piątek, 15 marca 2019

No to jak mi idzie to moje redukowanie masy?

No więc właśnie... idzie. 
Powoli bo powoli, ale podobno tak najzdrowiej. Zatem jestem już od tego przełomowego momentu po "nowym roku" 4,5 kilogramów lżejsza. To jakieś dwa z hakiem w ostatnich prawie czterech tygodniach, więc tempo lekuchno przyspieszyło. No ale co się tu dziwić jak pomagam sobie wysiłkiem fizycznym.  
Tak, nadal uczęszczam do pobliskiej koksowni, chociaż tam takie raczej podstarzałe te koksy i nie ma na czym oka zawiesić.  Chodzenie pod górę o nachyleniu między 7, a 13 % w rytmie dobrego thrash metalu potrafi mi przemoczyć każdy skrawek materiału w jaki jestem odziana. Do tego rower, narty i maszyny na różne partie mięśni, o których nawet nie śniłam, że mam, a mnie bolą czasem. 
Jest progress - silniejsza jestem, niewiele ale jestem. Zwiększa się pojemność płucna. Sprawność i wytrzymałość stawów. 
Analiza składu ciała pokazała, że pomimo moich nadwyżkowych kilogramów nie mam dużo tłuszczu trzewnego - tego w okolicy brzucha, niebezpiecznego dla zdrowia. Po prostu równomiernie obrosłam wszędzie, jak niedźwiedź na zimę. Tyle, że u mnie pora roku nie miała znaczenia.  
Zatem chodzę na koksownie i obserwuję zmiany. A raz w miesiącu potwierdzam jak moje odczucia po założeniu spodni mają się do wagi. Za dwa miesiące sprawdzę czy zmieniła mi się proporcja tłuszczyku do mięśni. Jestem zadowolona, moja garderoba mniej, bo katuję ją praniem jak nigdy dotąd, ale pojawienie się na miejscowej koksowni w koszulce reprezentacji w piłce nożnej, to jest coś, mówię wam. No jest lans, nie ma co:)))
No ale na poważnie, to odpowiada mi to, chociaż zewsząd słyszę, że lepiej sobie po parku pobiegać... No jakim, przepraszam parku jak do każdego muszę jechać kilkanaście przystanków bo, sorki ale w tych spalinach nie będę truchtać, a poza tym to ja nie biegam. Nawet na bieżni nie biegam, nie lubię, mogę osiągnąć podobny stopień wysiłku bez biegania, chodząc pod górę. Zapewniam, zmęczę się tak samo. Poza tym, samo bieganie to dla mnie nieco za mało. A do tego nie widzę wracać do domu przez pół miasta taka zlana potem, mokra po gacie. A nie będę się w krzakach przebierać...
Głosy, że poszłabym ale nie mam z kim, a samej mi się nie chce są dla mnie też wymówką, bo ja chodzę całkiem sama i nawet nie chciałabym iść z kimś, bo wiem po co idę. Idę się spocić i zmęczyć, a nie na plotki. 
Zresztą...  
Proszę trzymajcie za mnie kciuki, żeby ten spadek utrzymał się nadal. Jeszcze sporo przede mną, ale jestem z siebie dumna. To taki mój osobisty sukces. 
No a na koniec dodam, że ja jem mniej i zdrowiej, ale bez przesady, chcę tak żyć, a nie po zakończeniu procesu z dzikim szałem w oczach zacząć się obżerać.  Więc nie mam żadnej diety. Nie liczę kalorii. Nie jakoś mega dokładnie, mam niejakie obeznanie co do tego, co jadłam w ubiegłym roku a co obecnie. No i nie siedzę na tej koksownie codziennie po piec godzin. Raptem dwa do trzech razy w tygodniu po 1,5 - 2 godziny. Jak chciałam częściej to mi się organizm zbuntował i musiałam zrobić czterodniową przerwę. 
No to następnego sprawozdania za miesiąc. Ciekawe czy będzie coś nowego.  Pozdrawiam serdecznie.
 

23 komentarze:

  1. No to juz masz z gorki! Oczywiscie podtrzymuje cie psychicznie.. czujesz te prady? :)))

    Ja zrzucilam w zeszlym roku 15 kg, bez planu, bez myslenia, jakos tak poszlo. Ale dopomogly mi trzy tygodnie spacerkow z piesem. Liczylam w tym roku, ze jak dostane trzy psy, to sytuacja sie powtorzy. Ale niestety, psy nie sa latwe do spacerow, po pierwszej probie zrezygnowalam i nici z mojego odtluszczenia :( Bede musiala sama pospacerowac, jak sie tych podrzutkow pozbede :) Tylko ta pogoda da bani... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, pogoda do bani jeśli chodzi o korzystanie z ruchu na dworze. Wiatr zaraz wilgotne miejsca przeszywa i człowiek marzy o gorącej kąpieli i kawie.
      A z psem to fajnie jeszcze, można się z nim pobawić, pośmiać, interakcja świetna dla psychiki.
      !5 kilo to wspaniały wynik, moje marzenie w tej kwestii, ale będzie 10 to też ogromny sukces, byle trwale i bez komplikacji. Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Super tempo w zrzucaniu. Masz rację, jak masz truchtać w smogu, to lepiej zaliczać kilometry na bieżni e klubie. Tutaj widuje sporo osób z kijkami. Jest to fajne, bo to osoby starsze, a przecież mieszkam na wsi, gdzie raczej takich "tradycji" nie było.Sam nie mogę już biegać, ani truchtać, czego mi bardzo brakuje. Nie mogę obciążać stawów. Dlatego ruszam się inaczej- pracuję w różnych pozycjach w ogrodzie- skłony, przysiady, wchodzenie i schodzenie z drabiny:):):):) grabienie itp. I to też daje rezultaty w odchudzaniu.
    Podoba mi się, że nie przesadzasz z ograniczeniem jedzenia. Ma być lajtowo, a nie "z wyrzutami sumienia".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O dokładnie - lajtowo. Wyrzutów mi nie trzeba a jeść lubię. I nie wyobrażam sobie reszty życia na rygorystycznej diecie, bo utyję... Wolę powolutku zmienić nawyki i wyrobić sobie przyzwyczajenia dobre dla mojego organizmu.
      Tak, prace w ogrodzie są świetną gimnastyką. A z tym bieganiem to jest tak, że mnie stawy skokowe bolą po biegu i niby badania mówią, że to nie obciąża bardziej stawów niż marsz, ale moje odczucia temu zaprzeczają.
      Pozdrawiam gorąco.

      Usuń
  3. Gratuluję i trzymam kciuki! Bardzo mi się podoba Twoje podejście - spokojnie, bez napinki, ale konsekwentnie do przodu. Też uważam, że to powinien być styl życia, a nie akcja obliczona na szybki (i przeważnie krótkotrwały) efekt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O dokładnie. Znam przypadki szybkiego znikania na wiosnę wśród koleżanek - niestety zimą wracały z nawiązką i był żal, nad kawą z wielkim kawałkiem ciasta. Codziennie. A za ruch uznawały spacer do bufetu. A na wiosnę znów sałata i woda mineralna... co roku tak samo.
      O nie, to nie dla mnie,nie będe jęczeć że znajomi jedzą piccę a jak szpinak surowy z wodą. Nie, zjem z nimi trochę piccy i napiję się piwa, ale wiadomo nie co tydzień.
      Pozdrawiam i ściskam.

      Usuń
  4. Trochę miękkości żadnej kobiecie nie szkodzi wg mnie. Ale kciuki trzymam, choć sama osobiście w pracy tyle się nalatam, że później mi się nie chce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jak miałam pracę z lataniem to też mi się nie chciało, ale praca się zmieniła i jest siedząca bardziej więc... Równowaga musi być.
      Kochana miękkości to ja nie stracę, taką mam budowę, że nawet po obozie byłoby co jeszcze wytapiać.

      Usuń
  5. Zadowolona jesteś :-) To najważniejsze. Jak coś jest z człekiem zgodne, to i nie trzeba żadnych planerów robić:-). Gratuluję Maryśka ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie jestem zadowolona. Mam blisko, wygodnie i praktycznie. I nie boli mnie ta stówa miesięcznie. Za to powrót do spodni sprzed kilku lat raduje mocno. I twarz się zmienia.
      Dziękuję. I pozdrawiam.

      Usuń
  6. Gratulacje Luno! To niezły spadek wagi i dobra metoda. Ja nie wytrwałam w postanowieniach, bo zima ale za dwa miesiące mam sanatorium i tam zrobię drugi dobry początek. A potem lato, jesień i będzie nam łatwiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to prawda, chociaż latem są lody a do nich mam ogromną słabość. No ale potrafię z to cały dzień na arbuzie pociągnąć...
      Życzę powodzenia w sanatorium i pozdrawiam.

      Usuń
  7. wysiłek fizyczny jest wskazany nie tylko na redukcję masy i tkanki tłuszczowej :) jakoś lepiej się czuje (jak już zakwasy przechodzą)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to tak, też odczuwam poprawę w kilku aspektach. Aczkolwiek pojawiły się niewielkie problemiki. Zakwasy miej już dokuczają.

      Usuń
  8. Trzymam zatem kciuki, mam nadzieję, że się dalej uda.
    Ja od dawna próbuję w drugą stronę, ale bez skutku :)))
    Mam nadzieję, że u Ciebie dzisiaj też zaświeciło słońce, nie tylko to za oknem.
    Życzę Ci pękających pachnących pąków kwiatów, słońca, które grzeje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja droga, skoro od dłuższego czasu próbujesz bezskutecznie przytyć to może jakiś badania, tarczyca - nadczynność sprzyja takiemu chudnięciu. No chyba, że wszystko ok i jesteś po prostu ektomorfikiem, oni mają właśnie problem z wyrobieniem masy mięśniowej a jedzą czasem za trzech.

      Usuń
  9. Gratuluję i trzymam kciuki dalsze postępy ! ;-)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, na pewno się przydadzą. Pozdrawiam.

      Usuń
  10. Weź się ogarnij Luna! Wszystko źle! Nie zaczyna się od rzeźby, tylko od masy! Musisz odzyskać te 4,5 i dołożyć kolejne 10. Dopiero potem robisz rzeźbę, czyli przede wszystkim łapy, kopyto, kaptur i kratę. Poza tym wejdź na bombę (cuksy, sok), a potem na pecet, bo za cholerę Ci kable nie wyjdą! PS. Nie zapominaj o krecie z sokiem winogronowym, ale to pewnie już wiesz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale masz świadomość, że aby uzyskać rzeźbę to ilość masy powinna być odpowiednia, każdy Rzeźbiarz odrzuca nadmiar by wydobyć właściwy kształt. No więc ten...A z tym pecetem to żeś chopie popłynął... nic a nic nie zrozumiałam.

      Usuń
    2. Etam, siłka, to nie pracownia:))) PS. Popytaj dyskretnie karków:)))

      Usuń
  11. Brawo Ty! Trzymam zatem kciuki aby waga dalej leciała w dół a zapał i chęć do ćwiczeń w górę:D
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziękuję, waga na razie spada, ale zapał też nieco bo mię dopadło przesilenie. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.