzeba to.jest tak, ze na śniadanie na 11 glow jest puszka ze stokrotki taki butchers classic z promocji. Albo nawet i kitkat bo to chodzi o sam rytuał mokrego. Choćby nawet miał i był pół puszki na wszystkie rytuał musi się spełniać.

      Usuń
  2. Czekaj czekaj, bo się moja niewiedza właśnie ujawniła...to znaczy że kiedyś pierwszy dzień wiosny był początkiem roku?! I mi to jakoś bardziej odpowiada;)))
    Przykro mi z powodu kocich komplikacji- mam nadzieję że to wszystko jakoś się unormuje...
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak. Dawno dawno temu, zgodnie z rytmem pór roku, natury i astrologi Nowy rok wypadał dziś. Potem Julek zmienił kalendarz, nie wiem czemu, nie szukałam, stąd nazwa juliański. Ale wiele nazw miesięcy pozostało adekwatnych do marcowego porządki - october - ósmy, nowember - dziewiąty i tak dalej. A wiemy że liczone od stycznia są dziesiąty i jedenasty. O marcu wspomniałam w odpowiedzi bobince.
      Nie zgłębiałam tematu jakoś mocno, ale to co się dowiedziałam mi wystarczyło i bardzo zaśpiewało w duszy.
      Bardzo serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
  3. Kocich kłopotów nie zazdroszczę, ale opisałaś je z takim wdziękiem i tak plastycznie, że nie sposob się nie uśmiechnąć. :) 3mam kciuki, żeby kocury już więcej nie chorowały. Wszystkiego najlepszego na Nowy Rok, choć czy on nie powinien jednak wpadać na Boże Narodzenie? To chyba jest czas słonecznego przesilenia, dawne pogańskie święto sprytnie zamaskowane przez Kościół?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kościół był później, najpierw Rzym ze swoim nowym kalendarzem. A jeszcze wcześniej u nas było że na wiosnę, nawet masz te germańskie i brytyjskie nazwy nieadekwatne do nowej nomenklatury. No december to niby dziesiąty, jak liczone od marca, a nie od stycznia. Zresztą dawniej marzec nazywał się Brzemień od bycia brzemienną, dokładnie nie wiem czemu, a Rzymianie go od Boga Marsa przemianowali.
      Koty na razie się uspokoiły.
      A na logikę, nowy rok na wiosnę, bo się życie budziło, przesilenie wiosenne, plony, zasiewy. W grudniu ludzie spali i chcieli przetrwać do wiosny... To są bardzo przedchrześcijańskie czasy. Pozdrawiam.

      Usuń
    2. A widzisz,o tym Brzemieniu to nie wiedziałam nawet. :) no, ale w sumie, skoro tak w tym grudniu ludzie spali to i nie dziwota, że kobitki potem były brzemienne :) pozdrawiam również! :)

      Usuń
  4. Od grudnia dnia przybywa, może to stąd ten Nowy ale mnie też serducho mocniej bije w marcu. Ale obchodzę oba święta, nigdy dość okazji do radowania i celebrowania.
    Widzę że z kotami gorzej niż z dzieckami, dziecka z tego wyrastają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja dziś słuchałam jak płacze córeczka koleżanki, no nie wiem, czy gorzej czy lepiej. Niby leczenie zawsze płatne w przypadku zwierzaków, ale przy dziecku nie poeksperymentujesz z leczeniem. Nie uśpisz kiedy nie ma szans na wyzdrowienie żeby oszczędzić bólu... Ech, trudne tematy.

      Usuń
  5. Koty, ach te koty. Moje współczucia. Może ten drugi nie zachoruje. Też uważam, że bardziej naturalne jest rozpoczynać nowy rok razem z przyjściem wiosny. Tylko Ty raczej powinnaś rozkwitać, a tymczasem psyche Ci siada, soma Ci siada... A może tak gdzieś w plener? Jak kociak dojdzie do normy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, moje problemy wynikają ze spraw osobistych, nie zewnętrzno- pogodowych. Nie wiem jak to określić. Gdyby na tym polu było ok to bym tańczyła z nadmiaru energii, a tak zmartwienia mnie osłabiają.
      Nie mam chyba ochoty na plener, marznę ostatnio.

      Usuń
  6. K(łop)oty rozkoszne:)) Ja swój nowy rok rozpoczynam w przesileniu zimowym kiedy słońce zawraca i zaczyna się piąć do góry. Każdy ma swoje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha, czyli okolice bożego narodzenia. Też dobrze, tylko jeszcze aura marna. Zima się dopiero rozpędza, ja wtedy wolę niczym roślinka jeszcze zbierać siły na start. Każdy żyję inaczej, jak mu w duszy gra,ważne by czuł się z tym dobrze.

      Usuń
  7. Z tym kalendarzem to faktycznie pokićkane. Ja też uważam wiosnę za początek roku. Brzemienny miesiąc, tego nie wiedziałam. W sumie racja, zima, mało roboty, wszyscy się nudzili, robili dzieci. Z kotami to znam, kiedyś miałam gromadę z 7 sztuk. To dopiero były tańce-połamańce. Zawsze mówię: koty to WARIATY.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurczę to ja mam z 11 psychiatryk, ale nie uznają mnie za.placówkę medyczną 🤣

      Usuń
  8. znaczy się jak nie sraczka to przemarsz wojsk :) mam 3 koty i psiaka adopciaka. Jeden kot ignoruje psiego szczyla a dwa (w tym 14 letnia kotka) nie raczy nawet na niego popatrzeć Więc jak narzekam na zajęcia wokół nich mąż mi zawsze mówi żebym se jeszcze ze przygarnęła to będzie mi lżej :) a ja i tak ich lubię

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest. Ale złośliwość zbędna. Wystarczy kiwnąć głową.

      Usuń
  9. O widzisz, to mi wyjaśniłaś - bo ja się czasem tak zastanawiałam nad tym oktoberem i nowemberem, ale jakoś nie chciało mi się poszukać.
    W temacie kocich sraczek to taką zabawną anegdotkę niegdyś zasłyszałam, pozwolę sobie przytoczyć. Otóż synek mówi do mamy "mamo, kot nasrał pod łóżkiem!". Mama zaczęła mu tłumaczyć, że należy się kulturalnie wysławiać, nie używać brzydkich słów. Synek dopytywał jak to jest "kulturalnie", więc mama mówi - "no, na przykład tak jak pan redaktor mówi w telewizyjnych wiadomościach". Po pewnym czasie mama przychodzi do domu, a synek woła: "mamo, mamo, kotek nam się pod łóżkiem zbulwersował!". No i u nas w domu od niepamiętnych lat jak kot narobi śmierdzącego bałaganu, to mówimy, że kotek się zbulwersował.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się zastanawiałam i nie miałam pojęcia czemu to tak, ale nie chciało mi się szukac, bo zapominałam o tym.
      Zbulwersował... bulwersuje to sie mój mąż kiedy musi ten bałagan posprzątać bo mnie nie ma akurat w domu.

      Usuń
  10. Ty mi lepiej napisz, co producent dodaje do kocich kabanosów (taka harmonia w marketach), że Fiodor dostaje spazmów, jak ich nie dostaje ... tych kabanosów znaczy się?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia, ale czasem się zastanawiam czy to nie pochodne heroiny.

      Usuń
  11. Uściski dla ozdrowieńców. Ja świętować lubię, więc dla mnie nie ma problemu, żeby dwa razy w roku witac nowy rok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja nie lubię fajerwerków i smrodu oraz wszechobecnego pijaństwa, więc sylwester odpada.
      Koty wyściskane:)

      Usuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.